
BHU#
2
Kamil Leśniak
Black Hat Ultra
data nagrania:
15 września 2018
zdjęcie:
Jan Nyka
Wprowadzenie
W drugim odcinku z Kamila Leśniaka, dwudziestopięcioletniego biegacza, który ma na swoim koncie niesamowite sukcesy w różnych częściach globu. Jednak ciągle boryka się z
odpowiednim ustawieniem treningu, a ostatnio również z
nastawieniem psychicznym. To będzie zupełnie inny Leśniak, którego znacie z social mediów i bardzo się
cieszę, że mogę Wam go przedstawić z tej innej, poważnej, refleksyjnej strony.
Transkrypcja
Wiesz to trzeba się
nakręcać i udało mi się i nagle
po prostu w drugą stronę to poszło,
nie w tą co trzeba, że
zamiast robić kolejny krok,
zagryźć zęby i wiesz i dociskać
to wiesz te kilka kilometrów
z zaciśniętym zębami
przelecieć to ja po prostu wpadłem
w taką jakąś panikę wewnętrzną.
Wiesz zacząłem majaczyć, zacząłem wiesz
zacząłem się bać i wiesz musiałem
się zatrzymać i powiedzieć dosyć,
nie. Nie mogę.
Wiesz i jakiś płacz, lament
nie wiadomo co jeszcze
i ja po prostu dzwonię do
kolegów i mówię, że nie.
Zabierzcie mnie z stąd. Ja
nie dam rady.
Muszę zejść.
Hej. Witajcie w BlackHatUltra.
Jest to podcast, w którym
będę spotykał się z ludźmi
związanymi z aktywnościami
sportowymi typu Ultra.
Najbliższe mojemu sercu są
długodystansowe biegi górskie oraz
rajdy przygodowe i na tych
dyscyplinach chciałabym się skupić.
To co chciałbym przekazać w tym
podcaście to jakimi ludźmi są Ci sportowcy,
jak trenują, jaką mają
dietę, jak się regenerują,
ale chyba najważniejsze dla mnie jest to,
żeby dotrzeć do tego co
ich motywuje i jak radzą sobie
mentalnie z treningami, z
kryzysami, z sukcesami i z porażkami.
W drugim odcinku z Kamila Leśniaka,
dwudziestopięcioletniego biegacza,
który ma na swoim koncie niesamowite
sukcesy w różnych częściach globu.
Jednak ciągle boryka się z
odpowiednim ustawieniem treningu,
a ostatnio również z
nastawieniem psychicznym.
To będzie zupełnie inny Leśniak,
którego znacie z social mediów i bardzo się
cieszę,
że mogę Wam go przedstawić z tej innej,
poważnej, refleksyjnej strony.
Przed Wami Kamil Leśniak.
Cześć Kamil.
- Cześć. Witam serdecznie.
- Co u Ciebie? Jak Ci minął dzień?
Dzisiaj aktywnie dosyć, bo tak naprawdę
dłuższy czas się obijałem po UTMB,
a dzisiaj rano poszedłem
na masaż do Bartosza Kiedrowskiego,
mojego fizjo,
a potem do Bodywork na krótki trening.
Jaki trening?
Miał być trening stretching, a tak naprawdę
pogadałem
ze swoim trenerem z Pawłem Krótkim
o tym co się wydarzyło.
- OK.
- Takie generalnie zaplanowaliśmy
kolejny etap treningowy i w sumie to tak
pół godziny sobie przegadałem o tym
co powinniśmy zrobić i tak
naprawdę wyciągnęliśmy
wnioski z tego co zrobiliśmy wcześniej.
- Fajnie. To do tych wniosków to myślę
jeszcze wrócimy po ostatnim UTMB,
ale powiedz mi tak na szybko
- Jaki plan
na przyszłość na następne tygodnie?
- Na następne
tygodnie? Jutro startuję w Forest Run.
- Ile?
- Startuję to mało powiedziane. Dużo
powiedziane.
Dwadzieścia dwa kilometry.
Jest tam pięćdziesiątka i taka dwunastka.
Dwadzieścia
dwa jest to bieg w pobliżu Poznania.
Znajomi go
organizują, więc tak stwierdziłem sobie,
żeby wyjść to pójdę pobiegać trochę,
więc to jest taki mój plan.
Co tydzień wlatuję na Cypr.
Tam też sobie startuję ze znajomymi,
startuje Benek jeszcze
z takim Adrianem Bednarkiem biegniemy.
On pięćdziesiąt, dycha,
a ja dwadzieścia pięć, więc towarzysząco,
więc tutaj raczej nie traktuję tego jako
coś poważnego tylko, żeby wyjechać,
wylecieć i
przy okazji wystartować na zawodach.
- Fajnie, czyli są jeszcze takie biegi,
które
na luzie biegasz?
Tak. Zdecydowanie. Jest ich bardzo dużo.
Super i w ogóle
patrząc na Twojej stronie na listę biegów,
którą biegłeś to w ogóle bardzo dużo
jest wyjazdowych.
Lubisz podróżować, nie?
Myślę, że to jest
taka esencja tego biegania mojego.
Zdecydowanie lubię wyjeżdżać.
Jest to taki element
podróżowania aktywnego.
Jednak też dużo poprzez starty
zagraniczne mam możliwość zmierzenia się
z zawodnikami, z elity.
To tak w Polsce
znam generalnie dużo zawodników,
więc gdzieś i tak startuję czy tam na
Mistrzostwach Polski
czy na innych mniejszych zawodach,
więc stwierdziłem, że warto się sprawdzić
też z zagranicznymi zawodnikami.
- Jasne. Super, a masz
szansę czasami wyjechać i nie biegać
czy zawsze to łączysz z bieganiem?
Tak jak teraz sobie
przypominam to chyba nie było teraz okazji,
żeby nie jechać na zawody.
- Wiadomo, że OK zawody zawodami,
ale w większości często się zdarza,
że wyjeżdżam po prostu, żeby sobie
pozwiedzać poprzez bieganie zwiedzam.
Nie ukrywam, że to też jest fajne.
- Jasne.
- Tak jak na przykład OK wracamy.
Teraz będziemy mówić o UTMB,
ale
w zeszłym roku pojechałem na UTMB.
Turystycznie spędziliśmy tydzień pod
namiotem i tak naprawdę kibicowaliśmy,
gdzieś tam znajomego suportowałem,
ale tak naprawdę to były takie wczasy.
- Fajnie. Powiem Ci patrzę jeszcze na tę
listę na Twojej stronie i totalny szacun
bo w czym byś nie
wystartował to masz wspaniale wyniki.
Tak naprawdę widzę,
że zacząłeś biegać mając szesnaście lat,
maraton trzy trzynaście.
Potem pierwsze miejsce,
drugie miejsce, trzecie w różnych biegach,
czwarte miejsce, drugie, trzecie,
pierwsze, pierwsze, czwarte, drugie.
To niezły kocur z Ciebie.
- Tak teraz powiedziałeś trzy trzynaście,
trzy trzynaście to jest słaby wynik, ale.
Ale miałeś szesnaście lat wtedy.
Tak to gdzieś tam to jest istotne.
- Pamiętam ten bieg.
- Jaka
jest teraz Twoja rzeczówka w maratonie?
- W maratonie dwa trzydzieści osiem chyba.
- Właśnie, a dyszka?
Na maraton to poleciałem
pięć dni przed zawodami na sto kilometrów,
więc to taki był
element gdzieś mocniejszy trening.
Maraton miał
to swój cel przed setką na Azorach,
więc ja do Maratonu tak to chciałbym
się przygotować
do tego Maratonu i liczę,
że z trenerem jakoś w końcu gdzieś wkleimy
ten koronny dystans i pobiegnę
go na sto procent możliwości swoich.
Chciałbym, ale miło, że wywodzę się z
jakiejś takiej pseudo jak to nazwać ulicy,
bo ja naprawdę nigdy nie byłem jakimś
profesjonalnym zawodnikiem na ulicy,
ale gdzieś
te swoje pseudo starty uliczne mam
w swojej karierze i zawsze mówię,
że po prostu jestem z
ulicy i z stąd się gdzieś tam jakby wywodzę
w tym świecie biegowym.
Bardzo się cieszę, że użyłeś słowa,
że wywodzisz się,
bo chciałem się
Ciebie spytać z skąd się wywodzisz
i jaki jest Kamil Leśniak
jak ma cztery-pięć lat?
Gfzie jest i co robi?
Aa cztery - pięć lat to ja jestem na wsi.
- Tak.
Urodziłem się w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Mieszkałem w Ożarowie, w Trzmielowie.
To są takie małe miejscowości.
Ten Trzmielów to wieś i tam się wychowałem.
Jest to województwo świętokrzyskie.
Nie myślałem o bieganiu.
W Setynach nie wiem
co wtedy myślałem i tam się wychowywałem.
W wieku ośmiu lat
wyprowadziliśmy się z mamą do Torunia.
Tam zacząłem chodzić do szkoły i tam
się zrodziła moja pasja do biegania,
bo przedtem to była
oczyścicie piłka nożna jak każdy dzieciak
grał w piłkę i ja też.
Ja bardzo uwielbiałem grać w piłkę.
Każdy dzień spędzałem na graniu w
piłkę po szkole
czy to nawet w czasie
szkoły gdzieś się uciekało i grało w piłkę.
Też miałem jakąś krótką przygodę z
pływaniem przez to,
że chodziłem do klasy
pływackiej to pływałem chyba z dwa lata.
Tak mi się
wydaje. To pamiętam, że były treningi
codziennie
tylko, że ja się uczyłem wtedy pływać,
bo ja poszedłem to klasy
pływackiej i przy okazji mama stwierdziła:
Aa to się nauczysz, chociaż jak
będziesz chodzić do tej klasy pływackiej.
Fakt trochę się nauczyłem,
ale już teraz nie pamiętam w zupełności.
- OK.
Tych czasów i z czasem w
Toruniu zrodziła mi się pasja do biegania.
Właśnie i jakbyś mógł sięgnąć pamięcią
to co było takim ogniskiem zapalnym
Twojej pasji?
- Moim bieganiem? Myślę, że jest kilka
takich ognisk.
Pierwsze na pewno
mój brat starszy, pięć lat starszy Michał.
On pamiętam reprezentował klasę,
szkołę w sensie na zawodach jak tam
te czwartki lekkoatletyczne
czy jakieś wyjazdowe województwa
to pamiętam, że on reprezentował,
ale nigdy nie wchodziłem w szczegóły co on
biegał,
ile biegał czy wygrywał czy nie wygrywał.
Po prostu pamiętam, że kiedyś przyniósł
puchary za to reprezentował i taka
jakaś moja rodzinna rywalizacja
biorąc siebie urodziła się i stwierdziłem,
że jak on potrafi to
ja też muszę udowodnić, że też mogę.
Drugim zapalnikiem było tak, że kolega
z klasy chodził na amatorskie zawody
dla dzieci, bo to ja nie ukrywam,
że w dwa tysiące szóstym to ja byłem
dzieciak i pamiętam,
że on jego rodzice chodzili na takie zawody
amatorskie i tam były też biegi dziecięce.
On też szedł i stwierdził,
żebym poszedł z nim i faktycznie poszedłem
z nim i był
taki bieg na Top Kostrunia się nazywał.
Pamiętam, że to były dwa okrążenia
z tego co pamiętam
to były dwa kilometry około i dobiegłem
drugi na pięciu,
ale tak kurde drugi to fajnie.
- Super.
Super się pochwalić, ale to było na pięciu,
więc i tego kolegę też z nim wygrałem,
więc tak jakoś urosłem od razu,
więc stwierdziłem, że będę jeździł na
te zawody i raz w miesiącu startowałem
w tych zawodach i nawet
robiłem treningi po to raz w tygodniu,
raz tygodni jakiś taki chodziłem
sobie na piętnaście minut potruchtać,
żeby się przygotować
do zawodów Top Kostrunio.
W tym czasie też było
ja sobie zapisałem mój pierwszy taki start
poważny do którego
myślałem to było w dwa tysiące szóstym roku
bodajże w październiku bieg Błonie
- Wisły tak się nazywał.
Już tego biegu nie ma.
Było to dziesięć kilometrów,
a ja wystartowałem
na dwa okrążenia czy tam osiemset metrów
dla dzieci i był rower do wygrania.
Stwierdziłem: Kurde. Przygotowywałem się.
Chodziłem co tydzień na
takie zawody to jestem gotów na start roku
i stwierdziłem, że powalczę o ten rower.
Okazało się, że byłem przedostatni.
Także nie udało się
wygrać roweru, więc musiałem się wziąć
za siebie i zacząć trenować.
Właśnie czy wtedy już interesowałeś
się jak powinien wyglądać trening
biegacza czy sam sobie wymyśliłeś,
- że piętnaście minut w tygodniu to jest OK.
- To raczej
sam sobie wymyślałem takie rzeczy.
Potem okazało się, że bzdurne.
Nie miało to nic
wspólnego z właściwym planem treningowym.
Pamiętam, że jak
przygotowałem się do pierwsze półmaratonu,
półmaraton świętych Mikołajów
to dwa tysiące
ósmy rok bodajże i ja w dzień w dzień
codziennie chodziłem na
trasę tego półmaratonu i przebiegałem go.
Nieważne umierałem codziennie.
Po prostu dochodziłem do domu ledwo żywy,
bo ja nie brałem picia, nie brałem
jedzenia, nie wiedziałem co robić.
Ja po prostu wychodziłem czy to przed
szkołą czy to po szkole na półmaraton,
żeby się obyć
z trasą co ma teraz jakieś wydźwięk,
bo tak naprawdę w
Ultra też sprawdzamy trasę,
robimy rekonesans i to tak teraz się
śmieję,
że tutaj też robiłem rekonesans
trasy i faktycznie gdzieś
tam ten półmaraton
popędowy w godzinę trzydzieści chyba osiem.
Super.
- Dobry wynik.
Ty masz taki talent
po prostu do, surowy talent.
- Talent na pewno nie, ale.
- Tak. Wiesz z małym treningiem takie
czasy osiągasz to jest nieźle.
- Nie. Ja wtedy pamiętam, że ja wtedy
zapisałem się do klubu lekkoatletycznego.
Aha.
I ja tam nie błyszczałem, jeśli chodzi
o bieganie, nie?
Nie byłem talentem. Raczej jakimś takim
osłem, który co chwilę chciał biegać,
jeszcze więcej, jeszcze więcej.
Taki uparty byłem i musiałem jak
najwięcej, jak najwięcej, że potrafiłem.
Jak był jakiś trening do
wykonania to zawsze kończyłem go i mówiłem,
że mogę jeszcze, jeszcze mogę więcej.
- Pamiętasz co Cię wtedy motywowało?
- Czy to właśnie rywalizacja
z bratem i z kolegami czy było coś jeszcze?
- Czy czego szukałeś wtedy w tym bieganiu?
- W tym bieganiu? Udowodnienia
innym, że potrafię.
Myślę, że to czy to w klasie
czy to właśnie w klubie czy to też w domu,
że też potrafię coś osiągnąć,
że to tak, że chcę być w czymś najlepszy.
W pływaniu nie wyszło, w piłce ja pamiętam
to też od piłki,
bo ja naprawdę
uwielbiałem grać w piłkę i nie ukrywam,
że jak poszedłem
do klubu piłkarskiego to ja zgasłem.
Tak naprawdę wydaje
mi się, że tak jak teraz sobie to tłumaczę,
że drużyna mnie troszeczkę ścisnęła.
Tak naprawdę ja się nie potrafiłem
odnaleźć wśród innych ludzi w teamie,
w drużynie. Ja się
po prostu bałem kopać piłkę w klubie,
więc to jest coś nie tak. Uwielbiałem
grać w piłkę,
a na meczu, na treningach
ja się bałem po prostu kopnąć tą piłkę, bo.
Myślałeś, że coś Ci się stanie czy?
Nie. Myślałem też, że po
prostu ktoś mnie zaraz opieprzy albo coś,
że źle to zrobiłem. Nie
powiem, że byłem głębiony tylko po prostu
nie czułem się pewny siebie grając piłkę.
Tak.
Więc gdzieś w podobnym
czasie zacząłem też chodzić na treningi
lekkoatletyczne i wsiąkam,
bo to jednak ten sport był indywidualny,
więc tak naprawdę,
ile z siebie dałem tyle wyciągnąłem,
więc w to się wkręciłem,
mimo że też nie błyszczałem w tym klubie,
ale gdzieś te ambicje miałem dosyć
wysokie już wtedy.
Zacząłem myśleć o tych długich biegach.
Dłuższych niż maraton już wtedy myślałeś?
Tak, zdecydowanie. Jeszcze
pamiętam kiedyś to wypisałem nad biurkiem
maraton The Sables.
Znaczy ja
myślałem, że to jest ciągiem ten bieg.
Nigdy nie wchodziłem w szczegóły.
Po prostu widziałem filmik jeden i po
prostu gdzieś
tam ten szyld i dwieście
po pustyni kilometrów.
Mówię: Kurde muszę to ukończyć.
Sobie zapisałem tak
i tylko o tym myślałem, ale się okazało,
że to jednak jest etapowe.
To jakoś już tak mi opadła motywacja.
A jak u Ciebie z bieganiem w gorącu?
- Bardzo lubię. Oo.
Wydaje mi się. Zdecydowanie
uwielbiam. Potem co się dzieje ze mną
na zawodach zimowych, a letnich to
widzę, że mam predyspozycje do biegania
w gorącym, że jednak
lepiej sobie radzę i czuję się komfortowo.
Jak ktoś mówi mi,
narzeka na to, że o kurde, przegrzałem się.
O kurde elektrolity, skurcze.
Ja właśnie takich rzeczy
sporadycznie mi się zdarzają skurcze
na takich zawodach gorących.
- Fajnie.
- Więc zdecydowanie
uwielbiam biegać w ciepłym.
- Super.
Dlatego też obozy
teraz planuję w tak na wysypie Teneryfa.
Generalnie wszystko co teraz
planuję to, żeby wyjechać w ciepłe kraje.
Fajnie, a powiedz mi. Z tych biegów,
które biegłeś do tej pory wyjazdowych
lub polskich jakie wspominasz najlepiej?
- Mówimy o Ultra, górskie czy?
Nie, jakiekolwiek. - Jakiekolwiek?
Tak.
- Wspominam najlepiej, czyli tak generalnie
tak nie wiem mi utkwiło w pamięci.
- To co Ci utkwiło.
Transjura. Na pewno to
jest bieg na sto siedemdziesiąt kilometrów.
- Gdzie się odbywa?
Nie wiem czy się odbywa.
Możliwe, że już nowy organizator jest.
Widziałem, że coś tutaj
organizują między Krakowem, a Częstochową.
Po Jurze krakowsko częstochowskiej.
- Czyli tam nie ma dużo przewyższeń?
- Nie, niewiele
jest. Wtedy jak ja zaczynałem to wow.
Jak biegłem po asfalcie to do mnie kurde
jakieś takie pagórki
to jednak coś trudnego,
coś jakiś challenge jest w tym.
- Tak.
Żeby pokonać nie tylko asfalt.
To mi bardzo mocno utkwiło,
bo to był mój debiut i
taka pierwsza styczność z prawdziwym Ultra.
UTMB dwa tysiące czternaście
mój wyjazd dwumiesięczny do Chamonix.
To są takie
dwie perełki, jeśli chodzi o biegi ultra.
Jak byś teraz mi wymienił
biegi to na pewno bym oo. faktycznie
to jeszcze jest też ciekawe, więc.
- Wiesz co masz
za sobą kilka mistrzostw świata, tak?
Tak czterokrotnie trialowe
mistrzostwa świata.
-Tak.
I trzykrotnie na długim
dystansie, więc tak faktycznie to są też.
- To są emocje duże, prawda?
- To są te emocje tylko
moim w przypadku też negatywne były,
bo pamiętam na trailowych
kilkakrotnie po prostu nie dałem rady.
Dopiero od dwóch
lat w miarę jako tę wyniki są takie, gdzie
nie muszę się ich wstydzić.
- Co to znaczy, że nie
dawałeś rady? Że zajmowałeś słabe pozycje?
- Tak.
- Czy
byłeś niezadowolony ze swojego dnia?
- Ze słabych pozycji
też nie byłem zadowolony ze swojego wyniku,
słabo pobiegłem te zawody w dwa tysiące
czternastym MSI wpadłem w drut kolczasty,
trochę poleciała krew i ja się rozmazałem,
po prostu
opadłem z sił i ledwo doczłapałem do mety.
W dwa tysiące piętnastym w Portugalii, nie
to w dwa tysiące piętnastym / szesnastym,
w szesnastym w Portugalii
to samo po prostu wydawało mi się,
leciałem przed kobietami pierwszymi i
nagle ścięło mnie i ledwo co też dobiegłem.
Ale czemu Cię ścięło?
- Z tego co pamiętam to chyba
energetycznie też może przeszarżowałem
z tempem.
Też nie ukrywam,
że nie byłem doświadczonym ultrasem.
To tak się mówi, że jestem ultrasem, biegam
trzy razy jakimś ultra czy troszkę więcej,
ale tam głównie trenowałem i to konkretnie.
Ale to odzywanie, nawadnianie wtedy?
Tak, to zdecydowanie.
Myślę, że to też nałożyło
się w czasie z jak zmęczenie przyszło,
jakieś bóle to też zapominałem o jedzeniu
i na pewno nawaliło to wtedy, więc.
- Czy teraz masz jakąś taką
bardziej myślisz o nawadnianiu i jedzeniu?
Tak zdecydowanie.
Na trasie i taki rekord trzymasz?
Tak to to co tak
jak Marcin mówił w swoim wywiadzie,
że to jest bardzo kluczowe i jak o tym
zapomnimy to też będą z tego konsekwencje i
zauważyłem w swoim bieganiu,
że wystarczy zapomnieć o jednym żelu,
trochę później zacząć pić to gdzieś to
się mści na trasie i często też spotykam,
mimo że wiem o tym, że
zrobiłem taki błąd to nie brałem wniosku,
nie wyciągałem
wniosków i znowu to samo robiłem,
więc teraz coraz bardziej
intensywniej myślę o tym tylko o tym,
żeby zjeść, napić się.
Już mam
w zegarku ustawione piętnaście minut woda,
czterdzieści pięć minut
żel i tego się trzymam.
Super.
- Mam alarm i cały czas
myślę o tym, że muszę słuchać zegarka,
że nawet jak mi się nie chce jeść to
wciskam tego żela
, żeby dostarczyć tą
energię, więc nie i teraz
myślę, że od dwóch sezonów krok staram się.
Myślę, że nie nawalam pod tym względem.
- OK. Super, czyli oprócz nawadniania
i dobrego jedzenia
jest jeszcze trzymanie chłodnej głowy
cały czas, prawda?
Czyli nieprzyspieszanie za bardzo.
- Tak.
- Ponad swoje siły. Jak Ci z tym idzie teraz?
- To tak jak mówię teraz. Coraz lepiej.
Teraz coraz lepiej, bo
ja to co właśnie błędy, które ja robiłem,
czyli nie jadłem, nie piłem.
- Tak.
Za szybko zaczynałem.
Leciałem tak jak mi serce podpowiadało.
Minął kryzys to ciśniemy na maksa i
zamiast pomyśleć,
że jeszcze mam sto kilometrów,
mam jeszcze pięćdziesiąt kilometrów
to ja po prostu przeżyłem kryzys
to muszę teraz dać z siebie jeszcze więcej.
Teraz wydaje mi się, że jest to bardziej
poukładane
i czy to w tym całym sezonie widzę,
że są tego plusy,
mimo że niektóre biegi mi nie wychodzą,
ale jest to
jednak poukładane, jeśli chodzi o tempo,
o między czasy, o żywienie, o właśnie
wymianę jakiś butów czy smarowanie.
Wszystko to wydaje mi się,
że teraz jest coraz bardziej poukładane.
- OK.
- Ja tam może nie jestem idealny, ale
staram się te aspekty po zabiegowe
usprawniać
- Patrząc
nawet na czołówkę biegaczy trialowych
to wszyscy chyba popełniają od czasu
do czasu te błędy,
więc to jest takie trochę
wpisane w ten sport.
A powiedz mi jeszcze - Jak Twoja mama
w ogóle się zapatrywała na Twoje bieganie i
jak w ogóle żenisz swoje treningi z życiem
z pracą i ze studiami?
-Jakbym jeszcze miał.
To jak moja mama zapatruje się?
Tak nie wiem, jak to określić jak to mama.
Biegasz sobie to biegasz. Fajnie, fajnie
synek, że biegasz.
- A nie mówi, że to niezdrowe
albo coś takiego?
- Nie raczej, ale jak to przebiegłeś to co
jakiś czas mówi o tym, a to byś się zbadał,
ale wydaje mi
się, że to bardziej gdzieś przeczytała,
gdzieś zobaczyła jakiś filmik,
że tu trzeba się badać to sobie przypomina:
Oo. kurde. On uprawia sport to też
musi się zbadać i dzwoni do mnie,
że aa Kamil, a zrobiłeś
to, a zrobiłeś tamto
i tak to jest tak jak
dostanie jakiś bodziec
to od razu do mnie
przykleja, że ja też muszę zadbać o to,
bo mogą być powikłania.
Moja mama interesuje
się tyle co w internecie przeczyta.
Jest to takie dosyć słodkie,
bo jak czasem z mamą rozmawiam to mówi:
Aa, dlaczego nie pierwszy?
Bo tu wygrałeś jakiś taki
bieg na przykład top cross i wygrywałem,
całe, wszystkie biegi, wjeżdżam
na mistrzostwa świata, a ona tak:
Kurde dobiegłeś dwudziesty pierwszy,
a tu wygrałeś, a tam co się stało?
I to tak ciężko wytłumaczyć
rodzicom tak naprawdę to wszystko,
że to jest inny poziom,
inni zawodnicy, więc teraz to mnie bawi.
Pamiętam, jak byłem tam
młodszy to mnie to wkurzało bardzo mocno,
a teraz po prostu przymykam oczy i staram
się jakoś
poniekąd wytłumaczyć całą tą sytacje
jeśli chodzi o zawody
Znaczy w moim przypadku ja się cieszę
że nie było takiego mocego zainteresowania,
ale angażowania się w to co robię,
czyli za ręce tu będziesz teraz trenował.
Teraz będziesz pływakiem.
Masz chodzić i pilnowała mnie z treningiem.
Bardzo się cieszę, że to był gdzieś tam
mój pomysł i teraz bardzo się cieszy,
że tak się
stało, że jak ja jechałem na zawody.
Mama to ja jadę na
te zawody. Ale gdzie? Do Poznania.
Aa do Poznania OK. To dobra.
To jak wrócisz to posprzątaj.
Pamiętaj, żeby się pouczyć.
Tak, tak. Jechałem i mama tam nie wiedziała
czy ja tam biegnę pięć kilometrów czy
sto kilometrów i też nie było
takiej różnicy.
Jak ja wracałem do
domu: Mama przebiegłem sto kilometrów.
Jestem mega zmęczony. Dobrze, dobrze.
To chwilę odpocznij, ale weź się tu poucz.
Weź posprzątaj
tą łazienkę i zawsze mnie to bawiło,
że ledwo chodziłem, bo
tak naprawdę te pierwsze Ultra były takie,
że wyniszczyłem organizm na maksa,
więc ale w domu nie było przebacz.
Trzeba było zrobić swoje obowiązki.
- Tak, oczywiście. Wspomniałeś o Poznaniu,
bo teraz siedzimy właśnie
w Poznaniu w Twoim uroczym mieszkaniu.
Tak. W bardzo przytulnym.
- W gniazdku, tak.
I wcześniej mówiliśmy o Toruniu.
Kiedy
się przeniosłeś tutaj i z jakiego powodu?
Przeniosłem się na studia.
- OK. Na jakie?
- Na studia
na początku był to AWF w Poznaniu.
Niestety w Toruniu
mamy Akademię Wychowania Fizycznego,
więc poszedłem za moimi starszymi kolegami,
którzy wtedy
organizowali Grand Prime Poznania.
Teraz to jest City Trial na całą Polskę.
Wtedy to było tylko w Poznaniu te
biegi i ja tak de facto za nimi poszedłem,
bo część ekipy City Trialowe pochodziła
z Torunia i ja po prostu
przyjeżdżałem na
te biegi do Poznania raz na jakiś czas.
Nie wiem raz w miesiącu
to chyba było i tak naprawdę potem
też zostałem w tym Poznaniu.
Na studia poszedłem na tą samą uczelnię.
Ze studia na AWF-ie mi troszkę nie wyszło.
Potem zacząłem studia na WSB zarządzanie,
ale tak, żeby też podtrzymać status
studenta też zobaczyć,
czy nadaję się do studiowania.
Jakby nie patrząc
cały czas myślałem o tym bieganiu.
Szukałem
swojego ja, jeśli chodzi poza bieganiem.
- Tak, rozumiem i jak było na tych studiach?
- Fajnie. Na początku bardzo fajnie
jak tam na
studia się wyjechało z domu rodzinnego.
- Tak.
- Pierwsze gdzieś
tam swoje mieszkanko wynajmowałem,
bo nie szedłem do akademika tylko od razu
wynajmowałem
z koleżanką na pół mieszkanie tylko,
że ja na studiach jakby nie wiem nie
patrząc zacząłem
też już intensywnie biegać,
więc często mnie nie było na tych studiach.
- Właśnie.
Wyjeżdżałem
na swoje takie obozy jakbym to powiedział,
bo nic teraz tak jak patrząc z punktu,
gdzie teraz jestem
to nie było, bo po prostu stwierdziłem,
że wyjeżdżam w góry
i będę sobie biegał i to nazywałem obozem,
więc często po prostu mnie nie było na
tych studiach albo wyjeżdżałem na zawody,
więc ja też się
troszeczkę nie zgrałem z moją grupą,
jeśli chodzi o studia.
Wydaje mi
się, że mnie traktowali jako dziwaka,
który, bo ja często po
prostu na zajęcia przybiegałem w lajksze,
spocony i wracałem
biegiem, bo nie chciałem marnować czasu.
-Jasne.
- Bo często gdzieś te
zajęcia się rozkładały na cały dzień,
więc stwierdziłem
to rano sobie zrobię trening,
wieczorem sobie
zrobię trening, dobiegnę na zajęcia,
wrócę z zajęć i będę
miał po treningu chociaż przy okazji,
więc tak patrząc teraz
to wydaje mi się, że mogli
stwierdzić, że
jestem dziwakiem, że tylko biegam,
ale tak poniekąd było
tylko ja wychodzę z założenia,
że po prostu nie chciałem marnować czasu.
- Jasne. Oczywiście.
- Także.
- Optymalizacja jest mega ważna tutaj.
Także studiów na AWF
niestety nie ukończyłem ze względu na to,
że brałem co chwilę urlop krótkoterminowy,
potem urlop dziekański,
drugi dziekański i to
nawet nie chodzi mi o samą naukę,
bo wydaje mi się, że
te i OS i TES taka możliwość studiowania
indywidualnie wpłynęła
na to, że ja byłem zbyt leniwy do studiów,
bo ja sobie nie założyłem, że oo.
jakbym nie miał i TS-a i OS-a i bym
musiał chodzić to ja bym wykonał ten plan,
a przez to, że ja mogłem sobie pozwolić
na nieprzyjście na zajęcia ja to cały
czas odkładałem w
czasie i nagle jest sesja,
a ja nie mam z czego się uczyć.
Nie mam znajomych,
nie mam notatek i po prostu koniec.
Tak.
Jakby nie dawałem sobie rady
z tym, bo często egzaminy były naprawdę
banalne, a ja nie wiedziałem
z czego się uczyć, o czym się uczyć,
więc tak naprawdę
stwierdziłem, że nie będę siebie oszukiwał
i dam sobie z tym spokój,
bo to jest
takie względem siebie mini oszustwo.
- Wolałeś biegać jednak, tak?
Tak i wszystko potem
przerzuciłem na bieganie tak naprawdę,
więc cały czas
biegałem, więc tak naprawdę te studia
to tylko były moją przykrywką.
- Tak, rozumiem.
A potem zacząłem.
Mój dobry przyjaciel Andrzej
namówił mnie na to, żebym jednak skończył
studia tak dla na to,
żebym generalnie coś jeszcze zdobił
ze sobą i z czasem przemyślał
czy naprawdę mi nie są potrzebne i OK.
Teraz skończyłem,
kończę zarządzanie na WSB.
Tam bardzo
zupełnie inny kierunek niż na AWF-ie,
więc zobaczymy czy.
- I radzisz sobie z dzieleniem zajęć?
Tak. Tutaj musiałem sobie poradzić,
więc.
- Super.
Więc jakoś tak nie narzekam.
- To fajnie. Ja też jestem
za tym, żeby kończyć studia, więc super.
- Zobaczymy jeszcze magisterka.
Niestety mam dwadzieścia pięć
lat, a ja jeszcze dopiero po licencjacie.
- Zobaczymy. OK.
- Słuchaj, a powiedz
mi, kiedy zacząłeś tak naprawdę na serio
trenować to bieganie?
Może nie wiem, kiedy pierwszego
trenera spotkałeś albo kiedy poważny plan
treningowy?
-Wydaje mi się, że
jeszcze nie zacząłem poważnie trenować.
- OK.
- Więc to jest problem, że cały czas.
- Czyli brakuje
co regularności w Twoim bieganiu?
Nie regularność jest,
ale takiego podejścia nie wiem stryckte
zamkniętego na bieganie.
Ja traktuję
poważnie bieganie wyjeżdżam na obozy,
planuję wydatki tylko na bieganie,
ale wydaje mi się, że jeszcze
to nie jest takie bardzo profesjonalne.
Ja przez parę
lat po prostu trenowałem sobie sam,
sam sobie wymyślałem plan
treningowy, obserwowałem co inni robią,
podpytywałem innych zawodników, znajomych.
Parę lat temu zacząłem pracę
z Piotrem Suchenią i to też był trening
poprzez konsultacje internetowe,
więc ja też tutaj miałem dowolność.
Nadal mam taką dowolność,
że ja sobie wymyślam starty, po co trenuję,
gdzie chcę jechać,
więc jeszcze to jest taka,
bo ja to nazywam
półprofesjonalne podejście do biegania.
Masz jakieś plany
na usystymatyzowanie tego?
Tak. Cały czas nie ukrywam,
że Andrzej, który pracuje w firmie METPOL
mi bardzo mocno
w tym pomaga i gdzieś tam wspólnie
układamy i plan na przyszły rok,
jeszcze na dokończenie tego roku
i staram się coraz bardziej myśleć o tym,
żeby to faktycznie
miało ręce i nogi od początku,
że nie ma w tym
przyszłym roku żadnych przypadków,
że to musi być poukładane, więc liczę,
że w końcu coraz lepiej to będzie wyglądało
coraz bardziej profesjonalnie.
- A powiedz mi, a jak jest z dietą u Ciebie?
Czy masz jakąś specjalną dietę biegową czy
jesz po prostu to co lubisz?
- To raczej to co lubię.
Raczej staram się nie przesadzać z
jakimiś fast foodami czy czymś.
Jem wydaje mi
się, że zdrowo, proste polskie jedzenie
jem i raczej
nie mam problemów żywieniowych.
Sam widzisz są książki kulinarne. Mam dwie.
Gdzieś tam
razem z Olą przygotowujemy te posiłki.
Raczej to Ola, a ja po prostu konsumuję.
- Tak.
Muszę sprawdzić czy
dobre. Mamy znajomych dietetyków:
Dorota Traczyk, Adrian Bednarek.
Często z nimi wyjeżdżam na obozy,
więc gdzieś tam podpatrzę, wypytam.
Fakt, że nie mam strycke
ułożonej diety, że tyle muszę przyjąć,
to muszę zjeść.
Jem prosto i wydaje
mi się, że nie na razie tego nie chcę
zmieniać i też nie bardzo widzę, żebym
miał problemy z tym.
OK, a z skąd się wzięły klopsy?
Klopsy?
Tak.
- Lubię klopsy.
- Tak.
- A to jest głupi żart
i każdy to, każdy gdzieś tam.
Słuchaczom tylko powiem, że Kamil
często hasztaguje swoje posty z klopsem.
Dokładnie. Lubię klopsy.
Na Transjurze jak startowałem
miałem kartonik, lubię klopsy.
- Aha.
I biegłem z tyłu miałem napis taki
kartonik lubię klopsy i to ludzi rozmawiało
zazwyczaj jak się mijało, człowiek
zmęczony, a tu jaki taki nie wiadomo
o co chodziło z tym napisem.
Jak jeździłem tu autostopem to po prostu
miałem taki kartonik i łapałem stopa
na lubię klopsy, ale
to nie ode mnie to wyszło
to wyszło od Piotrka Będkowskiego.
Mam nadzieję, że
z nim też zrobisz podcast to
może on Ci
opowie dalszą historię lubię klopsy,
bo ona jest
banalna i tak naprawdę bardzo głupie,
więc zostawię taką
odrobinę niepewności może.
Dobrze.
- Kiedyś Benek
Piotr Będykowski się wygada z tym.
- Fajnie. Może
kiedyś będę miał okazję z nim pogadać.
Liczę, liczę, więc.
- Dobrze.
- Na razie zostawię to jako tajemnicę.
Dobrze. Zapisuję Piotrka
na listę w takim razie.
Kamil powiedz mi, bo Ty dosyć sprawnie
łączysz
bieganie asfaltowe i bieganie trialu.
Dlatego, że mieszkam w Poznaniu.
- Tak.
- Może dlatego to jest.
Ale tu mam do Ciebie pytanie,
bo tu często biegacze asfaltowi mówią,
że bieganie
trialowe to nie jest tak naprawdę bieganie,
że to jest chodzenie pod górkę, że to
jest stanie w kolejce jak się przewęża
trasę i trzeba poczekać aż osoby,
które są przed nami przejdą,
żebyśmy my mogli i
że to tak naprawdę nie jest żadne ściągnie.
Jakbyś skomentował coś takiego?
- Niech spróbują startu.
Ja bardzo lubię oglądać debiuty zawodników,
którzy startują pierwszy raz w górę,
debiut pierwszy raz,
którzy debiutują
w górach i obserwowanie ich startu.
Zazwyczaj to jest bardzo mocny bieg
i potem umieranie.
Nie wiem, jak Ci skomentować.
Ja wychodzę
z założenia, że góry są bardzo trudne.
Jeśli się do nich trenuje to jest to
dyscyplina
moim zdaniem trudniejsza niż asfalt
tylko trzeba do tego
naprawdę się przyłożyć.
Fakt, że zawodnicy
na ulicy są bardziej zaawansowani wyżej.
- Pod jakim względem?
- Treningu, podejścia do treningu, obozów.
Wydaje mi się, że to jednak
ten sport jest troszeczkę dłużej na ulicy.
- Dobra. OK, ale nadal czołowi,
trialowi biegacze są w stanie
zejść na asfalt i wykręcać niesamowite
czasy w maratonach i w pół maratonach.
- To fakt, ale jest kilku
na pewno zawodników,
którzy tak robią, ale
nie wiadomo, czy to jest.
Ja na przykład nie twierdzę, że jestem
mega dobrym zawodnikiem na ulicy.
Jestem średni tak naprawdę,
więc poziom
światowy jest naprawdę wysoki niż.
Nie. Oczywiście.
Natomiast
myślę, że jesteś w stanie niejednego
bardzo nawet półprofesjonalnego biegacza.
- Zaskoczyć.
- Asfaltowego przegonić po prostu.
- Czasem się zdarza wiesz. Zaraz na
półmaratonie
w Wiązownej na poznańskim faktycznie gdzieś
wynik jeden dwanaście
to już jest taki femf,
dość ciekawy
wynik. Może nie najlepszy na podwórko
krajowe czy światowe, ale przyjemny,
który daje
możliwości biegania po górach szybciej.
- A lubisz w ogóle te asfalty?
- Bardzo.
- Prawda?
To jest fajne sobie tak od czasu do czasu.
- Bardzo lubię.
- Tak szybko z kopyta polecieć, nie?
Tak. Ja. Taki sprint on jest
na dwudziesto, czterdziesto kilometrowy.
- Zawsze to lubiłem
i gdzieś te biegi uliczne mam zawsze
zapisane w kalendarzu. Lubię
biegać na przykład półmaraton.
Moim takim ulubionym
dystansem na ulicy jest półmaraton,
bo to łączy szybkość taką wytrzymałością.
Maratonu nie lubię, bo mało biegałem,
więc jeszcze nie wiem czy lubię.
A powiedz mi Kamil
jak się przygotowywałeś do UTMB w tym roku?
Do UTMB jak się przygotowałem?
- Tak.
- Mój cały trening do UTMB.
- I czy to był Twój główny start w tym roku?
- Zdecydowanie to był mój główny start.
Jako ultras stwierdziłem,
że miałem pierwszy cel to był półmaraton.
Potem Szczawnica,
Mistrzostwa Świata, ale takim koronnym
startem w tym roku miał być start na UTMB.
Jak wyglądały moje przygotowania?
Przygotowania
zaczęły się od wyjścia z kontuzji.
- Oo.
To był mój start.
-Kiedy to nastąpiło? Na ile przed zawodami?
- Równy rok,
bo ja tak naprawdę w zeszłym roku.
Znaczniej dłużej
złapałem kontuzję chyba w sierpniu
albo nawet wcześniej w lipcu rozcięgna
podeszwowe.
Byłem na UTMB w zeszłym roku.
Tam troszeczkę pobiegałem ze znajomymi
i znowu mi się odnowiła ta kontuzja
i przez kontuzję musiałem
zrezygnować z mojego
takiego małego
marzenia biegowego, bo startu w USA.
Zawsze chciałem
wystartować właśnie w jednym z tych.
A na jakim biegu chciałeś wystartować?
Hawarina One Hundred.
To jest stu miliowiec dosyć płaski,
ale w gorącym klimacie Arizony,
więc czułem, że to coś mojego,
a tym bardziej ten
bieg też miał taką swój klimat,
bo to był bieg przebierańców.
Ja już tak
miałem jakieś plany odnośnie przebrania,
więc organizator dosyć luźne podejście.
W ogóle ten bieg był taki luźny.
Tak stwierdziłem, że to jest idealny bieg
dla mnie, jeśli chodzi o osobowość.
Niestety miałem też zaproszenie,
miałem też opłacone przez właśnie UTWT
Ultra Trail World Tour przez to,
że byłem jednym z
najmłodszych zawodników na świecie
załapałem się do tego programu ich.
- Super.
- Do lat chyba
dwudziestu wtedy cztery czy jakoś tak.
Mniejsza o to.
Niestety nie mogłem z tego skorzystać.
Musiałem
zrezygnować ze startu i wyleczyć kontuzję.
Nie ukrywam
trochę się z tego powodu mazałem,
ale tak w
efekcie końcem wyszło mi na dobre.
Właśnie ta kontuzja, bo parę miesięcy
nie biegałem i zacząłem współpracę
w Bodywork w
Poznaniu i dzięki właśnie Bodywork
w tym sezonie znacznie zrobiłem progres,
mimo że UTMB nie ukończyłem.
Mimo, że
w Szczawnicy się zgubiłem to widzę,
że moje wyniki naprawdę poszły znacząco,
że widzę, że w końcu coś się ruszyło,
że nie mam problemów z dobrym bieganiem.
- To jeszcze powiedz o Bodywork trochę.
Co to jest
za miejsce? Żeby słuchacze wiedzieli.
- To jest klinika ruchu.
- OK.
- Jak to chłopacy mówią. Właśnie to nie.
Nie wiem, jak to wytłumaczyć, bo to
nie jest typowo siłownia.
Tam ludzie, tam się nie pakuje.
To jest można sobie
poćwiczyć, ale tam głównie chodzi się,
aby poprawić
swoją nie wiem. Ogólną sprawność.
Sprawność tak dokładnie
i tak naprawdę ja też tam poszedłem,
aby wyleczyć się z kontuzji,
ale też poprawić swój
krok biegowy i taki efekt dostałem końcowy.
- Super.
- Więc ja widzę, widziałem
już jak zacząłem w końcu w miarę biegać,
trenować to zauważyłem,
że po prostu mam inny krok biegowy,
bardziej sprężysty, dosyć wysoko.
Taki typowo lekkoatletyczny.
Przez parę lat biegania w górach,
trochę biegania Ultra ja po prostu klapłem.
- Tak.
I gdzieś to zaniedbałem, bo
tak naprawdę nie robiłem zbytnio treningów
ogólnorozwojowych, a
- A rozciągałeś się po treningach.
- Się rozciągałem, ale. Nie bardzo.
- Nie bardzo. Rolowałem się.
Jak coś czasem bolało to czasem się
rolowałem albo szedłem do mojego kolegi
Bartka Kiedrowskiego,
który rozbijał mi łydki.
- Tak.
- Igłami i miałem spokój.
Teraz staram się dbać troszeczkę więcej
o to, ale to też nauczyła mnie kontuzja.
Nauczyło mnie to wizyty w Bodywork.
- Super.
- Dobra i wychodzisz z tej kontuzji
na rok przed Twoim startem ostatnim
w UTMB mniej więcej.
W grudniu zaczynam wychodzić z kontuzji.
- A w grudniu zaczynasz wychodzić.
W grudniu w tamtym roku.
- Czyli masz co siedem miesięcy
trochę ponad pół roku tak do startu?
Tak, do startu.
- I jak się przygotowujesz?
Masz jakiś swój plan rozpisany?
Tak i też w grudniu
zacząłem współpracę z Arturem Karnym.
- OK.
Z nowym trenerem i ja też musiałem
się odświeżyć.
Nie przeszkadzało mi. Piotr Suchania
bardzo dobrze mnie przygotowywał
tylko ja musiałem się po prostu odświeżyć
mentalnie do biegania i ja zauważyłem,
że zaczynam
sam siebie oszukiwać w tym treningu,
zaczynam po prostu mam taką jakąś niechęć
do wyjścia na trening
i stwierdziłem, że muszę to zmienić.
- Motywator nowy.
- Nowe bodźce treningowe
i wydaje mi się, że też przyzwyczaiłem,
wiedziałem co będę biegał
i ja po prostu w taką wpadłem monotonię
treningową, więc stwierdziłem,
że może będzie dobrym rozwiązaniem
współpracy z Arturem i wydaje mi się,
że to był strzał w dziesiątkę.
Ja po prostu wyszedłem z kontuzji, zacząłem
pracować dalej trenować Bodywork.
Zacząłem realizować nowy plan.
Na początku
przygotowałem się do płaskich biegów.
Miała być dycha niestety nie wyszło.
Start w półmaratonie zaliczyłem
bardzo dobry, bo poprawiłem się o minutę
względem zeszłego roku, więc
tym bardziej po kontuzji się bardzo mocno
ucieszyłem z tego wyniku
i szykowałem się do startu w Szczawnicy,
Wielka Przehyba i
tam miałem zaskoczyć i wydaje mi się,
że chłopaków też zaskoczyłem, bo sam
siebie zaskoczyłem.
Już dla mnie to jest
po prostu wiesz biegniemy razem grupą.
Nie wiem to była pięć-sześć osób i ja
się trzymałem z chłopakami Marcin Świerc
na czele, Marcin Rzeszutko,
Bartek Gorczyca, Dominik Grządziel.
Ja i tak mówię:
Kurde. Fajnie nie? Jest dziesiąty kilometr,
a my się trzymamy i jestem też tam ja,
więc to było naprawdę uskrzydlające.
Pamiętam, że ja wtedy
uciekł po pierwszym punkcie odżywczym
uciekł nam Marcin
Świerc i chwilę zaraz Bartek Gorczyca
zaraz go gonił i ja i Marcin Rzeszutko
zaraz gdzieś biegliśmy do kolejnego punktu.
Raz on gdzieś troszeczkę uciekł.
Ja troszkę zostałem z tyłu, ale
przy drugim punkcie to już kurde
już teraz nie pamiętam, jak się nazywało.
Mniejsza o to.
Nie wiem coś nagle tempo zwolniło,
jakieś takie Slowmotion nagle
Marcina na środku dogoniłem.
Nagle Bartka Gorczycę dogoniłem i mówię:
Kurde co się dzieje z chłopakami?
Nie wiem Ja tak jakbym czułem, że cały czas
biegnę tym
samym tempem i odjeżdżam chłopakom,
więc to naprawdę było dla mnie
wrażenie, bo ja nigdy z Bartkiem Gorczycą
tak naprawdę nie wygrałem
i stwierdziłem, że kurde, ale fajnie.
Byłem naprawdę podjarany samym faktem.
Już nie wiedziałem
czy ja będę biegł na piątym, szóstym.
Patrzę Bartek i to on też się ściga.
Teraz widzę, że też się męczy.
Ja mówię:
Fajnie. Kurde, poza tym jesteśmy kumplami,
ale.
- Tak.
- Ale lubię po prostu ten
moment rywalizacji i dla mnie to było coś
naprawdę niezwykłego, że lecę na tej
drugiej pozycji.
Niestety zagapiłem
się w tej euforii swojej,
w tym dalszym nakręcaniu
się, na motywowaniu
po prostu zbiegam na trasę Ultra i
mówię i od razu.
- Ile straciłeś wtedy minut?
- Czternaście.
- Ojejku.
- Chyba czternaście. Tak mi się wydaje,
ale to też zbiegłem
i potem jak wróciłem jak już mnie złapali
znajomi to już
podchodziłem do góry i tak byłem już.
Nawet nie wiedziałem jak daleko odbiegłem.
Nie wiedziałem, czy
to jest półtorej kilometra.
Okazało się, że to było siedemset metrów w
dół i razem jakieś takie półtorej kilometra
wyszło mi.
- OK i jak wróciłeś
na trasę to na którym miejscu byłeś?
Widziałem, że
Robert Faron i Rafał Klecha przebiegali,
czyli to było chyba czwarte, piąte miejsce.
Jeszcze Dominik był za
chwilę. Potem złapałem Dominika Grządziela
więc wysokie dosyć pozycje na fajny czas,
bo to też były eliminacje
do mistrzostw świata.
Ja też wtedy biegłem z myślą o dobry wynik,
aby usprawnić sobie wskaźnik ITRA,
bo ja jestem takim
fanem tego ITRA z tego co go obserwuję,
więc liczyłem na bardzo mocny bieg
pod tym względem,
a jak się zgubiłem to stwierdziłem:
O kurde to ani nie ma eliminacji
ani nie ma medalu ani nie ma właśnie.
- Dobrych punktów.
Tak, dobrych punktów, więc w ogóle
motywacja zerowa.
- Tak.
- I stwierdziłem, że pierniczę to i też już
potem jak zgasłem
to też mięśniowo zacząłem odczuwać
to i ja już dochodząc
do punktu już nie piłem,
nie jadłem i to właśnie o czym mówiłem,
że w momencie takich kryzysów
często o takich rzeczach się zapomina,
ale już też byłem
świadomy, bo ja też nie miałem picia.
Miałem wszystko wymierzone na ten bieg.
- Aha.
- Ja nie miałem
wymierzone picia na zgubienie się tylko
miałem do tego punktu, więc ja wszystko
wypiłem i już tylko na te trzy kilometry
do punktu miało być
takie, że tam właśnie napełnią wszystko
więc szkoda. Szkoda, ale wiem, że tam
byłem przygotowany w stu procentach
i trochę się pomazałem znowu i wiedziałem,
że jestem
po prostu gotów na dobre bieganie.
- Pomazałeś, w sensie popłakałeś?
- Popłakałem, ale na takie elementy to.
- OK.
- Ale jak to koledzy szybko
mnie do pionu postawili, klapsa w tyłek,
w twarz i można było dalej lecieć.
- Super.
- Dobra i jesteś na tej
czwartej, piątej pozycji.
Jak się dalej potoczył bieg?
- Zszedłem z trasy.
Znaczy już dla mnie to zgubienie było
oznaką właśnie to co powiedziałem,
że dla mnie to nie
jest nie sztuką po prostu dobiec do mety.
- Tak.
- Bo miałem tam określone
cele i stwierdziłem:
To tak jak będzie w UTMB.
Miałem swoje cele,
które jak coś mi nie to już nie chodzi.
Ah to mogłeś powalczyć.
To może by się jeszcze jakoś ułożyło.
Nie. Przekalkulowałem to i wiedziałem,
że nie może mi się to poukładać.
- Jasne.
0- Nagle nie przelecę pięciu kilometrów
na paralotni tylko muszę to przebiec.
- Tak.
- Nawet jakbym pobiegł po trzy
zero to i tak wykalkuluje mi się wynik,
poza tym co sobie ustaliłem.
- Tak. To jest to co mówiłeś, że są biegi,
które możesz pobiec
na luzie dla przyjemności,
a są takie, gdzie masz jasno
wyznaczone cele i jak coś pójdzie nie tak
to tak potrafisz zejść z trasy.
Tak. Po co mam się zarzynać organizm?
Po to, żeby dostać medal na mecie.
Po to,
żeby oo tu ukończyłeś. Brawo. Fajnie.
Nie, nie biegam dla ukończenia.
Ja biegam dla określonych celów.
To co zrobiłem
to sobie już ukończyłem parę lat temu i.
- Tak.
I udowodniłem się,
że mój organizm jest w stanie pobiec sto,
sto pięćdziesiąt,
dwieście i wiem, że takie coś mogę,
ale myślę, że każdy
powinien sobie jakiś wyznaczyć swój cel,
który potem będzie
sam sobie będziesz mógł sobie stwierdzić:
- Kurde, ale dobrą robotę zrobiłem. Tak.
Udało się.
- A powiedz. Powrót z takiej
trasy, z połowy takiej trasy do miejsca
startu nie jest
jakiś mega męczący i upierdliwy tak z
organizacyjnego punktu widzenia?
- Z Szczawnicy to ja wróciłem samochodem
z chłopakami z telewizji wróciłem.
Także.
- Aa klasa.
-Miałem ten transport
załatwiony, więc nie było upierdliwości.
- Spoko.
- Także jeszcze sobie pogadałem
z chłopakami, więc było dosyć przyjemnie.
Ja też nie tylko z chłopakami z telewizji,
ale organizatorzy.
Ja tam ekipę bardzo lubię
i to jest zawsze jakiś ten klimat jest.
- Tak. Ty się zawsze dogadasz.
- Staram się.
Naprawdę jak ktoś chce
ze mną gadać to ja też chcę z nim gadać,
więc kwestia tylko pozytywnych
emocji, pozytywnych nie wiem wibracji.
- Ooo.
- Dobrze to nazwałem.
- A powiedz mi co wyniosłeś z tej gorzkiej
lekcji w Szczawnicy?
- Z gorzkiej lekcji. Z tego, że odpadłeś.
Czy coś z tego wyniosłem?
- Tak.
- Tak naprawdę to, żebym pilnował trasy.
To, że nie powinien
się, bo ja się maksymalnie skupiłem na tym,
że muszę
biec i po prostu byłem zafiksowany.
Miałem tylko zawodnika przed sobą,
a tam biegli zawodnicy
z innych tras i ja po prostu go łapałem.
Skupiłem się na jego
nogach i ja go łapałem,
łapałem i za bardzo byłem
wkręcony w to co się dzieje na ten wynik,
na to, żeby się zmotywować
na większy wysiłek, więc powinienem troszkę
jednak bardziej świadomie
biegać i nie ukrywam rozglądać się.
- A biegasz z trasą wbitą w zegarek?
- Tak, ale ja miałem trasę wbitą i co z
tego jak nawet nie zwracałem na to uwagi.
To dużo osób mi zarzuca:
Aa to mogłeś sobie
wbić trasę, mogłeś tamto, mogłeś. Sierota.
Nie tutaj jak ktoś
jest tak zafiksowany to nie ma szans,
że się nagle obudzi, więc chłopacy,
osoby, które mnie ściągnęły to wolały mnie,
a ja byłem miałem po
prostu swój film w głowie i nie było szans.
Ja dopiero w momencie jak zrozumiałem,
że się zgubiłem tak odwróciłem się i mówię:
O kurde. Nagle zauważyłem, że to nie
jest moja trasa.
- Tak.
Już wszystko się zgadzało, bo byłem
skupiony na ścieżce.
Nie byłem, nic, poza
tym nie było, nie istniało.
Czy coś wyniosłem?
Nie. Byłem
bardzo potem zmotywowany do tego,
bo tak naprawdę wszystko przepracowałem,
wszystko było OK.
Nastawienie moje było. Moja motywacja.
Ktoś mi zarzucał, że się nie koncentruję,
że pajacuję przed startem, że latam z owcą,
ale co to ma do rzeczy tak
naprawdę.
Taki jest mój styl i.
- Dokładnie.
- I ja lubię odejść od
tego dzień przed startem.
Właśnie wolę się nie stresować, wolę
się spokojnie wyspać niż nakręcać dzień
przed startem i sobie
i być skupionym już dzień przed startem.
Mam takie podejście. Lubię jeździć na
biegi dla ludzi,
dla towarzystwa, więc
nie uważam to za moją wadę przedstartową,
że pójdę sobie, że
się zmęczę. Nie poszedłem do biura zawodu.
Tam powiedziałem
z znajomymi i wróciłem do pokoju.
Nikt, tak ktoś
potrafi ocenić, a tak naprawdę nie wie,
nie siedzi ze mną całego dnia.
Nie wie jak wygląda mój dzień przed
treningowy, więc.
- Tak.
- To jest takie dziwne, jeśli chodzi o ocenę.
Tak, bo to ludziom się wydaje, że to trzeba
usiąść i medytować na trzy godziny
przed startem.
Natomiast każdy ma
swój sposób na radzenie sobie ze stresem,
z przygotowaniem do startu.
- Zdecydowanie.
- Tak. Dobrze. To podróżujemy
od tego grudnia do sierpnia do UTMB
czy do września, bo to
było na przełomie sierpnia i września UTMB.
To był wrzesień, prawda?
- Tak, sierpień/wrzesień wtedy był.
OK, czyli podróżujemy od grudnia do
września do UTMB.
Jest po drodze Wielka Przyhyba.
- Mistrzostwa świata.
- Mistrzostwa świata, gdzie?
W...
Gdzie były Mistrzostwa Świata trialowe?
Mistrzostwa
Świata, ale mnie zaskoczyłeś teraz.
- Hiszpania?
- Hiszpania. Penya, Penya..
- Penyagolosa Penyagolosa.
Ja zawsze mówię, że Penyagolasa.
Jakoś mi to tak kojarzy sorry.
Faktycznie.
Spoko.
Ale mi się
zapomniało, gdzie były Mistrzostwa Świata.
Widzisz.
Tym bardziej, że to jeszcze byłem z
Marcinem i z Benkiem na rekonesansie
trasy, a tu taka wtopa.
I tam chyba fajnie Ci poszło też, nie?
Dobrze. Bardzo dobrze i ja mimo
wszystko oceniam to za taki po prostu start
sobie przebiegłem.
Wydaje mi się, że
w lepszej formie byłem w Szczawnicy,
ale dobrze. Fajnie to wyglądało,
bo tak naprawdę Mistrzostwa Świata
tak jak mówiłem na mecie charakteryzują
się tym, że tu nie ma założeń.
Tu trzeba albo jedni walczą na medal,
a drudzy walczą o wynik.
Ja byłem w tej
ekipie, która walczyła o fajny wynik,
więc mój start polegał na tym, że ja
spokojnie po prostu zacząłem i się piąłem,
mimo że miałem
problemy swoje na trasie to na wynik
jak widzę cały czas się coraz, coraz to
lepiej coraz to więcej osób wyprzedzałem,
ale tylko przez to, że po prostu tych co ja
wyprzedzałem to oni walczyli o ten medal,
lecieli w czubie i po prostu
ja zbierałem żniwa w postaci ich zgonów.
Tak, ale suma summarum wyszło tak,
że te punkty ITRA
wpadły powyżej osiemset punktów.
Na którym miejscu byłeś?
Dwudziestym pierwszym chyba.
- Super.
- Dwudziestym pierwszym
tak, bo rok wcześniej dwudziesty siódmy,
dwudziesty pierwszy to jest fajny wynik.
Chociaż oceniam
to, że sporo jednak błędów zrobiłem,
które mogłem uniknąć przed.
Nie pomyślałem i tak wyszło,
ale nikt tego nie wie tak naprawdę.
Znaczy nikt tego nie
ocenia, bo to każdy patrzy
na wynik wow
dwudziesty pierwszy blisko Marcina.
Kurde to super. Tylu
zawodników. OK. Fajnie,
ale tak naprawdę to ja oceniam to jako
jeden z gorszych momentów moich biegów,
czyli właśnie to niedopracowanie,
jeśli chodzi o przygotowanie
do tego co się stało w trakcie i tak jak
patrzę na Szczawnicę, na inne biegi to
miałem wszystko poukładane.
Tak jak teraz
na UTMB miałem wszystko poukładane
a tam na Mistrzostwach
wszystko mi się rozsypywało pomału,
więc nic mi nie wchodziło
tak jak miałem zapisane w zeszycie.
Fajnie, że zrobiliśmy rekonesans.
To na pewno był atut
tego, że znałem tą trasę,
więc wiedziałem, że
w drugiej części zawodów,
Mistrzostw będzie trudniej,
więc ta pierwsza część była dosyć szybka,
więc dużo zawodników mocno poleciało.
- Dobrze. To mam do Ciebie pytanie,
bo powiedziałeś, że właśnie masz zawody,
do których jesteś lepiej przygotowany
takie, do których trochę gorzej.
Jaki jest Twój taki
plan na przygotowanie do zawodów?
To jest właśnie
jak rozumiem rekonesans trasy, tak?
Analiza Twoich przeciwników,
z którymi się będziesz ścigał, prawda?
- Tak.
- Pewnie dużo tam spędzasz czas w internecie.
- Jak na Mistrzostwach świata
jest bardzo dużo zawodników.
Jednak nie jestem na takim poziomie,
żebym sobie obserwował zawodników,
bo mi to niepotrzebne, bo i tak tam
jestem gdzieś w środku stawki,
a nie w czubie, więc
tak naprawdę nie potrzebuję wiedzy kto,
jak biega, bo
ja tak naprawdę nie walczę o te medale.
Fakt.
- Ale masz zajawkę do analizy?
- Tak, tak, zdecydowanie. Gdzieś tam
do porównania się.
Oczywiście. Jak jeżdżę na jakieś
mniejsze biegi tak sprawdzam zawodników.
Patrzę, jak biegają, jakie mają
międzyczasy i próbuje wyciągnąć wnioski,
gdzieś są oni mocniejsi, na jakich etapach,
na jakich biegach, ale takie, jeśli
chodzi o Mistrzostwa Świata to nie.
Patrzę tylko, staram się zrobić dobrze
rekonesans trasy i pod to zaplanować.
OK, a ta wielka Przehyba o której
mówiłeś, że byłeś dobrze przygotowany to
co sobie tak
naprawdę przygotowałeś tak dobrze?
Trening był bardzo dobrze przygotowany.
- OK.
- Że to Arturem Karnym
na ten dzień mieliśmy być gotowi i byliśmy.
Bodywork na
ten dzień mamy być gotowi i byliśmy.
Wszystko było
poukładane pod ten dzień konkretny.
- OK.
Więc ja też policzyłem sobie jedzenie,
ile mam, tyle
żeli to tyle piję i ja
ominąłem pierwszy punkt odżywczy.
Drugi punkt
odżywczy ominąłem i czekałem na trzeci.
Miałem wszystko policzone
na konkretny na ten trzeci punkt odżywczy.
Wiedziałem kto startuje, kto
jest mocniejszy, z kim mogę rywalizować.
Ja tak naprawdę stwierdziłem,
że ja będę walczył o trzecie
miejsce z Marcinem Rzeszutko.
Tak sobie postawiłem za cel.
Jeszcze Dominik Grządziel
tylko Dominik Grządziel bardzo mocno zaczął
wtedy i wiedziałem, że już na
starcie wiedziałem, że coś mu się stanie,
bo on wyrywał co chwilę na biegu,
więc wiedziałem, że to nie jest dobre
zagranie i w momencie
faktycznie i tak było,
że Marcin poleciał, Bartek poleciał i
my z Marcinem
Rzeszutko tylko zostaliśmy i wiedziałem,
że muszę z nim rywalizować. Wiedziałem,
że to jest gdzieś podobny poziom i tak
jak wcześniej sobie
ustawiłem tak też wyszło,
więc wszystko
zagrało oprócz to, że zagapiłem się.
Zagapiłeś się.
-Trudno.
Zdarza się.
Wtedy to
faktycznie bolało, ale teraz zdarza się.
Ciapa ze mnie i tyle, więc.
I powiedz i przed tą wielką Przehybą na
przykład jaki
był Twój kilometraż tygodniowy?
Różnie. To naprawdę różnie, bo.
Bo Przehyb
chyba ma przypomnij, ile kilometrów?
- Czterdzieści trzy.
Czterdzieści trzy.
- Cztery razy tam startowałem.
- I przewyższeń?
- Przewyższeń tysiąc
dziewięćset z tego co albo dwa sto.
Coś takiego. Jakoś
w tych. To tam mnie już nie ma tragedi
- OK i w tygodniu, ile biegałeś kilometrów?
- To zależy od etapu przygotowania.
Ja też nie pamiętam. To była też kontuzja.
Wchodziłem z kontuzji,
więc te kilometry były
naprawdę małe
dwadzieścia-trzydzieści wchodziłem.
Potem rozbiegałem się do około stu.
Zaliczyłem obóz na gran canaria
i to był ten bardzo ważny punkt,
bo ja tam przepracowałem po dwieście
kilometrów
tygodniowo i to nie było tylko góry
tylko taki jakościowy trening na bieżni.
Też dużo takich jednostek szybkościowych,
więc to ja jestem z tego dumny,
że organizm zniósł to i to było,
ja też się czułem po tym obozie taki
pewny siebie,
że faktycznie
zrobiłem ten trening bez zająknięcia,
że czułem, że jeszcze kurde
jeszcze Artur jeszcze bym trochę pobiegał.
Weź daj mi jeszcze coś.
- Że masz moc, tak?
- Tak, że ten trening robiłem
z takim zapasem, że jak szedłem
na kolejny trening
rano, wieczorem to fajnie to poukładałem,
bo zeszły rok wcześniej ja
sobie wymyśliłem obóz na Gran Canari i nie
pytając dokładnie o szczegóły trenera
biegałem po prostu po górach i to było
troszeczkę
głupie z punktu treningowego, bo OK.
Rozbiegałem się po tych
górach, ale tak naprawdę zero wyciągnąłem,
bo wróciłem zmęczony i trzymałem ten.
- Czyli za bardzo
tam co zbiłeś czwórki na zbiegach?
Tak. Za mało interwałów, tak?
- Za dużo takich wycieczek zrobiłem.
Po prostu wyniszczyłem,
naklepałem tych kilometrów niepotrzebnie.
OK.
Zmęczyłem
się. Jeszcze zamiast odpoczywać to,
po prostu biegałem.
-To góry
- Dokładnie, więc
porównując te dwa obozy zeszły rok,
a dwa lata
temu a ten rok to jest niebo, a ziemia.
Widziałem, że po tym obozie
zacząłem troszkę mniej kilometrów robić.
- I mądrzej trenować po prostu.
Tak, tak. To była już robota Artura Herma,
więc on to przygotowywał i
jak najbardziej mi te treningi odpowiadały,
bo ja na początku tak koledzy się patrzyli
na to górale mówią, że jaki trening,
bo ja się przygotowywałem.
Wydaje mi się to jest
trening taki maratoński.
- Tak.
Ale fajne, bo robiłem to
ciągle te jedynostki z takim luzem.
Wszystko mi wychodziło, a ja
wracałem z treningu i w ogóle nie zmęczony,
więc to było fajne w treningu Artura,
że biegałem często
intensywnie, ale z takim komfortem.
Ja dużo robiłem na przykład biegania
po cztery piętnaście, po cztery dziesięć,
gdzie wcześniej wydawało mi się to ja
tak zaczynałem treningi w drugim zakresie,
a u Artura często to były wybiegania.
Ja robiłem jednego dnia trening wybiegania
po cztery dziesięć, cztery pietnaście
następnego dnia na przykład ciągły.
I za chwilę kolejne
dwa dni potem jakaś kolejna jednostka.
I nie na takie
maksymalne prędkości tylko takich,
gdzie się czułem naprawdę komfortowo.
A interwały w jakim tempie robisz?
Trzy dwadzieścia często.
Znaczy wtedy się przygotowywałem
pod pół maraton to ja też pół maraton
dwadzieścia siedem i ja robiłem jednostki
na początku
na przykład cztery
setki po trzy dwadzieścia,
trzy dwadzieścia pięć
i to był taki komfort,
że ja wracałem po
tych dziesięciu, piętnastu jednostkach.
Super. Nie zmęczony kompletnie.
Bo te
treningi się nakładały gdzieś na siebie.
Dzień wcześniej robiłem
na przykład ciągłe albo szybkie wybieganie,
bo rano robiłem
szybkie wybieganie i wieczorem też i
następnego dnia zaraz taki trening,
ale wszystko było w komforcie.
To mi się podoba,
że wszystko było takie komfortowe,
że nie dociskałem
tego organizmu, że Artur mi nie kazał robić
na nie wiadomo na jakich prędkościach
tylko wszystko wydaje
się pod tempo startowe i tak robiliśmy
No i fajnie i tak trenowało się aż do UTB
czy Tak trenowałem do UTMB.
Niekoniecznie tak miało być,
że miałem tą objętość troszeczkę zwiększyć,
ale po UTMB
Mistrzostwa Świata i ja też gdzieś tam
potem gdzieś
sobie tam wymyśliłem starty kontrolne,
typu 3city Xraid .To mi wyszło,
ale potem też spadłem motywacyjnie
do w sensie po tych zawodach mój trening
miał się wznowić. Miałem wrócić do
takiego trenowania,
ale to że nie wróciłem, ale już
nie wykonywałem wszystkich zaleceń Artura,
gdzieś ten trening odkładałem, ale to
nie to, że nie.
Mój organizm nie mógł tylko
głowa już siadała, więc co chwilę zmęczony,
nie chciało mi się i robiłem
po prostu niepełny trening co gdzieś tam
odpuszczałem sobie co trzeci dzień
wypadał mi trening albo robiłem coś innego,
łatwiejszego, więc
tak naprawdę ciągnąłem korzyści z tego
co wypracowałem podczas wiosny,
więc gdzieś tam startowałem
sobie w zawodach co mówiłem właśnie
3city
Niby fajnie, niby czułem,
że jestem rozbiegany, a czegoś brakowało,
gdzieś tam zaczęły pobolewać Archilessy
właśnie wydaje
mi się przez te starty długie,
mimo że fizycznie czułem się jakbym
nie przebiegł,
ale z czasem mi się to gdzieś tam odbiło.
Głowa nie krąży też, podejście
do treningów wpływa na jakość treningu,
więc to że ja byłem gotowy
wykonać pewien trening to nie znaczy,
że go chciałem wykonać.
Głowa nie dawała, co chwila
gdzieś odkładałem ten trening na wieczór.
Wykonywałem go tak niemrawo.
To nie było potem efektów z tego.
Tak naprawdę nie wiem czy
wiesz, ale współorganizuję ultra Mazury.
Ja też zająłem się
przy tym w sierpniu skupiłem się na tym.
Były mistrzostwa w Karpaczu.
Też musiałem się
tutaj wrócić trochę szybkością.
Próbowałem trochę nadrobić, bo
ja byłem po tych ultra mistrzostwa świata
w Trailu i ten XTrail
właśnie wystartowałem,
więc stwierdziłem,
że trzeba wrócić szybko ,
z szybkością
zrobiłem kilka jednostek treningowych
i gdzieś ten kolejny start
był, więc zaczęło mi się ten kalendarz
wypełniać startami
co mi się troszkę nie podobało z czasem,
ale już gdzieś tam sam sobie
gdzieś tam stwierdziłem, że tak ułożyłem
to już nie będę rezygnował,
bo chciałem gdzieś tam popodróżować,
trochę zwiedzić, więc .
- Tak, ale ucierpiał na tym trening, tak?
- Ucierpiał na tym trening. Znaczy trening.
Trening ucierpiał przez to,
że ja motywacyjnie gdzieś ta głowa siadła.
Wydawało mi się, że jestem twardy, ale
gdzieś tam głowa w sumie nie podawała mi,
nie byłem zmotywowany
do takiego konkretnego trenowania.
Nie chodzi mi
o to, że starty gdzieś rozbiły trening,
a ja się rozbiłem mentalnie gdzieś.
- OK, nie byleś w stanie się przyłożyć
do tych treningów?
- Tak. Nie nie wiem jak to określić, ale
po prostu nie chcę powiedzieć,
że to było
lenistwo, bo ja trenowałem normalnie,
gdzieś tam trenowałem to i wykonywałem,
ale nie było
takiego stuprocentowego skupienia
tak jak przed
Szczawnicą widziałem jaki mam cel.
Chcę mieć medal. Chcę mieć powyżej
osiemset punktów i tracę na kwalifikacji
i to były konkrety.
A potem po prostu
przez to, że wystartowałem
jeszcze w
mistrzostwach na długim dystansie,
Xtrail musiałem troszeczkę odpocząć,
gdzieś się rozluźniłem po wszystkim.
- Jak myślisz co spowodowało taką
mentalne nienajlepsze podejście
do treningów właśnie przemęczenie startami?
- Nie, nie przemęczenie startami
, jeżeli to jest problem
długofalowy, więc nie chcę na razie gdzieś
tutaj wymądrzać się
zapinami, ale to gdzieś tam to motywacja
też nie chcę powiedzieć,
że to wypaliłem się
czy cokolwiek, ale myślę,
że nie podchodzę już do takiego biegania
z takim zapałem jak
zaczynałem biegać, jak zaczynałem w 2012,
że umierałem do od początku.
Leciałem, startowałem, umierałem i miałem
po prostu zapał,
bo musiałem komuś coś udowodnić.
Udowodnić sobie, udowodnić rodzinie, że
potrafię i z tym się teraz właśnie borykam,
że jakoś tak jak czuję dyskomfort to
gdzieś tam ta motywacja opada mi,
więc gdzieś te treningi też nie
wypalały w okresie lipiec- sierpień.
- OK.
- Staram się teraz po tym UTMB.
- A UTMB nie było dla Ciebie
takim dużym celem wartym poświęcenia?
- Wiesz co i właśnie coś tu nie tak było,
bo ja cały czas miałem w głowie UTMB,
czułem respekt przed startem i pierwszy
raz się bałem tego
startu tak jak w 2014-2015 wiedziałem,
że jadę z konkretnym celem, uda mi się.
Ja cały czas jeśliby mi
się nie udało to się założyłem 24 godziny
to tak teraz czułem taki respekt.
Wiedziałem, że jestem mimo wszystko.
Wiedziałem, że jestem w stanie to osiągnąć,
że fajnie to przepracowałem na wiosnę.
Ten trening nadal gdzieś wykonywałem.
Dobrze mi się biega, gdzieś
tam prędkości zakładam nie straciłem,
wytrzymałość też jest jako tako dobrze,
więc wiedziałem, że jestem w stanie,
ale coś nie zagrało w tej głowie i na
przykład podczas Ultra
Mazur musiałem sobie pomóc na Mazurach
organizm sobie odpocząć zamiast
trenować jeszcze przytrzymać trening
to ja musiałem po
odpoczynki wiedziałem, że wykituje
na UTMB psychicznie,
że siądę nawet nie będę chciał startować.
Nie wiem czy to też była kwestia.
Dużo, dużo pracowałem przy
oznaczaniu trasy, ogólnie przy organizacji,
więc siedziałem tydzień w lesie to trochę
mimo, że tam nie trenowałem zbyt mocno
to zmęczyłem
się tym biegiem i odpocząłem sobie
po tym biegu
i faktycznie na UTMB miałem wrażenie,
że w końcu odżyłem, jestem zmotywowany
do walki. Trening jako tako wychodził,
więc wydawało mi
się, że jestem gotów na dobre ściganie sie,
na zrealizowanie swojego celu,
więc nawet tak jak
byliśmy tam tydzień pod namiotem.
Przez tydzień tak trzymałem
te emocje, ale w dniu starty mówię Andrzej,
to jest ten
dzień, że kurdę mam tą motywację,
mam taki wiesz taki pamiętam jak szedłem,
nikt nie wie o tym, że ja nie
spałem pod namiotem dzień przed startem,
poszedłem sobie do znajomych
przespać, żeby się wyspać spokojnie,
zjeść śniadanie, więc
ja w ciepłym miejscu spałem.
To nie jest tak, że
ja bardzo lubię spać pod namiotem ,
ale wiedziałem, że muszę sobie odpocząć,
żeby nie wstawać w zimnym, gdzieś tam,
nie iść siku rano wiesz do łazienki zimne,
więc stwierdziłem że spokojna głowa.
Muszę się wyspać,
więc jak wracałem z tego mieszkania
to mówię:
kurdę taką miałem, czułem te emocje,
w końcu mi
wróciło to co czułem zaczynając biegać.
Taki nie wiem taki
respect ciężko powiedzieć,
- Gdzieś takie podniecenie,
- Łezka się zakręciła w oku.
Może dlatego, że zacząłem słuchać
piosenek, które słucham
zazwyczaj
przy kryzysie, przy jak mam problemy
gdzieś tam przypomniałem sobie
myślami jak to to walczyłem z dystansem
czułem tą metę. Wiesz jakąś tą ...
Jest to co mówisz podniecenie.
I wydawało mi się, że to jest mój dzień.
- Opowiedz jak poszło.
- Zszedłem z trasy,
- Ale powiedz na którym kilometrze, na
setnym, tak?
Setnym ,ale zeszedłem
tak naprawdę na osiemdziesiątym trzecim
kilometrze to jest do
setnym to doczłapałem,
bo musiałem tak naprawdę doczłapać,
żeby mnie ktoś zgarnął z tego punktu,
bo tam jak wchodziliśmy na szlak to nikt
nie przyjedzie po mnie
helikopterem, nie zamówi.
Nie stać mnie na helikopter
Organizator też jakoś
nie chciał takiego zawodnika marnować czas.
- Właśnie to też drugi
raz bym Ci za to pytanie
które ci zadałem na Wielkiej Przehybie, czy
to nie jest upierdliwe zajęcie w środku,
więc na UTMB tak to było.
Właśnie wracając do tego tematu na UTMB
było strasznie i ja to bardzo przeżywałem,
że w tak dupnym miejscu… W środku
gór po prostu.
Dosłownie. To było dla mnie taka.
Ja sobie pomyślałem, że za karę tu
jestem, że w tym akurat momencie,
czemu mnie dopadł kryzys
dwa kilometry wcześniej w Cure Mayer,
gdzie byłem w centrum miasteczka albo
w jakimś miejscu,
gdzie przy ulicy tylko kurdę akurat w
tym miejscu,
gdzie jest mega ciężko
wrócić tym bardziej jakbym zszedł do ulicy
za Cold Bertone- tak się
nazywa schronisko, jakbym zszedł do ulicy
to i tak tam jest ulica
była podobno zamknięta i trzeba było,
jakiś autobus co jakiś czas jechał to
albo iść albo czekać,
więc … Tak upierdliwe,
- Ale powiedz mi.
Dobra. Jak powiedz, bo tak sobie
wyobrażam, że zawodnik, który biegnie,
ściga się, który Tobie zależało
na złamaniu dwudziestu czterech godzin,
-Bardzo
to był Twój cel w tym
roku na UTMB i w momencie jak wiesz,
że zaczynam biec
źle, jak wygląda wewnętrzny dialog,
który Ty prowadzisz ze sobą, czy iść
dalej czy nie iść.
Jak usprawiedliwiasz sobie
fakt, że możesz odpaść z tych zawodów.
Co się dzieje w Twojej głowie?
- Wiesz tak naprawdę podczas
tych zawodów byłem zaskoczony kryzysem
patrząc na lata wcześniejsze na czy
to na start UTMB 2014/2015 czy inne biegi
to jakoś dawałem sobie
rade z tymi kryzysami,
jak to ma wyglądać, czy zwolnię czy
powyzywam,
prawdziwie zacisnę zęby.
Zazwyczaj to gdzieś
pomagało, gdzieś troszeczkę straciłem,
ale poszło,
bo kryzys nie wynikał z braku energii,
bo tutaj jadłem
regularnie, miałem wszystko świetnie
tutaj muszę podziękować Andrzejowi,
które policzył mi ile mam zjeść żeli,
ile mam zjeść tam odzywek takich perpetum ,
które mam troszeczkę później zacząłem
jeść to policzył ile tabletek łyknąć,
kiedy mam pić,
co to będę jadł na punkcie i ja czułem,
że mam ochotę jeść.
Ja dobiegam do punktu i ja zjadłem
wczorajszą zupkę,
która też była wliczona.
Wyszedłem świeży z tego
punktu i wiesz zazwyczaj już na tym etapie
w tym punkcie jak Cure Mayer zwyczajnie
mam już zgon gdzieś tam się męczyłem,
gdzieś musiałem
słuchać muzyki, żeby się zmotywować,
tak tutaj wszystko w ogóle nie spodziewałem
się, że trzepnie mnie
w tym momencie kryzys,
że to był tak nagle, że wychodzę z punktu
w Cure Mayer na osiemdziesiąty kilometr,
zaczyna podchodzić.
Po prostu nie wiem chwila moment.
Ja po prostu jakiś taki
slowmotion zaczynam po prostu marudzić,
mamrotać
do siebie, że pamiętam jak cały czas:
przestań, przestań, że mnie puściło,
że jakiś taki wyzywanie
się zacząłem wydzierać, żeby się nakręcić
na te bieganie, bo
ja tam po prostu marnowałem czas.
Zacząłem już odbijać się z lewej do
prawej, zaczęli mnie zawodnicy doganiać.
Kilka osób, bo jednak
na ten czas mało osób leciało i nie wiem
jak to Ci powiedzieć.
Ten, nie wiem czy
wiesz o tym, ale że ja płaczę ze zmęczenia,
że tak ludzie mnie
kojarzą z tym, że płaczę.
Ja jestem
tego świadom i nadal mi się to podoba,
bo płacz bardzo oczyszcza
organizm, kiedy płaczesz powyzywasz,
jak wyrzucisz to
z siebie to jest fajnie, jest przyjemnie.
Jest takie ukojenie i chyba wydaje mi się,
że jestem zbyt pewny
siebie właśnie na takie zachowanie
i też liczyłem na to, że kurdę,
że muszę się zmotywować,
wiem że tak mogę reagować to trudniej mi
dojść do takiego stanu wiesz maksymalnego,
tego wkurzenia płaczu i że
- Za szybko
starasz się właśnie rozładować emocje?
Tak. Wiesz, znaczy to zrobiłem. Zrobiłem
tak, wchodząc na Berton cztery kilometry od
Cure Mayer i
zacząłem się nakręcać i udało mi się.
Nagle po prostu w drugą stronę to poszło.
Nie w tą co trzeba, że zamiast zrobić
kolejny krok,
zagryźć zęby i dociskać
to te kilka kilometrów
z zaciśniętymi zębami przelecieć to
ja wpadłem w taką jakąś panikę
wewnętrzną i
zacząłem majaczyć, zacząłem się bać,
musiałem się zatrzymać
i powiedzieć: dosyć. Nie. Nie mogę.
Jakiś płacz, lament. Nie wiadomo co
jeszcze i dzwonię
do kolegów i mówię, że nie.
Zabierzcie mnie
stąd. Ja nie dam rady. Muszę zejść.
Myślę, że chłopacy byli przerażeni,
a ja jeszcze bardziej w tym miejscu.
Zresztą wpadłem w straszną panikę.
Pierwszy raz takie coś przeżyłem i nie
potrafię Ci tego wytłumaczyć
teraz co się tak
naprawdę wydarzyło, bo sam nie wiem.
Gdzieś tam próbujemy z znajomymi
dojść do tego dlaczego tak się wydarzyło,
bo to nie jest przypadkowy kryzys.
Ja jestem tego świadom, że to nie jest
coś takiego co przeżywałem w Krynicy
gdzie spektakularnie dobiegłem 2014-2015,
gdzie też miałem kryzys,
też umierałem, też dzwoniłem do i ja wiem,
że to był to było coś innego.
Ja pierwszy raz wpadłem prosto w panikę.
Pierwszy raz nie mogłem
złapać też powietrza w czasie biegu
taki lęk, zacząłem podwójnie oddychać.
Starałem się złapać oddech, bo mój organizm
wpadł w taki stres, taki
lęk, że musiałem po prostu powiedzieć dojść
- Nie wiesz jakie było źródło tego lęku?
Gdzieś tam mam swoje , mam swoje.
- Masz swoje typy?
Tak. Mam swoje typy, które na razie jak
mi się uda rozwiązać to z chęcią odpowiem.
- Dobrze.
Teraz to jest po prostu kwestia
rozbicia tego problemu na drobne etapy.
Wydaje mi się,
że to sa po prostu już zaległe takie.
- Jakieś demony cię ścigają?
- Nie. Raczej
bardziej takie przyziemne raczej rzeczy,
ale gdzieś zostające z tyłu
głowy i bardziej myślę, że przez te
dwanaście lat biegania
myślę, że to się gdzieś już nawarstwia.
To podejście
do sportu, motywacja i generalnie cele,
bo tak naprawdę co o tym mówiliśmy
mówiłem o zaangażowaniu w terenie i tak
naprawdę to samo wychodzi mi
w czasie maksymalnego wysiłku.
Tego nie doświadczę na biegu
na maratonie górskim czy na jakimś krótkim,
bo tam nie potrzebuję,
nie przezywam takiego ból, zmęczenia.
- Powiedz ten osiemdziesiąty
kilometr na UTMB la Ciebie to ile,
która to była godzina biegu ?
- Czwarta, piąta. To
też ma znaczenie zapewne w tym kryzysie,
że to jednak przychodzi
nowy dzień przez noc, gdzieś i spać
to go doprowadza.
- A to była czwarta, piąta rano tak?
Rano.
A która godzina biegu?
10:15 miałem wyjść z cure Mayer i wyszedłem
10:15 z Cure Mayer to idealnie
Masz za sobą Rozpiskę
to jest 10
10 to jest ta rękawek film z 2014 roku
także no tak to Wszystko miałem Wszystko
miałam rozpisane i i no to była 10 godzina
nie nie wiem być pół godziny 10:10/10:15
zapisałem sobie w zeszycie
ja miałem być po godzinie na górze
no niestety już widziałem
że tracę tam jest czas na rękawku jest czas
23 15
no jakoś tak sobie dziś
ten policzyłem to na postawie zawodników
którzy robili progres na trasie nie mówię
o wynikach ostatecznych progres na trasie
Swój planem było że na podstawie osób
które faktycznie ładnie biegli
od początku spokojnie i systematycznie się
pieli w tych chwil tych
zawodach i ja też tak
chciałem i tak też też że pisałem nawet
biegłem przez jakiś czas z portugalczykiem
który to który też widać było że że on tak
rozsądnie podchodzi do biegu i i się dziś
przez jakieś 20/30 km leciałem z nim
bo mieliśmy ten sam cel 24 godziny
chwilę i widziałem że bardzo bardzo
rozsądnie podchodzi do zbiegów do odcinków
takich żwawszy w
żeby nie przesadzać nie nabijać
nie nabijać 4 więc
wydaje mi się że to było poukładane
ok szkoda że
tak się skończyło no bardzo szkoda
szkoda że
powiesz bo tak naprawdę zangażowałem
tu wiele osób tak naprawdę ta praca którą
włożyliśmy no poszło nie nie
tyle nam marne ale no szkoda że nie było
takie a nie było tego szampana
bo chyba kupili za siódemkę szampana
7 zł i wiesz miało być
na mecie wielkie wielkie świętowania
tutaj że szampan leży w mojej lodówce
i nie masz takiego nie ma kto tego wypić
no i czeka
czeka nie wiem czy czy czy się doczeka
bo na na tą chwilę nie
planuję w przyszłym roku startowania w UTMB
- No właśnie a co planujesz tu przyszły rok
masz jakiś swój duży cel
- Szczawnice
- ok jaki który bieg
43 prawie Wielka Przehyba po raz 5
-i chcesz tym razem tam pozamiatać
to chcę chcę się przygotować by mnie czy
pozamiatać
ale chce się bardzo mocno przygotować
na ten bieg ii no już
pomału się próbuję zbudować z chłopakami
już się ustawiłem w
bodyworku że pod to się szykujemy z Arturem
też też już
pomału staram to że żeby żeby pod to
nie wiem
co będę startował przed dopiero to zacznę
rozmowy
trening taki normalny w październiku
będę się zaczął rozbiegiwać
wystartuje sobie w moim półmaratonie
Świętych tam gdzie zaczynałem i zaliczę
wiedziałem że 2 3 obozy przed
przed Szczwanicą i Szczawnica liczę że
dostaną się do mistrzostw świata
bo wydaje mi się że tam są eliminacje
muszę to sprawdzić do końca will które
są w Portugalii na 50 km i tak tak właśnie
też ustaliliśmy po tym UTMB że ja będę
teraz się ścigał
na takich krótszych biegach górskich
gdzie gdzie gdzie
jeszcze ta moja młodość ten szybkość
jest ważna i gdzie nie muszę walczyć
z swoim ze swoją głową ktoś aż tak
bardzo aż tak bardzo
tak dokładnie nie mamy
mamy mamy gdzieś zadziora myślę że mamy
jakiegoś zadziora
do rywalizacji ta głowa jest ale UTMB
w tym roku będą dla dla psychy
dla głowy dla ciała była wielką przesadą
lubisz być na macie na mecie żeby docierać
czy lubisz docierać na metę i czym jest
dla ciebie tak oczywiście
no ja przed tym zawsze wychodziłem
Z założenia że trzeba
kontynuować dopiero od jakiegoś czasu
przeliczałem t na korzyść na
na zdrowie nam na to czy to mi się opłaca
wiesz ile to nie jest tak że że ja o kurde
mam to poprostu zejdę
dopiero tak już czasu
mam także analizuje czy to mi się opłaca
bo także tutaj już nie mam takiego
mówiłem ci że ja nie mam motywacji do tego
żeby kończyć bieg żeby sobie ukończyć
żeby dostać kamizelkę pochwalić się w domu
ja ukończyłem bieg UTMB
ukończyłem kiedyś 2 razy nawet jak
go nie ukończył
tego 2 razy to nie mam takiej motywacji
że mmm No
ja to muszę zrobić za wszelką cenę
przejdę po co mi to
no jasne oczywiście zajadę organizm
po co mi to więc
przeanalizowałem to straciłem czas spałem
na jednym schronisku potem przeszła do 2
naprawdę
słabym stanie psychicznym fizycznym
ja tam kilkakrotnie się zatrzymywałem
mhm mhm i przespałem się tam to dopiero się
uspokoiłem
właśnie tam się zaopiekowali mną więc
pospałem chwilę jest
20/30 minut i i w końcu
z jakimś takim luzem
w głowie zszedłem z trasy
powiedziałem że ok
dobrze się czy już czułem mogłem biec dalej
nie nie nie nie po to
przyjechałem tutaj żeby sobie kończyć bieg
ja szanuję ludzi
którzy to robią i czują czują też to robią
dla dla przyjemności dla takiego dla
zabawy no bo ja też to traktuję jako zabawę
ale Nie jest dla mnie tylko
to te zawody nie były takie te w takim celu
- Dokładnie
pojechałem sobie na na do Norwegii
na x ray tam tam sobie się bawiłem więc
tam sobie kończyłem mogłem skończyć na
dalszym miejscu
i chciałem po prostu ukończyć
fajnie się bawić no miałem kryzys się
zatrzymałem
sobie posiedziałem pojadą pogadałem
i i dalej a tu miałem konkretny konkretne
założenia i i tego chciałbym się trzymać
no dobrze a po Wielkiej
Perzhybie w przyszłym roku chcesz wrócić
na przykład na UTMB na krótszy
dystans na pewno tam będę chciał jechać
jak się znajomi dostaną jako support
możliwe że te occ
nie nie zakładam teraz dłuższego
biegu fajnie możemy może faktycznie lepszym
i lepszym pomysłem było wystartowanie
w ccc tds albo na tych dystansach na
tą chwilę w głowie mam na najwyżej occ
Mam dla znajomych ale nie zakładam
że bycie żeby to było zanim teraz priorytet
chcę przebiec Szczawnicę Mixforlife
i mistrzostwo świata jak się dostanę
i to i to zamykam sezon do tego się
na razie przygotowuje co będzie dalej
to jeszcze muszę przedyskutować z
trenerem i z resztą ekipy
fajnie bardzo
ci dziękuje za rozmowę
Cieszę się że uczysz się z tych
nie najlepszych dni i wyciągasz wnioski
na przyszłość
ja trzymam kciuki bo jesteś
moim zdaniem wiesz super młodym kolesiem
utalentowanym który ma
szansę nieźle ponamieszać z jakimś dziękuję
dziękuję bardzo czy zamieszanie ale ale to
nie wiem czy wrócisz do dłuższych dystansów
pomarzyc się rzeczywiście no
to jest ale takie dystanse na przykład typu
300 km kręcą cię za
300 km kręcą cię albo Badwater skoro lubisz
Badwater pewno ale nie
teraz nie to to może kiedy indziej jeszcze
no ja do UTMB wróciłem dlatego że gdzieś
tam miałem ten zatarg z tym dystansem
i tak nie ukrywam, że to jest
perełka jeśli chodzi o ultra po górach,
więc chciałem to zrobić. Nie wyszło.
Mam nadzieję, że za parę lat wrócę tam.
Zobaczymy czy to.
Za rok raczej nie nie sądzę.
Tym bardziej z tym bólem co przeżywałem
jak sobie przypomnę to stwierdziłem,
że nie chcę tego przeżywać.
Nie chcę doprowadzać się do takiego stanu.
Jeszcze nie jestem gotowy.
Jeśli będę gotów
stwierdzę, że już sobie poukładałem,
że to trenuję normalnie, że
jestem nie chcę powiedzieć poczytalny ale.
- Że możesz sobie zaufać.
Że tak, tak. Także
jestem świeży, że potrafię
płynnie przechodzić te kryzysy to ok.
na razie muszę te
aspekty gdzieś tam naprawić
i zobaczymy jak to wyjdzie i ustaliliśmy,
że będziemy biegać na krótsze.
Chociaż miałem
już taki pomysł, że za dwa tygodnie
wystartuję na
osiemdziesiąt kilometrów na Cyprze,
ale sam skróciłem i jadę tam na krótszy dystans
także no uczę się ale
to też nie to że ja się sam uczę dużo osób
mi bardzo dużo podpowiada ja to
myślę że bez osób które na które trafiłem
to myślę że był bym
bardzo mocno w tyle albo już bym nie biegał
przez kontuzję albo poszłem
się zdołował poprostu bym nie biegał
No oczywiście że tak
pozazdrościć i dobrych przyjaciół biegowych
no ja im bar a teraz dziękuję więc
- Dziękuję ci bardzo za rozmowę
- To ja dziękuję
sukces jakiś czas i przyjechałeś do mnie
- No jasne
- Bardzo fajnie
wiesz no fajnie fajnie że masz taką zajawkę
do do do takich ludzi więc no
- Dla mnie wiesz to
jest kręcenie nagrywanie tych podcastów
to jest super opcja
Poznania wiesz super super
ludzi od których też się mogę dużo uczyć
przy okazji uczą się też inni no
no ciekawe czy ktoś
wyniesie wnioski po po moim bieganiu
no myślę że dosyć dokładnie opisałeś
to w jaki sposób biegasz i
i i rzeczy które się
mogą przydarzyć na Trailu
więc mi się wydaje że wielu osobom to może
otworzyć
oczy na to jak takie biegi wyglądają
- Albo myślę że niektórzy już i tak jesteś
przeżyli nie mówią
o kurde faktycznie czy też są inni więc
- Tak dokładnie no a powiedz jeszcze na
koniec się ciebie spytam co byś powiedział
osobom które chcą się zaangażować
w bieganie po górach
albo takim który w ogóle chcą zacząć biegać
to nigdy się tak szczegółowo
nie bawiłem trenowania jakiejś coauching
- no tak
gdzieś to na pewno może
tam parę razy dla przyjemności rozpisywałem
- ale ale załóżmy że
czekać że ktoś już pobiegł pierwszą dychę
tam nie wiem 50 60 minut
te im i myśli o to o tym żeby
pobiec nie wiem górski maraton na przykład
co byś mi poradził w takiej osobie
- mmm przemyślał czy jest praktycznie
gotowy na na góry
jak może to zabić tego osoba
no bo no jak masz
też też z łóżka nie biegają przez 10 lat
10 lat nie biegałeś
o urodzenia nie biegałeś
Ale nie załóżmy właśnie że ktoś już biega
- Jesteś sprawną
osobą
był ja tę dychę w 50 60 minut tydzień temu
i yy Posłuchaj podcastu z Tobą
i stwierdził spróbuję z tymi górami może
nie od razu 160 ale może może maraton
w przyszłym roku w
górach to kupuję kijki Dailysince tak
i zapisuje się ten bieg
i przychodziła ładnie
i to i to wystarczy z tymi kijakmi
kijki są tutaj nieważni najważniejsze
chwile nie się śmieje no ta kwestia
swoich celów motywacji
no fajnie fajnie się wyznaczyć sobie
jakiś trening do tego przygotować
jej sprawdzić czy faktycznie jesteśmy
gotowi poprzez czy jest fizycznie
gotowi ja zauważłyem po mojej pracy
w Budowalki
to mi otworzył oczy że faktycznie tyle
tyle błędów robiłem które już po startach
takich biegach górskich
zazwyczajmiała jakieś mamy gdzieś gdzieś
ktoś podobne
chciała teraz że tak jak pracuję nad sobą
mmm czy to na siłownu czy treningu
to te starty bez bólowo
przechodzą ,że ja wiesz i jestem gotowy
i tego życzę i też radzę innym osobom
nie tyl startującym pierwszy
raz l mając w planie ale doświadczonym
dobrze że warto sobie
gdzieś tą oszacować to czy czy czy
Jestem w stanie
takie start zdrowiu ukończyć nie nie nie
zawsze mmm więc polecam trening
ogólno rozwojowy
o tym też mówiłem
że oto jest bardzo ważna nie robiłem tego
aż tak ambitnie że raz na tydzień gdzieś
tam próbowałem tam ketelka sobie porzucać
jak sam widzisz
dopiero teraz po kontuzji bo uwierz mi że
kiedyś jak nie o nie
zadbać coś to kiedyś to ci się rozsypie
ja to zauważyłem po sobie że mi się
dużo rzeczy wydawało że jest młody
że mnie kontuzje nie
trzymają także po co mi rozciąganie
po coś jakiś tam w treningu
po co mi wysypianie.
- Sen jeszcze. Tak
Wiec, jeśli chodzi o
taki debiutujący to rozsądnie podchodzić.
Tak pokora, rozsądnie
podchodzić do treningu.
Ja wiem, że dałem radę dychę,
dałem radę parę godzin pobiegać
to i dam radę tam maraton w górach,
dam radę ultra.
Sam tez wchodziłem przez takie założenia,
że ja dam radę.
Nie miałem maratonu na koncie a już ultra
biegałem więc zrobiłem, ale za jaką cenę
Warto znaleźć sobie
jakiś plan i systematycznie
- Cierpliwe go realizować
- Tak działa zabrać i nie
nie to że to jest za miesiąc sobą zawodu
bo znalazłem w internecie
tylko jakiś dalszy etap
Żeby nie żeby
ten ten Plan miał jakiś jakiś przestanki
wiesz jakiś start kontrolny sprawdzić
się na jakimś krótszym biegu górskim
Nawet jeśli za miesiąc
jest ten bieg to może niekoniecznie maraton
tylko może jakieś 17 albo może tak 15
Ale jeśli
chodzi o biegaczy polskich polecam
wejście w góry nawet przyjechać
na bieg towarzyszący i i spróbować
Mnie wciągneło i ja się uważam za górala
będąc na ulicy bardziej gościem
gdzie gdzie no nadal lubię ale robię
to bardziej dla fanu
albo i treningu
- Kamil Jeszcze raz ci serdecznie dziękuję
- To ja dziękuję że przyjechałeś
- powodzenia na szlaku
-Powodzenia mam tylko jeszcze zdrowie
jak zdrowia
będzie to wszystko będzie się zgadzać
Życzę ci tego serdecznie dziękuję
- Dziękuje Ci trzymaj się do usłuszenia
Niesamowity gość prawda
nie można go nie lubić sporo
pracy wykonał ale jeszcze trochę przed nim
jednak nie wątpię że upora
się ze swoimi demonami i będzie stanowił
poważną konkurencję dla zawodników
na światowym poziomie zapraszam
na jego profil fejsbukowy Kamil leśniak
fanpage, stronę www.kamilleśniak.com
gdzie możecie zobaczyć
imponującą listę jego startów i wyników
Kamila będziecie mogli spotkać osobiście na
Trail running
Festival w Szczyrku 26 października
to tyle na dzisiaj jest godzina 13:00
Jestem właśnie po 30 kilometrowym treningu
w okolicach Szczelińca
siedzę w samochodzie i nagrywałam
wstęp i zakończenie tego podcastu
zaraz idę do pasterki skorzystać z prądu i
internetu
aby poskładać dla was ten materiał
na jutrzejsze długie wybieganie
trzymajcie się ciepło i pamiętajcie
Wszystko jest w głowie



