• Czarny Spotify Ikona
  • Czarny iTunes Ikona
  • Czarny YouTube Ikona
  • Czarny Facebook Ikona
  • Czarny Instagram Ikona
  • Czarny Twitter Ikona

© 2018 BLACK HAT ULTRA

Podcast Black Hat Ultra | pasjonata biegania, podróży, ekspedycji ekstremalnych. Interesują mnie wszelkie aktywności gdzie wymagany jest specjalistyczny trening, odpowiednia regeneracja i dieta oraz niezłomny hart ducha. Podczas rozmów dowiem się co motywuje sportowców, jak znajdują czas i energię na treningi.

W sumie, to co jest fajnego w jakiś takich dłuższych biegach, to jest sama możliwość poznawania innych zawodników, porozmawiania z nimi. Powiedzmy do połowy biegu. Każdy przynajmniej rozsądniej biegnący, biegnie poniżej swoich możliwości.
Tak trzyma sobie tempo. Jest to możliwość rozmawiania czy choćby tam jakiś głupich żartów, tak, żeby rozluźnić troszkę tą głowę. Na górskim biegu jednak, wydaje mi się, że bardziej z uwagi na ścieżki itd. Jest mniej okazji do tego, żeby porozmawiać.
To był Andrzej Piotrowski. Ja się nazywam Kamil Dąbkowski i witam serdecznie w podcastcie Black Hat Ultra. 
Andrzej biega zaledwie od 3 lat ,ale już bardzo mocno namieszał na polskiej scenie ultra. Po roku biegania, w lipcu 2017 roku, podczas Gali Biegów Ultra zajął drugie miejsce w biegu 6-ścio godzinnym. 
Potem lista jego sukcesów rosła i zajmował pierwsze miejsca na: 100km, i w biegach dwunasto oraz dwudziestoczterogodzinnych. 
Miesiąc temu na Mistrzostwach Świata w Albi pobił rekord Polski w biegu dwudziestoczterogodzinnym pokonując dystans dwustusześdziesięciusiedmiu kilometrów i dziewięćsetsześćdziesięciuczterech metrów. 
Uff zmęczyłem się. Przed Państwem jedyny w swoim rodzaju Biegający w bojówkach Święty Mikołaj ze Słonecznego Patrolu.

Andrzej “Meloniq” Piotrowski. Zapraszam 


K: Cześć Andrzej, witam Ciebie serdecznie.
A: Witam Cię! 
K: Cieszę się, że znalazłeś dla mnie chwilę w swoim napiętym grafiku. Jest godzina 21:11, a Ty 10 minut temu wróciłeś z treningu. Ile km dzisiaj zrobiłeś?
A: Dzisiaj jakieś 24.
K: W jakim tempie? 
A: To było bardziej rekreacyjnie. Z godzinkę wpadło takich, jakby to ująć, podbiegów, ćwiczeń. Takich bardziej bym powiedział, siłowych. Bardziej było na długość niż w tempie robione. 
K: Ok. Ile razy w tygodniu biegasz? 
A: 6 - 7 km. Teraz przed Albi jak miałem ścisłe plany rozpisane, to było 6 dni biegania i dzień na rekreacyjną jazdę na rowerze. Tak, żeby nogi trochę odpoczęły i głowa. 
K: [śmiech] Właśnie! Serdecznie gratuluję Mistrza Polski, którego zdobyłeś w Albi na Mistrzostwach Świata. Wspaniały wynik! 264 km, dobrze pamiętam? 
A: No, 267 km. 
K: Pobiłeś rekord Polski o 700 metrów. 
A: Tak, tak. Support lekko naciskał, żeby dołożyć tą wisienkę do tortu. 
K: I co, kazali Ci biec szybciej po prostu?
A: No, ostatnie 10 km powiedzmy, było pociśnięte poniżej 4.
K: Och! Wow! No to grubo! Fajnie. Jak Ci się biegło w ogóle? Udawało Ci się utrzymać stałe tempo? Czy miałeś jakieś kryzysy? Jak wyglądał przebieg tych zawodów?
A: Tempo w trakcie biegu delikatnie się zmieniało. W ciągu dnia dosyć mocno temperatura podskoczyła. Także na wykresie tętna fajnie to widać. Jak temperatura rośnie do 28 stopni. Tempo nie jakieś takie zabójcze, a tętno stopniowo rosło w górę wraz z temperaturą otoczenia. 
K: Przebieg tego biegu był w pełni pod Twoją kontrolą? Czy działy się jakieś takie rzeczy, z których nie byłeś tak do końca zadowolony? Jak to wyglądało?
A: W okolicach godziny 17, tam zaliczyłem jakiś taki większy zjazd motywacji i sił. Z tym, że to nie jest mój pierwszy bieg dobowy i już mam jakieś takie doświadczenia za sobą, że ten taki kryzys mija, że trzeba się starać szukać jakiegoś wyjścia i się z tym uporać. 
K: A te kryzysy z reguły pojawiają się w tych samych momentach wyścigu czy one tak totalnie randomowo wpadają? Jak to jest u Ciebie?
A: Nie. Wydaje mi się, że jest to w miarę jakaś stała pora. Co też przypada na środek nocy. Także ciało też jest przyzwyczajone, że zazwyczaj o tej porze śpi i odpoczywa. A tutaj, no niestety, zawody dalej trwają.
K: No dobrze. Andrzej, to opowiedz mi o tym trochę jak w ogóle zaangażowałeś się w biganie? Czy też w sport? Jak to u Ciebie wyglądało? 
A: Z bieganiem to w sumie tak troszkę z przypadku wyszło. W firmie, w której pracuje, chłopaki się szykowali do Business Run’u, troszkę trenowali, a na 2 dni przez samym biegiem jeden ziomek się im rozchorował i szukali na szybko zastępstwa. I tak został mi zaproponowany udział.
K: Tak bez przygotowania zupełnie? 
A: Zanim jeszcze udzieliłem odpowiedzi, to ja tak do nich „to może się przebiegnę trochę wieczorem, a jutro wam powiem czy umiem biegać”.
K: [śmiech] No to ładnie. I co, jak wyszła ta przebieżka wieczorna? 
A: No w sumie nie wyszło tak źle. Później na Business Run przeleciałem 4 km w tempie 00:04:30. W tej grupie miałem jeden z najlepszych czasów. A koleżanka z pracy, która za sobą już miała jakiś Ultra, biegała wcześniej, to skwitowała: „jak na chłopaka, to słabo”. [śmiech]
K: [śmiech] Ach, zawiść trzyma się niektórych zawodników, czy też zawodniczek, co? 
A: Nie no, była szczera po prostu.
K: Ale wiedziała, że to jest Twój pierwszy bieg w życiu czy tam drugi? Bo pierwszy był dzień wcześniej.
A: Ta koleżanka, jest ogólnie bardzo sympatyczna, utrzymujemy dobry kontakt. W kolejnych sztafetach później, tez brała z nami udział. 
K: Który to był rok jak wystartowałeś w Business Run’ie?
A: To był bodajże 2016 rok. 
K: Wow! To naprawdę biegasz od niedawna. Naprawdę masz ogromne pokłady talentu biegowego w sobie.
A: 3 lata z groszem. 
K: Podejrzewałeś kiedyś siebie o takie umiejętności? Takie predyspozycje wrodzone? 
A: Nie, nie. Nic z tych rzeczy. 
K: Czyli nie uprawiałeś żadnych sportów wcześniej?
A: Nie. Ogólnie w ostatnich latach zafiksowałem się też na punkcie pracy. Bardziej interesowały mnie projekty, które rozwijałem. 
K: A czym się zajmujesz zawodowo?
A: Można by to określić, że jestem WordPress Developerem. Z tym, że frontem do klienta, bardzo rzadko kiedykolwiek wychodzę. Bardziej interesuje mnie działka rozwijania. 
K: Czyli programistą jesteś? 
A: Tak. Tak totalnie ogólnie, tak. 
K: Czyli dużo siedzącej pracy?
A: Ogólnie tak.
K: Nie pomaga raczej w utrzymywaniu dobrej formy.
A: Czy ja wiem. Tutaj jest taki kompromis, że w ciągu dnia idę pomęczyć głowę. A później jest dywersyfikacja. Głowa ma swój czas na odpoczynek, a pracuje ciało.  
K: No niby tak. Ale jednak to siedzenie 8 godzin przy biurku trochę nie pomaga. A jak zacząłeś biegać, to czy w innych pozycjach zacząłeś pracować? Np. Na stojąco albo czy organizowałeś sobie jakiś masaż stóp w trakcie siedzenia przy komputerze.
A: Próbowałem eksperymentów z pracą na stojąco. Z tym, że to już delikatnie podchodziło pod wysiłek fizyczny. Obecnie, w wolnej chwili, bawię się kolczastą piłeczką, tak, żeby w międzyczasie rozrolować stopy.   
K: Czy już po pierwszym Business Run’ie wiedziałeś, że chcesz rozwijać bieganie w swoim życiu? 
A: Nie, wydaje mi się, że nie. 
K: Nie? To jak do tego doszło? 
A: Pomijając pierwszy incydent, to do drugiego incydentu doszło 3 tygodnie później. Mieliśmy wyjazd firmowy, na którym były osoby, które biegały i zorganizowały jakiś event. 
Żeby gdzieś tam po okolicy, jakieś kilkanaście kilometrów się przebiegnąć, zamek zwiedzić. W trakcie tej imprezy, mieliśmy wybiec z rana. W odcinkach interwałowych zrobiłem 8 km, żeby sprawdzić czy dam radę przebiegnąć te 15 km.
Nawet wyszło. Więc z rana stanąłem na linii startu. Od połowy biegu już biegłem z kolką, ledwo utrzymywałem tempo. Pod koniec na 12/13 kilometrze koleżanka się zatrzymała, mówiąc, żebyśmy się na chwilę przeszli, że ją kolka złapała czy coś. 
 Zacząłem się śmiać, że „całe szczęście”. Bo już od połowy biegu z tą swoją kolką biegnę. [śmiech] 
Śmiała się, że jak ona by się pierwsza nie odezwała, to w życiu nie dał bym tego po sobie poznać, że coś mnie boli. 
K: Jak to się dalej potoczyło? Staram się złapać taki moment, kiedy ty pomyślałeś, że to bieganie jest jednak fajne, że jesteś w tym niezły, że sprawia ci to przyjemność i że chcesz się bardziej temu poświęcić.
K: Jak myślisz, który to był moment? 
A: Wydaje mi się, że po tej wycieczce zacząłem się pojawiać częściej na treningach. Zimą miałem jakieś swoje pierwsze starty. Wydaje mi się, że to był Bieg Świetlików, grand prix Krakowa. 
K: Ale znalazłeś jakąś grupę biegaczy, do której dołączyłeś, z którymi trenowałeś? 
A: Z taką grupą to się dopiero około roku później, wiosną, zaczepiłem. Oni też później byli taką siłą, grupą napędową, że to wszystko się potoczyło jakby szybciej. 
K: Rozumiem, że w pracy nie miałeś problemów z tym, że biegasz, bo z tego co słyszę, Twoja firma bardzo wspiera aktywność fizyczną swoich pracowników. 
A: No, powiedzmy, że starają się tolerować. Na zawody jeżdżę bez problemu.
K: Kiedy swój pierwszy maraton pobiegłeś? 
A: Swój pierwszy maraton? Jakoś po roku czasu jak zacząłem biegać. Z tym, że to nie był udział w normalnych zawodach, tylko po prostu: wyszedłem, zdobyłem i postanowiłem przebiegnąć. 
K: Te 42 km. 
A: W sumie, wtedy to nawet nie było 42 a 40, no nawet nie byłem zorientowany ile ma ten maraton. [śmiech]
K: [śmiech] Wiedziałeś, że coś koło 40.
A: Tak, tak. 
K: A taki prawdziwy dystans maratoński na zawodach, kiedy pobiegłeś? 
A: Dopiero rok później. 
K: Tak już solidnie trenowałeś do tego pierwszego maratonu? 
A: Może nie konkretnie pod maraton się przygotowywałem, z tym, że powiedzmy, byłem w jakimś takim cyklu treningowym. 
K: Czy ten trening sobie sam wymyśliłeś? Czy miałeś trenera albo z książek czerpałeś wiedzę? Jak to wyglądało. 
A: Powiedzmy, że plątałem się między otwartymi treningami, gdzie doświadczeni trenerzy poprawiali mnie. Nie był to jakiś ułożony stricte plan pod jakieś zawody. Po prostu siła biegowa, interwały. Trochę tak randomowo to wpadało. 
Zanim wystartowałem w maratonie, to miałem już za sobą Kaliską Setkę. Także najpierw była setka, a później był maraton. 
K: To jak Ci się tą setkę biegło? 
A: Tą setkę? Powiedzmy, że byłem niezbyt przygotowany obuwiem, jak i kalorycznie. Ostatecznie skończyłem 8:49. Na półmetku mi trochę morale spadły, jak wiedziałem, że nie uda mi się zejść poniżej 8 godzin. 
K: No to i tak świetny wynik. Tzn. Tak sobie myślę, że jako amator to fajnie jest mieć taki problem, że 8:40 to słaby czas. To raczej niezły czas chyba. [śmiech] Potem już chyba w następnym roku wygrałeś Kaliską Setkę? 
A: Tak, już się udało zejść poniżej 8 godzin. Kaliską Setkę, pobiegłem już w 7:49. Warunki nie były sprzyjające do robienia jakiś tam życiówek.
K: Pogoda tak?
A: Wiatr dosyć mocno dawał się we znaki. 
K: To wróćmy jeszcze do tej pierwszej Kaliskiej Setki. Nauka jaką wyniosłeś z tych zawodów, to było dbanie bardziej o kalorie i o taktykę biegową? Czy to była dla Ciebie jakaś taka spora lekcja? Co wyniosłeś z pierwszej setki dla siebie?
A: Na pewno, żeby biegać w innym obuwiu, bo nogi miałem tam niestety masakrycznie poharatane, pomimo nie zbyt super długiego dystansu. Także to był taki jeden czas, który gdzieś mnie tam znokautował. 
Na 70 km spoglądałem na czas, to nawet jakbym miał to przejść, to jeszcze się tam zmieszczę w jakimś limicie żeby dobić do tej setki. Ale po paru km udało się to jakoś rozbiegać. 
K: A na czym polegał problem z tymi butami? 
A: Tzn. Same buty nie specjalnie się nadawały. Były zbyt wąskie. Także pęcherze, odmy i odciski dały się mocno we znaki. 
K: Wcześniej nie miałeś okazji przetestować tych butów na takim dłuższym dystansie? 
A: Zrobiłem wcześniej w zbliżonym modelu, też coś w okolicach setki. Lecz tempo tego biegu, czy też specyfika […].
 Też była historia, że znajomi mnie namówili na bieg 6 godzinny i też, żeby się jakoś sprawdzić czy w ogóle jestem w stanie coś takiego pociągnąć, to właśnie pod osłoną nocy postanowiłem się przebiegnąć z Krakowa do Bielska. To jest plus-minus 100 km. 
 To też mnie, że tak to ujmę, dosyć mocno poskładało. Ale udało się tam w jakieś 10 godzin z groszem skończyć.
K: A kiedy biegłeś ten bieg 6-cio godzinny?
A: W Krakowie na Gali Biegów Ultra. Na przełomie lipca i sierpnia. Do tego biegu przystępowałem na takich betonowych łydkach. 
K: Powiedz czy masz jakieś swoje metody na regenerację?
A: Po tegorocznych przygodach z kontuzjami, gdzie w sumie jedna za drugą się za mną ciągnęły to dużo większą wagę przykładam do rozciągania czy do ćwiczeń, żeby jednak te mięśnie głębokie powzmacniać.
Od fizjoterapeutki mam całą litanię ćwiczeń zadaną, żeby każdego dnia je wykonywać.
K: Udaje Ci się to rzetelnie wykonywać?
A: Powiedzmy, troszkę mi to siadło. Dopiero teraz, w tym tygodniu wracam do jakiegoś takiego trybu. 
K: No, należy Ci się odpoczynek. A opowiedz jak i kiedy bieganie po górach znalazło się w tym twoim bieganiu asfaltowym, tudzież bieganiu po płaskim? 
A: Bardzo podoba mi się sam klimat górskich biegów. Także, w miarę możliwości staram się być gdzieś na jakiś wolontariatach, żeby przelecieć sobie tą trasę. Z tym, że na spokojnie. We własnym tempie. 
Czy tam pooznaczać coś, pozbierać te oznaczenia. Z gór to bardziej same zawody, wyzwania powiedzmy. Główny Szlak Beskidzki na szybkość czy Rafał Bielawa, jak i Robert Korat mnie troszkę tym zajawili.
Gdzieś właśnie z początków biegania obserwowałem ich zmagania i wyzwania. Gdzieś tam z tyłu głowy siedzi, żeby przy sprzyjającej okazji spróbować sobie raz jeszcze.
K: A w jakiej formule myślisz, żeby pobiec Szlak Beskidzki? Czy z supportem czy bez? 
A: W zeszłym roku próbowałem bez supportu. Mogę powiedzieć, że troszkę słabo się przygotowałem do tego. Także, 180 km przeleciałem.
K: Jedzenie Ci się skończyło?
A: Nie. Na linii startu miałem ładną pogodę i chwilę później ta pogoda siadła. 
K: Czyli co, ciuchowo byłeś nieprzygotowany? 
A: No ogólnie przemoczyło mnie, przemarzłem. Sporo błądziłem we mgle, żeby te rozlewiska próbować omijać. Także to już mało miało wspólnego z bieganiem, a bardziej „jak dotrzeć do kolejnego punktu”. 
 K: A Główny Szlak Beskidzki nie jest dobrze oznakowany? Nie ma wszędzie czerwonych oznaczeń po których można się sprawnie przemieszczać? Czy właśnie jak jest mgła, to jest duże utrudnienie? 
A: Wtedy ta mgła dała mi się mocno we znaki. 
K: Nie miałeś czołówki jakiejś porządnej?
A: No jeśli się widzi tak na metr przed siebie. [śmiech]
K: [śmiech] To czołówka też nie pomoże. No to nieźle było! To trafiłeś warunki rzeczywiście mało korzystne. 
 A: Z czego tam jeszcze pamiętam, to z Maciejowej jak wychodziłem to był pełny optymizm, jak dotarłem na Turbacz, miałem fart po raz kolejny i dość. 
K: A stanąłeś w tym roku na starcie w biegu Siedmiu Szczytów. Jakie miałeś założenia jeśli chodzi o ten bieg. Chciałeś go tak sobie rekreacyjnie polecieć?
 A: Z biegiem Siedmiu Szczytów to był taki bardziej test, gdzie uda mi się dobiegnąć. Jako, że od Mistrzostw Polski ciągnęła się za mną kontuzja, także to była taka chwila, gdzie trochę mi odpuściło. 
 Stanąłem na tej linii startu i no może skończymy na drugim punkcie, może na trzecim. Ostatecznie udało się do 80 km dobiegnąć zanim kolana mnie rozbolały. Także nie było tak źle. 
K: Było lepiej niż zakładałeś. 
A: W każdym razie z Rzeźnikami później ogarnialiśmy tych, którzy później dopiero dobiegali. 
K: Rzeźnika też biegłeś, prawda?
A: Tak, w zeszłym roku próbowałem na dystansie ultra. 
K: I Co, też tak rekreacyjnie to pobiegłeś? Czy tam już chciałeś powalczyć o jakiś wynik dla siebie? 
A: Tam ogólnie powiedziałbym, że troszkę mocniej pobiegłem. Z tym, że później z tego fajną lekcję wyciągnąłem. 
Do 100 km czy 110 km biegłem na 1 pozycji, gdzie później mnie słońce poskładało. Także zaliczyłem troszkę takiego większego zgona. 
Ale to później fajnie oddało na takim biegu 12 godzinnym. Gdzie powiedzmy miałem już jakieś doświadczenie za sobą, że jeśli się zaczynam przegrzewać, to żeby się na bieżąco starać schładzać, żeby uniknąć takiego zjazdu.
No i też fajny wynik się udało na tej 12, dzięki temu doświadczeniu wykręcić. 
K: I jaki wtedy wynik zdobyłeś? 
A: No tam było 140 km bez grosza. 
K: Gdzie biegłeś te 12 godzin? 
A: Na Gali Biegów Ultra, gdzie rok wcześniej próbowałem na 6 godzinnym.
K: A w ogóle, to gdzie znajdujesz informacje o biegach, tych płaskich?
A: Jest taka niemiecka strona Statistik DUV. Tam są niemal wszystkie imprezy, które się rozgrywają na dystansach ultra. W sumie nie lekko górskie, bo płaskie też. 
K: I powiedz, co jest w tych długich dystansach Twoim zdaniem, dla Ciebie? Dlaczego akurat wybrałeś taką formułę? Jak myślisz?
A: W sumie, to co jest fajnego w jakiś takich dłuższych biegach, to jest sama możliwość poznawania innych zawodników, porozmawiania z nimi. Powiedzmy do połowy biegu. Każdy przynajmniej rozsądniej biegnący, biegnie poniżej swoich możliwości.
Tak trzyma sobie tempo. Jest to możliwość rozmawiania czy choćby tam jakiś głupich żartów, tak, żeby rozluźnić troszkę tą głowę. Na górskim biegu jednak, wydaje mi się, że bardziej z uwagi na ścieżki itd. Jest mniej okazji do tego, żeby porozmawiać.
Przynajmniej, jeżeli leci się gdzieś tam w czubie. 
K: No zwłaszcza jak lecisz w czubie, to lecisz też sam w dużej mierze. Bo wiadomo, że ogony to sobie tuptają, to sobie mogą porozmawiać. 
Chociaż bieganie po górach, to tam nie trzymasz równego tempa. Bo stękasz pod górę albo starasz się jak najszybciej stoczyć w dół. 
A: Zamiast toczyć rozmowy, to patrzysz pod nogi. 
K: Jeszcze się zastanawiasz czy się tutaj nie wywalisz. A jednak na tych biegach płaskich, możesz sobie ustalić stałe tempo i po prostu sobie suniesz.
Ale bym nie podejrzewał, że do tego stopnia biegniecie w komforcie, że jesteście w stanie konwersacje toczyć podczas biegu.
A: Pierwsza połowa biegu mniej więcej właśnie tak wygląda. 
K: W takim tempie konwersacyjnym sobie tak lecicie, pierwsze 12 godzin, tak? 
A: Tak, tak. 
K: [śmiech] Nadal jest to całkiem żwawe tempo. Prawda? Bo jaką miałeś średnią po 12 godzinach w Albi? 
A: Po 12 godzinach w Albi wyszło mi, z czego pamiętam 137 czy 138 km po 12 godzinach. Więc średnią miałem w okolicach 5-10 km/h. 
K: Rozumiem, że to dla Ciebie jest konwersacyjne tempo. [śmiech] To jest też tak, że przed sobą masz 12 godz. biegnięcia. Więc, tak sobie bym wyobrażał, że biegacze starają się zachować jak najwięcej sił. Mało rozmawiają. 
A: Przepracujesz te pierwsze 12 godzin z odżywianiem czy też nie przeszarżujesz, to wszystko w sumie będzie gdzieś tam wychodzić w drugiej połowie. 
K: A czemu te pierwsze 12 godzin jest najważniejsze? Bo potem i tak zaczynasz automatycznie jeść mniej, że Twój organizm aż tak nie przyjmuje pożywienia jak w pierwszych godzinach?
 A: To ogólnie, jakieś ciągłe dostarczanie energii w jakiś tam sposób. Starać się oszacować to tempo, jakie jesteś w stanie wytrzymać. Później, te drugie 12 km, to nie mamy jakiś ostrych zjazdów czy coś. Po Albi zespół ze Stanów fajne wykresy przygotował. Na podstawie wyników Aleksandra Sorkina. Camille Herron, Olivier LeBlaunt, też się na tym wykresie znalazł. I tak jak i Aleksander i Camille mieli dużo wyższe tempo i w drugiej połowie dosyć mocne spadki, szarpanie, mniejsze lub większe awarie. A LeBlaunt właśnie tak jak […]
K: No tak, ale Camille Herron jednak wykręcił niesamowity dystans, prawda? Pomimo tego, że miał różne przejścia.
 A: W ogóle Camille, to szacunek za to, że własny rekord poprawia. Nie celował w czyjś rekord świata tylko we własny. [śmiech]
K: [śmiech] Poznałeś trochę Camille Herron, udało ci się z nią zamienić dwa słowa? Jaką ona jest osobą? 
A: Z Camille miałem okazję troszkę porozmawiać na trasie i po samym biegu gdy czekaliśmy na kontrolę antydopingową. Ogólnie bym ją określił jako sympatyczną, bardzo pomocną osobę. 
K: No właśnie, ona wygląda na zdjęciach tak pozytywnie bardzo. Widać, że jest taka zakręcona mocno bieganiem. Prawda? No ale nasza Patrycja, też cudownie jej poszło. Ona ma ten niesamowity dar, że zawsze jak się patrzy na jej start, to ma się wrażenie, że ona kontroluje praktycznie każdy kilometr, który biegnie. I to jest coś niebywałego. Zawsze ma ten swój plan, który, ok, nie zawsze się jej udaje, nie wszystkie biegi Patrycja kończy. Wiadomo, czasami są jakieś sytuacje związane z pogodą albo z niedyspozycją.
Natomiast, tak jak było na Bet Water, to też tak było, że Patrycja spokojnie zaczęła i cały czas szła spokojnie do przodu. Przewijała się. 
Niesamowita głowa i niesamowite umiejętności.
A: Miałem już okazję kilka razy obserwować ją w akcji. I tak jak mówisz: równo, powoli do przodu. 
Na swoich pierwszych mistrzostwach, jak byłem w Łysych. To też to tak troszkę zabawnie wyglądało. Sam początek biegu, gdzie biegnie Patrycja i za nią cała reszta. [śmiech]
Pierwsze 2 km nikt nie ważył się jej wyprzedzić. 
K: To tak jak jedziesz po mieście i boisz się radiowozu wyprzedzić. [śmiech] 
A: Coś w tym stylu. [śmiech]
K: Patrycja juz ma taką renomę, że skoro ona biegnie w takim tempie, to znaczy, że wszyscy powinni się tego tempa trzymać.
A: Bo jest jakaś szansa, że jak będą się jej tempa trzymać, to też skończą wysoko. 
K: No jest w tym jakiś pomysł. Na pewno warto naśladować najlepszych. 
A: Tak, trzeba podpatrywać. 
K: Powiedz, jak myślisz o swoim bieganiu teraz, to na jakim etapie ty siebie widzisz. Masz jakieś marzenia biegowe? Czy masz jakieś takie jasno zdefiniowane cele i wytyczoną drogę do tych celów? 
A: Nie, nie. Wydaje mi się, ze to na bieżąco się gdzieś tam w miarę układa. 
K: Masz jakieś imprezy, w których chciałbyś pobiec, które są twoimi wymarzonymi? Albo dystans jakiś? 
A: Tutaj akurat nie mam jakiegoś mocnego parcia, żeby znaleźć się na linii startu Spartathlona czy tam, żeby pobiegnąć UTMB.
K: W takim razie, co Ciebie motywuje do treningów? No bo sporo biegasz. Tygodniowo około 160-180 km? Coś takiego? Troszkę trzeba samozaparcia, żeby wstać i wyjść na tych ładnych kilka godzin dziennie. 
A: Fajnie też jest wyjść spotkać się ze znajomymi na tych treningach. W grupie jest weselej. Łatwiej jest też przełamać się, wycisnąć z siebie więcej. 
[00:25:59.00] Jeżeli widzisz, że znajomy Ciebie wyprzedza, to trzeba trochę podbiec, żeby gdzieś tam podkręcić trochę. To pomaga wychodzić z własnej strefy komfortu. 
K: Ale jednak większość treningów sam odbywasz, podejrzewam? Czy nie? 
A: Biegania wolniejsze to w większości sam. 
K: Trenujesz pod jakieś konkretne imprezy, to nie jest tak, że biegasz tak po prostu i jak wpadnie jakaś impreza, to „aaaaa, idę ją pobiec”.
K: Wyobrażam sobie, że biegając zakładasz sobie jakiś plan, jakieś przygotowania pod jakąś konkretną datę, kiedy masz start, na ileś km albo na ileś godzin. 
A: Np. Teraz nie mam jakiś konkretnych planów. Mistrzostwa Europy będą dopiero za rok. Także to jest zbyt odległy termin, żeby o tym myśleć w tej chwili. 
Ogólnie, moje plany się wszystkie kończyły na Albi. Bo wcześniej mnie też operacją kolana straszyli. Także też Albi była takim testem. Czy się posypie czy jednak ta noga wytrzyma i mogę dalej coś myśleć. Ogólnie fajnie wyszło, a noga nie sprawia wrażenia jakby się miała zaraz rozpaść. Także, operację na razie odkładamy. Bez sensu byłoby grzebać w kolanie, skoro do końca nie jest to konieczne. 
K: No ale, masz w głowie jakiś następny cel? Te Mistrzostwa Europy czy jeszcze coś wcześniej, takiego poważnego? 
A: Myślałem, żeby po raz drugi podejść do dystansu 48 godzin. No i spróbować połączyć w miarę dobry wynik. No ale to zobaczymy. 
K: Na jakiej imprezie chciałbyś zrobić te 48 godzin? 
A: Tak patrząc po kalendarzu, to chyba Ateny. 
K: Próbowałeś już chyba kiedyś robić te Ateny? Chyba w zeszłym roku?
A: Tak. I zszedłem tam wtedy. Nie dość, że trasa nie była zbyt na życiówki. W sensie nierówna i z podbiegiem. To też sprzętowo byłem niezbyt przygotowany. Praktycznie w jednych butach cały czas latałem. Już po 20 godzinie, czułem, że sobie śródstopie poobijałem. Więc tak w trasie się nieśmiało podpytywałem czy nie dałoby się zmienić tego 48 na 24 godziny. 
K: Ale nie dało się?
A: No właśnie z tego co chłopaki ustalili, to nie ma żadnego problemu. Także tam końcówkę troszkę mocniej pocisnąłem. I jak skończyłem po 24 godz. Rozpoczęła się dyskusja, że chyba jednak będzie problem. [śmiech]
K: [śmiech] I co, nie uznali Ci wtedy?
A: Mam na 24, tylko międzyczas.
K: Powiedz, dla Ciebie, to jak bardzo się różni czy biegniesz na 24 czy na 48 godzin? Z takiego punktu widzenia logistycznego. I też myślenia o tempie. To jest dla Ciebie kompletnie inny rodzaj biegu jak to jest 48 godz?
A: Przy 48 wydaje mi się, że bardziej trzeba zwrócić uwagę na obuwie. Całkiem jednak inaczej do tego podejść. 48 nie jestem w stanie przelecieć na samej Coli i bananach. I jeszcze mieszać do tego normalne pokarmy. 
K: A właśnie na Coli i bananach przeleciałeś 24 godzinne Albi? 
A: Powiedzmy, że mam takiego swojego miksa. Nie jest to czysta Cola, jest ona z domieszką glukozy, izotonika. Izotonik fajnie zabija smak cukru. 
A same banany to raz, że dopełniają żołądek. Także ma się on czym zająć i z tego co się orientuje, zawiera też magnez. Więc skurcze nie łapią. 
K: I tak rzeczywiście bez żadnego stałego, ciepłego posiłku przeleciałeś całe Albi? 
A: Gdzieś tam w nocy miałem kryzys, zrobiło się chłodniej. Wtedy próbowałem się podratować rosołkiem, który tam serwowali organizatorzy. 
K: I co, pomogło Twoim zdaniem?
A: No myślę, że tak. 
K: W nocy spadła temperatura, było chłodniej i potrzebowałeś się rozgrzać? Jak w ogóle wyglądała pogoda na mistrzostwach?
A: Pogodowo powiedziałbym, że było całkiem spoko. W ciągu dnia była troszkę jednak za wysoka temperatura. Ale organizatorzy zadbali o to, żeby na trasie były wanienki z wodą i gąbeczki. Także biegnąc można było się schłodzić, ochlapać wodą. Później w nocy, temperatura nie spadła aż tak bardzo. Z tym, że organizm był dość mocno wyczerpany. 
K: Czy myślisz, że miałbyś ochotę na wydłużanie dystansów i robienie takich rzeczy jak Paweł Żuk przystępuje? Wiesz, ma za sobą 1000 mil, teraz będzie startował na 5000 km. Co myślisz o takich wyzwaniach?
A: Tzn. Osobiście kiedyś bym się przejechał na bieg 6-cio dobowy. Z tym, żę to też tak dzień w dzień. Powiedzmy, jest kilka godzin na sen, a tak to napieranie przez śniegi w zimie.
W podobnym kontekście postrzegam bieg 6-cio dobowy, że trzeba się tak nastawić na konkretny wynik, że spania będzie tam niewiele. Bardziej taka przygoda, niż miałbym coś przez to osiągnąć. 
K: A powiedz jak się fizycznie przygotowujesz do swoich biegów. Widzę właśnie, że rower stoi u Ciebie w pokoju. Na rowerze też jeździsz dużo?
A: Staram się popedałować. Z tym, że z racji tego kolana nie jestem w stanie bawić się rowerem na pełnych obrotach.
Chociaż jest to fajny dodatek do treningów. Z resztą jak każdy inny sport, który pobudza inną partię mięśni. 
K: Właśnie, bo chyba w takim treningu to chyba rozbijanie nudy też jest ważne, żeby nie popaść też w dużą rutynę, bo można po prostu stracić motywację. Tak mi się wydaje, że chyba ważna jest różnorodność. I też dostarczanie ciału różnych bodźców. Widziałem u Ciebie jakieś zdjęcie na facebooku, że np. Na rolkach jeździłeś. 
A: Na codzień nie ma czasu, żeby pojeździć na rolkach. Ale tak, są tam jakieś comiesięczne przejazdy po mieście czy coś. Zawsze gdzieś tam jakiś maraton wpadnie. 
K: A lubisz w ogóle biegać miejskie maratony tutaj w Krakowie? Na wiosnę wiem, że jest jakiś maraton, po Warszawskim.  
A: Do tej pory miałem okazję się 2 razy przebiegnąć w tym maratonie. Pierwszy to był ten rok po tym jak zacząłem biegać. Wtedy 3 godz. Z groszem pobiegłem. 
W tym roku, bardzo spodobało mi się, że biegłem w przebraniu. Ci wszyscy ludzie, którzy gdzieś tam stali na trasie, sam ich doping. W ogóle nie było czuć, że jakiś dłuższy dystans się pokonuje. 
Całkiem inne wrażenia z biegu, całkiem inna atmosfera. 
K: A czemu biegłeś w przebraniu? Dla żartu? 
A: No! Też żeby było ciekawiej, weselej.
K: Za kogo byłeś przebrany?
A: Na maratonie był to Ratownik-Mikołaj. Z tym, że z Mikołajem to był szybki patent, bo w Krakowie było dosyć zimno, padało. Więc żeby ogrzać tą głowę, znalazłem na szybko czapkę Mikołaja. 
K: I już byłeś przebrany? 
A: Tak, była bojka, była czapka. 
K: I w tym stroju Mikołaja, jaki czas uzyskałeś? 
A: Celowałem w 2:55, to tak w strefie komfortu, żeby to przebiegnąć. Ostatecznie skończyło się na 2:52. I w sumie też na końcówce miałem taki lekki zryw, że myślałem, żeby spróbować podgonić troszkę znajomą, którą tam obserwuje, jej dokonania w bieganiu.
Była kawałek przede mną. To może by tak te kilkaset metrów podciągnąć. Jednak się pohamowałem i w swoim tempie dokończyłem. 
K: Pewnie ta bojka Ci trochę przeszkadzała. Bo ty ją w ręku trzymałeś, tak? [śmiech]
A: No, no. Na szczęście to nie była prawdziwa bojka. Jak sprawdziłem ile waży prawdziwa, to stwierdziłem, że to nie najlepszy pomysł z odważnikiem prawie 1,5 kg biegnąć po mieście 50 km. 
 K: Widzę, że Ty łapiesz dystans w bieganiu. Opowiadasz, że lubisz biegać i rozmawiasz z ludźmi, lubisz z nimi żartować. Teraz mówisz o bieganiu maratonu z czasem 2:50.
Co jest niezłym czasem. W stroju Mikołaja. Widzę, że ty lubisz mieć do tego wszystkiego zdrowy dystans. 
A: Jakby nie było to robimy to raczej dla zabawy. 
K: Dobrze, no nie wszyscy to robią dla zabawy. Wiesz, niektórzy dosyć mocno się spinają i próbują urwać każdą sekundę z wyniku. 
To nie jest w cale takie powszechne. Jak opowiadasz mi o swoich przebraniach, to mi od razu Kamil Leśniak się kojarzy, staje mi przed oczami. To jest dopiero żartowniś. Natomiast Kamil jak startuje w górach, to wydaje mi się, że on w ogóle nie żartuje. [śmiech]
Wiesz, tak zacięcie walczył z Robertem Faronem na Grani Tatr. Tutaj to nie ma miękkiej gry, nie ma miejsca na żarty. Za dużo starań, za dużo poszło w te treningi.
A: To co, chcesz powiedzieć, że Wróżna na Grani pokazała zęby? [śmiech]
K: [śmiech] Niemalże tak. Swoją drogą chłopcy fajny czas wykręcili na Grani Tatr, co nie? Te 9 godzin to jest WOW! 
A: Osobiście nie orientuje się jakie tam dokładnie czasy popadały. 
K: Mieli po 9 godzin. Limit jest 17 godzin. No piękne czasy na tak trudną, techniczną trasę.
A: No Robert to mi tak zapadł w pamięć zeszłorocznego Ultra Janosika, gdzie wpadł do nas na ostatni punkt, taki świeżutki, uśmiechnięty. Coś tam z nami pogadał, napił się, poleciał dalej. [śmiech] Gdzie wszyscy pozostali, jak przybiegali dużo później po nim, to w takim mniej ciekawym stanie. Raczej mało skłonni do rozmowy, do żartów. Także mocno się wtedy wyróżniał na tle.
K: Naprawdę Robert fajnie biega. Jest niezwykle mocny. 
Czyli co, nie masz jakiś specjalnych imprez, w których chciałbyś pobiec, swoich marzeń takich biegowych. Tak po prostu, na razie dobrze się bawisz tym bieganiem. Tak?
A: Myślę, że tak to zostanie, że się dobrze tym będę bawił. 
K: Wydaje mi się, że taki dystans też mega pomaga, żeby się nie spinać na żadne wyniki, prawda? Wtedy one szybciej wpadają.
A: Myślę, że tak. Aby mi się pomysły na przebranie nie skończyły. [śmiech]
K: [śmiech] No, podejrzewam, że jak Ci będzie zależeć naprawdę na jakimś biegu i wyniku sportowym, to nie będziesz się przebierał. Chyba. Chociaż nie wiem.
A: No na Mistrzostwach by nie wypadało. 
K: No właśnie. Myślisz, że by Ciebie zdyskwalifikowali za strój Mikołaja? 
A: No, myślę, że tak. 
K: Jest to w regulaminie, że nie można biec w czapce Mikołaja? 
A: Z tego co tam pamiętam z zapisów, to na pewno trzeba mieć koszulkę i też tam jest zapis o schludnym stroju. Pytali się też o moje Turbo Spodenki, ale Co do spodenek, nie było takich obostrzeń. 
K: A na czym polegają twoje Turbo Spodenki?
A: Tzn. Po prostu nie trzeba ich przebierać. 
K: A co to są za spodenki? Jakieś specjalne? 
A: Po prostu - bojówki. 
K: Ale w końcu w nich nie pobiegłeś? 
A: Po Albi starałem się przyzwyczaić do opiętych getrów. Coś w czym będę mógł wystąpić.
K: No tak, reprezentacja nasza wygląda bardzo ładnie. 
A: Na szczęście te spodenki były dużo lepsze niż te z Decathlonu. Nie opinały aż tak bardzo. 
K: Może masz gdzieś jakieś ukryte cele biegowe? Jak sobie tak myślisz o swoim bieganiu, to gdzie chciałbyś dojść w bieganiu? 
A: Tzn. Na pewno, na którymś etapie chciałbym pobiegnąć tą setkę poniżej 7 godzin. Czy z dobówkami zbliżyć się do ciekawszych wyników. A tak to, jak najdłużej się tym bawić.
K: A masz jakiś plan na poprawianie tych wyników? Myślisz o zmianie swoich treningów? Czy po prostu dajesz sobie więcej czasu na bieganie? 
A: Z tą setką to też trzeba by się cofnąć do początku. Najpierw spróbować pocisnąć z treningami po 5 km, 10 km. Po kolei zacząć. Jednak kręcić lepsze czasy, żeby przelecieć te 100 km w tempie 4 z groszem, tak żeby czuć się komfortowo. No to jakieś krótsze dystanse. I trzeba też po te 30 czy 40 km komfortowo biegać. Dzisiaj dokładnie wbito małego gwoździa, bo Mistrzostwa Polski, na 100 km i na dobę będą w tym samym terminie. Także trzeba wybierać. 
K: Mówisz o Ultra Parku?
A: Tak, tak. Także tutaj w sumie, na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie powiedzieć, w który dystans będę celował. Z jednej strony fajnie by było próbować obronić ten medal na tej dobówce, ale z drugiej strony fajnie by było o coś powalczyć na setce, na której mi ostatnio nie poszło.  
K: Ale tego jeszcze nie wiesz w tej chwili. Kiedy się odbywają te zawody?
A: Koniec kwietnia
K: No to jeszcze masz trochę czasu. Dobrze, dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i życzę Ci powodzenia na Ultra Parku i może do zobaczenia. 
A: Mówisz, że celujesz też, tak?
K: Ja mam ogromną ochotę. Porozmawiałem z Pawłem Żukiem o jego biegach. Wtedy spotkałem się z nim po jego biegu na 1000 mil. To byłem zagorzałym zwolennikiem biegów górskich. Póżniej sobie pomyślałem, że warto byłoby tak spróbować po płaskim, tak dłużej troszeczkę pociągnąć. Zobaczyć co w tym jest i nie zrażać się do końca tymi krótkimi pętlami i tym, że dookoła nie jest tak super pięknie jak w górach. Ale po prostu spróbować. 
A: Jeśli napierasz, jak to w czołówce po górach, to też masz mało czasu na dostrzeganie tego piękna. 
K: Tak, tak oczywiście. Czołówka jest daleko przede mną, to raczej tak biegam w 1/3 stawki. I tak się męczę i tak tego patrzenia na góry nie jest jakoś strasznie długo. Natomiast czujesz, że jesteś w pięknym otoczeniu przyrody. A jak biegniesz po takiej kilometrowej pętli, czy też jak ty po takiej części biegu po Tartanie, prawda? To ma jednak zupełnie inny klimat takie bieganie. Tak sobie wyobrażam. I ciekaw jestem bardzo jaki to ma klimat, dlatego też chcę spróbować. 
A: Nawet u mnie dużą rolę zawodnicy i kibice odgrywają. 
K: Tak?
A: Ludzie tworzą ten klimat. Niekoniecznie samo miejsce, w którym biegasz a ludzie, którzy przyjeżdżają.
K: Masz rację. To jest aspekt, o którym nie pomyślałem. Jeżeli zawody się odbywają na krótkiej pętli to na pewno jest to super bezpieczne, dla supportu jest dużo lepiej, bo nie musi za Tobą biegać.
A jak nie masz supportu, to gdzieś swoje rzeczy możesz ułożyć w jakimś jednym miejscu, w którym zawsze leżą. To jest super. Ale ten aspekt publiki masz cały czas, czego w górach nie doświadczysz.
A: Na każdym okrążeniu. W Albi, taka parka ze Stanów, całe 24 godziny dopingowali. Także mega robotę zrobili! 
K: Wow! Spali trochę? Czy cały czas dopingowali?     [śmiech]
A: No, dosłownie bym powiedział, że gdzieś na chwilę zniknęli. 
K: To jest tak, że praca supportu czy kibiców to też jest ciężka robota, co? Jak postrzegasz support w Twoim bieganiu? Jak dobierasz ludzi, którzy ciebie supportują? 
A: Do tej pory często było to często z przypadku. Powiedzmy, że nie jestem jakiś trudny w obsłudze. Rozpiska jest w miarę prosta. [śmiech] 
K: Na razie jeszcze nie masz stałego supportu? Ludzie się zmieniają tylko menu zostaje to samo? [śmiech]
A: Tak, tak. 
K: A np. Nie myślisz o tym, żeby support znał Ciebie dobrze? Bo wiesz, Ty możesz być rozkojarzony jak masz jakiś kryzys. Możesz kompletnie podejmować złe decyzje. 
A: No na zmęczeniu czasami ciężko się myśli. 
K: I jak masz w związku z tym osoby, na różnych zawodach, które są inne to nie chciałbyś mieć czasem kogoś kto przeżył z Tobą niejedno i widział cię w niejednym stanie i czasem potrafi za ciebie podjąć lepszą decyzję? 
A: Wydaje mi się, że na pewno to jest jakiś tam plus. Chociaż jak są tam nowe osoby, to jest to taka forma przygody. Jak to w ogóle się dalej rozwinie. Tak ogólnie, to bardzo miło wspominam Mistrzostwa Polski na 100 km w Warszawie. Koleżanka, która ze mną była, wczuła się w klimat. Było mega na luzie, żartowała, wygłupiała się razem ze mną. Także ten czas, też całkiem inaczej mijał. Pomimo tego, że nie ma za dużo wspólnego z biegami, to dużo się pośmiała, pożartowała.
K: Widzę, że to dla ciebie jest ważne, żeby mieć ten taki zdrowy dystans do tego wszystkiego, taką odskocznię. Plus widzę, że w tym bieganiu jest ważny dla Ciebie taki element przygody.
A: No, na pewno. 
K: Dziękuję Ci serdecznie Andrzej za rozmowę. 
A: Ja tobie również. 
K: Dziękuję, że o tak późnej porze mnie przyjąłeś. Cieszę się, że udało się tak spontanicznie spotkać, co jest zawsze fajne. Powodzenia w treningach! Ciekawy jestem jak pójdzie ci w bieganiu. Mam nadzieję, że cały czas super, mega pozytywnie i z dużą dozą radości. 
A: Rozmowę dokończymy w Pabianicach. 
K: Absolutnie tak! Jeśli nie będę gdzieś na Spitsbergenie to będę w kwietniu na Ultra Parku. 
A: Dzięki, trzymaj się! 

 

K: Nie wiem czy Was też, ale mnie Andrzej totalnie zaskoczył swoim pozytywnym nastawieniem, luzem i dystansem do dystansów jakie biega. Najwyraźniej dla nie go liczy się spotkanie ze znajomymi i przygoda, a bieganie jest tylko pretekstem. Być może gdzieś w środku siedzi w nim zwierzę, samiec alfa, mistrz taktyki i chłodny likwidator ale na co dzień tego nie okazuje. Po rozmowie zapytałem się Andrzeja skąd się wzięła jego ksywka “Meloniq” odpisał mi:
“Byłem kiedyś w podstawówce obcięty na grzybka i koledze który siedział za mną skojarzyło się z melonem...
Później w dobie internetów okazało się że jest mnóstwo melonów w sieci, by być tym lepszym od pozostałych dodany został suffix IQ“

Nie wiem czy wiecie ale podcast Black Hat Ultra ma już swoje dziecko - Black Hat Ultra Team. Na łamach tego drugiego podcastu możecie nagrać sami historię o sobie. 
Jak to zrobić? Wystarczy zapisać się na grupę Black Hat Ultra Team na facebooku, znajdziecie tam pytania do Was, które mogą być dla Was punktem wyjścia ale wcale nie muszą.
Na tej grupie znajdziecie również wsparcie techniczne od osób, które już mają pierwsze doświadczenia za sobą. Liczę na Waszą szczerość. Być może będzie to jeden z tych momentów kiedy usiądziecie i zastanowicie się dlaczego biegacie? Co jest dla Was ważne? Jak o tym opowiedzieć w ciekawy sposób? Myślę, że wszyscy chętnie Was posłuchają! 
Dziękuję serdecznie, że słuchacie tego podcastu, dziękuję za miłe komentarze i zaangażowanie, to wszystko daje mi energię do działania więc nie bójcie się wspierać Black Hat Ultra swoimi polubieniami i dzielcie się kolejnymi odcinkami na swoich profilach w mediach społecznościowych.

Zapraszam również na nową stronę internetową, którą buduję. Wpadajcie na www.blackhatultra.pl

Dzięki serdeczne i Buźka! ;)