
BHU#
5
Krystian Pietrzak
Black Hat Ultra
data nagrania:
6 października 2018
zdjęcie:
Kamil Dąbkowski
Wprowadzenie
Poznajcie Krystiana Pietrzaka, najszybszego z Polaków na tegorocznym Tor des Geants - 330km trasę o przewyższeniach 24km pokonał w czasie 121 godzin i 27 minut plasując się na 143 pozycji. Zaledwie tydzień później zajął 2 miejsce open podczas 120km Marathon Trail Lago di Como wyprzedzając o jedną pozycję Sabrinę Stanley, która w kategorii kobiet wygrała w tym roku HardRock100. Krystian przeszedł długą drogę biegową od sprintów, przez maratony uliczne do biegania ultra w formacie XXL. Studiował na akademiach sportowych a obecnie, poza pracą, studiuje medycynę by, jak mówi, jeszcze lepiej zrozumieć procesy zachodzące w organizmie biegacza. Niesamowicie świadomy biegacz, którego myśli pochłaniają coraz to dłuższe dystanse.
Transkrypcja
To może zabrzmi dziwnie,
ale, jeżeli wszystko idzie gładko
to jaki to wszystko to ma sens?
To musi być jakiś problem.
Musi być jakiś element tego biegu,
który robi z niego wyjątkowy
i jeśli się pojawi ból,
a się pojawi zawsze to nie ma,
że ktoś jest dobrze wytrenowany i
biegnie szybko to on biegnie bez bólu.
Nie. Tu ból się na pewno pojawia
tylko pytanie jak sobie z nim poradzisz,
więc trzeba symulować ten ból w treningu,
robić takie treningi, które gdzieś
Cię wprowadzają w ten stan bólu,
ale to jest krótkotrwałe,
bo jeżeli porównamy ten ból,
który pojawia się w trakcie biegu
Tor des Geants ten ból trwa dni.
To był Krystian Pietrzak.
Ja się nazywam Kamil Dąbkowski
i witam Was w podkaście BlackHatUltra.
Jest to podcast, w
którym będę się spotykał z
ludźmi związanymi
z aktywnościami sportowymi
typu ultra.
Najbliższe memu sercu
są długodystansowe biegi górskie oraz rajdy
przygodowe i
na tych dyscyplinach chciałbym się skupić.
To co chciałbym przekazać w tym
podkaście to jakimi ludźmi są Ci sportowcy,
jak trenują, jaką mają dietę,
jak się regenerują, ale chyba najważniejsze
dla mnie jest to,
żeby dotrzeć do tego co
ich motywuje i jak radzą sobie mentalnie z
treningami, kryzysami,
sukcesami i porażkami.
Dzisiaj o swojej pasji do biegów
ultra opowie Krystian Pietrzak
najszybszy z
Polaków na tegorocznym Tor des Geants.
Trzystu trzydziesto kilometrową trasę o
przewyższeniach
dwudziestu czterech kilometrów pokonał w
sto dwadzieścia jeden
godzin i dwadzieścia siedem minut
docierając na metę sto czterdziesty trzeci.
Tydzień
później wystartował w stu dwudziesto
kilometrowym Marathon Trail Lago di Como
zajmując uwaga drugą pozycję open
wyprzedzając Sabrinę Stanlej, która w
kategorii kobiet
wygrała w tym roku hardrock-a.
Widać, że biega bardzo świadomie.
Ma ogromną
wiedzę na temat tego co robi i potrafi
słuchać swojego
ciała przy zachowaniu chłodnej głowy.
Rozmowa z nim bardzo
wiele mnie nauczyła i mam nadzieję,
że dla Was będzie tym samym, porządną dawką
ultra wiedzy.
Przed Wami Krystian Pietrzak.
Cześć Krystian.
Witam Cię.
Witam Cię serdecznie Kamil.
Pozdrawiam.
Cześć. Fajnie, że wpadłeś.
Jesteś w Warszawie na chwilę prawda,
bo normalnie mieszkasz, gdzie?
- Normalnie
mieszkam w Kolonii nie w Niemczech.
Opowiadałeś, że wczoraj pejsowałeś,
pomagałeś komuś ukończyć pierwszy
maraton tutaj w Warszawie.
- Tak. To była jedyna okazja, żeby faktycznie
móc pobiec w ten sposób maraton i
bardzo się cieszę.
Było to też nowe doświadczenie dla mnie.
Stałem na starcie tego maratonu i z
jednej strony przebiegłem już ich kilka,
więc te wrażenia i już są inne,
ale ze względu na
to, że to był taki wyjątkowy znowu wróciły
jakby te emocje jakby
z pierwszego maratonu i przeżywałem to
z tą osobą nie mniej
jak za pierwszym razem,
kiedy sam biegłem.
- Oj to wspaniałe musiało być. Super.
- Doświadczenie naprawdę niezwykłe.
Szczególnie, że można było
wtedy więcej widzieć z trasy i w tym tempie
mogłem też samemu jakby czuć ten maraton
więcej niż jak biegam
sam i staram się zrobić najlepszy czas.
Tak i powiem Ci szczerze ja bardzo
lubię na przykład biegać w Warszawie,
bo dla mnie za każdym razem
to jest takie zwiedzanie miasta trochę.
- Dokładnie.
- Urodziłem się
tutaj i znam to miasto bardzo dobrze,
ale poznać je od takiej strony
biegowej jest zawsze dużą przyjemnością
zwłaszcza właśnie jak nie trzeba
wykręcać jakiegoś czasu. Niesamowite.
Ja to każdemu powtarzam, jak wyjeżdżają
na urlopy: bierzcie buty biegowe.
W ciągu jednego treningu zwiedzicie więcej
tego miasta niż łapiąc Sightseesing busa.
- Dokładnie tak, dokładnie tak.
To jest super, super fajne.
Krystian Ty jesteś niesamowitą postacią.
Bardzo chciałem z Tobą porozmawiać,
bo tak przede wszystkim ja jestem
zafascynowany biegami takimi ultra xxl
nazwijmy to, czyli trzysta
kilometrów i w górę i Ty jesteś Polakiem,
który najlepiej
w tym roku pobiegł Tor des Geants,
sto dwadzieścia godzin
i zająłeś sto czterdzieste trzecie miejsce.
Dokładnie tak. To wspaniały wynik.
Bardzo Cię chciałbym
namówić żebyś opowiedział o tym biegu,
jak to wyglądało, jak się przygotowywałeś,
ale może zacznijmy
najpierw od tego jak w ogóle Twoje biegowe
życie albo w ogóle sportowe życie wygląda.
Czy kiedy zacząłeś uprawiać sport i
w ogóle jak to się u Ciebie zaczęło?
Moja droga do biegów
tak zacznę od końca może retrospektywnie
Moja droga do biegów ultra zaczęła
się właściwie od biegania sprintu także.
W szkole wiadomo
gdzieś tam ktoś odkrył talent biegowy,
ale to były dystanse krótkie.
Jeszcze wtedy biegało
się w podstawówce trzysta metrów.
Później wychodząc z szkoły od liceum
były to dystanse czterysta metrowe,
czyli ok jedno okrążenie
i tak na dobrą sprawę
przez wiele lat trenowałem czterysta
metrów i w klubie MKL
Szczecin, gdzie kończyłem szkołę średnią,
jak później również
na AWF-ie w Warszawie, gdzie studiowałem.
Tam również w AZS-ta
AWF trenowałem głównie pod dystans koronny
dla mnie czterysta metrów
oczywiście ze startami na sto i dwieście,
ale to były tylko i wyłącznie i
trening sprinterski i dystanse sprinterskie
aż do pewnego momentu.
Przyszła przerwa, kiedy
wyjechałem na wymianę studencką i studia
zagranicę na niemieckiej uczelni
sportów w Kolonii i tam kontynuowałem
treningi bardziej dla siebie,
ale już nie pod kątem wyczynowo i przez
przypadek trafiłem do grupy
maratońskiej jako
trener. Kolega poprosił mnie o zastępstwo,
a wiedział, że Jestem
biegaczem i mam wykształcenie sportowe.
Poprosił mnie czy nie zastąpiłbym go i tak
w tak właściwie
zacząłem treningi maratońskie i trenując
tą grupą dwa – trzy miesiące postanowiłem
przebiec swój pierwszy maraton.
Także praktycznie z marszu wybrałem ten,
który był na miejscu, czyli w Kolonii.
Nie jednak to też jest duży maraton.
Tam biega kilkanaście tysięcy
zawodników i złamałem trzy trzydzieści,
gdzie zastanawiałem się czy nie będzie
raczej czwórka.
Był dobry wynik, więc
pomyślałem sobie spróbuję drugi maraton.
Pół roku później był Rotterdam.
Było już trzy zero dwa.
W trzecim w Berlinie udało mi się już
dwa pięćdziesiąt zrobić i z takim dużym
postępem zobaczyłem, że jednak ten trening,
który sobie sam
układałem jednak funkcjonuje i udało mi
się faktycznie w osiemnaście
miesięcy praktycznie zrobić mój wynik
maratoński i rekordowy i tak bieganie.
- Czyli te trzy zero dwa jest w tej chwili?
Nie dwa czterdzieści osiem.
Piętnaście jest
z moim rekordem życiowym oficjalnym.
To był nieudany bieg,
ale jest jednak rekordem,
więc oficjalnie
to jest moja życiówka z Rotterdamu,
gdzie biegłem zresztą pięć
razy z rzędu i biegając już dużo kilometrów
tygodniowo właściwie rzędu stu trzydziestu,
stu pięćdziesięciu kilometrów
pomyślałem, że ach co mi pozostaje.
Już ten maraton
mogę biegać tylko kilka razy w roku
to tylko tyle mogę się jakby zwiększyć,
ale może spróbować ultra tylko, że.
- Dobrze, a powiedz jeszcze, w którym roku
ten Rotterdam
na dwa czterdzieści osiem pobiegłeś?
Och, żeby nie
skłamać chyba ze cztery lata temu.
OK.
- Także biegam od siedmiu
lat długie dystanse.
Pierwsze dwa lata to było
właśnie bieganie maratonu i w trzecim roku
treningów wystartowałem tu właściwie
dla fanu w biegu ultra.
Była to pierwsza edycja Eiger ultra Trail,
który dzisiaj jest jednym
z najbardziej znanych
na świecie biegów i uznanych.
Ja wtedy pojechałam
na pierwszą edycję, bo postanowiłem,
że pierwszy
bieg ultra nie może być po płaskim,
więc musi być trudny.
Wybrałem Szwajcarię i
wybrałem Alpy i wybrałem pięćdziesiąt jeden
kilometrów i powyżej
trzech tysięcy przewyższeń i udało mi
się na tym biegu zająć
właściwie dwudzieste piąte miejsce
i co było dla mnie największe nobilitacją
i tutaj przyznam się,
że jestem z tego bardzo dumny.
Udało mi się wyprzedzić pierwszą kobietę,
czyli zawodową zawodniczkę
światowej klasy i tym samym postanowiłem,
że, jeżeli faktycznie
to tak dobrze wychodzi w biegach ultra
to może jednak skoncentrować się na tym,
bo jednak w biegach
ulicznych tutaj inne są predyspozycje niż.
- Tak i dużo większa też konkurencja, prawda?
- I też jest inna
konkurencja, a jednocześnie muszę przyznać
jednak te biegi
ultra oferują mi więcej niż bieg uliczny,
który ma swoje zalety.
- Właśnie i co więcej?
Jak byś to zdefiniował?
Właściwie
to jest niesamowite ze względu na to,
że biegi górskie
wybieram. Ja wybieram wysokie góry.
Wyjeżdżam najczęściej w Alpy i to są biegi,
na których się koncentruje.
Oferują przede wszystkim
niesamowite widoki.
To jest coś co nie znajdzie się nigdzie
i to jest start w szwajcarskich Alpach,
we włoskich Alpach, we francuskich Alpach,
na masywie Mont Blanc,
na masywie Monte rosa czy gdzieś indziej,
czy jak Eiger Ultra Trail.
To jest Północna ściana Eigera,
która też ma swoją
historię i stojąc u podnóża takie góry
widzi się już niesamowite widoki dookoła.
Wbiegając
na dwa i pół, trzy, trzy tysiące trzysta,
bo tak niekiedy prowadzą trasy tak jak
w Tor des Geants
to się wtedy widzi jeszcze więcej
nie i to jest coś co jednak pcha ludzi
w te ekstremalne biegi.
Chociażby to
właśnie oderwanie się od tej cywilizacji,
obcowanie z naturą spokój, cisza,
bo to jest niesamowite jak cicho jest
na wysokości powyżej dwóch tysięcy metrów.
Tam nie słychać nic o oprócz wiatru
ewentualnie.
- Tak to jest niesamowite, ale też chyba
przezwyciężanie własnych słabości
prawda i gdzieś poszukiwanie tej siły,
której normalni ludzie
w ogóle łapią
się za głowę jak słyszę o dystansach.
- To jest, dlatego mówię.
Zacząłem od tej nietypowej historii mojego
pójścia w kierunku
ultra biegów ze względu na to, że jak
wspominam o tym,
że byłem sprinterem to
też się ludzie zastanowią: Ale jak? Gdzie?
To jest fakt faktem, że z tym biegiem,
z tym treningiem tym
maratońskim udało mi się przesuwać dosyć
szybko te moje granice i wytrzymałości,
wytrawialności przez co
też człowiek zaczął zdawać sobie sprawę,
że ta granica gdzieś zawsze jest,
ale to jest tylko granica umowna,
którą gdzieś tam mam w głowie i jak
już ją raz przekroczę to już w głowie
jest inna granica i teraz szukam
gdzie ta granica się kończy i na razie
póki co jeszcze nie znalazłem końca,
więc doszedłem
do trzystu pięćdziesięciu kilometrów,
ale już widzę tą granicę
gdzieś zupełnie indziej,
gdzieś zupełnie dalej.
- To może wrócimy jeszcze
do tego, gdzie, jakie są Twoje plany.
Natomiast tak to fantastyczne co mówisz
i w stu procentach
się z tym zgadzam,
że to przesuwanie granic jest niesamowite.
Im dłuższe biegi robisz
tym te granice się przesuwają i masz
do siebie coraz więcej zaufania, że jesteś
w stanie pokonać jakiś tam dystans
i są to dystanse zazwyczaj
coraz dłuższe albo trasy
coraz trudniejsze z
większymi przewyższeniami.
- Dokładnie.
Powiedz mi, porozmawiajmy o Tor des Geants.
- Opowiedz trochę o tym biegu. To jest
trzysta czterdzieści kilometrów, tak?
Tak to jest troszeczkę zmyłka dla ludzi,
którzy wchodzą
na oficjalną stronę, ponieważ ten bieg
jak on się już odbywał w tym
roku po raz dziewiąty i oni mają oficjalnie
jakby tak określony, że to jest
bieg na trzysta trzydzieści kilometrów z
określoną liczbą przewyższeń,
które na koniec nie mają
nic wspólnego z rzeczywistością dystans.
Natomiast oficjalnie dystans
jest trzysta trzydzieści dziewięć tak,
trzysta trzydzieści dziewięć przecinek
cztery bodajże.
- Tak.
Tak też podaje na wydrukach,
które dostawaliśmy
jako startujący zawodnicy od organizatora,
więc od początku było wiadomo,
że to jest co
najmniej trzysta czterdzieści kilometrów,
z tymi przewyższeniami też troszeczkę
niezgodności.
Oficjalnie dwadzieścia
cztery tysiące około.
Na koniec okazuje
się, że to jest raczej trzydzieści tysięcy.
To jest duża różnica jednak.
Ja tą trasę znałem, więc bardziej kojarzę,
że to są więcej
przewyższeń niż dwadzieścia cztery,
ale nie wiadomo
nigdy jak tak do końca poprowadzą.
Trasa jest oficjalnie wyznaczona.
To jest wykorzystanie
dwóch dróg, wspinaczkową wędrownych
alte wino numero uno i due,
które są oficjalnymi trasami w Alpach,
we włoskich Alpach,
w regionie Aosta i natomiast zorganizowanie
tych przepaków bądź
też innych stacji powoduje,
że jednak odchodzi się od tych tras,
żeby później
wrócić na tę oficjalną trasę z powrotem.
Także tutaj może można
mogą być od wahania w tych długościach.
- Właśnie na tej długości, na tym dystansie,
ile jest punktów odżywczych i przepaków?
O jejku.
- Jak to wygląda?
-Dużo.
- Dużo.
-Właściwie bym powiedział wystarczająca.
- Czyli co, ile kilometrów
tak mniej więcej jest?
- Można tu ciężko mówić
o kilometrach. Ja bym to nazwał raczej.
- Dolinami.
Czasowo, czasowo. Czasowo.
Przepaki przepaków bodajże mieliśmy sześć.
Także wychodziło, że te
przepaki były mniej więcej co pięćdziesiąt
do sześćdziesięciu kilometrów
i to były miejsca tak zwany livebase
w których
była możliwość wykąpania się przede
wszystkim przebrania ze względu na to,
że nasze torby zawodników
wędrowały od przypaku do przypaku i zawsze
mogliśmy z nich skorzystać.
Była też możliwość
zatrzymać się dłużej i uciąć drzemkę,
ponieważ na trasie było to
regulowane i jeśli była możliwość ucięcia
drzemki na przykład w jakimś schronisku
wysoko w górach
było to limitowane do dwóch godzin,
czyli notowano czas przybycia na stację,
pytali się,
ile chcę się położyć pół godzin, godzinę,
może półtorej, ale po dwóch
godzinach powinniśmy byli opuścić
najczęściej te punkty odżywcze.
Chyba że była brzydka pogoda to widać było,
że tutaj organizator
nawet zwracał uwagę: Zostańcie.
Teraz jest przełęcz.
Tam jest niebezpiecznie, jest ciemno,
jest noc, pada deszcz, jest silny wiatr,
jeśli chcecie możecie zostać dłużej,
ale samo spanie
było ograniczone do maximum dwóch godzin.
- OK, czy w każdej takiej
stacji typu live bassed
mogłeś spać te godziny teoretycznie?
- Tam mogłem spać do limitu czasu, który był
dozwolony na.
- Na punkcie.
Na tym punkcie
tak i to, znaczy się, że cała trasa miała
limit czasowy
stu pięćdziesięciu godzin i każdy z tych
live bassów miał określony czas in i
czas out,
czyli check in-u i check out-u
i ile wykorzystam z
tego czasu, jak przybiegnę szybciej,
bo biegnę szybciej
to mam więcej czasu na odpoczynek.
Natomiast myślę, że rzadko kiedy ktokolwiek
korzystał z pełnego limitu czasu,
bo jednak zawody są non stop, czas
nie stoi i przerwy staramy się wtedy
skracać do minimum.
Oczywiście, a
pomiędzy tymi live bassami tylko co,
ile, co jaki czas w takim razie są punkty?
Więc tutaj się pojawia mniej więcej
to jest to około dziesięciu kilometrów
bym powiedział średnio.
Były odcinki, gdzie mieliśmy czternaście
– piętnaście kilometrów.
Były odcinki
krótsze nawet i sześć kilometrów bodajże.
Natomiast z dużą liczbą przewyższeń,
więc czasowo przerwa między
jednym a drugim punktem dla zawodnika,
który się troszeczkę szybciej porusza.
Niech będzie
w pierwszych trzydziestu procentach
to dla mógł być odcinek
rzędu półtorej godziny do dwóch i pół,
a dla tych wolniejszych
mogło to trwać nawet cztery godziny,
bo w dziesięć kilometrów w wysokich Alpach,
gdzie potrafiliśmy zrobić przy
tym tysiąc metrów przewyższenia góra - dół
i poruszamy się
nocą i albo dniem za dnia i za nocy.
Także tutaj może to trwać dłużej, jeśli
ktoś ma problemy naprawdę bardzo długo.
- A tak jak zaobserwowałeś z czym ludzie
najczęściej mają problemy na tej trasie?
Na tej trasie, generalnie
zazwyczaj w poprzednich edycjach było to,
że ten bieg słynie z
bardzo trudnych warunków atmosferycznych
ze względu na to, że to jest już albo
jeszcze wrzesień,
późne lato
także pokrywa śnieżna jest minimalna,
ale ze względu na to, że to jest
już wrzesień może się pojawić już świeży
śnieg i były edycje, w których ludzie
biegali po kolana w śniegu świeżym.
Były też edycje w których
ja poznałem ludzi,
którzy biegli w
tym bieg we wcześniejszych edycjach,
bodajże w dwa tysiące szesnaście była
edycja, gdzie przez cały limit czasowy,
czyli cały tydzień padał deszcz.
Także tutaj nawet te przeciwdeszczowe
rzeczy, które mają mega membrany
i które są
wymaganym sprzętem nie wystarczały.
Po dwóch dniach te rzeczy
przemakały, bo jeżeli pada sześć dni,
sześć nocy z rzędu to tutaj nie ma szansy.
Tu nie ma to chyba żebyśmy założyli
worki foliowe to one może by nie przemokły,
a ta edycja miała to do siebie,
że była bardzo gorąca wręcz przeciwnie
mieliśmy powyżej trzydziestu stopni
upały w dolinie.
To jest bardzo gorąco. Na wysokości
jest ekspozycja na promieniowanie UV,
UVB więc jednak to słońce daje.
To jest spóźnione lato we Włoszech.
Temperatury spadały
znowu już do zera, więc było zimno w nocy,
ale w ciągu dnia raczej dużo osób z tego
co słyszałem już na pierwszym live bassie
około pięćdziesiątego szóstego kilometra
zeszło ze względu na udar słoneczny
bądź też problemy gastryczne
i odwodnienie i to są.
Myślę, że, mi się wydaje
w moim mniemaniu najczęstsze bolączki
biegów ultra w
rozmiarze xxl to są bóle mięśniowe,
to są przeciążenia,
ale przede wszystkim problemy gastryczne.
- A powiedz mi, bo mówiłeś, że potrafi
spaść śnieg.
Czy w związku z tym
w wyposażeniu obowiązkowym są jakieś raczki
na przykład wymagane albo
na którymś z przepaków bierzecie wychodząc
w wyższe góry bierzecie ze
sobą jakiś sprzęt do chodzenia po śniegu?
- Tak w tym biegu i w
podobnym biegu, w którym brałem też udział
obowiązkowo są raki.
To są bardziej
mobilne raki, bardziej minimalistyczne.
Nie są raki, które się zakłada na buty
wspinaczkowe.
To są raki, które się
nakłada na but biegowy,
niemniej jednak one muszą mieć według
standardów organizatorów
minimum jeden centymetr
wysokości i to są raki, które
nie tylko są na śnieg czy ewentualny lód,
bo jest możliwość ewentualnie trafić
gdzieś tam właśnie na takie miejsca,
ale przede wszystkim
też i na grząski grunt,
jeżeli spadnie deszcz
wchodzimy na przełęcze,
wchodzimy na szczyty
powyżej nawet trzech tysięcy metrów.
Także tutaj nachylenie jest
też bardzo duże, miejscami nawet powyżej
sześćdziesięciu procent nachylenie.
Także właściwie się wspinamy.
Często są tam liny, często są tam łańcuchy,
jeśli nawet nie ma to jeszcze gorzej,
bo wtedy używamy rąk i nóg.
- Tak, ale takich
rzeczy jak czekany nie nosicie ze sobą?
- Nie. To by było za ciężkie.
Natomiast faktycznie
myślę, że nie było ani jednego zawodnika,
który nie wziąłby kijków do biegania
czy to składanych czy to sztywnych.
Chyba, że tak
jak ja ktoś złamał kijek i miał problem.
- Ooo i nie miałeś zapasowych na przykład?
Na szczęście. Znaczy szczęście
w nieszczęściu to była jedna z historii
tego biegu, ponieważ wychodząc z przepaku
na po sto pięćdziesiątym kilometrze,
to był najniższy
punkt trasy w Donbas trzysta metrów
nad poziom może
i wchodziliśmy znowu w wysokie Alpy
powyżej dwóch tysięcy dwóch osiemset.
Ja właściwie 3 kilometry
za przepakiem złamałem swój kijek i został
mi tylko jeden, więc do następnego
przepaku szedłem z jednym kijkiem.
Miałem taką
okazję, że w tym momencie szedłem
w grupie trzy osobowej z dwoma zawodnikami
i jednym Kanadyjczykiem i jednym
anglikiem i Kanadyjczyk zaproponował mi,
że ma jeden dodatkowy kijek w swojej
torbie na przepaku,
więc jeżeli dojdziemy mniej
więcej w tym czasie to on jest w stanie mi
przekazać ten ekstra kijek,
żebym mógł kończyć, a
że był tej samej firmy, tej samej długości
to zrządzenie losu.
- Niesamowite.
Musiałem się jego trzymać albo on mnie,
więc tutaj pojawił
się troszeczkę problem logistyczny,
bo to jest tak że tu
się nie biega generalnie grupami za długo.
Ja to nazywam takie randewu z zawodnikami.
Spotyka się
tych zawodników wielokrotnie na trasie,
ale każdy ma swoje tempo.
- Tak.
Każdy decyduje indywidualnie, kiedy
robi przerwy i jak długo
i gdzieś ktoś
wyprzedza, a ktoś w drugim momencie,
w drugim dniu
dogania, ktoś robi dłuższą przerwę,
ktoś mam większe
problemy z którymi się boryka i gdzieś tam
się człowiek mija, więc tutaj była duża
szansa że na
pięćdziesięciu kilometrach które
mieliśmy do następnego
przypaku możemy się rozejść daleko więc.
- Tak jest.
-Jeżeli by tak
było to by, jeżeli był ja dużo szybszy
to wtedy bym faktycznie
próbował na niego czekać, bo jednak.
- Jasne, oczywiście.
- Dwieście kilometrów
bez kijka nie wyobrażałem sobie tego.
- Absolutnie, a powiedz istnieje
w ogóle taka szansa żebyś na przykład
mógł zejść do
jakiegoś miasteczka i kupić sobie kije?
- Teoretycznie, tak teoretycznie nie.
Teoretycznie nie ze
względu na to, że to nie są wakacje.
Ja tutaj nie powinienem opuszczać trasy,
która jest oficjalnie uznana.
- Jasne.
Natomiast mieliśmy
punkty odżywcze czy life bassy są bardziej
organizowane tak żeby
było logistycznie to do zorganizowania,
czyli baza
hotelowa bądź też dostarczenie wszystkiego
i tych toreb
dla dziewięciuset zawodników blisko.
Także te samochody muszą dojechać
i one są lokowane
najczęściej w
miastach, więc teoretycznie mając gotówkę,
kartę przy sobie mógłbym zajść do sklepu
i kupić takie kijki.
To się zgadza.
- Aha. OK i nie byłoby dyskwalifikacji?
- Nie byłoby
pod warunkiem, że tak jak mówię nie?
- Tak.
Ja złamałem kijek i zostałem bez sprzętu.
Kijki nie są obowiązkowym.
- Elementem
wyposażenia.
Elementem wyposażenia, dodatkowym
zalecanym wręcz i tutaj nie ma formuły,
że jak zaczynam bieg to kończyć
z tymi albo nie mogę w trakcie biegu
na przykład dobrać ich.
Mogłem zdecydować, że nie biegnę z kijkami
przez pierwsze sto pięćdziesiąt kilometrów
i biorę je dopiero w drugiej części.
Te kijki miałbym w
mojej torbie na przepaku i nikt by mnie
z tego nie
rozliczał. Także jest możliwość wtedy tak,
ale jakby to powiedzieć, ostatnia rzecz,
którą pomyślałem,
że złamię kijek na zawodach.
To są kijki i to są jednak
sprzęt wysokiej jakości który musi spełniać
pewne wymogi, niemniej jednak to były
kijki które używałem
już któryś sezon więc po prostu zużyły się.
- A to były kijki węglowe czy aluminiowe?
- Nie to były węglowe mimo wszystko.
Także nie złamały się kijki same sobie
tylko łączenia,
bo to było kij ki
składane więc tutaj łączenie się złamało.
Gdzieś jest jednak zawsze
ta.
- Czyli trochę zużycie materiałów tak?
- Tak. Tutaj ja już w ostatnich latach
zrobiłem tych biegów ultra kilkanaście.
To już są tysiące kilometrów
które zrobione zostały na zawodach
i te kijki zostały, były używane.
Nie we wszystkich.
Przyznaję, że postanowiłem sobie,
że do stu dwudziestu kilometrów nie
będę używał kijków.
Chyba że będą duże przewyższenia
i trudna trasa.
- Ja Ci powiem, że ja
się ostatnio totalnie zakochałam w kijach.
W sensie takim do i zamierzam ich używać.
Teraz ich używałem
na stu trzydziestu kilometrach cały czas.
Nawet na bardzo drobnych
wzniesieniach one po prostu mi nadają
jakiś taki bardzo fajny rytm.
Nie zamulam, nie przechodzę w hud
tylko pomaga mi to w utrzymaniu truchtu
na płaskich odcinkach
nawet jak jestem zmęczony i na lekkich
wzniesieniach
i uważam, że bardzo dużo mi to daje,
ale to takie moje doświadczenie.
Zamierzam ćwiczyć
tę technikę z poruszania się na kijach,
bo dla mnie
to jest absolutna petarda i odkrycie,
pomimo że używałem
kij wcześniej to nigdy nie używałem
ich aż w takim stopniu a teraz na tym
bucie stwierdziłem,
że spróbuję tych kij
używać więcej i absolutnie moim zdaniem
to zaowocowało dobrą.
- Są na pewno pomocne i mówi się o tym,
że trzeba się
nauczyć przecież używać, żeby one.
- Żeby ich nie nosić.
- Żeby one Ciebie nosili, a nie je.
- Tak.
Także to jest
właśnie to, jeżeli jest przewaga tego,
że one Cię
będą nosić to naprawdę się opłaca.
Chociaż powiem Ci, że jest
coś takiego nawet że ja czasem wolę je,
bo ja sporo na nartach jeździłem w życiu
i wiesz na nartach w sumie
też nosisz te kije.
One tak naprawdę jak robisz
zakręty to Ty je sobie tylko tak markujesz
miejsce, w którym zakręcisz.
Nie opierasz
się na nich. One Ci de facto nic nie dają,
ale gdzieś głęboko
w Tobie jest coś takiego,
takie poczucie rytmu które te kije Ci
nadają i uważam że to się dokładnie
to samo przekłada
na bieganie u mnie i też w tym sezonie
chcę spróbować nart biegowych
gdzie ta technika używania kij moim
zdaniem może być bardzo
podobna do tego co się robi w biegach
czyli wbijanie
pod odpowiednim kątem i odpychanie
się od tych kiji i też
chcę spróbować właśnie zimą na biegówkach
poćwiczyć tą technikę i potem
ją na następny sezon przenieść na lato
a wydaje
mi się że to może fajnie fajnie działać.
Dobra, Krystian dobra to teraz mam
pytanie stajesz na starcie Tor des Geants.
Jak się przygotowywałeś
w ogóle treningowo do takiego dystansu?
- Przyznaję, że ten dystans nie był już
dla mnie nowością.
Ja dwa lata wcześniej zrobiłem bieg,
który nazywał się quatro
kappa endurance, Trail vileda osta.
To była jedna jedyna,
pierwsza jedyna edycja takiego biegu,
który wykorzystywał tą samą trasę co
Tor des Geants.
Miał długość trzysta
pięćdziesiąt kilometrów,
trochę więcej
przewyższeń i bieg w przeciwnym kierunku.
Start był też inaczej. Tutaj
był start w Cure Mayor do Tor des Geants,
do quatro kappa był start w konie.
Konie były jednym
z punktów przepakowych dla obydwu biegów.
Ja byłem zapoznany
z tą trasą dlatego też moje przygotowania
zaczęły się tak na dobrą sprawę już
dwa lata temu biegnąc już ten jeden bieg.
ja miałem
już doświadczenie z tamtego biegu,
znałem trasę, widziałem
te przewyższenia, widziałem te doliny,
wiedziałem z czym się mogę spotkać.
Startuję osobiście
sam często we Włoszech i to są inne biegi
które się odbywają na tych
trasach bądź częściowo na tej trasie więc
ja już w tym roku startowałem.
Na koniec lipca był bieg Monte rosa vileda Trail
Też trudny.
Miejscowości Gressoney
i tak to był bieg stu czternastu kilometrów
długości i osiem tysięcy
czterysta przewyższenia, oficjalna trasa.
Także i wykorzystywała właśnie część
tej trasy Aktevia
które są te też częścią trasy Tor des
Geants, więc ja startowałem na innych
zawodach krótszych,
nazwijmy to sto, sto dwadzieścia kilometrów
które wykorzystywały tę trasę.
Startowałem też kiedyś wcześniej
w dwa tysiące szesnastym w ccc,
czyli jeden z dystansów festiwalu UTMB.
Samemu też wybrałem się dwa
tygodnie przed startem do Tor des Geants,
wybrałem się do Włoch. Biegnąc inne
zawody spędziłem
tydzień czasu w górach.
Przemieszczałem się z doliny do doliny,
wchodziłem wysoko, biegałem po tej
trasie częściowo.
Nie zrobiłem całej
trasy, bo to ciężko by było.
Logistycznie trzeba by
wtedy faktycznie zaplanować więcej czasu,
ale w ciągu
tygodnia udało mi się powrócić na te trasy,
zrobić dodatkowo trening wysokościowy
więc aklimatyzacja była bardzo dobra,
nie czułem tutaj choroby wysokościowej.
Nie było właściwie szansy i startami
plus własnym treningiem we własnym
zakresie, wysokościowym treningiem
przygotowywałem
się też do startów Tor des Geants.
Mimo że przebiegłem ze dwa lata
wcześniej ten bieg quatro kappa
to jest mimo wszystko ta sama trasa,
ale biegnięta w przeciwnym kierunku,
czyli tam
gdzieś były wzniosy, tu były zejścia,
więc to jest
niesamowite, że to jest zupełnie inny bieg.
- Tak, tak. Znaczy to góry w ogóle
mają to też siebie prawda, że?
I dokładnie
to jest to i warunki się zmieniają.
- Tak.
-I raz ten na tym
punkcie jednego biegu byłem za dnia,
innym razem nocą, tutaj był mróz,
tam był deszcz, tutaj
był upał więc tutaj ciężko nawet mówić
o rekordzie trasy, bo tak
jak wiemy na takich dystansach i w takich
warunkach to jest kwestia naprawdę dnia.
- Tak zbyt wielu składowych.
- Tak jest.
- A powiedz dobrze a czy
pamiętasz w tym okresie przygotowawczym,
ile kilometrów robiłeś
tygodniowo i przewyższeń?
- U mnie ten trening tygodniowy teraz
jest bardzo zintensyfikowany
na zasadzie ze względu
na wszystkie rzeczy, które robię ze względu
na moje częste wyjazdy, przebywanie
zagranicą, studia,
które w tej chwili także ciągnę.
Mam stałą pracę przy
w tym więc tutaj staram się mój trening
zminimalizować, jeśli
chodzi o objętość maksymalizować,
jeśli chodzi o jakość.
Potrafiłem biegać raz, dwa razy w tygodniu.
Potrafiłem też robić treningowo
ponad sto kilometrów, sto osiemdziesiąt
w jednym tygodniu z dużymi przewyższeniami.
Także ja w moim
treningu stawiam na różnorodność.
Na pewno w przygotowaniu
Tor des Geants są to kilometry liczone
w tysiącach, jeżeli by policzyć ostatnie
dwa lata pewnie by się ich nazbierało
z osiem, może dziesięć tysięcy
kilometrów zrobionych w różnych warunkach
plus zawody jak również
trening alternatywny.
Pojadę więc jadąc
w Alpy ze względu na to, że poruszam się
wtedy samochodem,
jestem bardziej mobilny i elastyczny,
gdzie pojadę, gdzie
się zatrzymam zabrałem coś ze sobą,
swoją kolażówkę i postanowiłem, że
jeżeli będzie można możliwość,
a nie będzie możliwości biegania
bądź złapię jakąś może lekką kontuzję,
przeciążenie, nie będę żyłował
przerzucę się na rower i tak też zrobiłem.
Jednego dnia wsiadłem
na rower przyjechałem pod masyw Montt Blanc
wróciłem, zrobiłem trasę stu trzydziestu
kilometrów doliną Aosty z przewyższeniami.
Wieczorem zrobiłem sobie trening biegowy.
Na drugi dzień wystartowałem
w zawodach na krótszym dystansie,
ale z dużym przewyższeniem
więc tutaj raczej jest mimo wszystko,
że ten trening jest bardzo
jakościowo nastawiony na minimum biegania
a maksimum efektów.
Jednak się zbierają
czasami kilometry powyżej stu tygodniowo.
Jasne. Ten
program treningu rozumiem w związku
z tym, że
masz dużo pracy i własnego życia sporo.
Mówiłeś o studiach też coś, prawda?
- Tak jest.
To nie masz jakiegoś jednego
stałego programu treningowego któremu
jesteś oddany tylko
troszkę to ustawiasz pod życie swoje też?
Tak jest. To po
pierwsze. Ja samego początku byłem
dla siebie sam trenerem. Tak.
Także mogę tutaj przyznać, że to do
czego doszedłem
i te wyniki
które zrobiłem są moją własną zasługą.
Początkowo byłem i swoim terapeutą
i sponsorem i menedżerem i przede
wszystkim trenerem. W
tej chwili troszeczkę oddaje te kompetencje
w inną stronę.
Natomiast jeśli chodzi
o kwestię treningową polegam na sobie,
na swoim doświadczeniu. Często
Jestem pytany o trening do biegów ultra.
Myślę, że tutaj wiele
osób biegających ultra dystanse potwierdzi,
że tego w internecie
ciężko znaleźć ze względu na to, że.
- Dlatego mam ten podcast słuchaj.
- Więc tu ja zawsze mówię to jest tak.
Jeśli już ktoś faktycznie jest na poziomie,
że biega dystanse ultra i
planuje robić to powiedzmy nie jednorazowo
to już ta osoba na
pewno zrobiła w treningu,
troszeczkę pracy wykonała
tych kilka godzin i wybiegała te kilometry
i wie które metody
treningowe funkcjonują u niego najlepiej
dlatego ten trening ultra jest
właściwie zawsze tak zindywidualizowany,
że ciężko znaleźć jakieś jeden program.
Ja trzymam się prostych zasad.
Ja uważam, że trening
musi być przede wszystkim elastyczny.
Także dostosowany i do codziennych
obowiązków.
Musi też zakładać cele pośrednie.
Jeśli ich nie wykonam świat się
nie zawalił. Treningu nie można nadrobić.
Treningu nie można jakby zrobić naprzód.
To co się zrobiło to się zrobiło, co się
nie zrobiło zrobi się później i te proste
zasady słuchać, wsłuchiwać
się we własne ciało, dać mu odpoczynek,
kiedy tego potrzebuje. Czasami
dołożyć troszeczkę więcej,
wywołać super kompensacje i na
odpowiednią do tego regenerację
to powoduje, że to przygotowanie
w moim przypadku jest wielorakie.
Używam wielu metod treningowych.
Staram się zaskakiwać moje ciało, bo
to najgorsze jest co robić zawsze to samo
i ta zmienność
tych bodźców powoduje ciągły rozwój.
W tym sezonie postawiłem na zawody.
Także trenuję bardzo niewiele,
ale startuję bardzo dużo i na pewno bieg
na zawodach jest najlepszą jednostką
treningową ze względu na mobilizację,
pełną mobilizację
wszystkich źródeł, środków i energii, którą
człowiek ma i jeśli tam wychodzą błędy
to wtedy trzeba je szybko korygować.
Także uczy się
człowiek też reagować na takie sytuacje.
- Ale na pewno nie
do wszystkich zawodów podchodzisz tak super
poważnie jeśli chodzi o wynik. Część z
nich traktujesz stricte treningowo prawda?
W sensie, żeby się nie zakatować po prostu.
- Tak.
- Żeby nie przesadzić.
- To, znaczy się
ja jednak mam żyłkę zawodniczą więc
jak już stanę na starcie biegu
to wiem, że nie będę odpuszczał,
jeżeli będę czuł, że
jest coś jeszcze, zostało.
Mogę ewentualniepoczekać z tym do
drugiej części biegu
bądź też do końcówki. Te taktyki
ustalam różnie w zależności od zawodu,
w zależności od przygotowania.
Niemniej jednak na koniec każdego
z nich mam poczucie, że dałem
z siebie wszystko i niezależnie od wyniku
czy on się sprawdził
czy on wypełnił się w stu procentach
do założeń ja chciałbym mieć poczucie,
że w każdej sytuacji
wykonałem to co mogłem.
- A jakiej długości były te biegi w tym
roku które biegłeś?
- Śmieszna sprawa, ponieważ
w tym miesiącu podliczyłem mniej więcej,
ile przybiegłem i w ostatnich
trzech tygodniach udało mi się już
dokręcić mniej więcej
sześćset kilometrów bądź więcej jest.
Z czego większość z
nich była jednak biegana w zawodach i tutaj
jest fakt faktem, że samo Tor
des Geants trzysta czterdzieści kilometrów.
Ja zrobiłem więcej
kilometrów na tej trasie, bo były przygody.
Niemniej
jednak było szybka regeneracja po tym.
Ja byłem, zostałem
we Włoszech, przemieszczałem się
w kierunku kolejnych zawodów,
bo postanowiłem, że zrobię coś
nietypowego i tydzień po Tor des Geants,
jeśli pozwoli na to aparat
ruchu wystartuję w kolejnych zawodach
i tam wystartowałem w kolejnym biegu
ultra na sto dwadzieścia kilometrów
nad jeziorem como.
- I tam zająłeś drugie miejsce?
I tam zająłem drugie miejsce.
- Świetnie.
Właśnie w ostatnich zdaniach padły
dwa stwierdzenia,
które bardzo chciałbym troszkę rozszerzyć.
Po pierwsze to są te
przygody, które miałeś na Tor des Geants.
- Oh tych to było na pewno dużo.
- A drugie to jest regeneracja,
bo jeżeli Ty biegniesz Tor des Geants,
a tydzień później zdobywasz drugie miejsce
na sto dwudziesto kilometrowej trasie
wokół jeziora como to znaczy,
że Ty wiesz czym jest
regeneracja więc wrócimy do regeneracji,
ale chciałem się Ciebie
spytać o tę przygodę Tor des Geants.
Co to były za przygody?
Jakie były kryzysy? Jak z nich wychodziłeś?
Co tam się
działo, bo jest pięć dni przecież w górach.
To musi być niesamowita przygoda.
Tak limit był sto pięćdziesiąt kilometrów.
Mi się udało to
ukończyć sto dwadzieścia jeden godzin,
sto pięćdziesiąt godzin i udało
mi się ukończyć w sto dwadzieścia jeden.
Niemniej jednak ja
przez pierwszą część biegu trzymałem się
właściwie mocno pierwszej setki.
Pierwsze pięćdziesiąt, pierwszy przepak,
drugi przepak zajmowałam siedemdziesiątą,
osiemdziesiątą pozycję i cały
czas mając poczucie, że jest dużo rezerwy.
Ja starałem się pierwszą część biegów
zrobić bardzo spokojnie z doświadczeń.
Z poprzednich startów
obawiałem się zawsze i przy tej pogodzie,
tych problemów gastrycznych, ze względu
na to, że i nieważne
jak silne masz nogi, nie ważne jak silne
jest przygotowanie i wydolność mocna,
jeżeli Cię złapie ból żołądka
bądź inne problemy tutaj nie ma mocnych.
Tego się obawiałem.
Piłem wystarczająco. Byłem nawodniony.
Może z raz czy dwa razy
przyznaję byłem głodny w trakcie biegu.
Także starałem się na każdych
stacjach uzupełnić straty energetyczne.
Nie robiłem tego błędu, że nie tak jak
zrobiłem to kiedyś.
Jakby nie próbowałem zjeść na zaś.
Próbowałem tylko wyrównywać
straty energetyczne i to powodowało,
że ten żołądek nie był obciążony sam.
Niemniej jednak pojawiły się inne problemy.
Pojawiły się problemy
przeciążeniowe, pojawił się złamany kijek
więc tutaj to też trzeba zaznaczyć.
Jeżeli się wchodzi pod górę i się na
jednym tylko kijku
wspiera i to się robi przez
kilkadziesiąt kilometrów jednak tę ciało
jest nierównomiernie obciążone i pojawiają
się napięcia mięśniowe
które mogą wywoływać bóle w
stawach i to zaczęło się pojawiać właściwie
w tej drugiej części. Także
pierwsza część była mało spektakularna.
Założeniem
było biec długo możliwie mało spać.
Pierwszej nocy położyłem się na pół
godziny tylko
żeby ewentualnie żołądek
nie zestresował się.
Te pół godziny Ci nic
nie daje, bo zanim zaśniesz
to już Cię budzą i tak na
dobrą sprawę to było tylko takie pro forma.
Drugiej nocy
położyłem się na godzinę więc tutaj też
nie było dużo spania
i starałem się nie kłaść w ciągu dnia,
wykorzystywać
światło dzienne i korzystać z tej energii,
która daje słońce nie
tylko w postaci ciepła,
ale i ożywienia, bo jednak
trzeba przyznać, że od pewnego momentu
pojawiają się problemy natury psychicznej
i te się zaczęły pojawiać.
Tak moim założeniem
było faktycznie trzymać równe tempo.
Znaczy trzymać spokojne
tempo i jeżeli da radę
to jeszcze zostaje
na koniec sto kilometrów,
na których można przycisnąć
nie i to jest jednak wystarczający odcinek,
żeby tam
dać siebie jeszcze na koniec wszystko.
Natomiast poprzez
skracanie tych przerw na jednym z przypaków
byłem chyba godzinę niecałą nawet czy pół.
Na innym znowu spędziłem
trzy godziny, bo musiałem wziąć masaż,
kolana były troszeczkę przeciążone.
W pewnym momencie mięśnie zaczęły
się mocno spinać.
- Dobrze, a
te problemy natury psychicznej co to było?
Jak to odczuwałeś?
Te były nietypowe.
Z innych zawodów znam halucynację.
Pojawiły mi się takie
rzeczy. W tych zawodach były inne.
- Co sobie na przykład, co
Ci się wizualizowało w tych halucynacjach?
Bardzo śmieszna historia, ponieważ
quatro kappa,
ten długi trzystu pięćdziesięciu
kilometrowy bieg miał ostatnie
pięćdziesiąt kilometrów bardzo nietypowe.
To był start najniższej trasy, najmniejszym
punkcie trasy
to było trzysta metrów nad
poziomem morza i było podejście właściwie
podbieg zależy,
jak to nazywać po trzystu kilometrach
który miał
długość około trzydziestu kilometrów,
dwadzieścia osiem kilometrów
na przełęcz na dwa osiemset i później
znowu w dół do mety
i to było ostatnie pięćdziesiąt kilometrów.
Ja ostatnie dwa dni tego biegu nie
spałem i na ostatnich dwunastu godzinach
złapałem jakiegoś spida, zacząłem
halucynować i zacząłem widzieć mojego psa,
z którym biegam po Szklarskiej
Porębie jak przyjeżdżam odwiedzić mamę,
bo pies tam też jest i wydawało mi się, że
zawodów już nie ma i że jestem na treningu
i widzę tego psa i z nim rozmawiam.
Właściwie to były rozmowy
samym sobą, ponieważ ja mówiłem do psa.
To teraz pies się nazywał Mohito.
Także to też było śmieszne bo
biegacze którzy byli i których wyprzedzałem
bo udało mi się na
ostatnich pięćdziesięciu kilometrach
wyprzedzić około
czterdziestu zawodników i mój czas
na ostatnich pięćdziesięciu kilometrach
jak porównałem był szybszy od zwycięzcy
tylko że on już był
od dwóch dni był na mecie
ale te ostatnie kilometry
były bardzo szybkie i ja tak sobie wołałem
do tego Mohito i śpiewałem sobie w
międzyczasie i mówiłem mu nie biegnij
za szybko bo
sam się potykałem więc jakby mówiłem
do siebie samego uważał bardziej pod nogi.
Ja poniekąd wiedziałem, że halucynuję,
bo jednak przez
dwanaście godzin tak
zwany runners high to jest coś nietypowego.
Najczęściej się to zdarza na kilka minut,
piętnaście minut w długim wybieganiu.
Tutaj miałem
dwanaście godzin, kiedy ja widziałem psa,
kiedy z nim rozmawiałem.
- To było w nocy czy w ciągu dnia?
- To było w ciągu dnia.
- Ojej.
- Także przy pełnym dniu
wystartowałem w południe z tego przepaku.
Na metę zameldowałem się minutę
przed północą.
Także ostatnie dwanaście
godzin było nietypowe i to są na przykład
tego typu
przygody, halucynacje, widzi się rzeczy,
których albo zapomina się, że się jest
na zawodach,
nie czuje się tego bólu. Natomiast w
Tor des Geants pojawiły się rzeczy,
których jeszcze nie
znałem. W pewnym momencie pojawił się,
tu pojawiło się coś co
było dla mnie nietypowe ze względu na to,
że pojawił się ból spowodowany
kolanem, przeciążeniem, napięciem mięśni.
Ja sam nie je zabierałem żadnych tabletek.
Chociaż to też jest sensowne.
Czasami dla właśnie takiej sytuacji po to,
żeby dotrzeć do następnej stacji
i ewentualnie tam zdecydować co dalej.
-Ale mówisz o
jakich tabletkach przeciwbólowych?
Przeciwbólowych.
Ja raczej jestem sceptycznie
nastawiony wiedząc z punktu medycznego
jakie to jest obciążenie.
Organizm jest i tak obciążony.
Nerki i wątroba, układ sercowy.
Także tutaj jest to naprawdę ostateczna
ostateczność i takiej
tabletki też nie miałem.
Natomiast dostałem
domięśniowo voltaren na jednej ze stacji
co spowodowało też,
że przestałem czuć ból i przestałem
czuć w ogóle
zmęczenie i zacząłem halucynować
w tym momencie i zacząłem
biec pod górę i to było niesamowite,
bo mamy telefony ze sobą więc mamy kontakt.
Powinniśmy mieć łączność ze światem w razie
awarii, w
razie jakiegoś przypadku, wypadku.
Natomiast ja wykorzystałem
ten moment zadzwoniłem do kogoś znajomego
i mówię: Ty słuchaj coś jest nie tak.
Ja zaczynam halucynację
i ja miałem przed chwilą ledwo chodziłem,
ledwo zszedłem z góry a teraz biegnę
pod górę i to
jest przewyższenie
ponad tysiąca czterystu metrów
na dziesięciu
kilometrach trasy więc tutaj nie wiem,
kiedy przyjdzie ten dół, bo wiem, że zawsze
jest górka, po górce zawsze dół i odwrotnie
po burzy wychodzi
słońce, ale tutaj było odwrotnie.
Przyszło to, ale dopiero
po sześciu godzinach.
Faktycznie jakby tabletka, jak
ten przeciwbólowy środek przestał działać.
Wykorzystałem ten moment. Byłem na fali.
Niemniej jednak było
to o tyle niebezpieczne, że nie czując bólu
jednak ból jest też sygnałem ostrzegawczym
i będąc w takiej euforii i też
trzeba uważać pod
nogi ja będąc na tak zwanych Single tours,
gdzie przepaść jest właściwie
o jeden krok od Ciebie trzeba uważać.
Tutaj nie można się dać ponieść
emocjom jakkolwiek by nie były pozytywne.
Była taka sytuacja, ale było coś jeszcze
gorszego dla mnie co spowodowane
było jednak tym brakiem snu
a mianowicie ciągu dnia zaczynałem zamykać
oczy w trakcie biegu i wykorzystałem
to to że zadzwoniłem do kogoś i mówię:
Słuchaj potrzebuję teraz silnego bodźca.
Opowiedz mi
coś kawał, coś. Sam mam też techniki
i metody, które stosuję
w takich sytuacjach,
ale to nie pomagało mi więc
potrzebowałem po prostu porozmawiać z kimś.
Osiemdziesiąt procent
czasu na Tor des Geants spędziłem sam,
mimo że spotykałem wielu zawodników,
ja ich wymijałem, oni mnie wymijali,
czasami razem biegliśmy mimo
wszystko to jest samotny bieg i tylko na
początku jest się w jakiejś większej
grupie a później to już jest właściwie
samotność w górach więc tutaj
zostaje ten telefon i łączność ze światem.
Także dobrze mieć roaming.
Problem się zaczął pojawiać nocą, ponieważ
w nocy widoczność jest ograniczona.
Zostaje Ci tylko latarka.
Miałem sytuację to już był
ponad dwusetny kilometr może nawet później,
duże zmęczenie.
Pojawiło się zmęczenie do tego stopnia,
że wyszedłem z jednego
z mniejszych punktów,
na których można tylko dwie godziny
się zatrzymać.
Ja się tam położyłem na pół godziny
co mnie mocno
nie zregenerowało i wyszedłem z tego
punktu i jeszcze idąc w tej
w tej dolinie, w tej małej wiosce
górskiej zaczęły mi się oczy zamykać,
ale na dłużej niż sekundy. To były już
także zasypiałem idąc
i już zacząłem się rozglądać, gdzie się
mogę położyć na ziemię,
żeby się chwilę
przespać, ale tak sobie pomyślałem:
Jeśli ja się położę przy trasie to każdy
następny zawodnik
na pewno do mnie podejdzie
i zapyta się czy wszystko ok i też tego
spania nic nie będzie.
Znalazłem
natomiast jedną taką kamienną wiatę,
przystanek autobusowy z szeroką ławeczką,
przyłożyłem ucho, zasnąłem na godzinę,
ale to było właściwie na zasadzie
elektrownia wyłączyła światło, zgasiła.
Nie było prądu i wyłączył się.
- Tak. Musiałeś to zrobić.
Tak to jest to jest to,
że ciało było gotowe robić wysiłek dalej.
Natomiast mózg potrzebował przerwy i tu, i
tu nie ma mocnych
i tu można używać kofeiny.
Można używać guarany,
można używać picia coli.
To jest najczęściej, ale po trzech dniach
ten organizm,
ten system nerwowy jest tak zmęczony,
że potrafi spłatać Ci figla i po prostu
się wyłączyć i mi tak się zdarzyło.
Niestety zdarzało mi się to też później,
zdarzało mi się to na trasie i
tu pojawiały się problemy ze względu na to,
że jeżeli nie zamkniesz oczy
na kilka sekund a jesteś na takiej trasie,
gdzie masz przepaście
z prawej, z lewej to może się skończyć nie
niewygodnie, ale nie możesz się zatrzymać.
Jest noc. Nie możesz przestać
się poruszać więc tutaj muszę przyznać
jest, trafił się taki jeden zawodnik
hiszpański który pomógł mi w tej sytuacji.
Pomógł mi tylko na tej zasadzie,
że dostosował
swoje tempo troszeczkę do mojego.
Ja biegłem za
nim, trzymałam się jego stóp właściwie,
bo miał odblaski na tył
z tyłu buta i przy mojej przy jak patrzyłem
się na niego i świeciła moja
latarka i jego szybki drobny krok pod górę
powodował, że mi migało przed
oczami i to pobudzało jakby świadomość
do tego, żeby pozostać przy rzeczywistości
i nie zasnąć i to mnie właściwie
uratowało do następnego przepaku.
Trwało to niestety kilka godzin, więc
to była walka z zaśnięciem na trasie.
- Ale to miło z jego strony, że
Tak, nie mogliśmy
się dogadać w żaden sposób.
On nie rozmawiał.
Ja nie mówiłem po hiszpańsku,
po angielsku on specjalnie nie rozmawiał,
w innych językach
też nam się nie udało, ale zrozumiał.
- Biegacz biegaczem.
- Tak zrozumiał sytuację
i jednak to jest wpisane w takie zawody,
że tutaj się nikogo nie zostawia na trasie.
- Tak.
Tutaj tak samo i mi zdarzyło się zatrzymać
na dłużej i pomóc komuś i upewnić się,
że ktoś inny mu pomoże, jeśli ja dalej
będę kontynuował
więc tu mamy
obowiązek tak jak i każdy uczestnik ruchu
na drodze tak samo uczestnik
zawodów ma obowiązek udzielić zawsze
pierwszej pomocy.
- Super. Fajnie, a powiedz mi
jak wygląda nawigowanie na takiej trasie,
bo przecież żadne zegarki
nie są w stanie wytrzymać pięciu dni.
Nie wiem, czy
używacie GPS-ów takich ręcznych dużych
czy też po
prostu macie mapę i jak nawigujesz?
Jak nie zgubić trasy po prostu?
- Jest kilka rozwiązań.
W pierwszej kolejności organizator
wstawia najczęściej
na swojej stronie oficjalnej trasę mapy,
trasę w formatach które można
zgrywać na zegarki bądź też są to oficjalne
często trasy, które
można po prostu wrzucić na Google Maps.
Wtedy pojawia się problem jak długo
wytrzyma Twój telefon z nawigacją.
- Właśnie
- Natomiast nie korzysta
się jej wiadomo w każdej sekundzie tylko
w momencie
na przykład, kiedy mamy wątpliwości.
Jeden z właściwie z polskich zawodników
który też brał udział w tym biegu
opowiadał mi później, że on
to sobie wrzucił po prostu na Google Map,
odnalazł tą trasę
na Google Map i jak miał wątpliwości.
- To włączał.
- To włączał swoją nawigację
i jakby odnajdywał pozycję i jeśli widział,
że jest na
trasie to miał pewność, a jak widział,
że schodził to
automatycznie wracał. Przepraszam.
Zegarki faktycznie nie wytrzymują takiego.
Nawet te zegarki, których ja używam,
które trzymają kilkanaście godzin na GPS-ie
jednak te pięćdziesiąt – sześćdziesiąt
kilometrów
w górach to jest jeszcze na granicy.
Ja miałem powerbanka
którego miałem w swojej torbie przepakowej,
doładowywałem często, gęsto.
Tym dłuższy postój na przypaku był
spowodowany doładowaniem zegarka,
doładowaniem czołówki
bądź też doładowaniem telefonu po to,
żeby spełniać wymogi które stawiają
zawody i w ten sposób się kierujemy.
Na pewno są zawodnicy, którzy są z
rejonu, którzy przetestowali tą trasę.
Ja sam osobiście
przetestowałem pewne odcinki więc
tam mógłbym
biec z zamkniętymi oczami przyznaję,
alenie mimo wszystko udało mi się zgubić
i to były niestety ostatnie kilometry.
Czterdzieści kilometrów przed
metą schodziliśmy z jednej z przełęczy.
Był postawiony punkt w formie
kontenera, który był gdzieś helikopterem
przywieziony na wysokość
tam dwóch tysięcy kilkuset metrów.
Byli ludzie, którzy byli w z obsługi.
Niestety, ale pani, która
siedziała na zewnątrz i miała wskazywać,
że nie idziecie
dalej w dół jak byście sobie wyobrażali
tylko idziecie
teraz znowu pod górę chyba przysnęła
troszeczkę i nie
zauważyła, że ja kontynuowałem dalej w dół.
Jak się okazało to
jest punkt taki newralgiczny
gdzie wielu zawodników się nie tyle
gubiło, po prostu poszło za instynktem,
schodząc z góry poszło dalej w dół.
Mnie uświadomili tacy
wspinacze włoscy którzy wyszli tego dnia,
bo to było przed południem wyszli w
góry i szli pod górę i zobaczyli mój numer
startowy więc powiedzieli mi, że jeżeli
jestem zawodnikiem Tor des Geants
to jestem bardzo daleko od trasy.
- Ojejku. Ile musiałaś wrócić?
Plus minus tak nie było innej opcji.
Raz, że formuła zawodów jeślibym skrócił
trasę mógłbym być zdyskwalifikowany.
Tu akurat było tak
że wylądowałem w innej dolinie niż miałem
być więc nie pozostało mi nic innego
jak wrócić do punktu,
w którym się zgubiłem co spowodowało,
że jednak te dwie godziny
mniej więcej byłem dłużej na trasie.
Musiałem znowu wracać pod górę,
straciłem troszeczkę na tym siły.
jak się później okazało
dwie godziny oznaczało
dla mnie na koniec około dwudziestu miejsc,
które jednak poszły gdzieś na marne.
Niemniej jednak jest to doświadczenie,
które zdobywa się na zawodach.
Powoduje to
troszeczkę rozżalenie, że to tak wyszło.
Na koniec człowiek i tak cieszy się z tego,
że dobieg do, że tam się nic nie stało
i że to tylko się
skończyło dodatkowymi kilometrami.
- Nie tak to jest mała cena.
- Mogło być gorzej. Mogło być gorzej.
- Mogłeś nie daj Boże spaść w
tę cholerną przepaść, nad którą zasypiałeś.
- Tak tutaj było to jednak zbieg
złych okoliczności. Ja byłem zmęczony.
To był trzysta dziesiąty
któryś nasty kilometr.
Wystarczy, że raz się nie zwróci
uwagę na oznakowania trasy i zanim się
zorientowałem, że tych oznaczeń
brakuje to ja już tak właściwie godzinę
zbiegałem w dół, a że zbiega się dużo
łatwiej i gubi się dużo łatwiej zbiegając,
bo jeszcze nie zdarzyło mi się zgubić
wchodząc pod górę.
Także tutaj ten czas szybko leci i te
kilometry szybko lecą a później nadrabianie
ich pod górę jednak jest wolniejsze
i ten czas na koniec jest większy.
- Jest wolniejszy. Chociaż głównie nogi
sobie załatwiasz zbiegając prawda,
jak przesadzisz. Jak w ogóle
jak planujesz spożytkowanie swojej energii
na takim biegu? Rozumiem, że się musisz
mocno oszczędzać
prawda od początku? To nie jest tak
że forsujesz się bo właśnie potem na
jakimś dwieście pięćdziesiątym
kilometrze to już jest naprawdę ciężko z
nogami prawda? Jak Ty to odczuwasz?
- Inaczej ja powiem. Nie tylko Tor des Geants
każdy inny bieg ultra
moje założenie jest takie jak startuję,
staję na starcie to nie zastanawiam się,
kiedy przyjdzie ten kryzys tylko
zastanawiam się czy
przyjdzie tylko kiedy przyjdzie i jak długo
będzie trwał i to jest tylko kwestią czasu.
Każdy przeżywa kryzysy czy to jest
pierwszy zwycięzca
czy to jest ostatni który
mieści się w limicie.
Myślę, że tutaj kryzysy
zawsze przychodzą, u jednych więcej,
u jednych mniej, u jednych gorzej, u
jednych lepiej.
Jak to się mówi bieg ultra
nie kończy zawsze ten który jest najszybszy
tylko ten który miał najmniej problemów
bądź sobie najlepiej z nimi poradził
więc dla mnie to było też kwestią tego:
Zacznij spokojnie. Czekaj na pierwszy
kryzys. Po nim będzie na pewno lepiej,
ale później na pewno przyjdzie
następny, więc trzy Tor des Geants
nastawiałem
się, że tych kryzysów będzie bardzo dużo,
więc wiem jakie one są. To to są uczucia,
które już jakby znam z innych zawodów
więc tu wielkiego zaskoczenia nie ma.
Czasem kryzys trwa kilka kilometrów,
czasem kryzys trwa pięćdziesiąt kilometrów.
Dla mnie kryzysem były
ostatnie czterdzieści kilometrów trasy.
Faktycznie tam pojawiły
się bardzo duże problemy akurat z nogami,
z kolanami. To
mnie właśnie zatrzymało czy spowolniło
bardzo na trasie, gdzie
straciłem dużo miejsc,
ale niemniej jednak jak sobie myślisz,
że już skończyłeś i ukończyłeś trzysta
kilometrów i zostało Ci jeszcze te
czterdzieści
to jeszcze taki górski maraton.
Jednak to spojrzenie perspektywistycznie,
że to jest tylko czterdzieści
kilometrów powoduje,
że jednak w odniesieniu do trzystu
to jest do zniesienia.
Niemniej jednak każdy umiał sobie
wyobrazić, że jeżeli stajesz na starcie
biegu górskiego o dystansie maratonu,
a Twoje nogi są już tak
spuchnięte i kolana są tak spuchnięte jak
Twoje udo to to to nie jest dobre,
to nie jest dobry początek,
ale fakt faktem tu dużo decyduje jednak
samoocena stanu czy to
jest przeciążenie czy to jest już kontuzja
czy tutaj skończy się
dłuższą przerwą czy to jest faktycznie
tylko kwestia
kilku dni. To ryzyko się jednak ponosi
więc tutaj trzeba zdecydować sam dla
siebie schodzę z trasy.
Mam usprawiedliwienie, ale jest pytanie
też czy faktycznie
musiałbym zejść z trasy.
Ja podjąłem ryzyko, zostałem na trasie,
dokończyłem bieg. Wiedziałem, że już
nie będę w pierwszej setce
jak zakładałem. Mimo
wszystko byłem ucieszony
z wyniku ukończyły
bieg pięćset trzydzieści cztery osoby.
Miałem sto czterdzieste trzecie miejsce,
więc jestem bardzo z tego zadowolony pomimo
tym bardziej
że miałem duże problemy na trasie.
- Tak, tak to super wynik
a powiedz jak tak zastanawiasz się nad tym
czy zejść z trasy czy
nie to, jak wygląda Twój proces myślowy?
Jak sobie racjonalizuje
to czy zejść z trasy czy na niej zostać?
O czym myślisz
wtedy i powiedziałeś trochę też o tym,
że masz swoje własne
metody na radzenia sobie z kryzysami wtedy,
kiedy opowiadałeś
o telefonie do przyjaciela.
- Tak jest. To jakie to są też metody te
Twoje własne.
- W odpowiedzi na pierwsze pytanie do
Tor des Geants nie brałem pod uwagę
zejścia z trasy. To
nie była dla mnie opcja.
Wiedziałem, że limit czasu
pozwoli mi wiedząc jakim jestem na etapie
przygotowania widząc,
że jestem w pierwszej setce co od początku
w pierwszych stu kilometrach dobrze
zacząłem spokojnie mimo wszystko
dobre miejsce.
Wiedziałem, że nawet jeżeli pojawią
się duże problemy, wykorzystam
maksymalnie limit na livebassie i choćbym
miał wyjść minutę przed
deadline to poczekam do ostatniej chwili
i będę kontynuował
aż mnie zdejmą z trasy bądź też już nie
faktycznie mi nogi odpadną.
Także tutaj wiedziałem,
że to jest kwestia ewentualnej regeneracji
bądź wydłużenia czasu na trzepaku
bądź innych stacjach.
Nie było opcji zejścia, chyba
że faktycznie by musiał mnie helikopter
odwozić do szpitala.
- A czy z jakiejkolwiek
innej trasy kiedyś zszedłeś?
Tak. Tutaj
do zeszłego roku sczyściłem się tym,
że nigdy nie zszedłem z trasy na biegu
ultra nie ważne
jak było ciężko. W
zeszłym roku pojawił mi się pierwszy
dnf czyli did not finish
i tu stało się to z punktu medycznego
i tutaj faktycznie nie
było takiej opcji, żeby kontynuować bieg.
Zszedłem z trasy na
trzydziestym szóstym kilometrze biegu
na sto dwadzieścia
kilometrów ze spuchniętą kostką,
z nadwyrężonymi ścięgnami
i tutaj nie wyobrażam sobie przebiec
osiemdziesiąt kilometrów z taką kostką.
- Skręciłeś ją na trasie
czy wcześniej miałeś?
Nie, w nocy start był późnym wieczorem,
późną nocą stąpnąłem w taką rynnę,
która była wyżłobiona
przez spływającą wodę i to były skały
więc kostka się wykręciła, brzegi kostki
otarły się o skałę.
Było to bardzo
bolesne przez to stopa była niestabilna.
My byliśmy wysoko w górach
więc zejście do doliny około dwa kilometry
trasy zajęło mi godzinę
więc nie widziałem sensu kontynuować bieg
za wszelką cenę.
Nawet jeśli mój limit czasowy,
bo byłem bardzo przodu pozwalał na to,
żeby jeszcze odpocząć, żeby poczekać.
Wiedziałem, że czeka mnie za kilka tygodni
kolejny bieg i tutaj podjąłem decyzję
pierwszy raz zejść z trasy
tylko że tak jak mówię podejmują ją,
jeśli to jest podyktowane
przesłankami medycznymi, czyli kontuzja
tylko kontuzja mnie jakby
może wyeliminować z kontynuowania biegu.
Tor des Geants tak jak mówię wiedziałem,
że będą problemy, wiedziałem, że jak
mnie żołądek
to kolana czy inne rzeczy
czy łydki, czy mięśnie czy nawet głowa
co też już muszę zacząć
zaliczać do tych możliwych problemów.
O dziwo od tego pomimo właściwie to
było jedyne skręcenie.
Tej kostki nigdy
wcześniej czy tam jeszcze do teraz później
nie skręciłem
więc to był taki nieszczęśliwy wypadek,
aczkolwiek może
przywrócę do przygotowań do tego biegu.
Początek tego roku był bardzo ciężki.
Ja miałem trzy dnf-y na biegach ultra
więc tu można by powiedzieć,
że psychicznie trzeba
było się mocno pozbierać.
Wiedziałem, że czeka mnie jeszcze
wiele innych startów
więc tym łatwiej mi było to przeżyć.
Schodziłem z trasy ze względu
na problemy właśnie natury medycznej,
naderwane mięśnień czy naciągnięty mięsień,
który tak jak mówię eliminował
mnie w początkowych etapach biegów.
Startowałem w czerwcu
w Lawaredo Ultra Trail,
z znanym polskim zawodnikom co
też jest dla mnie ewenementem.
Wyjeżdżając w zawody we Włoszech
i startując dużo w Alpach przyjeżdżam
na po raz pierwszy na lawaredo.
W tym był to już trzeci start z rzędu i
spotykam
naprawdę setki polskich zawodników.
To też był tak dla mnie taki polski
bieg zagranicą i to jest trzecia nacja,
która tam też startuje
i na tym biegu niestety,
ale ze względu na przeziębienie,
z którym lekkim przyjechałem
złe warunki atmosferyczne spowodowały
że jeszcze przed
końcem biegu rozwinęło mi się zapalenie
oskrzeli i zszedłem też po prostu mając
problemy natury,
oddychanie,
problemy z takimi rzeczami więc tylko
jeżeli już to są kwestie medyczne.
- OK, a powiedz jeszcze,
bo powiedziałeś, że te trzysta czterdzieści
kilometrów na Tor des Geants
to jest tylko tak na stronie napisane.
Z czego to wynika i ile de
facto Tobie pokazało Twój track,
jeśli miałeś trakt całej trasy?
- Nie miałem całej trasy ze względu na
to, że tak rozplanowałem to taktycznie.
Wiedziałem, że poruszam
się między przypakiem a przypakiem
odpowiednio szybko, żeby
te czternaście godzin do szesnastu godzin
mój zegarek na
GPS-ie wytrzymał i faktycznie łapałem.
Natomiast mimo pomimo tego ta niedokładność
ze względu na trudny teren powodowała,
że nasze, moje pomiary zdecydowanie
odbiegały od pomiarów oficjalnych
organizatora. Na dwieście
sześćdziesiątym kilometrze mój zegarek
pokazywał dwieście siedemdziesiąt
dwa kilometry
i jest to strasznie mylące
bo Tobie się wydaje że ten przepak
czy ta stacja powinna być już tu tuż
za rogiem a Ty jesteś wysoko w górach
i nie widzisz
nic co by wskazywało na to i to taka
pojawia się dyplomacja
więc w pewnym momencie wyłączyłem GPS-a
i leciałem już tylko na czasie żeby widzieć
jaki jest czas i tu określałem gdzie
mogę się znajdować plus
informacje na punktach odżywczych pytałem
się po prostu bądź
też są one wywieszone i wtedy widziałem OK.
Jestem na tym czy innym kilometrze.
Natomiast próbuję na pewno
tą trasę jakby zarejestrować na zegarku,
ale nie wszystkie trasy.
Tydzień później
startowałem sto dwadzieścia kilometrów.
Tu wiedziałem, że
nie będę zatrzymywał się długo na przepaku.
Właściwie ten bieg
miał być szybki i miał być biegany lekko
bez zbędnego sprzętu,
bez dodatkowego ciężaru.
Nie miałem już kijków,
bo połamałem na zawodach poprzednich
więc tutaj była decyzja
prosta startuję bez kijków i na przepaku
właściwie spędziłem
żebym nie powiedzieć dziesięć minut
może w których zdążyłem zjeść dwie
zupki i porozmawiać z jednym z biegaczy
z organizatorem i właściwie
już mnie nie było więc tutaj było szybko.
- Dobrze, a gdybyśmy mogli jeszcze
wrócić do tych metod jakie masz własne?
- Tak to o to się pytałeś.
- Tak.
- Ja sobie wypracowałem w tych kilku
latach już biegania.
To już jest mój szósty sezon ultra.
Wypracowałem sobie już kilka
technik. W pierwszej kolejności cieszę się,
jeśli nie faktycznie to
może zabrzmieć dziwnie, ale jeżeli wszystko
idzie gładko to jakie
to wszystko to ma sens?
To musi być jakiś problem. Musi być
jakiś element tego biegu,
który robi z niego wyjątkowy i z każdej
takiej sytuacji
wyciągam odpowiednie wnioski
i wiem, jak zareagować następnym razem.
Próbuję symulować to także w treningu.
Także powoduje to, że jeśli
się pojawi ból się pojawi zawsze to nie ma,
że ktoś jest dobrze wytrenowany
i biegniesz szybko to on biegnie bez bólu.
Nie. Tu powie każdy
maratończyk, tu powie każdy biegacz ultra,
tu ból się na pewno pojawia
tylko pytanie jak sobie z nim poradzisz
więc trzeba symulować ten
ból, w treningu robić takie treningi które
gdzieś się wprowadzają
w ten stan bólu, ale to jest krótkotrwałe
bo jeżeli porównamy
ten ból który pojawia się
w trakcie
biegu Tor des Geants ten ból trwa dni.
To nie są nawet
minuty, godziny. To są dni czasami.
Właśnie to nie jest
tak że ten ból mija tylko Ty.
- Nie.
- Uczysz się z tym żyć po prostu.
- Tak. Po prostu akceptujesz go.
- Tak.
Od pewnego momentu. Jeśli to nie jest
ból, który Ci sygnalizuje,
że coś tam się popsuło. Chyba tylko
jest to ból związany z ciężkością tego,
że podchodzisz wysoko bądź też faktycznie
przeciążenie
i ten ból jest, ale to jest tylko kwestia
tego Twoje ciało
jest w stanie kontynuować ten ruch.
Czasami nawet wracasz
do biegu no i to jest to jest niesamowite,
że są momenty, że już jesteś na czterech,
na czterech łapkach
a dzień później znowu zaczynasz biec.
Ja wizualizuję sobie to przed biegiem.
Ja dlatego mówię stając na starcie już
wiem, że będzie ten ból tylko czekam,
kiedy on się pojawia, wsłuchuję
się w sygnały, odpowiednio reaguję.
Pojawiają się takie problemy typu, że
zasypiam to staram się wtedy mocne
bodźce szukać. Najszybszym mocnym
bodźcem to jest ból.
Także poniekąd ból staje
się Twoim przyjacielem w takiej sytuacji,
bo dopóki czujesz ból to nie zaśniesz
więc tutaj wykorzystujesz ten element.
Są też inne
bodźce które można wykorzystywać.
Ja mam taką technikę, którą gdzieś
kiedyś wyczytałem przy okazji moich
studiów medycznych, że metodą
uśmierzania bólu jest również wyobrażenie
sobie rzeczy, które są związane z seksem.
- Ooo.
- Tak jest, ponieważ
to wywołuje w naszym mózgu
użycie endorfin i przez
to endorfiny jak każdy wie
tak uśmierzają poniekąd ból więc albo
wyobrazić sobie przyjemną sytuację
typu nie wiem leżę na plaży
i się opalam, ale ciężko sobie to wyobrazić
biegnąc w
Alpach i może to nie jest konieczne.
- Najgorzej, jeżeli ktoś
nie lubi leżeć na plaży.
- Albo jak ktoś jest biegaczem
i tak na dobrą sprawę to długo nie poleży.
Tym łatwiej jest wyobrazić
sobie inną rzecz i tutaj można naprawdę dać
ponieść się wyobraźni i ja
się dałem ponieść wyobraźni i to była znowu
śmieszna sytuacja
dla słuchaczy i widzów osiemnaście plus,
ale faktycznie takie obrazy pojawiają
się i wtedy można je wykorzystać i to
jest jedna
z metod których ja stosuję w trakcie
długich biegów i czasami nawet nie zdążę
dojść do takiego stanu, bo są biegi,
w których pojawiają się inne problemy.
Po prostu pojawia się ten
ból i wtedy łapiesz się innych metod nie
- Fajnie. Ja kiedyś słyszałem
od kolegi taką poradę, żeby się uśmiechać,
jak jest ciężko.
- Tak.
- I tutaj też muszę powiedzieć mi
kilka razy pomogło,
- ale Twoja metoda
jest również ciekawa do przetestowania,
zwłaszcza, że ma potwierdzenie w medycynie.
- Dokładnie.
Musiałbym wyszukać faktycznie te badania.
Jeżeli ktoś by mnie się zapytał jakie
to są badania nie powiedziałbym teraz.
Kto to zrobił nie chcę
skłamać więc może dla pewności i dalszych
pytań kiedyś wynajdę, gdzie to było pisane.
- Super.
- Tak żeby móc to potwierdzić.
- To ja bardzo chętnie.
- Faktycznie takim źródłem.
- Tak, dokładnie.
- Które jest dostępne. Ja na pewno to
przetestowałem i w moim przypadku
na pewno to funkcjonowało i to jest coś
co możesz zastosować
bardzo szybko i masz
pod ręką i w każdej sytuacji i polecam.
- Super mega, mega porada.
Krystian, a opowiedz mi jak wygląda
supportowanie biegu n Tor des Geants?
Czy w ogóle jest dopuszczone?
- Tak support w takich długich biegach
szczególnie jeśli są na nich przepaki
jest uwzględniony, jest
regulowany i nie tylko na Tor des Geants,
ale na innych biegach spotykam się
z takim z taką możliwością suportów.
Wtedy dostaje każdy
z zawodników dostaje dodatkową plakietkę
dla swojego supportera czyli kogoś ze
swojego teamu,
kto ma wejście do tych chwil przepaków.
Jest to też o tyle regulowane,
że ten support jest dozwolony faktycznie
tylko w wyznaczonych
strefach i tylko na przykład w momencie,
kiedy ten zawodnik jest w tej strefie,
czyli supporter nie może przebywać
w tej strefie i czekać na swojego biegacza
tylko po prostu wchodzi razem
z nim i opuszcza tą strefę razem z nim
i na dobrą sprawę
zawodnik jest zobowiązany do tego,
żeby nie otrzymywać
żadnego innego supportu na trasie.
Właściwie jest to zabronione pod karą
nawet i dyskwalifikacji.
Miało takie miejsce podczas Tor des Geants.
Jak się później okazało
na liście finiszerów można zobaczyć,
że jest jedna
osoba, która została zdyskwalifikowana.
Po fakcie dowiedziałem się, że to była
jedna kobieta, którą ktoś supportował,
jedna biegaczka,
którą ktoś supportował na trasie biegu.
To znaczy siebie bieg, samo biegniecie,
samo pesjowanie nie
jest niedozwolone na takich biegach.
To są biegi
w tak zwanej częściowej autonomii.
To, znaczy się są punkty
odżywcze, są live bassy, gdzie można mieć
ewentualnie i ten live bassed jest takim
punktem, gdzie można mieć suport.
Natomiast na trasie
nie wolno mieć żadnego supportera.
To, znaczy się, jeżeli ktoś z
Tobą będzie bieg i z Tobą truchtał
to jest to podstawą do dyskwalifikacji
i taka osoba została zdyskwalifikowana.
Faktycznie dowiedziano się z tego tytułu,
że ta osoba nagrywała i powstawiała
to na Facebooku i po prostu tak ją
wyczaili powiedzmy. Natomiast
muszę przyznać, że w Tor des Geants
zdarzyło mi. Ja widziałem
różnych zawodników z którymi się widziałem
często na tych samych,
na kolejnych stacjach czy ich supporterów
i Ci supporterzy byli
nawet na innych punktach.
Natomiast fakt faktem jest
to dopuszczone, ale też i regulowane przez
organizatorów.
Jeśli chodzi o sam Tor des Geants właściwie
jeśli ktoś planuje zrobić
to możliwie optymalnie to taki support jest
właściwie nieodłącznym czynnikiem
pomagającym ukończenie tego biegu,
ukończenie dobrze tego biegu.
Trzeba sobie wyobrazić,
że jest to dla zawodników duże obciążenie,
ale ja powtarzam także, bo miałem
propozycję, żeby ktoś mnie supportował,
bo się wydawało: super jedziesz do Włoch.
Góry tu. Ja też bym chciał, bo chciałem
zawsze chodzić czy tam chodzę po górach.
Ja tłumaczę, że jeśli ja nie śpię to Ty
też nie śpisz.
-Tak.
- Jeśli ja jestem
na trasie to Ty właściwie też czuwasz,
bo Ty jakby jesteś
i patrzysz w międzyczasie, gdzie ja jestem.
Na takich biegach jest life tracking.
Każdy może w sieci
zobaczyć, gdzie dany zawodnik przebywa
na trasie bądź też jego przybliżony
czas przybycia do następnego punktu,
gdzie może być supportowany.
Także czasami się śmieję, że
nawet i ten supporter ktoś kto Ci pomaga.
Ma jeszcze gorzej niż Ty,
bo jeżeli ja biegnę to ja jestem pobudzony
tym biegiem.
- Zmotywowany.
- Jak ja jestem.
Tak ja mobilizuję wszystkie moje siły.
Natomiast ten supporter jest ze mną
przez krótki czas i on ma za zadanie
faktycznie ogarnąć dużo rzeczy i ten
support jest bardzo pomocny ze względu.
- A w czym właśnie pomaga ten suport?
Można sobie wyobrazić sytuację, kiedy
przybiegamy na pierwszy live bassed
albo na drugi albo na trzeci,
a jeśli to jest szósty to już mamy trzysta
kilometrów w nogach i na takim
szóstym live bassie wpadamy na taką trasę
na taki przepak i mamy już sto godzin
i więcej w nogach.
Spaliśmy w tym czasie może
pięć, sześć, dziesięć godzin maksymalnie.
Także można sobie
wyobrazić w jakim jesteśmy
stanie fizycznym i psychicznym i pierwsze
co dostajesz do ręki swoją torbę przypakową
która waży może jak
pada deszcz i rzeczy są,
ciuchy są ciężkie może ważyć od
dziesięciu do dwudziestu kilo i dostajesz
taką torbę na
ramię i z tą torbą dostajesz dyrektywy.
Tutaj w jednym budynku są prysznice,
tutaj jest hotel możesz się położyć spać,
tam jest bufet, a tutaj są para medycy
gdzie możesz
masaże dostać bądź też dać zakleić,
opatrzyć swoje rany i Ty tak stoisz
troszeczkę zamroczony i się zastanawiasz
czy jestem bardziej
głodny czy bardziej chciałem wziąć prysznic
czy już się przebrać czy iść raczy do
medyków czy masować i taki supporter
w tym momencie mógłby przyjąć od
Ciebie tą torbę i pomóc Ci w tym więc
jest to bardzo dobry,
bardzo pożyteczna osoba na trasie.
W takich momentach ona
również dba o to czy może zadbać o to żebyś
Ty miał zawsze w swoim plecaku
odpowiedni sprzęt który jest obowiązkowy
ponieważ to też
jest warunkiem kontynuowania biegu,
jest możliwość sprawdzeni wyrywkowego
nawet czy wszyscy,
czy cały sprzęt jest
naszych plecakach i jeśli czegoś zabraknie
może to kosztować
nas godziny kary bądź też dyskwalifikacją
jeśli to jest sprzęt który
jest nadobowiązkowy powiedziałbym.
Także taki supporter
może za to o to zadbać, że Ty się możesz
wtedy skoncentrować
tylko faktycznie na jedzeniu,
napiciu bądź po prostu
posiedzieć i nic nie zrobić i czy położyć
się najpierw spać i on wtedy
ogarnie Twoją torbę, on Cię przygotuje.
Nie mogą masować. Nie mogą oni.
To jest właśnie to jest to
co na Tor des Geants było zwrócone nawet na
briefingu dużą uwagę i jeśli to będzie
zauważone może być dyskwalifikacja,
ponieważ organizator udostępniał takich
masażystów,
udostępniał właściwie
dobrze zorganizowany pod tym względem bieg,
udostępniał możliwość takiego
masażu, czyli zabiegi fizykalne mogły
być tylko przeprowadzone
przez personel tego biegu organizowanego
przez tutaj we Włoszech.
Niemniej jednak, jeżeli ktoś
ze supporterów gdzieś tam pomasuje łydkę
czy coś nie widziałem,
żeby kogoś z tego tytułu zdyskwalifikowali.
Jak widać była
tylko jedna osoba zdyskwalifikowana.
Także ten
supporter spełniała bardzo ważną rolę.
Natomiast jeśli ktoś się zdecyduje na
supportowanie zaznaczam to nie jest
łatwa sprawa, zaznaczam, że Ty też
będziesz niewyspany i zaznaczałem,
że będziesz miał dużo na głowie i przede
wszystkim
polecam i biegaczowi i supporterowi,
żeby to były osoby zgrane
które znają się w trudnych sytuacjach,
bo trzeba sobie wyobrazić,
że taki zawodnik na pełnym zmęczeniu
może być zupełnie inną osobą niż
znamy go na co dzień z biura czy z życia
codziennego,
prywatnego i on może być nieznośny.
On może też warknąć. On
może też być nie do rozmowy i w zależności
w jakim stanie się
znajduje mentalnym i fizycznym może
to być też sytuacja trudna więc tutaj
dogranie też jest ważne i zaufana osoba.
Polecam taką z którą się
znamy i z którą potrafimy się też dogadać
w sytuacji kryzysowej.
- A słuchaj a porozmawiajmy w takim
razie o regeneracji.
Jak Ty to robisz, że biegniesz
w najpierw w pięć dni Tor des Geants,
a tydzień później ze sto dwadzieścia
kilometrów i siedem tysięcy przewyższenia,
jeszcze prawie wygrywasz te zawody. Jak
jesteś się w stanie w tydzień zregenerować,
żeby wrócić do pełnej aktywności?
- Tu powiem szczerze, że to są.
Ja odwołuję się do
nauki ze względu na moje wykształcenie.
Kończyłem warszawską AWF, niemiecką
uczelnię sportu.
W tej chwili zdecydowałem się na kolejne
studia medycyna
więc jednak jakiś większy głębszy
wgląd w te procesy fizjologiczne mam.
Niemniej jednak zaskakuje
sam siebie i czasami ostatnio zauważyłem,
że po każdym biegu
moja regeneracja się coraz bardziej skraca
więc odwołuję się do tego, że
pewnie to jest kwestia wytrenowanialności.
Pamiętam swój pierwszy maraton.
Przez dwa tygodnie chodziłem jak Pinokio.
W tej chwili przebiegam
trzysta czterdzieści
kilometrów i pierwsze
dwa dni jest opuchlizna,
trzeciego dnia schodzi ta
opuchlizna, a czwartego dnia zaczynam znowu
truchtać i robię to mądrze. Wiadomo,
że to nie mogę powiedzieć każdemu
zrób tak samo, ponieważ
tutaj polecam każdemu
bardziej wsłuchać się w swój organizm.
Są takie biegi, po których czuję
że przez dwa tygodnie nic nie będę robił
i tak też robię. Natomiast
tutaj był troszeczkę bardziej eksperyment
ze względu na moje
kolejne przygotowanie do kolejnego celu
jakby chciałem zobaczyć,
ile organizm jest w stanie wytrzymać i ta
regeneracja była
jednak z mojej strony zoptymalizowana
ze względu
chociażby na to że miałem taki głód
więc jadłem wszystko
co tylko było możliwe a to jest jednak.
- Ważny.
- Ważny element regeneracji,
czyli odżywianie, nadrobienie tych strat,
kompensacja tego co się zużyło.
- Nie ma szansy, żeby nadrobić straty
energetyczne które powstają w trakiecie
takich zawodów. Nie zawsze
żołądek pozwala przyjąć tyle pokarmu.
Te pokarmy są różnego rodzaju.
To jest jednak ograniczone tym co jest
dostępne na stacjach.
Te stacje są zaopatrzone
w ten sam sposób więc jeżeli przez tydzień
jesz ciągle to
samo to też mogą się pojawić braki.
Natomiast po zawodach jest
szansa, żeby to wszystko uzupełnić więc
to było szybkie uzupełnienie
braków, jeśli chodzi o mikroelementy,
o elementy odżywcze plus
nawodnienie i sen przede wszystkim, sen,
odpoczynek.
Sen jest najlepszą metodą regeneracji.
Ja sobie pozwalałem
na to, żeby właśnie zregenerować ciało,
ale nie zapomniałem
też o duszy. To, znaczy się o tej psychice,
która mimo wszystko jest nadszarpnięta
w trakcie takich biegów jednak.
Często ludzie ja zawsze mówię, że przed
takim biegiem po takim biegu na pewno wrócę
innym człowiekiem i to się potwierdza,
coś się zmienia
w nas po takich biegach
i widzimy świat innymi oczami i ta psychika
potrzebuje też regeneracji
więc moją metodą regeneracji duszy
jest ja sobie daję takie
dwutygodniowe okienko po zawodach,
kiedy spełniam swoje zachcianki powiedzmy.
Jeśli mam ochotę na coś
i to to robię. Jeśli chodzi o to odżywianie
tak samo potrafię tak
samo sięgnąć po fast food czy inne rzeczy,
które uchodzą za niezdrowe i jeśli to
jest coś co mój organizm
tej chwili potrzebuje to potrzebuje tego
i nie ma sensu z tym walczyć.
Tak samo z psychiką.
Jeśli byłem w stanie nie spać przez
dwadzieścia cztery
godziny bądź trzydzieści godzin bądź czasem
i dwa dni to w tym momencie,
jeśli mój organizm potrzebuje zasnąć
o godzinie drugiej po południu to idę spać.
Tylko trzeba sobie zorganizować
to tak czasowo, żeby móc to zrobić.
Ja po Tor des Geants miałem urlop.
Tydzień czasu spędziłem będąc we Włoszech,
ładne widoki, regeneracja
poprzez zwiedzanie
na zasadzie przebywanie w innych miejscach.
Poruszałem się
w kierunku jezior na północy Włoch,
jezioro Tarota, jezioro como.
To też był element kolejnych przygotowań,
ponieważ w tym miesiącu startuję w
kolejnych zawodach
nad jeziorem
lago de orta jak z poprzedniego roku
w tym roku chcę tam poprawić wynik
więc przyjechałem.
- Jaka długość tego biegu będzie?
- Również sto dwadzieścia kilometrów.
- OK.
- I przewyższenia podobnie jak na tym
biegu ostatnim. Tam jest siedem tysięcy
czterysta przewyższeń i co do tych zawodów
to też jest troszeczkę zabawna tendencja,
o której chciałem ewentualnie
za chwilę wspomnieć.
Natomiast jeśli chodzi o regenerację
to to to co mówię użyć fizjologii,
użyć procesów fizjologicznych. Jeśli
są opuchlizny to trzeba je kompresją
traktować. To trzeba
ewentualnie użyć środka przeciwbólowego
jako przeciwzapalnego.
To są też masaże drenujące.
- I rozciąganie?
- Nie. Akurat ja w tej
sytuacji bardziej dawałem masować to,
czyli pasywne rozciąganie
ze względu na to że tutaj trzeba wyczuć,
trzeba sobie wyobrazić
że po takich zawodach te struktury
są już naciągnięte i jeżeli
ja ten naciągnięty, nadszarpnięty umięśnień
zacznę jeszcze pasywnie
rozciągać to prawdopodobnie po większe
tylko straty i ten stan zapalny mogę.
To subiektywnie odczuwać
lepiej, ale ja wiem,
że na poziomie
komórkowym to niekoniecznie przyniesie
mi pozytywne
efekty więc z tym rozciąganiem czekam.
Natomiast
nadrabiam.
A rolowanie na przykład?
Tak polecam, bo to
tutaj faktycznie pojawiają się przepięcia,
pojawiają
się napięcia mięśniowo więzadłowe,
te powięzie też się przy tym sklejają
co powoduje,
że pojawiają się i te trigger point.
Jednak rolowanie
jest elementem pasywnego rozciągania,
które pozwala również
zmniejszać te napięcia w układzie kostno
mięśniowym i pomaga i naprawdę pomaga.
Także metod jest mnóstwo. każdy coś
znajdzie dla siebie.
Ja na nie
wszystko znajduję czas przyznaję i dlatego
to co mogę to robię
a czego nie udało mi się zrobić to trudno.
Tutaj trzeba jakby iść na jakiś kompromis.
- Tak.
- Przyjdzie może moment kiedyś,
że będę mógł zrobić wszystko idealnie.
- Oj to chyba nikomu
się to do końca nie udaje.
- Może to nawet nie jest konieczne.
- Tak, ale chyba dobrze jest sobie
zdawać sprawę z tego jak nasz organizm
funkcjonuje i
czego potrzebuje, bo jak mamy tę chwilę,
te dodatkowe dziesięć - piętnaście minut
to właśnie możemy się albo porollować
albo porozciągać, bo rozumiem, że po
normalnych treningach rozciągasz się?
Tak, nie ja generalnie ze względu na to,
że mam wieloletnie
doświadczenie zawodnicze jako sprinter,
jako czterysto metrowiec.
U nas do tych czterystu
metrów, które biegaliśmy na zawodach,
tego jednego okrążenia nasza
rozgrzewka trwała czterdzieści pięć minut
i to była bardzo intensywna
rozgrzewka. Natomiast tendencja jest.
Im dłuższy dystans
tym mniejsze te rozgrzewki i ja przyznaję,
że do maratonu nie
robię specjalnej rozgrzewki.
Traktuję pierwsze trzy kilometry jako
na bieganie i wprowadzenie i później
mam jeszcze dużo czasu, żeby
się rozwinąć w tym biegu i mimo wszystko
da radę z tego biegać szybkie czasy.
Do biegów ultra w
ogóle się nie rozciągam, bo tutaj profil
teraz rozciągnie nas we wszystkie kierunki.
Natomiast pobiegł też nie bezpośrednio
czy po treningu tylko daję sobie
najpierw tak jak mówię ochłonąć
mięśniom, ewentualnie wziąć prysznic,
rozluźnić
je najpierw.
- Zimny czy ciepły prysznic?
- Ja preferuję ciepły prysznic.
- OK.
Natomiast przy treningach, w
wysokich temperaturach latem a których nie
unikam biegam
również i powyżej trzydziestu stopniach,
bo tak obywają się też zawody.
Bywało, że biegłem i przy czterdziestu
stopniach i to jest też element treningu.
Nawet jeśli Tobie bardziej
obciąża organizm o to chodzi właśnie,
żeby zmienić bodziec, zrobić coś
nietypowego i później najlepsza jest zimna
kąpiel. Także napuszczam
wannę do połowy i tylko zimną wodą
i tak od pasa w dół, bo zostaję
w tej zimnej wodzie przez dziesięć -
piętnaście minut. Wielu
zawodników czołowych tak samo to opisuje.
Nie każdy ma możliwość takiej krioterapii
po treningowej.
To są zabiegi
fizykalne które są bardzo skuteczne,
ale jednocześnie i drogie przede wszystkim.
Natomiast taki prosty zabieg
jak użycie zimna poprzez zimnej kąpieli
jest bardzo
skuteczny i można z niego korzystać.
- Tak chociaż strasznie bolesny.
- Jest bolesny, ale jak już
widać my jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
Także to jest ból, który.
To jest ból, na który się zapisujemy,
który przyjmujemy,
z którym się zaprzyjaźniamy i z którym.
- Jesteśmy
- Tak z którym jesteśmy
na co dzień więc to jest nasz przyjaciel.
- Dobrze, a powiedz w takim
razie co dalej i opowiedz o tendencjach,
bo mówiłeś, że Twój następny
bieg wpisuje się w jakąś tendencję,
w którą teraz
wpadłeś więc co to za tendencja jest?
- Tak. Powiem, że tą tendencję ktoś z boku.
Znajoma mi osoba zwróciła na to uwagę.
Chyba zrobiłem to podświadomie,
ale faktycznie nawet pojawił się post
na moim koncie facebookowym, że ten
maraton,
który wczoraj był to jest dystans
czterdziestu dwóch przecinek niecałych
dwóch kilometrów.
Zaczęło się od Tor des Geants.
W tym miesiącu więc to było trzysta
czterdzieści i podzielić go przez mniej
więcej trzy wyszło sto dwadzieścia.
Tydzień później podzielić to
przez trzy wychodzi mniej więcej maraton.
Także to była tendencja taka piramidowa.
Natomiast ja się uśmiechnąłem do tej
osoby, która to powiedziała:
Wiesz co tak na dobrą
sprawę ja mam podwójną piramidę,
ponieważ w następnym
jak jest teraz znowu sto dwadzieścia,
czyli w październiku
startuję w biegu który ma sto dwadzieścia,
a w listopadzie startuję w Portugalii
w biegu na trzysta kilometrów więc.
- Jaki to jest bieg?
To jest bieg Alut. To
jest druga edycja alkherian ultra Trail.
To jest południe Portugalii trzysta
kilometrów, ale niewiele przewyższeń.
Tam jest na trasie siedem
tysięcy sześćset metrów przewyższenia.
- Taki sprint.
- Tak. Limit czasowy jest siedemdziesiąt
dwie godziny,
czyli to jest raptem dni. Zwycięzca z
tej edycji pobiegł, żeby nie skłamać
poniżej pięćdziesięciu godzin więc to
jest niesamowite,
że takie dystanse naprawdę biega się
relatywnie szybko.
Jakby ktoś spojrzał na średnią
prędkość to to nie to nie urywa jakoś tam
głowy, ale trzeba wziąć pod uwagę,
że w to wliczone jest każda przerwa,
każdy postój, każde zatrzymanie
się na picie, jedzenie bądź też toaletę.
Jeśli nie na przebranie bądź też
kąpiel, chyba że ktoś faktycznie biegnie
bardzo szybko i nawet już tego
nie robi nie i tu oszczędza każdą minutę.
Także tendencja jest wzrastająca, te
połączenie dwóch biegów Tor des Geants
trzysta czterdzieści plus z maraton Trail
Lago di Como
ze sto dwudziestoma kilometrami powoduje,
że włączając do tego wczorajszy
maraton przebiegłem w zawodach pięćset
kilometrów, pięćset jeden powiedzmy.
To jest coś co chcę
zrobić w następnym roku.
To jest moje
kolejne wyzwanie na następny sezon.
Być może to będzie to już mój główny bieg,
który jest zorganizowany, bo myślałem,
że już więcej niż trzysta
pięćdziesiąt kilometrów
zorganizowanego biegu będzie ciężko znaleźć
ale okazuje się, że są takie biegi.
We Włoszech jest bardzo ładny bieg,
który planuję pobiec i to jest właściwie
bieg także
górski, ponieważ trasa obejmuje pięćset
jeden kilometrów i ma ponad
trzydzieści tysięcy metrów przewyższenia.
To jest przebiegnięcie
Apenin ze Wschodu na zachód,
czyli z rejonu Rimini do Parmy. Odbywa
się również we wrześniu więc byłby
taki mój projekt pięćset który planuję
zorganizować
który byłby prawdopodobnie znowu
już znowu przygotowaniem do czegoś
większego, bo jest i projekt
tysiąc zaplanowany i tutaj logistycznie
trzeba by tylko zgrać parę rzeczy,
trzy biegi które by obejmowały tysiąc
kilometrów, ale myślę, że krok
po kroku, jeśli uda mi się pięćset ukończyć
w jednym biegu. Teraz ukończyłem
pięćset kilometrów w trzech biegach
różnych długości odbywający
się tydzień w tydzień.
To też jest bardzo krótka regeneracja,
ale jeżeli to się udało to za rok
przygotuję
się po to, żeby to się udało non stop.
Super to powiedz mi jeszcze na zakończenie
co w Tobie
zmienił Tor des Geants w tym roku?
Co wyniosłeś z tego dla siebie?
Dla mnie było potwierdzeniem,
że jeszcze nie wiem wszystkiego o bieganiu
ultra, bo ja nawet te
nowe problemy które się pojawiły też mnie
zaskoczyły i potem
uświadomili mi, że są jakieś obszary,
których jeszcze nie zbadałem.
Było potwierdzeniem tego, że jestem
w stanie, ponieważ zrobiłem tą trasę po
raz drugi we
Włoszech w drugim przeciwnym kierunku.
Zmieniło to też na
pewno poznałem wspaniałych ludzi,
którzy w jakiś
sposób wpłynęli na moje dalsze plany,
z którymi widzę się w kolejnych projektach.
Także te znajomości,
które tak jak ja mówię randewu na zawodach
spotyka się ludzi z różnych krajów i oni
wnoszą coś nowego do Twojego życia,
jeśli niesportowego to prywatnego i
Tor des Geants
utwierdził
mnie w tym, że takie biegi są ważne,
jeśli chce się faktycznie zrobić coś
jeszcze większego to trzeba po prostu też
startować w tych biegach które są bardzo
trudne są trudne, są renomowanymi
biegami, na których nie zawsze
wszystko wychodzi na których jest zawsze
ewentualnie możliwość
poprawy. Chociaż ja w biegu Tor des Geants
powtarzałem już to niektórym
osobom z którymi o tym rozmawiałem
zrobiłbym
właściwie wszystko tak jak zrobiłem.
Także tutaj
były elementy niezależne ode mnie.
Jeśli się poprawię, jeśli będę wracał
na tą trasę, jeśli będę wracał do tego
biegu to to tak
na dobrą sprawę taktyka będzie ta sama.
Liczyć tylko
trzeba na lepszy zbieg okoliczności,
bo tak na dobrą sprawę to wygląda
na koniec z mojej strony trzeba zrobić
przygotowanie,
trzeba się chwilę przygotować sprzętowo,
trzeba się przygotować treningowo,
trzeba przede wszystkim przygotować się
mentalnie i być przygotowanym na to,
że coś pójdzie nie tak
bo pójdzie na pewno
nie tak i Ty musisz być na to przygotowany.
Tor des Geants też
on pomógł mi w tym i tym lepiej byłoby
mi pobiec te sto dwadzieścia
kilometrów dlatego że Tor des Geants
był tak ciężki szczególnie na ostatnich
kilometrach po tej regeneracji pojawiła
się super konwersacja
więc mógłbym zaryzykować stwierdzeniem,
że moje drugie miejsce na zawodach
tydzień później były tylko i wyłącznie
podyktowane tymi
problemami i tą trudnością tej trasy,
którą miałem na Tor des Geants.
- Tak.
- Być może bez tych problemów, bez
tego, bez tego całego wysiłku
być może ten bieg późniejszy
nie byłby tak udany chociażby ze względu
na to że jeżeli się przebiegnie
taki długi dystans i ma się problemy
które trwają wiele godzin bądź
też dni to nagle zmiany takie przeniesiecie
paradygmatu jest sto
dwadzieścia wydają się wtedy naprawdę
w cudzysłowu krótkie i ja
tutaj jeszcze dodam krótsze dystanse wcale
nie są mniej bolesne bo wiele osób mówi:
- Ach jak Ty biegasz takie
długie dystanse to dla Ciebie taki maraton,
półmaraton czy dziesięć kilometrów to nic.
Ja wtedy tłumaczę, że nie wiesz. Że
to nie tak działa.
To nie jest tak. Ja biegnę i ja biegam
półmaratony.
Ja biegam też
dziesięć kilometrów to robię treningowo.
Niemniej jednak ja tam daję z siebie
wszystko i to tak samo boli tylko boli
krócej, boli inaczej i niemniej jednak
to są biegi które zasługują tak samo
na uznanie jak i biegi w dystansie
ultra. Ultra Trail jako ma to do siebie,
że to są także trudne biegi więc ja nie
umniejszam, ponieważ ja przeszedłem
drogę od sprintu od stadionu poprzez
ulicę do biegów ultra więc poniekąd
liznąłem troszeczkę tego świata na
każdym etapie i mogę powiedzieć,
że tutaj zawodnicy tak samo się różnią
od siebie Ci co biegają po stadionach,
Ci co po ulicy i Ci co
biegają w wolnym terenie.
Wszystkich nas łączy jedno i to samo i
to jest pasja do tego sportu i do biegania.
- Absolutnie. Krystian dziękuję Ci strasznie.
- Ja również dziękuję. Myślę, że dostaliśmy
ogromną porcję informacji biegowej
od Ciebie i bardzo miło było
Cię spotkać i dzięki że byłeś w Warszawie
i że mogliśmy to nagrać.
- Ja dziękuję bardzo za zaproszenie i
za tą rozmowę.
- Dziękuję Ci Krystian.
Do usłyszenia. Do zobaczenia na szlaku.
- Do usłyszenia. Pozdrawiam wszystkich.
- Cześć.
Dobre to było prawda?
Krystian przeszedł długą drogę biegową.
On po prostu żyje tym i to czuć.
Po rozmowie dowiedziałem się
jeszcze kilku detali na temat jego życia.
Krystiana po części
sponsoruje szef firmy, w której pracuje.
Nie ma rodziny, gdyż
jak mówi nie ma na to czasu.
Planuje rozwinięcie swojego fanpage
na Facebooku i ma nadzieję na pozyskanie
innych sponsorów. Tak trzymaj Krystian.
Będziemy śledzić Twoje
dokonania. Może ten podcast pomoże Ci się
wypromować. Szczerze wierzę,
że Ci się uda,
bo wszystko jest w głowie.



