• Czarny Spotify Ikona
  • Czarny iTunes Ikona
  • Czarny YouTube Ikona
  • Czarny Facebook Ikona
  • Czarny Instagram Ikona
  • Czarny Twitter Ikona

© 2018 BLACK HAT ULTRA

Podcast Black Hat Ultra | pasjonata biegania, podróży, ekspedycji ekstremalnych. Interesują mnie wszelkie aktywności gdzie wymagany jest specjalistyczny trening, odpowiednia regeneracja i dieta oraz niezłomny hart ducha. Podczas rozmów dowiem się co motywuje sportowców, jak znajdują czas i energię na treningi.

Paweł Żuk: Też zauważyłem tą przemianę, że stałem się troszeczkę innym człowiekiem. To jest to podejście do życia, później po biegu. Czyli tutaj jesteś impulsywny, jakieś przeżycia determinują twoją postawę życiową. Nagle wychodzisz na bieg sześciu dobowy, myślisz o różnych rzeczach. I zdajesz sobie sprawę „nie no, tutaj troszeczkę przegiąłem, mogłem troszkę inaczej postąpić. A jakbym tutaj wyhamował delikatnie, to by może inaczej się rzeczy potoczyły, akurat by nie było tak źle jak było. I wiesz, dobra to spróbuję następnym razem.” To jest ta filozofia, to jest to przejście, przeinaczenie się człowieka w tego lepszego, swoją lepszą wersję.

 

BHU: To był Paweł Żuk. Ja nazywam się Kamil Dąbkowski i witam was w podcaście Black Hat Ultra. Jest to podcast, w którym spotykam się z ludźmi, którzy przekraczają granicę tzw. Zdrowego rozsądku, aby rozwijać się, żyć pełnią życia i inspirować innych do działania. Paweł lubi pokonywać długie dystanse jak biegnie. Kilka tygodni temu wygrał w Atenach bieg na 1000 mil. Zajęło mu to 14 dni, 20 godzin, 2 min i 26 s. Podczas tego biegu pobił 3 rekordy Polski: na 1000 mil, na 1000 km i w biegu 10 dobowym. Paweł ma za sobą lata długich treningów, starty w niezliczonej ilości maratonów, biegach 24 i 48 godzinnych. Czasem pobiegnie również regeneracyjną piątkę. np. podczas Stołecznego Park Run. Spotkałem się z Pawłem po jednym z takich biegów, w piękne, sobotnie przedpołudnie. Usłyszycie jak ważna w bieganiu Pawła jest strategia i support, oraz skupienie na celu. I jak bieganie ekstremalnych odległości daje mu dystans do treningu, relacji z ludźmi, pracy i generalnie wszystkiego co go w życiu spotyka. Serdecznie zapraszam na rozmowę z Pawłem Żukiem. 

 

BHU: Paweł, dziękuję Ci bardzo, że mnie odwiedziłeś.

 

P: Przyjemność po mojej stronie.

 

BHU: Super, że funkcjonujesz w okolicy Warszawy i ja nie muszę jechać 400 km. To jest zawsze dla mnie duża ulga.

P: Fajnie. Okazało się, że blisko mieszkamy. Także możemy się nawet częściej spotykać.

 

BHU: Super! Jak Ci mija dzień?

 

P: Dobrze. Ładna pogoda, piękne słoneczko, było już pobiegane.

 

BHU: A co pobiegałeś rano? Tak treningowo?

 

P: Treningowo. Dobieg, park running, trochę szybszy, poniżej 20. To jak na mnie to szybko, szczególnie po 1000 mil.

 

BHU: Regeneracja widzę, że przechodzi dobrze?

 

P: No fajnie. Już 3 tydzień po biegu, także trzeba już coś poważniejszego biegać powolutku. Ale już trzeba zaczynać, no bo kolejne wyzwania […].

 

BHU: No właśnie. Kiedy najbliższy start z celami stricte sportowymi dla ciebie?

 

P: Nie wiem czy mogę mówić, ale chyba już mogę. Chyba za jakieś 2 miesiące będę podchodził do bicia rekordu Polski w biegu dobowym na bieżni mechanicznej. Co prawda rekord Marka Szustera nie jest jakiś bardzo wyśrubowany, legendy tego typu wyzwań. 206 km myślę, że jest to w moim zasięgu. Szczególnie, że ostatnia próba na 12 godzin to było 131 km, także myślę, że 206 km jest spokojne w moim zasięgu. Nawet po 3 miesięcznym treningu od Aten.

 

BHU: Powiedz mi, bo to zawsze mnie fascynowało. Na jakiej bieżni wy biegniecie? Na takiej jakie normalnie stoją w siłowniach? Że ustalacie prędkość i biegniecie zgodnie z tą prędkością?

 

P: Żeby wynik mógł być oficjalnie uznany za rekord. Czy np. Za rekord europy, świata czy rekord Polski, czy mógłby ten rekord być wpisany do Księgi Rekordów Guinessa, musi być spełnionych kilka warunków określonych przez kolegium biegaczy. Bo to jest nieoficjalna dyscyplina sportu. Nie ma nad nią pieczy żaden związek lekkiej atletyki. To po prostu jest wyzwanie dla ultrasów. I ultrasi ustalili pewne zasady, które muszą być spełnione. Czyli bieżnia musi być odpowiednio skalibrowana, przez firmę, która ma do tego uprawnienia. Bieg cały czas musi być filmowany, żeby nie było niedomówień, że ktoś gdzieś tam zniknął i niewiadomo co się dzieje. Wyniki muszą być co godzinę publikowane na forach społecznościowych. No i jeszcze kilka takich pomniejszych ustaleń. Sędzia, który jest cały czas podczas takiego biegu. Także jest kilka tych punktów, które muszą być spełnione, żeby później można oficjalnie uznać za rekord. Z tego co wiem, mój kolega z Włoch, będzie teraz próbował zmienić rekord świata w biegu dobowym na bieżni mechanicznej. I on już 2 tygodnie temu miał oficjalną konferencję prasową. Przedstawił swoich sędziów, przedstawił miejsce, w którym będzie to robił, firmy, które będą mu pomagały w tym przedsięwzięciu. Także to jest taki proces jak podczas zwykłego biegu ulicznego.

 

BHU: Czyli to jest tak, że biegniesz i sam sobie ustalasz prędkość z jaką biegniesz?

P: Tak, jak na każdych zawodach. Trenujesz, wiesz na co cię stać i […].

 

BHU: A jak masz przerwę na siku, to rozumiem zwalniasz, idziesz do toalety, kamera cię kręci, tak?

P: No wiesz no, to jest bieg 12 godzinny. Najlepsi w biegu 24 godzinnym nie robią żadnej przerwy. Nasi mistrzowie, miałem przyjemność wielokrotnie oglądać ich w boju, w akcji, to jest tak, że wychodzą do Toi’a dosłownie na 15 sek. I to jest jedyna przerwa w biegu dobowym. A tak to cały czas się biegnie. No to jest bieg. My ultrasi asfaltowi stawiamy na bieg. Czyli cały czas biegniemy. Jeżeli masz problemy żołądkowe, jeżeli coś się dzieje niedobrego, to po tych 12-15 godzinach przechodzisz do marszu, bo wiadomo, że musisz zjeść ciepły posiłek czy coś takiego. Ale to jest krótka przerwa i staramy się biec. Szczególnie, że limity w biegach mega długich są tak wyśrubowane, że przechodząc do marszu, czy robiąc jakieś większe przerwy po prostu nie mieścisz się w limicie i jesteś nieklasyfikowany. Także, biegamy, biegamy.

 

BHU: Widzisz, ja pochodzę bardziej z trailu i większość słuchaczy tego podcastu również. Jak są góry, to wiadomo, my podchodzimy. Taka specyfika. Jak np. Słyszymy o bieganiu po asfalcie, to już się trochę marszczymy. Potem słyszymy, że biegniesz po pętlach 1 km, czy tam 1,2 km. Dystans wiadomo, to już zależy tak naprawdę co ty chcesz osiągnąć. Co dany sportowiec chce osiągnąć i na co się nastawia, i do czego trenuje. I fizycznie i mentalnie. Ale na początek chciałem, żebyś mi odpowiedział na takie głupie pytania:
Dlaczego po pętli, dlaczego po 1 km pętli, dlaczego tam gdzie jest brzydko czyli w środku miasta, często przy jakiś autostradach, które śmierdzą i ty to wdychasz. Dlaczego tak?

 

P: Powiem ci, że wiele osób mnie o to pyta. I coraz częściej zacząłem się nad tym zastanawiać. A szczególnie gdy wróciłem z tego biegu z Aten. Chodziłem sobie na basen i tak sobie pływałem, na basenie 25 m., w tą i z powrotem, półtorej godziny i tak sobie mówię „kurczę! Ależ ci ludzie mają zajawę na to pływanie! 25 m. Tylko, w tą i z powrotem!” Tutaj trzeba być hardkorem! Ludzie robią potrójne Iron Many pływając na basenie! I pływają to godzinami! 25 metrów! To moja pętla kilometrowa to to jest kosmos! No wszystko się rozgrywa po pętlach. Wszelkiego rodzaju sporty, no większość sportów jest na pętlach. Dochodzę do takich wniosków, że to jest głównie ze względów medialnych żeby łatwiej było to przekazać w mediach, w telewizji itd.

 

BHU: Ja to widzę tak: że po pierwsze organizator ma dużo łatwiej zorganizować taki bieg. Po drugie: kwestie bezpieczeństwa.

 

P: Przede wszystkim. Zwróć uwagę, to nie jest godzina, dwie czy 10 godzin biegu. To są biegi 2, 3 dniowe, tygodniowe, 2 tygodniowe. Nie wiem czy większość ludzi ma, raczej mało, tego typu doświadczenia z takimi biegami, ale już po 2 - dobach funkcjonujesz już na zasadzie „zombie”. Nie wszystko do ciebie dociera, nie wszystko jesteś w stanie przekazać, masz tylko jeden cel - bieganie. Biegasz i nie myślisz o suplementowaniu, o wykonywaniu jakiejś strategii, która była wcześniej założona przez ciebie. Przynajmniej jest ci to bardzo ciężko. 3 doba. Tydzień czasu, jest coraz gorzej z tym. I dlatego bieganie po pętli jest głównie ze względów bezpieczeństwa zawodnika, bo bieganie kilkudobowe, umówmy się, że to już jest balansowanie troszeczkę na krawędzi. Można biegać szybko, można się zbliżać do pewnych granic wytrzymałości. Wiadomo, ścigacze mierzą tętno. To serducho wali niesamowicie. Przekraczają jakieś tam bariery. W biegach długich ultra kilkudobowych, też jest ta granica, bo tego się nie da wytrenować. Tego żadne badanie ci nie wykaże jak się będzie zachowywał twój organizm, kiedy nawarstwi się zmęczenie fizyczne, psychiczne, brak snu. Jakieś tam procesy zachodzą wtedy w organizmie, takie, które podczas żadnego badania nie będą miały miejsca. I wtedy może być to różnie. Dlatego musi być ta pętla. Pętle są, tak jak powiedziałeś- od kilometra, potrafią być nawet do 2,5 km. W zależności od tego jaka jest specyfika terenu, na co sobie może organizator pozwolić żeby miało to ręce i nogi, tego typu zawody. W biegach ultra, tych długich, jest tak, że organizator przynajmniej powinien ważyć każdego zawodnika przed startem. I wyraźnie w regulaminie biegów ultra długich jest napisane, że ubytek masy ciała w stosunku do początkowej wynosi 10%, wtedy organizator, lekarz ma wręcz obowiązek zdjąć takiego zawodnika z trasy. No bo to już jest zagrożenie życia.

BHU: Miałeś kiedyś problem z wagą podczas biegu?

P: Tzn. Ja ogólnie jestem szczupłym zawodnikiem. I jedną z form mojego treningu, bardzo poważną formą, jest odżywianie się. Mam bardzo duży przepał, bardzo dużo jem, ale i bardzo dużo ucieka mi po prostu w kosmos kilogramów. No i to musi być dopilnowane przez mój team. Ubytek mojego ciała jest dosyć duży. No bo w biegu 10 dobowym w Nowym Jorku schudłem 7 kg. Teraz na 1000 mil schudłem ponad 7,5 kg. Także to już jest takie zbliżanie się do granicy. Pomimo tego, że mój zespół cały czas dba o to, żebym prawidłowo się odżywiał, żebym się suplementował. Panujemy nad tym na tyle na ile to jest możliwe, ale mimo wszystko im ten bieg jest dłuższy, tym więcej kg gdzieś tam ucieka. I cały czas jesteśmy na takim etapie eksperymentowania, co zrobić, żeby to było bezpieczne. Trzeba mieć siłę żeby to biegać.

BHU: A jak często się ważysz? Jak często sprawdzają twoją wagę?

P: Uwierz mi, że jak biegasz po pętlach, cały czas patrzysz na twarze swoich konkurentów i organizator też na nas patrzy to widać, że zawodnika jest po prostu mniej. [śmiech] Z każdym dniem jest go mniej po prostu. Ale organizator widzi to, to jest doświadczony organizator biegu w Atenach. To była już 14 edycja tego ultramaratonu. I organizator, który jest jednocześnie lekarzem, powiedział, że jeżeli zobaczy, że będziemy biegać bardzo szybko, jeżeli będziemy się ścigać z tymi zawodnikami domówki lub dwóch, lub nie będziemy jeść albo będziemy mało spać, to wtedy on będzie interweniował. Ale na szczęście nie każdy z zawodników, który podjął wyzwanie w tym roku. Jednak to byli bardzo doświadczeni zawodnicy i nikt tam nie robił jakiś nieprzemyślanych ruchów.

 

BHU: Paweł, teraz mówisz, że jesteś szczupły, ale nie zawsze tak było, prawda?

 

P: Kiedyś byłem „normalnym facetem”.

 

BHU: Kiedy to było?

 

P: Powiedzmy 10 lat temu. To jak miałem 34 lata, to chyba miałem taki okres szczytowy gdzie ważyłem 103 kg. Przy moim wzroście, przynajmniej mi się tak wydawało, że jeszcze tego tak nie było widać, bo przy 184 cm, 103 kg, to się ładnie tak rozłożyło, że jeszcze nie było wielkiego problemu z wagą.

BHU: A wtedy ze sportem miałeś coś wspólnego?

P: Nie, zupełnie.

BHU: A wcześniej?

P: Wcześniej to miałem jakąś przygodę roczną z lekką atletyką, ale to za czasów 6-7 klasy w podstawówce. Ale to raczej taka przygoda. Były lekcje WFu, trzeba było coś zaliczyć, skoczyć, pchnąć. I to tyle. A później totalny rozbrat ze sportem, 16 lat niestety stracone. Czyli palenie papierosów, co uważam, że jest wielkim złem i tragedią. Mam ten przykład: 16 lat paliłem papierosy, po 1,5 paczki dziennie, później rzuciłem palenie i widzę jak się czuje, co się dzieje z organizmem. Uważam te 16 lat za stracone. Naprawdę. Teraz jest o wiele lepiej. Jest rewelacyjnie.

BHU: A miałeś jakieś problemy ze zdrowiem przez to palenie i nadwagę?

 

P: Miałem kiedyś taką sytuację stresową. Tzn. Życie jest życie. Życie przynosi nam różne sprawy. Miałem taki okres swojego czasu, gdzie było dużo stresu i w wieku 28 czy 29 lat, dokładnie nie pamietam, ale to było tuż przed 30. Miałem zawał serca. Z racji tego, że organizm był wtedy młody, to sobie jeszcze jakoś poradził. Ale na badaniach, echu serca, EKG, wychodziło to, że to miało miejsce.

 

BHU: A z czego ten stres wynikał?

P: Są sytuacje życiowe. To nie był sport, nie uprawiałem sportu. To było zwykłe życie. Zwykłe życie przyniosło mi, to co mi przyniosło. Na całe szczęście teraz jest dobrze, bo miałem okazję być badanym przez dr. Łukasza Małuka, wybitnego kardiologa, który dużo mi powiedział nt. Mojego zdrowia, mojego serducha. I jeżeli on zdecydował się podpisać mi dokument, że mogę biegać ultramaratony, takie długie dystanse, no to chyba wiedział co robi. I nie ukrywam, że to dodało mi punktów do motywacji. Skoro wiem, że jest wszystko ok, że trenuję dobrze, trenuję ciężko. Serducho i organizm jest ok, to są podstawy ku temu, że można porywać się na jakieś mega wyzwania i powalczyć.

BHU: Absolutnie! A powiedz kiedy nastąpił ten przełom? Kiedy postanowiłeś wstać z kanapy i wziąć się za siebie?

P: To było przypadkowe. Już mówiłem o tym wielokrotnie, ale powtórzę. Na jednym ze spacerów z synem, widzieliśmy finiszujących zawodników w Półmaratonie Warszawskim, pod wpływem tego co widziałem. Postanowiłem, że spróbuję przebiec coś tam, zobaczyć jak to jest, no i spodobało się. Chociaż na początku nie było tak fajnie. Mimo wszystko uważam, że bieganie to jest jedna z dyscyplin sportu, które wbrew pozorom nie jest łatwe. Szczególnie widzę to po swoich kolegach, którzy próbują za moją namową coś tam pobiegać i widzę, że bardzo ciężko jest się przełamać.

BHU: Do regularnych treningów czy co jest takiego trudnego twoim zdaniem?

 

P: Wiesz, trzeba się ruszać, trzeba oddychać. Tu się spocisz. No nie wszyscy to lubią. Nie mogą się przełamać. Wyciągnąć ich na 2, 3 takie bieganie jest ciężko. Później są wymówki, bo czas, bo to, tam to. Wg. Nich, ludzi, którzy są przeciętnymi Kowalskimi i próbowali coś tam biegać. Jak ja z nimi rozmawiam, jednym z argumentów jest to, że są łatwiejsze dyscypliny sportu. No to coś w tym musi być, ale cały czas namawiam, bo jednak bieganie jest niesamowitą formą spędzania czasu i niekoniecznie trzeba się ścigać, niekoniecznie trzeba biegać długo. Wystarczy taki park runngng, żeby wyjść spokojnie, przetruchtać, porozmawiać i dzień jest na plus później.

 

BHU: Na pewno jest coś takiego, że bieganie nie jest dla każdego. To trzeba lubić.

 

P: No to też. I psychicznie i fizycznie. Umówmy się, że osoby, które mają lekką nadwagę czy którzy mieli jakiś uraz […]. Mam kolegów, którzy grali w piłkę i mają problemy z kolanami. Nie dość, że przestali grać, bo nie mogą, no to bieganie już praktycznie odpada, bo cały czas coś się dzieje z tym kolanem, z nogą.

 

BHU: Najważniejsze, żeby po prostu wstać i coś zacząć ze sobą robić.

 

P: Tak, żeby to było bezpiecznie. Jeżeli można kawałeczek przejść, można coś zrobić gallowayem. Także trochę chęci dla siebie. Tak optymistycznie podejść do myślenia o bieganiu. Niekoniecznie od razu o regularności czy wynikach. Po prostu wyjść, spotkać się raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu z jakąś grupą i coś poruszać się, porobić. To już jest bardzo dużo.

 

BHU: A powiedz, ten półmaraton, który ciebie tak zainspirował. Co ci się tak naprawdę spodobało w tym co widziałeś?

 

P: Walka chyba. I to walka nie tych czołowych zawodników, bo nie przypominam sobie żebym ich widział. Natomiast widziałem wbiegających na metę ludzi, z perspektywy czasu mówiąc, pomiędzy 1:48 a 2:15 - 2:20. No, czyli jak ja to nazywam, taka poważna walka jest z przodu i jest z tyłu. Także widziałem ten wysiłek, to poświęcenie ludzi. I ci, którzy wbiegali tam na metę ponad 2 godziny w półmaratonie. 2:10, 2:15 byli mega zmęczeni. Widziałem, że dali z siebie wszystko, a mimo to, otrzymali medal, później rozmawiali ze swoimi znajomymi i było ok, było fajnie, był uśmiech i pozytywna energia. I myślałem, że trzeba tego spróbować. Coś w tym jest! No bo człowiek się złacha niesamowicie, wypluje. A jednocześnie wiesz, gęba mu się haha. To jest jakaś forma niezłej adrenaliny.

 

BHU: Zanim zacząłeś biegać, miałeś w życiu takie sytuacje gdzie musiałeś dać z siebie wszystko?

 

P: No były sytuacje gdzie musiałem podejmować pewne decyzje i nie były to decyzje łatwe. Ale mówię, to było życie. Natomiast efekt sportowy to wszystko zweryfikował. Kiedyś byłem innym człowiekiem. Bieganie ultra dało mi to, że wiele rzeczy podczas takiego biegu da się przemyśleć. Da się znaleźć jakieś inne drogi do pewnych rzeczy i wybrać jakąś drogę. I wiem, że z perspektywy czasu, niektóre moje decyzje były błędne. Tzn. Teraz bym podjął inną decyzję. Nie wiem czy akurat byłaby to dobra decyzja, ale na pewno tamta decyzja była błędna. A bieganie dało mi możliwość spojrzenia na pewne rzeczy z innej perspektywy. A to jest dużo, bo biegając dobę, dwie, trzy […]. Już kilka takich biegów mam za sobą, także naprawdę myślałem o różnych rzeczach. O tym co było w moim życiu, o tym co będzie. Także jest to duży plus biegania, że można pewne rzeczy sobie przemyśleć, do pewnych wniosków dojść, wybrać jakąś drogę, jakieś rozwiązania. Na spokojnie. Bo myślę o jakiejś rzeczy, że można to zrobić tak czy inaczej, następnego dnia, czy dwie doby później znowuż myślę o tej rzeczy i kolejna jakaś droga, kolejne rozwiązanie przyszło, o której nawet nie myślałem, że może z tego punktu widzenia wyjść i to też jest jakieś rozwiązanie. Także bieganie ultra bardzo się przenosi na życie po za sportowe i na plus. To jest wszystko na plus.

BHU: Czyli daje ci taki spokój umysłu? Dystans, pokorę do własnych myśli.

 

P: Kiedyś na pewne rzeczy bym reagował bardzo impulsywnie i można powiedzieć nie do końca przemyślanie. A bieganie ultra daje mi ten spokój. Kiedyś byłem cholerykiem, kiedyś impulsywnie reagowałem. Raczej staram się, jeżeli to nie jest konieczne, nie reagować już tak szybko, przemyśleć pare rzeczy, podjąć decyzję troszeczkę później. Bo naprawdę odwlekając jakąś decyzję  w czasie o troszeczkę, może to przynieść tylko same plusy. Niż podjęcie pochopnej decyzji. Później nie można tego odwrócić. Jest w bieganiu ultra to coś właśnie, że to przenoszenie tych przemyśleń na życie codzienne naprawdę daje pozytywne efekty.

 

BHU: Ustawia ci dobrze głowę po prostu?

 

P: Tak. Psychicznie. To jest też element tak jak rozmawialiśmy. Odżywianie, suplementacja to jest bardzo ważna rzecz. Ale i praca nad głową, nad psychiką. Ja to mam takie procentowe     swoje wskaźniki, że samo bieganie to jest tak około 50-60% tylko. Natomiast odżywianie i psychika to są bardzo kluczowe rzeczy i też w dużym procencie wpływają na końcowy sukces. To jest bardzo ważna sprawa. Jeżeli to zawiedzie no to nie da razy.

 

BHU: No właśnie. Tu jeszcze trzeba wyraźnie powiedzieć, że ty nie mógłbyś pokonywać tych dystansów i bić tych rekordów sam. Jakby to jest praca teamu. I chciałbym, żebyś teraz opowiedział o swoim supporcie, kto wchodzi w skład tego supportu i kto czym się zajmuje.

 

P: To też jest element zdobywania wiedzy biegowej. Na początku pamiętam kiedy podjąłem decyzję, że liznę troszeczkę tego tematu ultra, pojechałem na bieg dobowy na mistrzostwa Polski w biegu dobowym. I tam poniosłem sromotną porażkę. Ale to była potężna lekcja na przyszłość. Po prostu pojechałem sam, przebiegłem parę maratonów i stwierdziłem, że „dlaczego nie”. No i z wielu powodów właśnie „nie”. Pojechałem sam, bez teamu, popełniłem wiele błędów taktycznych.

 

BHU: Na czym polegały?

 

P: Jak każdy początkujący. Czyli za szybko, za dużo. Bez strategii nie ma co podchodzić do takiego biegu. Jest taki pułap, pewnie w biegach na szybkość też jest. Do pewnego pułapu, do pewnego momentu dojdziemy sami. A później jeżeli nie podejmiemy jakiś kroków, no to już się pewnych rzeczy nie przeskoczy. Naprawdę trzeba się bardzo zaangażować jeżeli w maratonie dojdziesz do 2:30 np. Bo masz jakiś tam talent, i chcesz coś więcej osiągnąć, no to już siłą rzeczy musisz później zrezygnować z pracy, musisz poświecić więcej na mocniejszy trening, więcej czasu na regenerację, zmiany diety czy coś takiego. Żeby piąć się dalej. Oczywiście jeżeli masz takie ambicje. Tak samo w biegach ultra dojdziesz do pewnego momentu, gdzie możesz sam coś wybiegać, a później już jest nie do przeskoczenia jeżeli nie ma drużyny. I właśnie na takich biegach podglądałem, obserwowałem jak to jest u naszych mistrzów z kadry Polski. Później troszeczkę pojeździłem po świecie, popatrzyłem jak to robią najlepsi na świecie i wyciągałem wnioski. I uczyłem się na błędach innych też i na swoich. Dlatego teraz bez supportu, bez drużyny nie ma dobrego wyniku i nie ma bezpiecznego biegania. U mnie, w zależności od tego jaki to jest dystans, w drużynie jest od 1 do 3 osób. Każda jest tam za coś odpowiedzialna. Ale umówmy się, np. Taki bieg na 1000 mil z limitem 16 dni, gdzie trzeba być kilka dni wcześniej, kilka dni po biegu też trzeba zostać, żeby móc jakoś funkcjonować. No ja nie znajdę takiej osoby, która by ze mną pojechała na 3 tygodnie, rzuciła pracę, rodzinę, dom i będzie mnie supportowała 3 tygodnie. To też logistycznie trzeba dobrać. Moi serwisanci się zmieniają, przekazują sobie później co się ze mną dzieje, na jakim jestem etapie biegu. Odnosząc się do biegu 10 dobowego w Nowym Jorku i tego na 1000 mil w Atenach. Cały bieg zaczyna się rok wcześniej. Czyli najczęściej moim serwisantem jest moja Natalia. Bo ona zna mnie najlepiej i robi to już od dłuższego czasu. Także to jest podstawa. Jednak do takich biegów dłuższych potrzebujemy jeszcze wsparcia. Bo naprawdę przy biegu dziesięciodobowym czy biegu na tysiąc mil, to 2 - 3 osoby spokojnie mają co robić.

 

BHU: I czym się zajmują te 2 - 3 osoby?

 

P: Kamil np. Włączył zegarek 1 i 2 doby, zrobił 25 czy 27 km koło mnie. Oprócz tej strategii, którą dopracowujemy przez cały rok przed biegiem. Czyli trzeba pilnować żywienia, suplementacji, trzeba pilnować mnie, pilnować bazy, trzeba pilnować organizatora też, bo wielokrotnie zdarzało się tak, że coś tam jest nie tak, jak powinno być z pomiarem czasu, z kilometrami gdzieś, ktoś, coś nawali. Także serwisanci pilnują czy to wszystko działa. No mnóstwo jest rzeczy na które trzeba mieć baczenie. A to wszystko składa się później na końcowy sukces. Naprawdę zbagatelizowanie mojego sygnału, że ja mówię, że coś mnie tam boli przy lewej nerce czy w prawym bucie - jest automatyczna reakcja serwisu. Zmieniamy obuwie, wcieramy, przewijamy, zmieniamy skarpety.

 

BHU: Bo ty byłbyś gotów polecieć dalej po prostu?

 

P: Tak. Ja tylko mówię, że coś mi tutaj tego. A oni już myślą „może zmienić buty, może coś podnieść do góry, może buty bez palców.” W zależności co się dzieje. Może jakaś maść, może taśma, może pół godzinna przerwa. Oni już mnie znają, oni już wiedzą co ja mówię. Najbardziej zna mnie Natalia. Wiesz, jest 3, 4 dzień biegu, godzina 1 - 2 w nocy, ja mówię „kurde już mi się chce strasznie spać i nie dam rady”, a Natalia wie, że już jestem strasznie zmęczony i że jest ciężko, ale ja jeszcze dam radę. Jeszcze jest napisane w rozpisce, że ja powinienem 40 minut biec i robić km, bo tak jest napisane, bo ja to trenowałem, ja dam radę. Organizm podpowiada, że jest ciężko, kiepsko. No bo tak jest, ale wychodzi z rozpiski, że dam radę. I ona patrzy na mnie i widzie naprawdę czy to jest do zrobienia czy da się coś ugrać. Nie raz jest tak, że mamy jakiś plan np. Dobiec do 110 km danej doby zanim odpocznę, a support podejmuje decyzję, że nie, że biegniemy 104 i jest koniec, bo jest ze mną tak kiepsko. Później to jakoś nadrobimy, ale teraz już się więcej nie da zrobić. Także oni to obserwują, wiedzą kiedy ciepły posiłek, kiedy jakiś shake węglowodanowy, kiedy jakieś ciepłe żele. Wszystko wiedzą! Kiedy witaminy.

 

BHU: Ale czy to jest coś co ty wcześniej przetestowałeś na sobie sam? Mówię o odżywianiu. Czy też ty oddajesz supportowi pełną władzę nad twoim odżywianiem.

 

P: Nie, to jest wszystko to co było przetestowane na innych biegach. To co nie ukrywam, bardzo lubię. Bo niektóre rzeczy są takie, że spojrzę tylko na nie i automatycznie mi się gęba haha i wiem, że energia przybywa z kosmosu. To bardzo pozytywne. Także to są rzeczy, które pomagają mojemu organizmowi. Czyli właściwa suplementacja, bo wiadomo, że na samych ziemniakach się nie pobiegnie 1000 km, trzeba organizmowi trochę pomóc. Ale i są rzeczy, które lubię. Czyli powiedzmy sobie, nie są jakimś kluczowym składnikiem dla mojego organizmu, który tam znacząco by pozwolił wznieść się na jakieś wyżyny, ale psychicznie działa bardzo dobrze. A to też jest ważne. Jak ja widzę to całe… Wiesz, wstaję rano, jest jeszcze ciemno, jestem naprawdę jak zombie i tylko czekam aż wstanie słońce.

 

BHU: To co ty robisz to jest chyba więcej niż 50%. Biegasz głową tak naprawdę.

 

P: No wiesz, ale jeżeli organizm nie byłby wytrenowany i wyćwiczony […].

 

BHU: Naturalnie, że tak. O tym to w ogóle nie dyskutujemy.

 

P: Wiele osób mnie pyta „co sobie myślisz? Przecież to są pętle, kilometrowe.” Ja ani razu przez bieg na 1000 mil nie myślałem, że to są pętle! Ja do tego nie podchodzę, że to są pętle, czy to jest od punktu A do pkt. B, czy to jest bieżnia mechaniczna. Ja staję przed wyzwaniem, mam coś zrobić, i ja się skupiam, że ja mam to zrobić. Szukam samych pozytywów. Czyli ja mam biegać. Biegać bardzo lubię, kocham to i ja biegam. Ja nie wziąłem ze sobą zegarka. Ja ani przez moment nie […], bo popełniałem ten błąd na biegach długich, że miałem zegarek i patrzyłem, i to dosyć często i się jarałem psychicznie, bo już jestem na tyle zmęczony, że mi tępo spadło do 6:04, a tu jest 3 doba biegu, a ja tu 6:04 biegam i zaraz mam 2 godzinną przerwę na sen. To nie jest tak w ogóle. To jest zupełnie inny rodzaj biegania. Można powiedzieć, że to jest bieganie zadaniowe. Mam jakiś duży dystans do przebiegnięcia, ale dzielimy go sobie na jakieś mniejsze, i np. Danej doby mam zrobić tyle a tyle km i to też jest dzielone: do obiadu, po obiedzie, do nocy. I zadaniowo. Idziemy i mam zrobić. Kamil mówi „dobra, jedz dobre śniadanie, do obiadu masz zrobić jeszcze 50 km”. I jedziemy te 50 km!     Nie zastanawiam się, że to jest po pętlach, że to jest 1000 mil w sumie.

BHU: Czytałem też o Srishim Noi. O hindusie, który założył tą sektę biegową. Przyjechał do Nowego Jorku, nauczał medytacji itd. I tak naprawdę jego nazwisko teraz firmuje większość tych długich biegów. Marathon Team.

 

P: Ta jego grupa biegowa organizuje biegi, które są ponad 30 lat. W wielu tych biegach uczestniczyłem, od doby do dziesięciu dób organizowanych przez tą grupę. I powiem ci, że to jest rewelacja. Podejście tej grupy do biegania, do filozofii biegania, do organizacji biegów jest wzorowe.

BHU: No właśnie. Jego filozofia była taka, że to są takie doświadczenia transcendentalne. Ty też odczuwasz coś takiego jak biegniesz? Tak, było u mnie. Tak jak mówiłem, też zauważyłem u mnie tą przemianę, że stałem się zupełnie innym człowiekiem.

 

P: To jest to podejście później do życia po biegu. Czyli tutaj jesteś impulsywny, jakieś przeżycia determinują twoją postawę życiową. Nagle wychodzisz na bieg 6 dobowy, myślisz o różnych rzeczach i zdajesz sobie sprawę, że „nie no, tutaj troszeczkę przegiąłem, tutaj mogłem troszeczkę inaczej postąpić. A jakbym tutaj delikatnie wyhamował, to może by rzeczy się inaczej potoczyły, może by nie było źle tak jak było. To spróbuję następnym razem.” I właśnie to jest ta filozofia, to jest to przeinaczenie się człowieka w tego lepszego. Lepszą wersję swoją.

 

BHU: Teraz mówisz o tym co się dzieje po biegu. Teraz troszkę opowiadamy co się dzieje w trakcie. I czy w trakcie biegu ty też masz takie wrażenie, że jesteś w takim stanie medytacyjnym?

 

P: Niekiedy to tak jest, tylko ja może tak tego nie odczuwam. Tylko później widzę po kilometrażu swoim, jak mój support mówi „dobra, to jeszcze tylko 4 km i już jest przerwa”. Mówię „no jakie 4, jak niedawno było 30 km do zrobienia!” Ale jakoś tak czas płynie inaczej. I pewnie tam jest jakieś przejście w myśleniu w głowie, że są takie momenty, podczas tych kilkudobowych biegów, gdzie naprawdę ten czas płynie sobie, wchodzisz w taki rytm swój biegowy, gdzie nie czujesz, że to jest 9 doba biegania. Lecisz sobie, fajnie i przyjemnie. Nie czujesz żadnego bólu, wchodzisz w ten taki rytm i to się czuje, że to jest płynne. Oczywiście są też takie momenty, że ciężko ci wstać z toalety nawet i odpalić te nogi. Próbujesz, przechodzisz, coś tam zjadłeś, robisz jeden kilometr, maszerujesz drugi km, maszerujesz trzeci, a nogi nie chcą w ogóle odpalić. Nie możesz się przemóc żeby wejść w trucht, w bieg i to też jest takie przełamanie, myślenie. To też nie jest nic na siłę i tego też pilnuje serwis. I jeżeli coś nie działa, trzeba do tego podejść psychicznie od drugiej strony, do zawodnika też. U mnie to działa, że przebiorę się, założę coś fajnego, coś wygodnego. Naprawdę oni mnie na tyle znają, że jeżeli widzą, że coś idzie bardzo ciężko i trwa to już jakiś czas, to już to zmieniamy. To jest aspekt i żywieniowy, jeżeli chodzi o ubrania i o wszystko.

 

BHU: Strasznie fajnie było obserwować ciebie na tym biegu i była taka bardzo ciekawa transformacja, która polegała na tym, że początek jakoś zleciał, pierwsza 1/4, potem było jakoś bardzo ciężko. Pamiętam, że co cię obcierało, była fatalna pogoda i byłeś mocno przygnębiony. A potem od połówki zrobiło się coś takiego, że tak: wyglądałeś coraz młodziej, wyglądałeś coraz świeżej, byłeś coraz lepiej ubrany a na metę wbiegłeś, jakbyś był po niedzielnym wybieganku. Działo się coś takiego, widać było jak się zmieniasz podczas tego biegu, jak radzisz sobie z przeciwnościami. I im bliżej byłeś mety, tym byłeś w lepszej formie.

 

P: Jeden był taki moment, kiedy naprawdę coraz częściej dochodziło do mojej głowy, że może się nie udać. W sensie, że nie pokona mnie dystans czy jakaś biegowa sprawa, bo coś się zepsuło, tylko ta choroba. Miałem alergię skórną, gdzie miałem krosty na całym ciele. Brzuch, stopy. Było już kiepsko. Później mi się zrobiło na prawej nodze, na łydce i na podudziu bąble z wodą i z jakimś płynem, że mi już ciężko było zginać nogę. Wtedy też serwis podjął decyzję, że było tylko 97 km nabiegane tamtej doby, bo wcześniej w nocy zszedłem, bo nie dało się po prostu. Było bardzo ciężko. Już wtedy leżałem, Kamil zbiegał połowę Aten po aptekach, żeby kupić jakieś specyfiki. Żeby coś tam zadziałało, przebiliśmy ze 2 - 3 bąble, żeby zobaczyć czy obciąć te pół nogi czy nie. Liczy się cel, trzeba coś działać. Bo jeżeli tak jak postępowała ta choroba, no to jeszcze 2 - 3 dni i po bieganiu by było. Nie poszliśmy tam do lekarza, który współpracował z organizatorem na tych zawodach, no bo już nam się wydawało, że to jest taka poważna choroba, że mógł nas zdjąć z trasy. Także chowaliśmy się pod długimi lycrami, pod bluzami. Nie pokazywaliśmy tego, że mam całą nogę, brzuch, ręce wysypane w tych krostach. I próbowaliśmy coś działać. Całe szczęście się udało. Właśnie to był taki przełom, kiedy po 4 burzowych, deszczowych, wietrznych nocach, gdzie było tak, że jednej godziny 3 km tylko pokonałem, bo nie mogłem nawet do przodu iść, bo co podnosiłem nogę, to wiatr z deszczem mnie na bok zwiewał. Ja kucałem tyłem do kierunku wiatru, żeby odczekać te 10 - 7 sekund, żeby troszeczkę było mniej, żeby wrócić po tej pętli na halę, gdzie był serwis, bo było bez sensu. Wtedy Kamil też podjął decyzję, że jest bez sensu, że w ogóle wychodzenie i walka […]. Bo to już 4 doba takiej walki. Położyłem się spać, Kamil wstaje pierwszy i mówi, że „nie no, Paweł, jeszcze pół godziny leż, bo tak leje, tak wieje.” To właśnie jest ta rola serwisu. Później ta choroba troszeczkę odpuściła, zmiana serwisantów przyjechała, Natalia z Gośką. Przywieźli pewne lekarstwa z Polski, bo wiele osób wiedziało co mi jest, tzn. Z mojej relacji domyślało się co może mi być i jakieś maści zostały przywiezione i jakieś mydła i takie rzeczy i udało się opanować tą chorobę i wtedy już ze mnie ta adrenalina zeszła. W sensie ta taka negatywna, że może się nie udać. Jak już widziałem, że w dzień jest ładne słonko, już nie ma tych deszczów w nocy i choroba ustępuje, jest ponad 1000 km wybiegane, to mówię: zostało 550 km. To co to jest, została 1/3 tylko do zrobienia. 550 km, 2 dni, ach! Spoko! Poleci!

 

BHU: Ale czy to nie jest tak, że ty też jesteś taki mocny w tych biegach bo dobrze sobie radzisz z bólem? Czy to nie jest ważny aspekt tego wszystkiego?

 

P: Ktoś mi zwrócił podczas jakiejś rozmowy uwagę na to, że ja sobie też może radzę dobrze w takich długich biegach, bo mam silną wolę, ale ja sobie z tego nie zdawałem sprawy, ale ta osoba zwróciła mi uwagę właśnie na to, że jak ja paliłem przez 16 lat i zostałem poproszony, żeby rzucić to palenie, a paliłem jak wspomniałem 1,5 paczki dziennie! I ja to palenie rzuciłem od razu i dla mnie to nie był żaden challange, wyzwanie, że wracałem za tydzień, później znowu paliłem, to źle się czułem. Nie! 16 lat mocnego palenia, rzucam i koniec! Jest decyzja, trzeba być twardym i robimy swoje!

BHU: No tak, silną wolę masz bez 2 zdań. Ale wydaje mi się, że walka z tym bólem też jest ważna. Bo ciebie boli cały czas.

 

P: Ja mam takie okresy, doświadczenie, że przychodzi ten 60 - 70 km, to jest to pierwsze przełamanie. Maratonik to fajnie, później drugi, potem właśnie 60 - 70 km. To już są takie pierwsze oznaki ciężkości, zmęczenia. Później to przełamuje i początek 3 doby jest taki bardzo ciężki. A później jak już zaczyna boleć, to już się tak oswajam z tym bólem, mówię sobie, że gorzej już nie może być. Może być tylko lepiej. Wstanie słońce, coś zjem fajnego to będzie lepiej. Nie dopuszczam sobie do głowy takiej rzeczy, która bardzo często spotyka moich kolegów, z którymi biegnę, czyli tego czego się najbardziej obawiamy. Czyli, że coś się popsuje. Tak jak grekowi obydwa Achillesy zerwało. Czy Rumun, miał takie problemy żołądkowe, że nie było go w ogóle 14 godzin na trasie i on miał już myśli jak z nim rozmawiałem, że już chciał zakończyć. Zostało mu 300 km tylko? Pokonał, brzuch go bolał, miał zapas i on chciał kończyć. Całe szczęście udało się go uratować.

BHU: Zmobilizowałeś go?

P: Tak, uratować go. 14 godzin go nie było, a i tak jak wrócił i zdążył przed limitem skończyć jako 11 człowiek w historii. Ale już myśli miał takie, przyszedł ze łzami w oczach, powiedział, że nie da rady. Już taki potężny ból jest, że on kończy. Ale na całe szczęście przełamał się. Organizator stanął też na wysokości zadania, bo pamiętam wtedy, że zadzwonił do swojej żony. Żona przyniosła jakiś bulionik, nie wiem z jakiej greckiej kury to zrobione, ale przywiozła mu to z domu, upichciła specjalnie dla niego, on to zjadł, przespał się 6 godzin, wstał, zjadł znowuż coś od niej i pomogło. Także wiesz, organizator biegacz, wie o co chodzi, że też nie odpuszcza. Jak widzi, że jest walka i człowiek chce to pomaga strasznie.

BHU: Po za tym wsparcie żony, najbliższych to zawsze jest petarda.

P: Dokładnie. Ale to o czym rozmawialiśmy, to jest takie balansowanie i wszyscy mają duże osiągnięcia. Francuz, który odpadł pierwszy po 403 km, obiegł świat dookoła. Każdy z tych zawodników, który podjął się tego wyzwania 1000 mil, miał ogromne osiągnięcia jeżeli chodzi o bieganie ultra, natomiast ja to wygrałem, tą rywalizację z nimi. Ja uważam, że praca całej drużyny i odpowiednia strategia na taki bieg, to jest bardzo ważna sprawa. Nie trzeba się poddawać danej chwili. Czyli to, że się noga ładnie kręci, to ja sobie zrobie 10 km więcej. Wtedy Kamil powiedział „nie, po co ci te 10 więcej jak za tydzień zrobisz 20 mniej. Wtedy da ci to w kość.” I robimy 2 - 3 km więcej jak jest taka możliwość. A pozostałe 30 minut przeznaczamy na dodatkowy sen, prysznic, maści itd. Strategia jest bardzo ważna.

 

BHU: Czyli panowanie nad kilometrażem to jest jeden z głównych filarów tej strategii. Jakie są pozostałe?

P: Bieg się zaczyna na rok przed biegiem. Ja zbieram swój zespół. Udało mi się namówić Kamila żeby przez 10 dni był tam ze mną w Grecji. Tak samo Natalia i zawsze ktoś tam jeszcze dochodzi z osób. Fajnie jak to są osoby, które mnie znają. Np. Edyta przyleciała z Londynu. Specjalnie przyjechała na 4 - 5 dni, żeby pomagać w serwisie. Niesamowita pomoc. Ktoś z drugiego końca świata przylatuje żeby mi pomóc. Samo to jak ją zobaczyłem to już byłem uzdrowiony. [śmiech]

 

BHU: Ludzie są fajni.

 

P: Tak! A biegacze to już zupełnie! [śmiech] Nie wiem, to jakaś zupełnie inna forma życia. Ale strategia: siadamy, mówimy było tak, na dobowym było tak, na bieżni było tak, tutaj się sprawdziły pewne rzeczy żywieniowe. A tutaj przyśpieszenie tempa dało opłakany skutek. Czyli nie lecimy. Jak coś jest za szybko, jakiś kilometraż czy coś, to serwis hamuje. Każdej minuty serwis musi zwracać uwagę nie tylko na mnie. Na moich rywali, jeżeli chodzi o jakiś aspekt rywalizacji w końcówce. Na organizatora, na bazę gdzie śpimy, w którym miejscu, na czym śpimy. No mnóstwo rzeczy. Jak ja mam prysznic to mi mówią wchodź do kabiny nr 3, bo tam jest odpowiednia woda. Tutaj nie ma, tu jest zimna, tutaj nie działa to. Żeby się nie denerwować, nie wkurzać i nie tracić czasu. Wszystko, każdy aspekt. Wychodzisz do toalety, to tutaj nie bo coś nie działa, tutaj to, tu jest przyszykowane.

 

BHU: Właśnie uprzytomniłem sobie niezwykle ważną funkcję serwisu jaką jest zapisywanie, tudzież pamiętanie tego co się działo z tobą podczas innych biegów. Spisywanie, tworzenie excelów. Biegacz, który biegnie jest w jakiejś fazie i on tego kompletnie nie ogarnia, że on coś tam zje, czegoś się napije, coś go tam zaboli, ale on nie jest w stanie pamiętać o tym. A serwis jest dokładnie w stanie to wyśledzić.

P: Dlatego doświadczenie analizujemy. Weźmiemy to a nie to, ale po co będziemy to brać jak pamiętasz co się działo. Dobra to odpada, bierzemy to. Ale to mi nie smakuje, ale dało niesamowity efekt. Zjesz to, później przegryziesz tym i będzie super efekt! No dobra, sprawdziło się to tak robimy! [śmiech] Mnóstwo jest takich rzeczy i wiem, że każdy z tych bardziej doświadczonych zawodników ma jakieś swoje patenty żywieniowe, techniczne. Jak jest nawet tuning butów to trzeba wiedzieć gdzie wyciąć, po bokach, z przodu, jak dużo żeby później przy zginaniu, wychodzeniu z palców, nie obcierało ci tam.

 

BHU: I to jest właśnie fajne, że wycinasz sobie palce, żeby mieć na wierzchu.

 

P: Ja widziałem ludzi, którzy na wkręty sobie dodatkową gumę wkręcają pod buty.

 

BHU: Amortyzacja dodatkowa.

 

P: No cuda. Skoro się to sprawdza i jest efekt, to coś w tym musi być. To jest obserwacja. W Nowym Jorku widziałem biegacza, który przynosi rulon, taki jak mały dywan, Rozwija ten rulon, a tam jest 14 par butów powkładanych jak kapcie. Wiesza to na ścianie, wszystko jest pod ręką. On wszystko wie co gdzie i jak. Nie szuka w torbie, tylko bach! Od razu mata z butami na ścianę! [śmiech] Patentów na bieganie jest mnóstwo. A to nie jest bieg maratoński gdzie bierzesz dwa, trzy żele, jakiegoś szota czy coś i biegniesz jakimś tam tempem, które jest wytrenowane i musi się udać, żeby nie teraz to coś się następnym razem poprawi. Tutaj jest bieg jak na 1000 Mil z limitem 16 dób, gdzie jest bardzo duże wpisowe. Bardzo dużo kosztuje taki bieg logistycznie, żeby to wszystko dograć. I raz jeżeli chodzi o aspekt finansowy, a dwa aspekt sportowy, trzy, lata przygotowań do takiego biegu. Nie można sobie pozwolić żeby jakaś drobnostka, jakiś tam błąd zniweczył pracę całego zespołu, serwisu i zawodnika. Bo coś zostało przeoczone, nie dopilnowane czy coś takiego. Ja nawet Nowym Jorku poznałem Yuriego Tymoszczuka, który wygrał 3100 mil, któregoś roku. Ale opowiadano mi o nim, że debiutował parę lat wcześniej debiutował na tym biegu na 3100 mil. Czyli to jest prawie 5000 km. Przebiegł w limicie 52 dni i zabrakło mu chyba 400 km do limitu. I on przez dwa lata nie mógł się psychicznie podnieść po tym. On nie potrafi tego zrozumieć, że dał z siebie wszystko. Biegł cały czas przez 52 dni, robił tyle ile mógł i zabrakło mu 400 km. Nie był w stanie tego ogarnąć. Dwa lata się mu z tym borykał ale się z tym uporał. Wrócił i wygrał ten bieg. Ale widzisz, głowa to jest jednak potęga.

 

BHU: Myślisz o tym biegu na 3100 mil?

 

P: Nie ukrywam że tak, cele są takie: albo można zdobywać szybkość, czyli trenować być coraz szybszym, albo się wydłużać. Ja zaczynałem bieganie w wieku 36 lat. Bez żadnej bazy. Tak jak rozmawialiśmy moją bazą było 16 lat palenia.

 

BHU: Solidna baza.

P: Dokładnie. [śmiech] Ja jak teraz biegnę jakiś szybki bieg, to jeszcze nie mogę się o powietrzem zaciągnąć, bo płuca nie dają rady.

BHU: Czasy na maratonie masz ładne. Jaką masz życiówkę?

P: 2:53 w maratonie. 36:11 na dychę. Ale mówię nieraz brakuje mi powietrza, nieraz nogi mięśniowo wytrzymują fajnie, tylko brakuje mi tlenu żeby szybko biegać. Między innymi dlatego podjąłem tą decyzję, że będę się wydłużał.

 

BHU: Pytanie jak bardzo chcesz się wydłużać.

 

P: No wiesz już niewiele zostało takich biegów ekstremalnych na świecie. Szczególnie teraz w Grecji, w Atenach organizator będzie organizował bieg, gdzie będą dystanse 1000, 2000, 3000, 4000, 5000 km. Pierwszy w Europie taki bieg będzie. Oczywiście były biegi z punktu A do punktu B na 5000 km. Czyli np. Moskwa - Lisbona. 22 zawodników ukończyło ten bieg.

 

BHU: No proszę, to ciekawe przedsięwzięcie.


P: Nawet przez Polskę biegli. Trzy etapy były. 6000 euro wpisowe. Po za tym, to jest etapówka. Czyli w każdym, w 50 kilku miejscach w Europie musisz mieć zapewniony hotel.

BHU: Organizator zapewnia punkty żywieniowe?

P: Wiadomo, jesteś z supportem, bo biegniesz dziennie 80 - 100 km. Także musisz mieć tam jakieś zaplecze, ale na tych punktach docelowych. Czyli dobiegasz do Jeleniej Góry i tam masz hotel, wyżywienie itd. I rano start i gdzieś tam w Niemczech się zatrzymujesz. Organizator to wszystko zapewnia. Organizują to raz na 4 - 5 lat, jak mu żona pozwoli. Bo to jest duże wyzwanie organizacyjne. [śmiech] Także dwie trzy trzy edycje tego biegu były rozegrane. Natomiast na pętlach w Europie, na 5000 km takiego biegu jeszcze nie było. Będzie teraz w Grecji po raz pierwszy.

BHU: No i co z tym 3100 mil?

 

P: No właśnie chciałbym bardzo powiedz ten bieg. Ten najdłuższy bieg z pomiarem czasu jaki jest z chipami na świecie. Czyli w grę wchodzi 3100 mil w Nowym Jorku albo 5000 w Atenach. Koszta są duże takiego biegu. Jeżeli znajdą się sponsorzy, jeżeli firmy, Z którymi współpracowałem do tej pory, a wiem, że np. Firma Nessi zadeklarowała, że będzie mnie wspierała, moja firma Inter Team czy Wagon czy Pixoner, Czyli mojej firmy, które mnie wspierają od 2 - 3 lat. One zadeklarowały, że nie zostawią mnie, może ktoś jeszcze dojdzie. Także myślę, że uda się uzbierać te pieniążki, wpisowe na bieg na 5000 km w Atenach, 2300 euro. Czyli 10 000 zł. Nawet zwykły Kowalski czy ja zwykły Żuczek, nawet jakbym uzbierał taką kwotę, nie wydam jej z budżetu domowego, żeby sobie pobiegać. Jestem może szalony […].

 

BHU: Jeszcze musisz wziąć urlop na 52 dni.

 

P: Chyba 60 dni jest nawet w Atenach. Czyli nie pracuje, kolejne opłaty są itd. No jestem szalony, ale nie aż tak. Dlatego tutaj bez wsparcia finansowego moich sponsorów, nie byłoby możliwe, żebym wystąpił w takich biegach. Mam nadzieję że pieniążki się znajdą i że za jakiś czas będę mógł wziąć udział w takim biegu.

BHU: Chciałem cię jeszcze podpytać o trening biegowy, o którym jeszcze nie rozmawialiśmy. Mówiłeś, że do tego biegu na 1000 mil taktycznie przygotowujesz się rok. Ale oczywiście biegowo przygotowujesz się tak naprawdę całe swoje życie.

 

P: Odkąd zacząłem biegać, to jest taka droga w miarę ułożona. Czyli dobra, dwie doby, 6 dobowy bieg, 10 dobowy. Teraz 1000 mil.

 

BHU: No ale porozmawiajmy o tej powiedzmy końcówce. Czyli ostatnim roku przed biegiem. Jak to wyglądało?

 

P: Powiem ci tak, zmniejszyłem ilość biegania. W stosunku do biegu 10 dobowego     w Nowym Jorku biegałem mniej, do biegu na 1000 mil. 500 - 600 km miesięcznie. Czyli zmniejszyłem do ok. 500 z haczykiem. Ale w zamian było bardzo dużo roweru, był basen i była siłownia.

BHU: Co na siłowni?

P: Plecy i brzuch. To jest podstawa. Oraz troszeczkę góry, bo wiesz, obręcz barkowa cały czas chodzi, te ręce trzeba utrzymać. Ale plecy i brzuch wzmocniłem i po raz pierwszy nie tapeowałem sobie pleców na biegu długim ultra. Bo na biegu 10 dobowym plecy mi doskwierały bardzo i Natalia mnie tape’owała, żeby to wspomóc troszeczkę. Natomiast to, że zmniejszyłem kilometraż, a postawiłem na wzmocnienie ogólne ciała, skutkowało tym, że nie odczuwałem bólu pleców, brzuch fajnie funkcjonował. Oczywiście mówimy pod kątem siły. Opłacało się poświęcić te kilkadziesiąt km miesięcznie, tą stówkę, czyli ten czas odjęty z biegania na taki bardziej rozwój ogólny.

 

BHU: Bo wcześniej tylko biegałeś?

 

P: Nie nie, też było, tylko, że bardzo mało. Jak chodziłem na siłownię, bo bardzo dużo biegam na bieżni, no to siłą rzeczy jak tam jestem to robię jakieś ćwiczenia. Ale to były tylko akcenty. Natomiast po biegu 10 dobowym podjąłem decyzję, że postawię bardziej na rower, na uda, żeby te nogi wzmocnić. Brzuch, plecy, bo po prostu czułem w Nowym Jorku, że osłabłem, że siła ogólna bardzo mi spadła i nie mogłem po prostu przełożyć tego na bieganie. Nawet jak głowa bardzo chciała, to organizm już był bardzo zmęczony. Wiesz, nie ma nikogo w Polsce kto by mi doradził. Nikt nie ma żadnych planów treningowych, żaden lekarz […].

 

BHU: Nie pracujesz z żadnym trenerem?

 

P: No ale trener żeby mieć pojęcie o takim bieganiu, musiałby to przebiec chociaż, albo nie wiem co. No kto jest taki?

 

BHU: Tzn. No tak. No może jakiś autorytetów rzeczywiście niezbyt nie ma, więc bierzesz to na siebie.

 

P: Słucham bardziej niż trenerów, lekarzy zawodników, którzy biegali te ultra. Słucham co im się przydarzyło na jakimś etapie, na biegu podczas 115. km, 260 km podglądam. I to jest moja baza wyjściowa, plus moje doświadczenie. Jak pokazuje historia moich biegów 6, 10 dobowych, i teraz na 1000 mil, który to bieg ukończyłem bez żadnego poważniejszego urazu. Także pokazuje to, że te moja droga którą obrałem, te moje treningi, że to działa. To jest chyba ta droga właśnie do uzyskania lepszych wyników, że organizm żeby współpracował przy takich długich dystansach, Narazie się to sprawdza, jest lepiej niż było.

 

BHU: Tą taktykę przebiegu na 1000 mil zmieniłeś pod wpływem rozmów z innymi biegaczami?

 

P: Bardziej pod wpływem swoich doświadczeń. Taktykę się obiera, jak startowali ludzie na 1000 mil w Atenach i widziałem, że każdy z zawodników miał inną taktykę. Rumun biegł już pod 3100 mil, czyli potraktował ten bieg jako trening. I on z racji specyfiki tego biegu w Nowym Jorku, bo tam biegnie się tylko do północy i jest przymus odpoczynku sześciogodzinnego na dobę. tam od 6 rano do północy musisz zrobić 97 km. I później 6 h musisz odpoczywać. Bezpieczeństwo zawodnika. I on ten bieg na 1000 km właśnie rozgrzewam w takiej formule. że będzie biegł właśnie tylko do północy, później prysznic, później kładł się, i piąta - szósta był już na trasie. Grek z kolei spał niecałe 2 h. Czyli bardzo mało przez pierwszy tydzień. Jak się okazało, to była błędna taktyka, bo nie znal na tyle swojego organizmu albo […], Achillesy poszły obydwa, czyli za dużo było biegania o godzinę, przynajmniej za mało odpoczynku. To są właśnie takie niuanse, wystarczy godzina za dużo na dobę. Gdzie się dobrze czujesz, to jest początek. Pierwszy tydzień biegu, robisz po 110 km. Pach! Robisz 110 km. Ale biegniesz o godzinę za dużo, o godzinę za mało odpoczywasz. Czyli za mało masażu, maści, prysznica czy zimnej wody czy okłady z lodu i już są problemy. Także naprawdę trzeba znać dobrze swój organizm. Czyli biegać te biegi krótsze, dobowe, dwu dobowe, żeby wyciągać jakieś tam wnioski, żeby serwis widział co się dzieje. Żeby później tą strategię na długi bieg ułożyć tak, żeby ona działała. Czyli ważne jest to Paweł po co ci te 6 km na dobę więcej, jak zapłacisz za to za tydzień. Niechętnie bo niechętnie ale się wtedy schodzi z trasy, pomimo że człowiek chciałby jeszcze biegać. Ale myślisz o celu, rozmawiasz z serwisem, myślimy o celu końcowym. A cel końcowy był taki, że skończyłem 28 h przed limitem. Celem moim było ukończenie w limicie, jaką dziesiąty człowiek na świecie. Tego biegu w Atenach. A udało się go wygrać i skończyć z jeszcze tak dużą przewagą. Widocznie strategia była dobra, serwis rewelacyjnie się spisał, przypilnował tego wszystkiego no i efekt jest, cała drużyna wygrała.

 

BHU: To jeszcze cię dopytam o ten trening. Bo wiemy ile w skali miesiąca biegałeś. A w skali tygodnia jak sobie to rozkładasz?

 

P: W weekend staram się przebiec jakiś maraton. Bo wiadomo, że ludzie sobie robią jakieś wybiegania zazwyczaj, ja jeżeli nie mogę wyjechać, to jest SMAK maraton w Lesie Kabackim. Można co weekend sobie pobiec, jest jeszcze kilka takich miejsc że sobie można biegać maratony. Jak nie ma tych większych oczywiście, na które można pojechać. Także w Polsce jest chyba 138 maratonów. Także naprawdę jest gdzie biegać nie trzeba w cale jeździć na koniec świata. Tzn. jeżeli ktoś ma funduszy jest podróżnikiem to jak najbardziej. Ale naprawdę niskim nakładem kosztów można to zrobić ze znajomymi, czyli trening maratoński, można zrobić dwu maraton nawet w weekend. I to jest to, mówię tygodniowo. Nie mam żadnego planu, nigdy nie miałem. Natomiast mój trening jest zróżnicowany. Czyli staram się robić podbiegi, staram się robić akcenty szybkościowe na bieżni mechanicznej,

 

BHU: Jak długie segmenty robisz?

 

P: robię 400 m, kilometrówki. W zależności czy chce dobrze pobiec w półmaratonie. nieraz też mam jakąś kiepską życiówkę, ale udało się przed Nowym Jorkiem gdzie się przygotowywałem do biegu 10 dobowego, poprawić życiówkę na dychę. 36:11 nabiegałem i też zrobiłem tylko trzy treningi szybkościowe. Miałem mocno bazę trenową i szybki kilometraż. Zrobiłem trzy mocne treningi - kilometrówki mocno i solidnie. Pojechałem i zrobiłem życiówkę na dychę. Jak jest ta baza, to chyba później wystarczy obrać jakiś tam kierunek, żeby pobić sobie jakąś tam życiówkę czy być zadowolonym z jakiegoś biegu. Także trening jest zróżnicowany, Ale bez żadnego planu. Pada, nie chce mi się, nie wstaję, nie idę. No nie ma tak, ja nie mogę być uwiązany. No czujesz to, ktoś robi trening, chce złamać trójkę w maratonie i przed biegiem nie zrobił mocnego treningu, później staje na tym starcie i mówi „kurcze ja nie złamię tej trójki, bo 3 miesiące wcześniej nie zrobiłem tego treningu.” No kurde chyba nie wiem co bym zrobił. Nie może być tak! Bieganie trzeba kochać, trzeba lubić, stawiać sobie cel i do niego dążyć. Ale nie za wszelką cenę, Boże jedyny. Zabijać się, bo kurczę… Samo wyjdzie! Ja też myślałem, że trójki się nie da złamać jeżeli się nie robi jakiegoś planu. A okazuje się, że można. Pierwszy raz trójkę złamałem, to był mój dwudziesty siódmy maraton w roku. Tydzień wcześniej pobiegłem 3:40 gdzieś zającowałem, później w Warszawie zrobiłem 2:53. A później 2 tygodnie, w Poznaniu zrobiłem 2:57. I za rok znowuż pobiłem sobie trójkę w Maratonie Warszawskim. Jeżeli noga podaje, jest fajna pogoda, fajni koledzy to można próbować. Jak uda się to się uda, jak nie to nie ma co płakać. Za tydzień znowuż jest gdzieś maraton.

 

BHU: Jakbyś mógł powiedzieć, co w twoim treningu biegowym jest kluczowe?

 

P: Różnorodność chyba. Mój trening jest jaki jest, bo ja biegam biegi długie ultra i to jest moim celem. Wiadomo że jeżeli chce skupić się na połówce i chce zrobić 1:13, no to Z pewnych elementów treningowych trzeba zrezygnować, albo je tylko zaakcentować. Nie robić maratonów, no bo to jest do niczego niepotrzebne. Jak mówiłem, to jest kwestia celów jakie są. Jeżeli ktoś lubi biegać długo, chce biegać ultra, to chyba kluczem jest różnorodność treningowa. Czyli wiadomo że z 200 km miesięcznie nie pobiegniesz dobrze biegu ultra. Można sobie krzywdę zrobić. Wiadomo, że ten kilometraż bazowy musi jakiś być. Najlepsi mówią, że chyba 800 - 900 km pod […]. Jak wtedy Andrzej z Pawłem Szynelem biegli, to oni chyba mieli taki kilometraż. Pod rekord Polski na dobę jeżeli chcesz pobić, to z takim kilometrażem musisz się liczyć. Ale jeżeli chcesz biegać na zasadzie takiego dobrego wyniku, w biegu dobowym czy jakieś dłuższe biegi. To ta baza musi być przynajmniej na jakieś 600 km ale dużo innych rzeczy, bo wiadomo, że jak bym zrezygnował z basenu, z roweru, z siłowni itd. No to miałbym tą godzinę dłużej więcej czyli mógłbym sobie dorzucić dyszkę więcej do dziennego kilometrażu czyli 200 km więcej miesięcznie. robię 500 - 600 no to miałbym te 700 - 800. Czyli tyle co tam… Ale cel mamy! Albo mamy sprint na dobę, gdzie są potrzebne mocne ciału kilometry, albo mamy 1000 Mil, gdzie jest potrzebna ogólna siła fizyczna duża. Zobacz jak porównasz np. Andrzeja Radzikowskiego, on szczuplutki chłopaczyna, taki równy krok biegowy ma i leci! Ja jestem wysoki, ciężki, chociaż też szczupły jestem jak mówią, ale bez bazy, bez niczego to już mi jest ciężej zrobić. Kwestia naprawdę obrania celów. albo biegam szybko, chcemy się tam piąć, jesteśmy młodzi. Albo chcemy biegać długo ultra. Wtedy dopasowujemy. Ja wiem czy są jakieś plany pod ultra? Czy warto realizować plan pod ultra? Ja myślę że właśnie ta różnorodność + starty kontrolne. To jest taka baza. Jeżeli wyjdzie nam, że trenujemy dobrze, solidnie, jeżeli jesteśmy zadowoleni z tych elementów, które robimy + Jakieś tam starty kontrolne, z których też jesteśmy zadowoleni. Przychodzi start docelowy mamy pełne prawo sądzić, że się uda.

 

BHU: Chciałem cię jeszcze podpytać o twoich konkurentów na takich biegach. Ile jest takich osób, które biegają takie dystanse?

 

P: Jest tych osób bardzo dużo. Wystarczy odpalić stronę DUV ultramarathon statistics I zobaczyć, że są tam dziesiątki, 1000 ludzi, którzy biegają dystanse od 100 km w górę. natomiast sama forma zapisu na taki bieg jest też zupełnie inna niż te tutaj nam znane. To nie jest tak, że odpalamy laptopa, zapisujemy się, opłacamy startowe i biegniemy. Odbywa się to w ten sposób, że e-mailujemy do organizatora, mówimy kim jesteśmy, jakie mamy osiągnięcia. Później organizator ściąga z DUV ultramarathon statistics CV danego zawodnika. Bo nie każdy wie z biegaczy ultra, że ma takie CV założone, nawet bez swojej wiedzy. Jeżeli przebiegłość cokolwiek powyżej maratonu, czy to trailowego w górach, czy asfaltowego, masz założone cv biegowe. Właśnie na tym DUVie można wygooglać sobie nazwisko i tam wszystkie twoje osiągnięcia, wszystkie biegi są. Ten organizator to ściąga, analizuje co taki Żuk przebiegł do tej pory. Czy brać go na te 1000 mil, czy on nam zejdzie po dobie czy dwóch czy warto. Później odsyła cie czy pozwala ci to biec czy cię widzi czy nie. Dopiero później jest wpłacanie opłaty startowej. Dopiero później jest inna korespondencja mailowa gdzie, co i jak jest potrzebne, jaka baza i co zapewnia itd. I na takie biegi wpisowe jest dosyć duże. I raz, że właśnie chodzi o tą kwestię finansową, drugi raz, o te świadczenie. Zawodniczy raczej mierzą swoje zamiary i możliwości, bo nie ma tam osób przypadkowych. Czyli nie trafi się na taki bieg osoba, która przebiegła 30 maratonów w życiu i 5 ultra i biegnie 1000 mil. Także każdy tam pilnuje swojej drogi biegowej, każdy zna swój organizm i dopiero później podejmuje jakieś wyzwania.

 

BHU: Wy jako społeczność trzymacie się jakoś razem? Macie jakieś fora swoje i wymieniacie doświadczenia? Czy po prostu z biegów się znacie?

 

P: Znamy się z biegów, ale wiesz, Facebook ma swoją siłę + tam inne rzeczy, mamy kontakt emaliowy z tymi najlepszymi, wymieniamy się biegami, w sensie, że zapraszamy się na jakieś tam biegi w danej części świata. Jeżeli jest jakiś ważny bieg, fajny, to dajemy sobie znać. Tak jak mówię, kilkanaście tys. Osób biega. Bieg na 1000 mil ukończyło 317 osób na świecie, w ogóle, kiedykolwiek. Próbowało wiele tysięcy osób, jednak metę zobaczyło tylko 317 osób. Więc im dłuższy dystans, to grono osób, które ukończyło dany dystans jest mniejsza. Także raczej się znamy jak widzimy się na starcie jakiegoś biegu na dobę, dwie czy tam 6 dobowym, to raczej każdy wie kim jest jego rywal.

BHU: Rywalizujecie ze sobą też trochę na takich długich biegach czy to jest raczej walka o przetrwanie?

P: Raczej nie. Pierwsze doby to tak jak mówiłem, to jest realizacja swoich celów, strategii. Jeżeli jest dobra strategia, będzie dobry wynik. Wiadomo, stajemy na starcie jakiegoś na biegu, wiemy, że ten jest dobry zawodnik. Można sprawdzić jakie mają życiówki, jakie mają wyniki. Jaką mają strategię, bo też da się wejść w pewne opcje, że wiadomo ile dany zawodnik danej doby przebiegł. Czy było źle, czy przyśpiesza, zwalnia. Także to też można przeanalizować. Przyjąć odpowiednią strategię. Ja tego nie robię. Jak ci mówiłem nie biorę zegarka, nie skupiam się na tym.

BHU: Ale może twój support coś tam klika?

P: Nie. Wiesz, cel, ukończenie, zdobycie jakiegoś wyniku. Analizowaliśmy tak: skoro bieg w Atenach przez ostatnie 8 lat, ukończyło tylko 3 osoby. Także ukończenie tego biegu będzie dla nas wielkim sukcesem. I ułożyliśmy strategię pod to. Fajnie że pierwszej doby Grek był przed nami ileś, Rumun też. Ja byłem na 3 miejscu chyba. Ale zupełnie się tym nie przejmowaliśmy, ale  oni mieli swoją strategię, my mieliśmy swoją. I jak się okazało nasza strategia była najlepsza. Ale nie zwracam uwagi, że jestem w danym momencie ostatni. Jeżeli serwis mówi „dobra, idziemy pod prysznic”, to ja nie myślę o tym, że będę pod prysznicem, a moi konkurenci dokręcą 5 km więcej. Nie, zupełnie mnie to nie obchodzi. Mamy swój plan, mamy swoje do wybiegania i tego się trzymamy. Jeżeli wszystko się sprawdzi tak jak sobie założyliśmy, będzie sukces.

BHU: Super! Jeszcze cię chciałem o góry podpytać. Jaki masz stosunek do biegania po górach i czy kiedyś wrócisz w góry? Bo masz za sobą kilka biegów górskich, ale teraz postawiłeś na asfalt. Jak jest z tymi biegami?

P: 2 razy Rzeźnika biegłem, 100 km w Krynicy, Iron Runa, 2 razy Podkarpacki, Trialmarathon Koniczynka. Było tych biegów górskich trochę, ale słabe kości stawu skokowego po porostu bardzo podkręcam sobie. 11 razy miałem mocno skręcony, puchnie mi ta kostka strasznie jak źle stanę i po prostu nie mam fanu z biegania w górach przez to, że jak jest kontuzja, jak jest ból, to nie ma biegania. Często biegam z Natalią moją biegi górskie. Ona biega troszeczkę wolniej. Także jej towarzyszę w takim biegu. To jest dla mnie trening. Bo nie da się ukryć, że góry to jest fenomenalna siła biegowa. Jeżeli tylko coś mogę pobiec bezpieczniej, wolniej, no to korzystam z tej okazji biegnąc wolniej z Natalią. Ale skupiam się bardziej na asfalcie, na tym, żeby biegać jak najdłużej. Mam do tego predyspozycje, asfalt wbrew temu jaka jest powszechna opinia, że siadają stawy itd. Że jest złem strasznym. Ja znam mnóstwo biegaczy, którzy mają +60 i biegają całe życie po asfalcie i jest ok. Badam się i u mnie też jest wszystko ok, nie mam powodów do jakiś zmartwień. Jestem zdrowy, nic mnie nie boli, nie łapią mnie kontuzje, także asfalt to dobro w moim przypadku.

 

BHU: A takie wyzwania jak główny szlak Beskidzki np? Jest po górach ale tam nie trzeba szybko biec. Co ty na to?

 

P: Wiesz, ja mam kilka takich szalonych, różnych pomysłów. Ja bym chciał np. Polskę dookoła przebiec. Ale nie mam czasu na to. [śmiech]

BHU: Bo ten główny szlak Beskidzki, to jest 4 - 5 dni.

P: To są wszystko koszty, czas. No nie mam. Na razie mam jakieś swoje cele, priorytety. Chciałbym pobiegać w kilku biegach z punktu A do punktu B w tych bardziej znanych i w Polsce i na świecie. Bo biegłem kilka takich biegów i uważam, że na pewno łatwiejsze psychicznie jest to do ogarnięcia, niż takie bieganie ciągłe po pętlach, po asfalcie. I mi bardzo łatwo się takie biegi biegnie, i chciałbym je pobiec. Ale mówię, wszystko w swoim czasie. Na razie skupiam się na takich wyzwaniach, które mam. Czyli jakieś rekordy chciałbym na bieżni podszlifować jeszcze. Chciałbym jeszcze te biegi długie po kilka tys. Km ukończyć. A później się zobaczy.

 

BHU: Dziękuję ci bardzo za spotkanie. Bardzo miło się było z tobą spotkać i pogadać. Dzięki serdeczne.

 

P: Dzięki bardzo i do usłyszenia.

 

BHU: Cześć.

BHU: To był 18 odcinek Black Hat Ultra. Aby wysłuchać wcześniejszych odcinków, zapraszam na www.blackhatultra.pl. Dziękuję Wam serdecznie, że jesteście tutaj i że słuchacie mojego podcastu. To mi daje dużo do tego, żeby produkować coraz to lepsze odcinki. Staram się również sam rozwijać w tej formule. A uwierzcie mi, nie jest to proste. Jak już zapewne się zorientowaliście, moim celem nie jest odhaczenie czołówki polskich biegaczy ultra. Spotykam się z ludźmi, którzy w danym momencie jakoś szczególnie rezonują z moim stanem ducha, bądź z moimi zainteresowaniami. Nie miejcie mi za złe, że nie pojawiają się odcinki z wieloma biegaczami z pierwszej linii. Uwierzcie mi, na wszystko przyjdzie czas. Tymczasem dziękuję wam za lajki na Facebooku, na Instagramie i subskrypcje na YouTube. 

Wiosna już wisi w powietrzu. Gotowi do startów?! Napiszcie w komentarzach jakie macie plany startowe. Ja przygotowuję się do mojego pierwsze 100 milowego biegu pod koniec kwietnia. Stopa mi ciągle nawala, ale wierzę, że będzie dobrze. W końcu Scott Jurek też poleciał Western States na opuchniętej stopie. Prawda?

No dobra. Dosyć tych żartów. Trzymajcie się, dzięki

i buźka! ;)

Paweł, Żuk, PawełŻuk, Black, Hat, Ultra, Black Hat Ultra, Podcast, Wywiad, Rozmowa, Pawłem, Żukiem, 5000 km, Rekord, Bieganie, Biegi, Biegnie, bieg, Maraton, Ultra, pasja, motywacja, biegacze ultra, Ultramaraton, rekordowy, apple podcast, cel, górscy, biegacze górscy, ekstremalni, Ultramarathon, Marathon, Maratonie, Ultramaratonie, Asfaltowychłopak, PawelZuk, 1000mil, 1000km, kilometrów, 10dayrace, 6dayrace, Bieg24h, Bieg48h, Nessisportswear, Wacompl, dniowy, 6, 24, godzinny, Sportowy podcast, sport, sportowy, Pawel Zuk, Zuk, Pawel, Paweł Żuk, 5000 km, kilometrów, BHU, BlackHatUltra, Black Hat Ultra Team, Ultra podcast, Kamil Dąbkowski, Kamil, Dąbkowski, blackhatultra.pl
Paweł_Żuk_Black_Hat_Ultra.jpg
Paweł jest znany z tego, że lubi w bieganiu przesuwać granice, skupia się na dystansie. Kilka tygodni temu wygrał w Atenach bieg na 1000 mil. Zajęło mu to 14 dni 20h 02 min i 26 sek. Podczas tego biegu pobił trzy rekordy polski: na 1000 mil, na 1000km i w biegu 10-dobowym. Paweł ma za sobą lata długich treningów, starty w maratonach, biegach 24 i 48-godzinnych. Czasem pobiegnie również regeneracyjną piątkę, np. podczas stołecznego Parkrun. Spotkałem się z Pawłem właśnie po jednym z takich biegów w piękne sobotnie przedpołudnie. Usłyszycie o tym jak ważna w bieganiu Pawła jest strategia i support oraz skupienie na celu i jak bieganie ekstremalnych odległości daje mu zdrowy dystans do treningu, relacji z ludźmi, pracy i generalnie wszystkiego co go w życiu spotyka.  Serdecznie zapraszam na rozmowę z Pawłem Żukiem   Dystrybucja Podcastu:  🎧stream/download
http://www.blackhatultra.pl/  🎧Spotify
https://open.spotify.com/show/34rWz2JbPBkVp5jVmWgJv0  🎧iTunes (aplikacja "Podcasts" w AppStor
Paweł Żuk #18 Podcast Black Hat Ultra w rozmowie z Kamilem Dąbkowskim