top of page
Ania Witkowska

BHU#

6

Ania Witkowska

Black Hat Ultra

data nagrania:

11 października 2018

zdjęcie:

Jan Haręza

Black Hat UltraAnia Witkowska
00:00 / 01:04

Wprowadzenie

Ania jest wyjątkową osobą. Z jednej strony jest niezwykle kobieca i delikatna z drugiej lubuje się w trudnych wyzwaniach a podczas startów cechuje ją nieustępliwość. Ma ogromne poczucie humoru i dystans do siebie. Jej występ podczas 305km BUT'a wzbudził lekką sensację i słusznie. Opiekunka Królika Stefana rozgromiła dystans zajmując drugie miejsce open. Ania jest postacią niezwykle barwną nie tylko dlatego, że jej garderoba jest po części okraszona ludowymi wzorami. Posłuchajcie...

Transkrypcja

- Coś, co mi to na pewno daje właśnie,

to dłuższe przebywanie
takie w dyskomforcie,

w takich warunkach biegowych,
blisko gdzieś też natury.

To bardzo mnie to dystansuje, tonuje,

właśnie tak wartościuje, pomaga
przywracać takie zdrowe myślenie o tym,

co jest faktycznie ważne,
czego człowiek potrzebuje

i tym bardziej ujawnia
takie te codzienne absurdy,

które nas na co dzień
dotykają i nagle się okazuje,

że nie jest wartością zrobienie
po nocach kolejnego raportu,

tylko wartością będzie napicie się
tej herbaty

w miłym towarzystwie.

- To była Ania Witkowska,

ja się nazywam Kamil Dąbkowski
i witam was w podcaście Black Hat Ultra.

Jest to podcast,
w którym będę się spotykał z ludźmi

związanymi z
aktywnościami sportowymi typu Ultra.

Interesują mnie wszelkie aktywności, gdzie
wymagany jest specjalistyczny trening,

odpowiednia regeneracja
i dieta oraz niezłomny hart ducha.

Podczas tych rozmów, dowiem się co
tych niesamowitych sportowców motywuje,

oraz jak znajdują czas
i energię na treningi.

Chciałbym również stworzyć
w głowie słuchaczy jak najpełniejszy

obraz moich gości, sięgając
do ich osobistych przeżyć podczas wyzwań,

których się podejmują.

Próbowałem Anię złapać jeszcze w Szczyrku,

tuż po biegu, ale spała.

Nie dziwota. W końcu pokonała
arcytrudną, ponad 300 km trasę i

to bez wsparcia zajmując drugą pozycję.

Jej wyczyn stał
się małą sensacją już w trakcie biegu,

gdy obserwatorzy kropek
zauważyli, że dzieje się coś niezwykłego.

Napisałem do Ani zapraszając
ją na podcast, jak była na 200km,

byłem jednym z 400 powiadomień
jakie znalazła na Facebooku,

gdy w końcu miała siłę go odpalić.

Jakimś cudem
moja wiadomość przetrwała i siedzimy

z Anią w krakowskiej Spotkawie, rozmawiając
trochę o wszystkim.

Przed Państwem Ania Witkowska.

- Muszę sobie tu jeszcze miejsce
zrobić, bo będę gestykulować na pewno.

- Dzień dobry Aniu, witam Cię.

- Dzień dobry.

- Cześć. Słuchaj jak się czujesz w ogóle?

- Już znacznie lepiej. Wczoraj,
a w sumie wczoraj to już był prawie tydzień

od startu, to wczoraj miałam mega kryzys.

Cały dzień praktycznie przespałam i
jeszcze stopy mnie strasznie bolały,

ale wieczorem po tym jak
wracałam z kina, podbiegłam zupełnie tak

naturalnie do samochodu, więc stwierdziłam,
o już jest super.

- I jesteś gotowa.

- Tak.

- Opowiedz mi, bo ty jesteś
głównym prezesem Klubu Królika Stefana?

-Prezesem klubu jest
królik Stefan oczywiście.

- A, no to przepraszam.

- Ja jestem tylko jego służącą, noszę
go na ramieniu, żeby mógł zwiedzać świat.

-Okej. Jaka historia się z nim wiąże?

- To jest taka dosyć ciekawa historia.

Kiedyś byłam w sklepie z używaną odzieżą,
regularnie tam lubię sobie coś wyszukać

do ubierania, ale nigdy
na półkę z zabawkami nie zaglądam.

A tym razem, tak słyszę, że coś mnie tam z
tej półki woła i tak "kup mnie, kup mnie" i

tak patrzę, królik, a
on "cześć, jestem Stefan, kup mnie" i

musiałam go wziąć,
nie wiem jak to się stało,

ale nagle tak patrzę i mówię

"o jak on pasuje do tego
plecaka biegowego, żeby go tak przyczepić".

I od tamtej pory, zawsze
jest ze mną na Ultra.

- No proszę. A na treningach też?

- Treningi raczej nie. On tylko, jemu się
tak na godzinę nie opłaca wychodzić.

Zdecydowanie na Ultra.

- A to pierzesz go czasami chyba nie?

- Oczywiście. Najgorzej jest, kiedy jest
zła pogoda i on bardzo nasiąka wtedy.

Nie ma wodoodpornego...

- Jest ciężki?

- Tak jest strasznie ciężki, ale jest
bardzo przydatny, bo w długich chwilach

samotności na Ultra, ja
z nim sobie rozmawiam, dyskutujemy sobie,

układamy piosenki
i to jest niezwykle cenne.

- To super. Właśnie
miałem Ci zadać pytanie z kim rozmawiasz,

jak jest Ci smutno,
ale najpierw opowiedz troszkę o sobie.

Skąd pochodzisz i jak wyglądał
Twój dom rodzinny i jak się w ogóle...

jak to się
stało, że się w sport zaangażowałaś?

- Myślę, że jestem o tyle nietypowym
przypadkiem jak

często czytam wywiady z osobami

takimi znanymi sportowcami,
na pewno nie można o mnie powiedzieć

o było mnie wszędzie pełno, od początku
było wiadomo,

że będzie tam jakieś aktywności sportowe.

Absolutnie nic z tych rzeczy.

Ze sportem mieliśmy tyle
wspólnego jako rodzina górnicza ze Śląska,

że jeździło się w miarę regularnie w
Beskidy na wycieczki,

ale to też nie było tak, że co tydzień.

Faktycznie mama nas zabierała w pociąg,

pakowała
i się jeździło na wycieczki w Beskidy,

więc te Beskidy,
które były areną Beskidy Ultra Trail,

to można powiedzieć, że bardzo...

- Jak w domu?

Tak, ja się tam czuję tak naprawdę jak
w domu,

bardzo dobrze znam te szlaki.

Raczej byłam,

jakbym miała opowiedzieć
o swoich osiągnięciach z dzieciństwa to,

że był taki moment,

że przeczytałam wszystkie książki w
bibliotece na przykład i już nie miałam

co wypożyczać.

- To dlatego nazywasz siebie molem
książkowym?

- Zdecydowanie bardziej w tą stronę,

bardziej w tą stronę.

Więc pomysł na bieganie przyszedł
bardzo, bardzo późno,

a bieganie w górach
odkryłam trzy lata temu,

tak naprawdę dopiero,
bardzo niedawno, więc nie zapowiadało się.

- A jakieś, coś
takiego w życiu twoim się wydarzyło,

że zaczęłaś biegać, a
potem zaczęłaś myśleć o Ultra? Co to było?

Tak, bo cała
historia w ogóle z moim bieganiem,

o muszę sobie przepraszam odkaszlnąć.

Cała historia z moim bieganiem
wzięła się z tego, że miałam taki moment

w życiu, że potrzebowałam
bardzo czegoś, coś co zrobić dla siebie,

coś takiego o czym bym mogła powiedzieć,

po prostu nikt mi tego nie dał, nikt mi
tego nie zabierze,

coś co jest tylko moje,
coś co byłoby takim też wyzwaniem,

takim jakimś celem, coś co osiągnę,
coś co będzie dla mnie właśnie ważne,

ale będzie tylko moje.

I tak bieganie, tak słyszałam, że jest
takie modne.

Podkreślam, nie cierpiałam biegać,

wuef po prostu to najgorsze
w ogóle wspomnienie z dzieciństwa,

najlepiej tylko... po
prostu byleby nie ćwiczyć.

A jak było jeszcze te starty na 60m,
raz na pół roku,

to w ogóle największa trauma szkoły
jaka może być.

Ale tak sobie pomyślałam, że tak się
tym mówi, że maraton to jest takie wow

osiągnięcie i w ogóle taki wyczyn.

Byłam przekonana, że maraton
biegowy, taki klasyczny uliczny maraton,

to jest największe wyzwanie w ogóle
sportowe jakie sportowiec, taki amator,

nie biegacz,
w ogóle sportowiec, może osiągnąć.

W związku z czym, nie cierpiąc
biegania i nie próbując nawet biegać,

stwierdziłam, to jest
w sumie niezły pomysł,

to jest po prostu to jest coś takiego wow,

co będę miała właśnie tylko dla siebie.

Wiadomo będzie, że to będzie
wymagało wielu przygotowań, wyrzeczeń.

Wchodzę w to. Tak sobie
to wymyśliłam, zapisałam się na maraton.

I od razu tak z
grubej rury był to maraton w Berlinie.

- Ile miałaś czasu
do maratonu od momentu zapisania?

- Zapisałam się 8 miesięcy.

- No, to tak rozsądnie.

- I od zera tak po tych 8 miesiącach.

- Wystartowałaś?

- Tak. I muszę powiedzieć, że właśnie moment,

kiedy stałam na starcie, wszystkim tego
życzę, bo to było niesamowite uczucie,

kiedy wiedziałam jaką drogę przeszłam,

żeby właśnie stanąć na
starcie i nie wiedziałam jaki będzie wynik,

ale wiedziałam, że będzie to po prostu
na pewno wisienka na torcie i ja się

praktycznie popłakałam na tym starcie
ze szczęścia,

że właśnie tą drogę
przebyłam i że tak na prawdę już czułam,

że można powiedzieć jestem zwycięzcą, że
osiągnęłam to,

co chciałam i to było niezwykłe właśnie.

To też pokazało mi
właśnie, jak ważna jest tak naprawdę

ta droga i te wszystkie przygotowania,

a nie to co jest na samym końcu.

- Oczywiście. Jaki miałaś
czas w tym maratonie?

- Wtedy miałam czas
3,50...nie pamiętam 2 czy 7,

ale też się mogę pochwalić, bo czas
sam w sobie oczywiście nie jest jakimś tam,

na kolana
nie powala, myślę, że jest taki fajny,

przeciętny, gdyż wtedy, jeszcze dla
utrudnienia tak,

nie biegłam samego maratonu.

Tam podczas maratonu w Berlinie

jest jednocześnie taka konkurencja,

dzień wcześniej w sobotę, praktycznie
po tej samej trasie jedzie maraton

na rolkach i jest
taka dodatkowa klasyfikacja dla osób,

które zarówno jadą
na rolkach jak i następnego dnia rano,

po tych kilkunastu godzinach, biegną
ten maraton,

duble starters.

W związku z czym, ponieważ
ja też jeździłam wcześniej na rolkach

to stwierdziłam, że nie może być
oczywiście za łatwo i biorę oba.

A połączenie tych dwóch maratonów,

ze względu na specyfikę wysiłku na
rolkach i na pozycję jaką się też ma,

taką panczenową, z
maratonem biegowym, jest niezwykle trudne.

Trzy czwarte osób, które
podchodzi do jednego i drugiego, nie kończy

maratonu biegowego.

Więc mogę się tutaj pochwalić, że w
klasyfikacji duble starters w kobietach

byłam piąta, open.

- Mega.

- Mega początek.

- I to był tez
taki chyba troszeczkę zaczątek może,

Twojej miłości do rajdów przygodowych
i albo do biegów na orientację,

generalnie chyba lubisz mieszać sporty?

- Tak. Ja nigdy nie miałam czegoś
takiego, żeby wiedzieć, o to jest po prostu

to jest to, to jest tak
samo jak, nie wiem, z muzyką tak samo.

Nie mogłabym powiedzieć, że słucham
tylko tego, że bawię się tylko w to,

że gram, czy uprawiam tylko ten sport.

Nie byłabym w stanie tego tak wyłączyć.

Rower zawsze gdzieś
tam był, właśnie tu rolki.

Fajnie jest robić różne rzeczy
i właśnie to mi się tak strasznie podoba

w rajdach, że właśnie można to połączyć.

- Ale tak mówiłaś o tym, że nie
biegałaś, natomiast sporo chodziłaś po tych

górach jako dziecko prawda?

- Jednak wyłaziłaś tam
kilka ładnych kilometrów.

- Wiesz co, na
pewno nie nazwałabym tego treningiem.

Okej, ale to jednak
takie doświadczenie, wiesz od dziecka.

Znaczy wiesz
co, przyzwyczajenie w ogóle wiesz,

że wędruje się
z mapą, że czasem deszcz spadnie

na głowę
i to tez nie był taki komfort jak teraz,

że wsiadasz
do auta i przebierasz się i tak dalej.

Tylko wszystko się miało
ze sobą, także myślę, że taka zaprawa,

takie podstawy tak naprawdę,
jak sobie czasem teraz myślę o tych

dzieciakach, to teraz są wiesz

"nie nie pójdą do lasu, bo
sobie buty przemoczą, bo wejdą do kałuży".

- No tak.

Nie, to po prostu było takie naturalne,

że mapa w rękę i na cały dzień się idzie,

ale na pewno jeszcze nie był to trening.

Tak naprawdę dopiero
jak właśnie zapisałam się na ten maraton,

to zaczęłam
trenować i to też taka śmieszna historia,

tylko coś dopowiem, bo kupiłam sobie
książkę pt. " Trening z pulsometrem"

i doszłam do wniosku, że
nie będę treningu dla początkujących robić,

tylko od razu
trening dla średnio zaawansowanych,

oczywiście sama się z siebie śmieję,

bo drugiego dnia już
był problem z realizacją

tego treningu i oczywiście nie róbcie tego,

nie idźcie tą drogą.

Ale takie właśnie miałam
od razu ambicje, tak z wysokiego C.

- Czyli od początku bardzo
ambitnie podchodziłaś do swojego biegania.

A powiedz mi,
skąd wziął się ten plan treningowy?

Czy to był jakiś znaleziony
w sieci? Czy właśnie w tej książce?

Właśnie z
tej książki "Trening z pulsometrem".

Ja wtedy dostałam też
właśnie pulsometr w prezencie pod choinkę,

kupiłam sobie tą książkę
i jest taki dosyć, ten plan treningowy,

powiedziałabym ogólny, bo on jest do
różnych dyscyplin

do ułożenia,

ale właśnie przez to,
że miałam ten pulsometr,

wydawał mi się taki całkiem
fajny, sensowny i do tej pory bazuję

na tym planie treningowym, tylko go
sobie z roku na rok coraz

bardziej ulepszam.

Uważam, że jest bardzo
fajny, również to jest ten sam autor,

który "Biblię triatlonu" napisał,

więc również
trening dla różnych łączonych dyscyplin.

Do mnie bardzo tak
koncepcja przemawia właśnie.

- Okej. A teraz, jak szykujesz się
do rajdów na orientację i do biegów Ultra,

to jak twoje treningi wyglądają?

Bo one nie są
tylko biegowe, również rower włączasz?

- Tak. Znaczy powiem
tak, samo bieganie w tym momencie,

w tym sezonie w ogóle, to
jest bardzo niewiele, można by powiedzieć.

Nie da się, też zdaje sobie z tego sprawę,

że nie trenując od zawsze,
nie da się w ciągu jednego sezonu trenować

wszystkich elementów,
które są, nawet w tym docelowym wyścigu,

jakby potrzebne.

Trzeba postawić na jedną, dwie rzeczy,

więc wiem, że na przykład w tym
sezonie strasznie straciłam na prędkości,

ale za to bardzo dużo
czasu spędziłam na siłowni,

na crossficie więc jakby siła,

którą dzięki temu
zyskałam i taką odporność na kontuzję też.

Nic sobie przez cały rok nie zrobiłam,

pomimo takich obciążeń,
pomimo wielu wywrotek, żadnej kontuzji.

To było dla
mnie w tym momencie najważniejsze,

żeby właśnie
znieść później taki start, który trwa dwa,

czy nawet
właśnie ponad trzy dni, bez przeciążeń.

Wiadomo, że jest to
przegięcie, przez 2-3 dni,

ale jakoś to organizm znosi.

Też od początku tak do tego podchodziłam,

że samo bieganie jest na
tyle monotonnym obciążeniem dla organizmu,

że łatwo coś sobie zrobić i super jest
to uzupełniać.

Czy skitury zimą, czy
wędrówki jakieś, czy to na rakietach.

Cokolwiek jest jakaś
okazja, nawet też spróbować czegoś innego.

Miałam na przykład okazję zimą
pojeździć po śniegu na torbaczu,

na rowerach tzw. fatbike z takimi,

ja nie wiem ile
one mają 4 czy ileś tam cali te opony.

Zupełnie inna
zabawa, ale znowu jakaś tam aktywność,

coś innego.

Czy właśnie jakieś elementy Yogi.

Wszystko tak
na prawdę super, tak komplementarnie służy

właśnie takiemu wzmacnianiu ciała,

takiej kondycji i uważam,
że jeżeli mówimy o czymś takim jak,

takim wyzwaniu jak właśnie But,

to właśnie to jest najbardziej potrzebne.

Natomiast niestety szybkość, prędkość,

tutaj tak słabiej w tym sezonie.

- Okej. Ale co, zamierzasz pracować nad tym?

Nad prędkością? Zależy Ci na tym w ogóle?

- Wiesz co, chciałabym kiedyś zrobić
jakiś fajny wynik,

też mieć jak to się
mówi w biegowym CV jakiś na przykład na 5

albo na milę.

- Okej. Czyli nawet tak ulicznie myślisz,

a w
tej chwili od twojego pierwszego maratonu,

jakby pobiegłaś później jeszcze
maratony i jaka jest twoja życiówka?

- 3,45. Wiesz co, dosyć
szybko też zauważyłam,

bo jak się
szykowałam do tych startów różnych,

to też zaczęłam, w ramach
jakby przygotowania do stresu startowego,

również startować czy w półmaratonach,

też na różnych dystansach.

I dosyć szybko zauważyłam,

że im dłużej trwa wysiłek,
tym ja korzystniej wypadam na tle innych.

Albo z kolei takie znowu
bardzo krótkie biegi,

jest całkiem nieźle, typu właśnie
mila, czy jakieś tego typu dystanse.

Właśnie półmaraton, dyszka, nienawidzę
tego dystansu,

półmaraton, maraton.

Zupełnie przeciętne jakieś
wyniki i bardzo dużo mnie to kosztowało,

żeby właśnie podciągnąć kolejne parę minut.

Natomiast
nagle się okazuje, że właśnie staruję,

bo pierwszy raz pamiętam jak
wystartowałam przypadkowo w półmaratonie

górskim, który się okazało,
że nie był półmaratonem tylko prawie 30 km,

jakieś ogromne w ogóle przewyższenia,
pierwszy raz miałam z tym do czynienia.

I nagle się okazało, słuchaj
to pierwszy mój start w ogóle w butach

asfaltowych, bo jakoś
w ogóle nie sprawdziłam,

że może być
coś takiego jak przewyższenia na biegu.

I okazało
się, że ja tam zajęłam chyba drugie,

czy trzecie miejsce w ogóle.

Super.

- Trwało to oczywiście jakąś straszną
ilość godzin,

bo była to bardzo trudna
trasa i to mnie wtedy tak właśnie tknęło,

że coś w tym faktycznie
jest, że ludzie po tych 2-3-4 godzinach

zaczynają
się męczyć, a ja wprost przeciwnie.

Mam genetycznie
coś takiego, że mi właśnie... ja się wtedy,

można powiedzieć, stabilizuję, tętno
mi się uspokaja.

Po tych 4-5 godzinach
zaczynam się, faktycznie mogę powiedzieć,

że zaczynam się rozkręcać.

- Okej.

- Większość biegów się wtedy już kończy.

- Ale to właśnie to okazuje się, że takie
dystanse typu 305km na Beskidy Ultra

Trail, to jest dla Ciebie szczytem w ogóle.

- Co najmniej żeby były 24 godziny na
trasie, to tak, to jest dla mnie wtedy.

- To jest w ogóle, ostatnio taka
tendencja się pojawiła trochę w bieganiu,

bo w zeszłym roku
pojawiła się, ona już biegała wcześniej,

ale największym sukcesem
pani, która nazywa się Courtney Dauwalter,

nie wiem czy znasz, ona wygrała
w zeszłym roku moa po 240 mil i wygrała

ze wszystkimi facetami w ogóle, drugi facet

przybiegł
na metę o 10 godzin za nią w ogóle.

A dosłownie kilka tygodni temu,

biegła bieg wokół jeziora
Tahoe 200 mil i dosłownie na kilka godzin

przed metą ją wyprzedził jeden facet,

a tak to cały czas była w czołówce i
dotarła druga.

Jest absolutnie niemożliwa i tez jest
jakaś amerykanka,

która pobiła rekord świata,

pobiła facetów na bieg
100 milowy i zrobiła to chyba w 12 godzin

tam z kawałkiem.

Więc okazuje się, że, bo tak czytałem
trochę o tym czy to jest taki trend,

czy kobiety rzeczywiście mają szansę
bić się z facetami

na takich
uber długich dystansach i okazało się,

że tak fizjologicznie do końca to nie,

ale jak kobieta jest bardzo dobra,

a bieg nie jest
jakoś super obstawiony przez facetów,

to wtedy absolutnie mają szansę wygrywać.

Plus dochodzi do tego cała taka
kwestia społecznego postrzegania kobiet,

że jakby kobiety
coraz bardziej dochodzą do głosu i jakby

totalnie sobie zaczynają
sobie wyobrażać to,

że mogą stawać
w szranki z facetami, walczyć z nimi.

Co się z resztą dzieje,
mnóstwo biegaczy, facetów amatorów

marzy o tym, żeby
być przed pierwszą dziewczyną przecież.

Ja należę do tych facetów.

To jest wspaniałe ścigać się z wami,

bo po prostu
biegacie cudownie, nie dość, że pięknie,

to jesteście
super mocne i to jest zawsze duża frajda,

nawet jak
dostanie się, jak się z wami przegrywa,

to jest super po prostu.
Więc jak Ty myślisz,

czy to jest jakaś, myślisz, że to będzie
jakaś taka tendencja

w bieganiu
kobiecym, że nagle te długie dystanse

zostaną gdzieś tam zdominowane przez was?

- Wiesz co, nie wiem
czy zdominowane, aż tak chyba nie,

bo jeżeli pomyślimy
sobie dlaczego w ogóle ludzie startują,

że jednak często na pierwszym
planie jest kwestia jakiegoś szalonego,

jakby nie było, wyzwania i rywalizacji.

Jakby to powiedzieć,
to jest raczej domena mężczyzn,

żeby uderzać w takie
zwariowane rzeczy, żeby coś udowadniać.

- Właśnie to się tak zmienia pięknie, wiesz?

Myślę, że jednak to jest mocno takie,
jeżeli mówimy o takich schematach,

takim postrzeganiu, to jest
mocno powiązane z takimi męskimi cechami,

więc nie sądzę, żeby
kobiety masowo ruszyły w takie biegi.

Natomiast, na pewno zgadzam
się z tym, że w biegach bardzo długich,

gdzie nie można na hura
i dzida strzelamy i nie wiadomo co jeszcze,

tylko gdzie, zwłaszcza na początku,

jest potrzebny
rozsądek, gdzie się nie można rzucać,

gdzie trzeba bardzo dużo strategii,

planowania i łączenia biegu
samego z połączeniem właśnie logistyka,

co jeszcze robię, co, kiedy,

obserwacji jakby samego siebie.

Faceci bardzo często po
prostu przeginają, potrafią się przegrzać,

nawet tego nie rejestrują,

a kobiety dużo
więcej więcej wiedzą same o sobie,

o swoich ciałach i wiedzą
kiedy np. kiedy jest przegięcie pały.

Więc myślę, że...

- Lepiej się
kontrolują, po prostu mają silną głowę.

Bardzo często silniejszą
niż mężczyźni, prawda?

- Tak, także nie masowo,
ale myślę, że te dziewczyny, które są,

które będą miały chęć
w tym sporcie zaistnieć,

to na pewno mają bardzo duże szanse,

żeby z chłopakami tutaj gdzieś rywalizować.

Ja mam też trochę
takich smutnych refleksji w tym temacie,

bo chociażby teraz
na biegu mi było tak bardzo przykro,

kiedy myślałam sobie,
że właściwie ja byłam jedyną osobą,

która od początku do końca była sama.

Ja nie miałam z kim biec.

Chłopaki większość
odcinków pokonywali w parach, w trójkach.

Niektórzy tak jakby od początku,

niektórzy gdzieś tam później,

bo to się okazywało, że my
jesteśmy mniej więcej w tym samym tempie.

Natomiast chłopaki,
którzy mieli, spotykaliśmy się na punktach,

więc mieliśmy,
w schroniskach, mieliśmy podobne tempo.

Ja im nawet zadałam to pytanie,

to nikt nie chciał ze mną jakby tam...

- Dlaczego? Jak to było?

- Jak wiesz, jak dobiegłam, też kolegę
jednego dogoniłam,

to zmyślałam, że przejdziemy razem kawałek,

nie to odskoczył na 100 metrów i znowu.

Pomimo tego, że wiesz
to są też koledzy moimi z którymi nawet

na treningach tez byliśmy nie raz, więc
znamy się generalnie,

wiemy, znamy jakie tam każdy, kto ma tempo.

Myślę, że
to jest dokładnie to co Ty powiedziałeś.

To znaczy głupio jest być za kobietą.

Więc trzeba być przed.

- Czy ja wiem,
bo jednak na takim długim dystansie,

gdzie trochę te różnice,
ja to tak odczuwam,

mogą się
zacierać między wszystkimi właściwie.

Jakby wszystko trochę
traci sens, jest tylko ta droga przed wami.

Myślę, że płeć też
przestaje mieć znaczenie,

okazuje się, że, nie jak mówisz,

ale jakbym sobie
o tym myślał, to właśnie chyba najgorsza

może być
taka samotność na tym szlaku prawda?

I ona dotyka zarówno jedną płeć jak i drugą

i trochę wydaje mi się dziwne, to
co mówisz, szczerze powiem, bo...

- Wiesz co, może też tak wyszło,

bo powiedzmy sobie szczerze
nie było też nas tak dużo i ja sobie zdaję

sprawę, że akurat mój sposób biegania,

że raczej
na zbiegach mam większe prędkości,

bardzo spokojnie podejścia pokonuję.

Też może nie
do końca tam komuś mógł pasować.

Natomiast w jakiś sposób
miałam taką refleksję na mecie,

że kurczę, jako
jedyna miałam tak naprawdę taką sytuację.

Nikt nie był przez całą drogę sam,

a szczególnie właśnie na tej trasie,
gdzie nie ma nawet tych punktów

odżywczych, żeby do kogoś gębę otworzyć,

po prostu w tych schroniskach tylko,
raptem dwa schroniska,

czy jeden sklep
na dobę się spotykało.

No i to jest tyle.

- Właśnie tak się chciałem
ładnie wypytać o początek tego biegu,

jak w ogóle doszło,
że się zapisałaś, trochę już o tym wiemy.

Potem Cię
chciałem wypytać o to jak się czułaś,

jak jesteś samotna na szlaku, troszkę
to już wiemy.

Ale chciałbym wrócić
tak troszkę do początku,

jak w ogóle usłyszałaś o tym biegu?

I jak długo w Tobie,
jak długo podejmowałaś decyzję o starcie?

Czy to był impuls?
Po prostu 305 pomyślałaś,

wow to jest dla mnie
i kliknęłaś w zapisz mnie?

Czy jak to wyglądało na początku?

Czy ktoś Cię namówił może?

- Nie, mnie
nie trzeba namawiać na takie rzeczy.

Mam jakiś taki odruch, że jak się
zapisuję i jest na przykład jakiś festiwal,

to od razu na najdłuższe.

Nawet jak w pierwszy raz w 2016 roku,

bo pierwszy raz biegłam Ultra w 2016 i
zapisałam się jako drugie moje Ultra na 240

w Lądku i ja wiedziałam, że ja
nie jestem przygotowana, żeby to pokonać.

Natomiast,
zapisałam się z czystej ciekawości,

żeby zobaczyć po
prostu, jak to jest być długo w trasie.

Gdzieś druga noc, gdzie
już jest druga doba, co się dzieje w ogóle,

jak ja będę
reagować i to był fajny pomysł w ogóle,

żeby w ten sposób do tego podejść,
na spokojnie, bez spiny, bez wyścigu.

Nawiasem
mówiąc okazało się, że poszło świetnie,

bo ja wtedy pamiętam
byłam, bardzo długo byłam za Kudową,

czyli za 130
takim krytycznym dosyć kilometrem.

Ja byłam
10 open bardzo długo, więc super nie?

Jak na osobę, która chce spróbować.

Później musiałam
na 190 dopiero zeszłam z trasy,

niemniej jednak, to
mi też pokazało właśnie co potrafię,

na co mogę
sama od siebie, że tak powiem, liczyć.

Zdecydowanie było
w jakiś sposób naturalne, że...

- No właśnie, skąd ta ciekawość
u Ciebie do przekraczania tych granic?

Jak myślisz, skąd się to u Ciebie wzięło?

- Wiesz co, zawsze tak miałam. - Tak?

I to nie jest kwestia tylko sportu, ale
ja np. lubię różne

rzeczy robić tylko po to, żeby zobaczyć
co się stanie.

I właśnie obserwować
siebie, obserwować samego siebie,

jak się człowiek czuje,
jak reaguje, co się dzieje.

Dla mnie to jest fascynujące.
Później natomiast, ja sobie wymarzyłam,

żeby zrobić na tamtej trasie rekord.

I dla mnie
to była prosta sprawa po prostu, albo

robię ten
rekord w ciągu 40 godzin albo wcale.

W zeszłym roku niestety
rotawirus mnie więc,

karetka mnie z trasy
zgarniała, więc to był dramat dla mnie.

A w tym roku
już wszystko poszło po mojej myśli.

W jakiś sposób naturalne
było, że nawet nie pamiętam kiedy o 300

usłyszałam, że to również tak, na to
również przyjdzie czas.

Ze stumilakiem też w zeszłym
roku było tak, można powiedzieć zabawnie,

w jakiś sposób się zapisałam na stumilaka,

bo tak jak wspomniałam wcześniej,
rok wcześniej 2016,

moje pierwsze Ultra, niepokorny mnich
i tam jest taka płaska dosyć końcówka.

I tam tak słabo mi na tej końcówce poszło,

na tym pierwszym moim Ultra,

tak już byłam wymęczona po tych górach.

W związku z czym
uparłam się, że za rok poprawię ten wynik.

Jakie było moje zdziwienie,
gdy się okazało, że mnie nie wylosowali,

na 2017.

- Jak oni śmieli.

- Taka byłam przekonana, że
to jest oczywiste, że mnie muszą wylosować.

W związku z czym, mówię nie, foch to foch,

w takim razie szukam podobnego biegu.

I patrzę czy jest jakieś
Ultra w kwietniu 2017,

zamiast niepokornego
mnicha, który ma niecałe 100 km i chyba

bodajże 4 500
przewyższeń, znalazłam stumilaka,

który ma 170 km i 10 000 przewyższeń,

stwierdziłam,
że to całkiem podobne, okej, biorę to.

- No tak.

- Więc, tak można powiedzieć
trochę przypadkowo się zapisałam,

ale nie żałuję. Później też
się więcej dowiedziałam o tych imprezach,

które Michał
Kołodziejczyk robi, właśnie stumilak,

ten maraton leśnik
i Beskidy Ultra Trail więc jakby naturalne,

że prędzej, czy później ta 305 będzie.

Muszę powiedzieć, że przyszła dosyć szybko.

- No właśnie. Powiedz
jak się przygotowywałaś do tej 305?

Jakoś specjalnie,
czy po prostu z marszu to zrobiłaś?

- Jedno i drugie byłoby nieprawdą,

to znaczy ani nie było tak,
że coś robiłam specjalnie pod ten bieg,

bo tak naprawdę te wszystkie straty,
to wszystko co,

o czym mówiłam co robię dla kondycji,

to jest treningiem pod
305, taką żeby mieć taką mocną bazę,

silne ciało. Też właśnie te starty,

które gdzieś tam po nocy, które pomagają
radzić sobie właśnie z psychiką i uczyć się

co się dzieje podczas nocki.

Także, no
z marszu też nie można powiedzieć,

bo nie wyobrażam sobie,
żeby ktoś tak bez przygotowania po prostu.

Nie, oczywiście, tylko,
bo tu dosyć dużo startujesz,

więc same starty dla
Ciebie są chyba najlepszym treningiem.

Moje pytanie bardziej
oscylowało w kierunku,

czy zwiększyłaś kilometraż
na treningu, czy np.

robiłaś jakieś testy
z odżywianiem wcześniej?

- Testy z odżywianiem nieustannie.

- Trasy nie musiałaś
analizować, bo znałaś ją dobrze, tak?

- Tak, w zasadzie prawie w całości, trasa
praktycznie w całości byłam mi znana,

chociaż niestety okazało się,
że podczas tej ostatniej, trzeciej doby,

to bardzo słabo kojarzyłam miejsca,

które, w których byłam wielokrotnie.

To mnie bardzo zaskoczyło, że coś takiego..

- Czyli jednak zmęczenie, niewyspanie..

- Na takim, tak, że aż
tak, więc to było ciężkie.

Nie myślałam jakoś
specjalnie o zwiększaniu kilometrażu,

ja faktycznie po prostu
mam tego dużo, a jeszcze taką rzecz,

którą zrobiłam, która nie była zbyt mądra,

ale też mówię, nie róbcie tego w domu.

Tydzień, właściwie
dobra cztery dni przed startem w Bucie,

czyli poprzedni weekend przed Beskid Trail,

brat mnie zapisał na rajd przygodowy,

taki silesja rejs, na długą trasę.

Więc byliśmy w trasie
27godzin prawie, dwie nocki zarwane,

215km, z czego większość
na rowerach, ale jednak trochę to trwało.

Cztery doby zaledwie przerwy pomiędzy
tamtym rajdem,

a startem, no to niezbyt
mądrze świadczy dobrze o mnie, ale..

- A, jakiś masz patent na regenerację,

poza snem, bo rozumiem, że starałaś
się odespać te dwie noce zarwane?

- Wiesz, co, to jest
banał, ale sen i jedzenie to jest podstawa

i co uważam, że jest
bardzo ważne, dobrze jest mieć na co dzień,

taki rytm dobowy dnia i nocy,

bardzo go pilnować, bardzo go przestrzegać,

bo dzięki
temu łatwiej się później, łatwiej odespać,

łatwiej się później zregenerować,
łatwiej z powrotem wrócić do tego rytmu

dobowego.

Też właśnie to zauważyłam,
że od kiedy naprawdę bardzo mocno

na co dzień
pilnuję godzin zasypiania i wstawania,

żeby to były te same pory, to
dużo lepiej znoszę później zarwanie nocy,

czy dwóch. Wydaje się to banalne,

ale naprawdę to super
działa, no i coś czego bardzo przestrzegam,

czy po treningu, czy
po wycieczce, czy po starcie,

od razu zjeść
większy posiłek z białkiem koniecznie,

żeby ten organizm
miał to zasilanie, zresztą w trakcie rajdu,

czy dłuższych zawodów,
nie wyobrażam sobie jechać na samym cukrze,

to na pewno
nie. Musi być tłuszcz, musi być białko,

żeby ten metabolizm
po prostu nie zwariował.

Na mecie koniecznie
takim moim zwyczajowym napojem,

to jest tak na dzień
dobry litr kefiru na pewno,

żeby wypić. Żeby od
razu ten metabolizm, to trawienie działało,

bez trawienia nie ma
enzymów, bez enzymów nie ma hormonów,

bez hormonów nie ma snu,

bez snu nie ma
regeneracji, więc to jest tak banalne,

a jednak nie
wiem dlaczego wielu ludzi o to nie dba,

sądząc np., że skoro nie są głodni, to
znaczy, że nie potrzebują tego jedzenia.

A to jest pierwsza
pułapka ultra, tak naprawdę.

Tak, absolutnie, odżywianie
się i nawadnianie, to jest podstawa.

Tak, dokładnie tak.

- Dobrze, więc stajesz na starcie,
powiedzmy jeszcze naszym słuchaczom,

że jest to bieg bez wsparcia,

czyli nie ma żadnego
punktu odżywczego przez 305 km.,

natomiast..

- Nikt Ci nie może pomóc na
trasie, nikt nie może podjechać samochodem,

nie możesz się nie
wiem, u znajomych w samochodzie zdrzemnąć,

nic z tych rzeczy.

- Natomiast Ty możesz odwiedzać schroniska,

jakieś sklepy, tak?

- Tak.

- Które są na trasie?

- Niewiele ich było, ale tak.

Jak w ogóle zaplanowałaś odżywianie
i nawadnianie, opowiedz trochę o tym?

Plan był bardzo prosty, ponieważ tych
sklepów i schronisk nie ma zbyt wiele,

to plan był taki, aby w każdym
schronisku się zatrzymywać i jedzenie

uzupełnianie napojów, picia i batony
na dalszą drogę, czy czekolada, tyle.

Także plan był bardzo prosty.

- Ok. Ile ważył Twój plecak na starcie?

JA miałam malutki plecak, ponieważ
jakoś tak się trochę zgapiłam i nie miałam

większego
plecaka, musiałam zwykły 12litrowy,

taki mały biegowy
mieć, więc trzy litry, czyli 3kg napojów,

wyposażenie obowiązkowe, to mogło
nie więcej niż 2kg,

bo mam wszystko lekkie, w sumie para
akumulatorków tam była do czołówki,

myślę, że nie więcej niż 5kg.

- To niewiele.

Niewiele, nie
miałam praktycznie w ogóle jedzenia.

- No właśnie. Czyli,
co ile km mniej więcej były te sklepy,

tudzież schroniska, jak to?

- Trzy razy w ciągu dnia tak mniej więcej,

tak mniej więcej to wychodziło.

- Ok. I nie żałowałaś potem, że
nie wzięłaś więcej jedzenia trochę,

żeby się np. nie zatrzymywać, czy to
nie było..?

Nie, wiesz co, w ogóle tak nie myślałam,

bo, w czym mogłam żałować, że nie
mam swoich ulubionych przysmaków,

np. mleka w tubce, którego nie można kupić
w schroniskach,

ale nie. Szkoda mi było bardziej,

jeżeli bym miała większy plecak, to myślę,

że w pierwszej kolejności wzięłabym
jeszcze więcej, np. dodatkową kurtkę,

bo była bardzo zmienna temperatura,

a tak odżywianie się
w schroniskach, w sklepach było ok.,

to było w sam raz.

- Ok. Powiedziałaś o 3l płynów, jakie
to były płyny?

Ja sobie robię taki,
można powiedzieć coś w rodzaju izotoniku,

taką lemoniadę swoją z miodem, jak
już później oczywiście jej nie miałam,

to zastępowałam ją
wodą mineralną i butelkę tymbarku,

coś takiego na smak tam dolewałam
i nieustannie towarzyszyła mi coca cola,

to jest dla biegaczy myślę podstawa.

- A, jeśli chodzi o jedzenie,

naprawdę nic tak zupełnie ze sobą nie
miałaś, coś miałaś?

Nie, no musiałam, bo musiałam,
miałam takie dwa batony orzechowe,

bo jest taki
wymóg, w wyposażeniu obowiązkowym

musisz mieć ze sobą
jakieś minimum jedzenia.

- I na trasie, co jadłaś, zupki?

Głównie zupę, to wchodzi najlepiej,
pomidorowa, żurek, gęste, odżywcze.

- Rozgrzewa?

- Tak, to jest super.

O jejku. No dobrze,
to ruszasz w tę trasę o godzinie której?

- Szósta rano.

- Szósta rano, czyli masz przed sobą
cały dzień i najpierw biegliście razem,

czy od razu się gdzieś rozproszyliście
jako grupa, bo startowało ile osób?

- Zakwalifikowanych
było 50, ale wystartowało chyba 40?

- Ok. I jak, rozproszyliście się szybko, czy?

Nie, bo na początku, bo na początku
jest też podejście,

więc większość osób
faktycznie spokojnie marszem zaczyna,

więc dosyć długo było
tak, że można powiedzieć większą grupką,

ale już na pierwszym zbiegu, to już się
rozciąga wtedy.

- I, no dobrze, jesteś
tak jak opowiadałaś prawie,

większość
trasy sama na tej trasie, jak to wygląda?

Rozmawiasz
z panem prezesem, rozmawiasz ze sobą,

jak wyglądają te Twoje
dialogi, czy śpiewasz sobie piosenki?

- Pierwszego
dnia jeszcze nie, ale później już tak,

wiesz co, różnie, czasem
po prostu rozmawiam z królikiem Stefanem

na zasadzie "hej, zobacz
teraz królik, idziemy czerwonym szlakiem,

tu pamiętasz, tu byliśmy,
nie wiem, wtedy i wtedy

na wycieczce, np.
działo się to i to, tak pamiętam"

. Takie zwyczajne
opowieści, czasem są to takie rozważania,

powiedziałabym natury,
nie wiem filozoficznej,

etycznej, czy jakieś takie
wymyślanie rzeczy, wymyślamy też piosenki.

Wymyślamy piosenki,
znaczy może nie będę dawać przykładu.

- Ależ dawaj, absolutnie, nawet jak jest
niecenzuralna,

to chętnie Cię posłuchamy.

Oczywiście, że bardzo
dużo, też takie tam jest,

właśnie z układaniem
tekstu, koniecznie żeby było do rymu.

Później jeszcze miałam taki etap, że
układaliśmy zagadki matematyczne,

nie potrafię sobie żadnej
odtworzyć, ale wiem, że był taki cel,

żeby zrobić zagadkę matematyczną.

I też rozmawiamy ze sobą na
zasadzie takiej, że ja mu się np. skarżę,

że jest mi ciężko, a on mnie motywuje,
że mam się spiąć tutaj i trzeba biec.

Zwłaszcza przydaje
się mówienie, czy śpiewanie na głos,

jak łapie senność,
to bardzo, bo to faktycznie wystarczy

parę zdań głośniej
powiedzieć żeby tak się trochę otrzeźwić,

obudzić, to na pewno.

- Ile razy spałaś na trasie?

- Takie porządne, ja
wiem, że to super zabrzmi,

takie porządne dwie
i pół godzinne drzemki były.

- Uuu.. mega.

Takie, no bez włączenia zegarka nawet,

zaryzykowałam na maksa,
po prostu, kładę się spać, jak się obudzę,

to się obudzę.

Także po pół godziny, a poza tym, takie

nie wiem ile ich było,
ale takie króciutkie pięciominutówki,

na zasadzie, że kładzie się głowę na
stół i po chwili się..

No właśnie i to
było w schroniskach, czy w plenerze?

- Niestety pierwsza, ta dłuższa
drzemka, złapała mnie za schroniskiem

i to było o tyle, zła byłam na siebie
bardzo, bo jak byłam w schronisku właśnie,

nad ranem, chłopaki tam się na ławkach
położyli, poszli spać, ja też się ułożyłam,

ale nie mogłam zasnąć.

To mówię idę z tego
schroniska, co będę leżeć bez sensu

na tej ławce i nie uszłam nawet,

nie wiem, nawet 500metrów nie uszłam
i poczułam, że tak mi się oczy zamykają,

musiałam po prostu,
pod drzewem, pod krzakiem się skulić.

Oczywiście obudziłam się z zimna nie

- Nie położyłaś się na
niczym, w sensie na folii.

- Oczywiście nie pomyślałam, żeby folię NRC,

przecież można wyjąć, nie przyszło
mi to do głowy,

więc to było takie właśnie
bez sensu, a później,

to już raczej tak, w schroniskach.

W ciągu dnia fajnie było, bo można było
w słoneczku faktycznie się zdrzemnąć,

to było lepiej, ale w
nocy, kiepska była pogoda na drzemki.

Tak, ale to przez temperaturę, bo chyba,
a czy padał deszcz?

- Drugiej nocy padał deszcz,
znaczy powiem, aż tak deszcz nie dokuczył,

jak mgła, która temu też
towarzyszyła, co potęgowało uczucie zimna,

ale też nic nie było
widać, a na szlaku akurat,

w tamtej okolicy też były połamane drzewa.

Świeżo połamane, więc ja miałam duże
trudności, żeby tam odnaleźć szlak.

Pomimo tego, że mówię znam tą
drogę i to było takie dużo energii bardzo

zabiera, wtedy poruszanie
się po takiej ścieżce, żeby się nie zgubić.

- A, jak w ogóle
nawigacja wyglądała na tych 305km,

czy, bo znałaś szlak,
na pewno ci to pomagało, ale jednak myślę,

że zaglądałaś do mapy, albo miałaś
jakąś elektronikę, która Cię wspomagała?

- Mieliśmy wszyscy obowiązkowo,
musieliśmy posiadać traka na urządzeniu

elektronicznym, natomiast
ja z traka w zasadzie

skorzystałam tylko w dwóch fragmentach,

po pierwsze nie miałam
cały czas włączonej tej trasy na garminie,

bo nie wytrzymałaby,
delikatnie rzecz ujmując.

Trzy razy by nie
wytrzymał, a druga sprawa jest taka,

że niestety na takim urządzeniu, ten
ślad jest bardzo niedokładny,

on nie jest tak precyzyjny, jak, no nie
da się go tak wgrać do tego urządzenia,

które posiadam, więc
w kluczowych momentach niewiele pomaga.

Przede wszystkim znajomość trasy i
zaglądanie do mapy, dokładnie tak.

- Czy dużo czasu traciłaś, czasem, czy
myliłaś drogę np., musiałaś wracać?

- Nie, ani razu, oprócz ostatniego zbiegu,

3km do mety już, to mogę
powiedzieć, że dzięki swojej czujności,

faktycznie, ani razu
się nie zgubiłam, nie musiałam się wracać,

tak, ale bardzo tego pilnowałam,
bardzo chciałam uniknąć sytuacji właśnie,

że muszę się wracać, bo
wiem, że by mnie to bardzo, no zdołowało.

- No, tak.

Wiem, że często tak ludzie
robią, nawet na biegu, że się rozpędzili,

pobiegli, a w wielu miejscach było tak,
że szlak odbija w jakąś tam ścieżkę.

- Trasa nie była oznakowana, chyba, że..?

- Absolutnie nie.

- Chyba, że
biegłaś po trasie innych dystansów, tak?

- Były takie fragmenty,
pod koniec, ale to nic nam nie dawało,

bo trzeba było i tak
wiedzieć w tym momencie, kiedy..?

- Odbić na swoją część?

- Tak, tak, dokładnie.

- Łatwo się
było też zapędzić za chorągiewkami.

Właśnie tak się wystraszyłam
na Skrzycznym, na ostatnim szczycie,

bo była tam taka
kartka, but, wszystkie dystanse prosto.

Razem z tymi Tajami, kurczę, czy mnie
to dotyczy, czy mnie to nie dotyczy?

Tak się po prostu, tak wystraszyłam,
ale też mapa,

oglądam, porównuję, bo mieliśmy mapę,
gdzie z jednej strony było nasza 305,

a z drugiej strony były
te pozostałe dystanse.

Więc porównałam sobie i zorientowałam
się, że nie tam nie ma taśmami

- Nie tak.

- Dobrze, a powiedz mi, czy
jakieś większe kryzysy miałaś na trasie,

poza oczywiście
takim ogólnym zmęczeniem i chęcią snu,

czy jakieś nie wiem, nachodziły Cię
jakieś wizualizacje?

- Wizualizacje oczywiście,
ale nie nazwałabym tego kryzysem.

- Ok. to może najpierw o kryzysach.

- Wiesz, co pierwszy kryzys,
to miałam chyba już na drugim podejściu,

bo czułam, że
nie jestem wypoczęta po tym rajdzie,

parę dni wcześniej, więc czułam,
że te nogi są po prostu takie ciężkie,

że ciężko, no mówię kurczę, żeby się zaraz
nie okazało ,że będę po prostu żałować.

I wiedziałam,
że będę walczyła tak długo, aż będę,

jak będę miała tylko
szansę dotrzeć do mety,

to wiem, że
nie będę miała chęci schodzić z trasy.

Bo faktycznie
byłam bardzo taka zdeterminowana,

nastawiona, żeby to
ukończyć. ale już wtedy zrozumiałam,

że może mi być naprawdę bardzo,
bardzo ciężko i faktycznie wiele takich

momentów, kiedy tak się zaczynałam
bać o ten limit,

bo sobie nieustannie to przeliczałam
w głowie, czy dam radę, czy nie dam rady,

kiedy się właśnie zmuszałam
do biegania, naprawdę ciężko jest tak.

Zwłaszcza
jak się tak wyjdzie z tego schroniska

i nawet parę minut posiedzi i te nogi

zaczynają
być takie obolałe i sztywne, to potem,

żeby ruszyć, ale żeby
w ogóle np. zacząć biec, nie marnować,

zwłaszcza fragmentów, które są płaskie,
czy lecą w dół,

żeby tego nie marnować, to wiele kosztuje,
żeby się po prostu zmusić do tego.

Ja robiłam tak, że
odliczałam, raz, dwa trzy, jak na trzy,

zaczynałam biec, żeby
tak nie przedłużać tego,

więc dużo tego typu
kryzysów było i takich faktycznie sennych,

zmęczeniowych. Byłam
strasznie zła na siebie,

że znowu mi się chce spać,
że np. dopiero co w dzień drzemałam 5min,

znowu mi tam się oczy
zamykają, więc to były tego typu kryzysy.

Natomiast, dosyć
wcześnie przyszły widzenie rzeczy,

których nie powinnam widzieć.

Już pierwszego dnia,
już pierwszego dnia, po południu miałam,

najpierw to się tak niewinnie zaczyna,
bo po prostu widziałam budynki w miejscach,

gdzie wiem, że tych budynków
nie ma, gdzieś tam między drzewami.

Mówię, o to już ta miejscowość, nie
to nie ta miejscowość,

tylko mi się wydawało.

Później wiesz, widzisz w korzeniach,
czy gdzieś, w jakiś takich wykrotach,

widzisz ludzi, zwierzęta,
ale takie normalne jeszcze zwierzęta,

a później już łącznie z tym, że były
dinozaury,

widziałam, takie ciemnofioletowe,

takie puszyste, bardzo grzeczne takie.

Nie takie potwory, tylko takie
bardziej jak z kreskówki jakiejś, były.

W pewnym momencie spotkałam też Michała
Kołodziejczyka,

dyrektora, organizatora zawodów,
który na trasie siedział i mówi mi,

Ania, wiem, że Ty nie trenowałaś
tyle, co powinnaś, ja to po prostu wiem,

tego nie ukryjesz. Oczywiście, to też była,

to nie była prawda, jego tam nie było,
ale to jest, bawią mnie takie rzeczy,

zawsze jestem
ciekawa, czy coś takiego mi się przydarzy,

bo nie na każdym ultra coś takiego miałam.

Kiedy sobie o tym mówimy, to jest śmieszne,
natomiast najbardziej się boję takiej,

jak ja to mówię, takiej, takiego
trzeciego etapu, trzeciej fazy,

kiedy człowiek
już nie, to nie jest tylko to, że wiesz,

że widzisz coś, czego
nie powinieneś widzieć,

tylko kiedy się traci w ogóle świadomość,

gdzie się
jest, po co się jest i co się ma robić.

Mieliśmy
wśród kolegów, było kilka takich sytuacji,

ja na szczęście tym razem tego uniknęłam,

ale to już
jest taka straszna faza zwidów właśnie.

Kiedyś mnie raz uratował,
spojrzenie po prostu na numer startowy,

bo faktycznie nie wiedziałam,
gdzie jestem, to nie było teraz na Budzie

tylko wcześniej
na stumilaku, mówię o numer startowy,

acha dobrze
to tu mam iść, jestem na zawodach, tak.

- No to niezły trik, naprawdę.

- Wiesz, co
myślę, że to jest w jakiś sposób naturalne,

bo mózg broni nas
samych, przed tym, co próbujemy zrobić,

to na pewno nie jest
nic zdrowego, po prostu

i mózg w trosce o po prostu przeżycie,

zaczyna odcinać nas, naszą świadomość,
jako to, co robi po prostu nam krzywdę.

- Tak.

- Żeby zadbać o podstawowe funkcje życiowe.

- Myślę, że to jest coś takiego właśnie.

- Absolutnie, właśnie Krystian
Obło ostatnio opowiadał w podcaście,

jak na biegu 3razy śnieżka, zbyt wcześnie
zaczął finiszować i dosłownie 200m.,

zaczął finiszować 10km. przed metą,

a na 200m. przed
metą, po prostu padł nieprzytomny,

mózg mu odciął totalnie władzę nad
ciałem i rzeczywiście,

ta głowa gdzieś tam
dba o nas za bardzo czasami.

Chyba całe to
bieganie ultra jest trochę taką zabawą,

takim łamaniem tej głowy,
mówieniem głowie moje ciało może więcej,

niż tobie droga głowo się wydaje.

I to przesuwanie granic,
to zwiększanie dystansów,

to chyba też jest ćwiczenie ciągle,

jakby przesuwa się nasza
percepcja i po każdym dłuższym dystansie,

jesteśmy przekonani, że możemy pobiec
jeszcze więcej.

Czy Ty teraz tak masz np., mogłabyś
na 500 się zapisać?

- Wiesz co,
bardziej nie patrzę na sam dystans,

bardziej myślę o w ogóle jakby
trudności i dla mnie takim przeskokiem

jest, nie dodawanie kilometrów, tylko np.

właśnie te rajdy przykładowe, bo to może
być tyle samo czasu,

np. trzy dni, ale przez to,
że tam trzeba cały czas jeszcze utrzymywać

koncentrację
na mapie, trzeba się umieć znaleźć,

nie rzadko trzeba zrobić zadanie specjalne,

czasami jest
to zadanie logiczne, matematyczne,

czasami jest
to zadanie wspinaczkowe, czy jakieś inne.

To połączenie właśnie sprawności, takiej
czysto fizycznej,

po prostu przebierania nogami z zdolnością
do jeszcze jakiegoś tam myślenia,

wydaje mi się
takim tutaj, jakby kolejnym poziomem.

Samo dokładanie kilometrów mniej,
mnie tutaj jakby kręci.

- A w ogóle jak stajesz na starcie
biegu, to masz jakieś swoje założenia,

czy Ty się ścigasz np. z sobą, z
dystansem, z trasą, z innymi uczestnikami,

czy też w ogóle się
nie ścigasz i po prostu idziesz na radochę.

- Ja w ogóle w ściganiu jestem bardzo słaba,

znaczy wiesz, w tym sensie, że..

- Ultra Janosik, drugie miejsce wśród kobiet.

- Ok. Ale to
nie dlatego, że wiesz, że się ścigałam.

Powiedzmy sobie szczerze, nas dziewczyn,
jest na tyle mało, na trasie na ogół

że trudno mówić o właśnie
rywalizacji, a też mówiąc, że jestem słaba,

mam to na myśli, że ja nie
jestem w stanie zwłaszcza na długim biegu,

uzależniać swojego tempa, od tego
co robią inni,

że np. o to teraz dogonię,
albo coś takiego, nie, nie potrafię.

Nawet jak biegłam 7szczytów,
gdzie miałam właśnie postanowione,

no bardzo
chciałam wygrać, znaczy w pierwszej

kolejności
chciałam mieć czas poniżej 40godzin,

w drugiej kolejności chciałam wygrać.

- No widzisz, czyli
masz w sobie ścigacza trochę takiego.

Tak, ale jakby dopóki
dziewczyna, Asia, która długo prowadziła,

jakby nie osłabła,
to jak była przede mną to była, tyle.

Także myślę, że wyścig
się zaczął generalnie tak po 150km.

Tak i to faktycznie, o tyle później, jak
już od 150km.

- Czyli gdzieś przy pasterce, tam?

Za Strzelnicą, ja odeszłam,
wydaje mi się, że ona tam troszkę osłabła,

później nie wiedziała, ale cały czas mi
się wydawało,

albo też sama sobie
podpowiadałam, że jest tuż za mną,

w związku z czym, nawet na ostatnim już,

ponieważ nie miałam
informacji ile dokładnie jest za mną,

tak strasznie się bałam, żeby
miała mnie w ostatnim momencie wyprzedzić,

że nawet
na ostatnim fragmencie, tam te 10km.

do mety, gdzie jest takie łagodne podbiegi,

Boże ja miałam ponad 230km.

w nogach, ja podbiegałam jeszcze.

Po prostu, żeby, znaczy powiem tak,
lubię na biegu,

na końcu tak zrobić
finisz, żeby jeszcze kogoś wyprzedzić,

nawet, jeżeli to już
jestem daleko, dawno poza podium,

ale to jest to, zawsze mi sprawia
taką frajdę, żeby fajnie wbiec na metę.

Tak naprawdę w życiu, to się
ścigałam raz na takich krótkich zawodach,

to były takie
zawody z rolkami, biegiem i rowerem,

bo tam było tak, że
jedna koleżanka mi zalazła za skórę i

postanowiłam sobie ją wyprzedzić.

Wtedy osiągnęłam
tętno maksymalne, ale wtedy wygrałam,

na całych zawodach, na tych
trzech etapach, o trzy sekundy, także, to

wspominam jako ściganie.

- Właśnie najfajniejsze
są te mety, na które wpadasz lekko z górki,

wtedy właśnie
masz szansę tak mocno skończyć?

- Oczywiście, tak.

- Nie wiem, czy kiedyś biegłaś taki
bieg, piekło Czantorii, takie trzy pętle?

- Nie.

- Można pobiec jedną pętlę,
dwie, tam jest po prostu totalna masakra,

no bo nie dość, że
robisz te trzy pętle, to jest na 64km.

6000przewyższenia, czyli
właściwie, to jest mało biegowa trasa,

ale finał jest totalnie pod górę, jakby
nie dość, że te trzy pętle Cię mordują

kompletnie, to na końcu organizator
totalnie sadystycznie wstawił tzw.

ostatnią prostą, która jest
podejściem, wzdłuż kolejki pod Czantorią,

czyli ostro i stromo do góry.

- Super

- Także, już masz dosyć, a jeszcze na końcu
Cię dobijają tym podejściem i tam na metę

jest totalnie pod górkę, zero chwały,
nic po prostu, takie, wiesz rąbanie,

do końca, niesamowite, ale ten bieg
totalnie we mnie siedzi i chyba kiedyś

wrócę na niego.

- To jest w listopadzie?

- To jest w listopadzie, tak.

- Właśnie, to
jeszcze warunki dochodzą czasami.

- Oj, tak,
jeszcze przebieganie przez strumień,

przez który właściwie nie da się przejść
suchą stopą i to się robi trzy razy,

więc buty właściwie cały czas
mokre, no i mgła oczywiście na Czantorii,

śnieg bardzo często, no to jest

- Z drugiej strony wolę
zimno, jak jest zimno, niż jak jest ciepło,

łatwiej to jednak znoszę.

- Tak i dla mnie
np. teraz jak tego Buda 135 biegłem,

to np., czy tam 132,
czy 130, wszystko jedno, to, co było super,

to, że jednak potrzebujesz
znacznie mniej wody,

jak jest tak
chłodno i to nie jest bieganie latem,

kiedy po prostu, co
chwilę Ci brakuje tej wody,

albo musisz jej dźwigać, nie wiadomo ile.

- No, ja mam właśnie,
ja zużywam generalnie bardzo dużo picia,

więc bez supportu , albo
bez możliwości zatankowania, to ja odpadam,

bo to jest.. Kiedyś nawet przeliczałam
na, w zeszłym roku, na magurskim,

to jest tam 90km., takie
można powiedzieć, że łatwe, jak na ultra.

To ja zużyłam 12l., prawie
litr na godzinę mi wychodzi w tym upale,

więc to jest, ile też
można wziąć ze sobą, więc to jest ciężkie.

Ale też jak pytali,
jak na starcie, a propo tego ścigania,

to tutaj np. na
płycie miałam zupełnie inne założenie,

wprost przeciwnie, znaczy ponieważ
wiedziałam, że fajnie być przed innymi,

kto tego nie lubi. Natomiast,

właśnie w żaden sposób się szarpać,
przegrzewać,

więc plan był od początku taki, żeby iść,

robić to jak najspokojniej, byle cały czas
kontrolować,

w miarę zmieszczenie się w limicie.

Więc od początku,
to szło można powiedzieć mniej więcej,

zgodnie z planem,
biorąc pod uwagę właśnie też te przerwy,

więc w sam raz wyszło
na styk, dokładnie, tak jak chciałam,

a to ,że przy okazji
wyszło, że prawie nikt inny nie ukończył,

to już nie wiem, jak to się stało.

- Twarda jesteś
po prostu. A, jaki był limit, na tej 305?

- 76godzin, czyli trzy doby i cztery godziny.

- A Ty wpadłaś na metę?

Mniej więcej 15min.
przed limitem, przy czym to było tak,

że powiem tak, że jakbym się bardzo
postarała, byłabym trochę wcześniej,

natomiast w ogóle też nie zależało mi na
tym i to ostatnie zejście ze Skrzycznego,

czyli 4,5km.
w dół miałam ponad półtorej godziny,

na to i stwierdziłam,
że nie będę tego biegła,

bo jeszcze się
przewrócę, na kilometr przed metą,

absolutnie na
spokojnie, właśnie nikt mnie nie goni,

nikogo nie gonię, żeby,
byle faktycznie przed tym limitem być.

- Super. Bardzo się cieszę, że ci się udało.

Powiedz mi, a
co, biegając te biegi, długie dystanse,

czy też w ogóle
stawiając sobie tego typu challenge,

co jest takiego, co
Ty starasz w sobie zrozumieć,

albo co chcesz w sobie
otworzyć, albo czego chcesz doświadczyć,

robiąc te raczy, które robisz?

- Wiesz co nie mam takich założeń.

Raczej czekam
z ciekawością co będzie tym razem.

Myślę, że
na początku te pierwsze Ultra to było,

aha tak mówię jakbym nie wiadomo
ile ich miała.

Ale te pierwsze Ultra, to było
bardziej, ma w sobie coś z udowadniania.

Nie pamiętam po którym
biegu, ale jednym z takich pierwszych,

takich na prawdę cięższych tych Ultra,

chyba po Łemkowynie
w 2016 roku, taka myśl mnie ogarnęła

, że właśnie nic nie muszę,

wszystko mogę i taka wewnętrznie,
dla mnie myśl,

taka prosto z serca, to było takie
bardzo uspokajające i wtedy faktycznie

poczułam, że
po prostu faza udowadniania komukolwiek,

czegokolwiek już mnie
nie dotyczy. Myślę, że...

- I co weszło w zamian?

- Później też
miałam dużo takich, miałam takie starty

gdzie bardzo dużo ze mnie,
jakby to powiedzieć, tak oczyszczałam się.

To nie było jakoś celowe czy zaplanowane,
tylko faktycznie wyłaziło ze mnie

dużo takiej frustracji,
ja strasznie dużo płakałam po drodze,

jakiś wspomnień, takich różnych
trudnych sytuacji, czasem zupełnie...

Nawet nie wiesz dlaczego to do ciebie
przychodzi akurat to,

akurat teraz, ale faktycznie tak
miałam, że bardzo dużo tak wypłakiwałam,

oczyszczałam się, ryczałam na punktach,

Boże po prostu. Generalnie po
prostu jakby mi ktoś tam zmuszał,

żebym po prostu startowała.

Ale ta faza też
minęła, teraz mam w sobie przede wszystkim,

było też to
tak jak teraz biegłam te 7 szczytów,

gdzie mi zależało przede
wszystkim na wyniku,

to był taki bieg, gdzie byłam bardzo
mocno jednak skoncentrowana na konkretach,

gdzie bardzo
mało było myślenia, można powiedzieć.

A później, jak to już zrobiłam ten wynik,

który właśnie
sobie wymarzyłam na tych 7 szczytach,

to dominuje od
tamtego czasu taka ciekawość właśnie.

Co będzie, co teraz, na pewno
jest dużo więcej radości z doświadczania

też tej przyrody, która
jest, bo jednak więcej

było wcześniej tego spieszenia się.

Dużo, każdy start mi daje takie
doświadczenie,

że lepiej już potrafię wyczuć
właśnie ile tego czasu potrzebuje,

jakim tempem się
poruszam, ile będę musiała odpoczywać,

ile czasu tak
na prawdę to odpoczywanie zajmuje,

bo często nie zdajemy
sobie z tego sprawy, że aż tak dużo.

Więc to mi też pozwala, właśnie ja wiem, że
mogę się właśnie zatrzymać w środku nocy,

wyłączyć czołówkę,
popatrzeć w gwiazdy, posłuchać rykowiska.

Niesamowite teraz było,
po prostu to, jakie dźwięki jelenie wydają,

nie słyszałeś?

- Nie. Ja byłem tak skupiony na biegu.

- Momentami, w sumie
w tej części Beskidzie Śląskim mniej,

ale tam w Żywieckim, niesamowite,
czasem tak z bliska, a jednak odgłosy

jeleni są one potężne.

Z resztą ludzie, którzy pierwszy raz słyszą
często mylą,

im się wydaje, że niedźwiedzie ryczą.

Żadne niedźwiedzie, tylko jelenie mają
rykowisko i one nie są w ogóle groźne,

bo one się tam do siebie zalecają.

Posłuchać tego i nagle się
orientujesz, że one się ze sobą komunikują,

że sobie odpowiadają, to nie jest po
prostu takie ryczenie.

To są niesamowite momenty i kiedy
widzisz też oczy,

takie w lesie błyszczące
wiesz, że po prostu las cię obserwuje.

Jak biegniesz i się
spieszysz to mnóstwa z tego, nie wiem,

trzech czwartych, mnóstwa,
dużej części z tego nie zauważasz w ogóle.

Na takim Ultra, gdzie prędkość średnia
wychodzi nam tam niewiele ponad 4 km/h,

nagle zaczynasz to rejestrować, dużo więcej
tego rejestrujesz i to jest fantastyczne,

to jak się
zmienia temperatura, jak wieje wiatr.

Mnóstwo detali, dla mnie
to jest fascynujące i bardzo się cieszę,

że właśnie na takim Ultra, jest na to czas.

Nie potrafiłabym tak
biegać, nawet jakiś tam setki,

gdzie faktycznie trzeba się tylko spieszyć,

gdzie liczy się tylko
wynik, nie potrafiłabym w ten sposób.

- Nawet dla przyjemności? W sensie samego
ścigania się?

- Właśnie nie. Nie
czuje tego i nawet kiedyś powiedziałam,

że trochę mi żal
ludzi, którzy powiedzmy sobie szczerze,

nie są żadnymi sportowcami
zawodowymi, a właśnie po takim Ultra,

potrafią po prostu całą
relację sprowadzić do

"wynik taki
i taki, było mi ciężko, zjadłem trzy żele"

mówię super,
masz przeżycia, super wspomnienia.

Dla mnie to jest dużo, dużo
więcej i to jest najfajniejsze właśnie.

- Ten kontakt z naturą? Prawda?

Kontakt z naturą, z samym
sobą i też jak się da z innymi ludźmi,

bo jeżeli się spotyka...

- Jak się da, jak nie uciekają.

- Jak nie uciekają, albo jak jeszcze są
na trasie to...

tak bo jednak ci ludzie, którzy
spotykają się w takiej sytuacji trudnej,

w jakiś sposób stają się dla siebie
przyjaciółmi, wiele fajnych znajomości,

naprawdę super ludzi poznałam.

Spotkać kogoś na trasie, zagadać dwa słowa,

też ci ludzie na punktach to jest super,
to jest bardzo fajne.

- A rozmawiałaś
dużo z turystami na przykład na trasie?

Pytali cię?

Niewiele. Wiesz co, myśmy
nie mieli numerów startowych i to była,

my się śmialiśmy,
bariera komunikacyjna trochę.

Bo tak to,
faktycznie jak się ma numer to zagadują,

nawet sami, a tutaj mniej
ale jak się tylko ktoś orientował właśnie,

że jesteśmy na
biegu, to bardzo chętnie dopytywali.

Oczywiście pierwsze pytanie "ale śpicie
po drodze?".

Natomiast właśnie
bez numerów, turyści aż tak nie reagują.

Bardziej się zdziwiłam jak byłam,
pamiętam, z resztą w ogóle jak biegniemy

z numerami startowymi, to
też różnie bywa, niektórzy zwracają uwagę,

niektórzy nie, właśnie na Janosiku,
jak w tej części Słowackiej biegaliśmy,

tam na prawdę wszyscy
turyści nam kibicowali,

widząc nasze numery startowe.

- To miłe.

Tak, nawet się zdziwiłam, skąd oni wszyscy
znają moje imię,

dopiero później się zorientowałam,

że
na numerze startowym takimi dużymi literami

jest napisane.

- No to fajnie.

- To jest super. Mijaliśmy się
też z naprzeciwka z zawodnikami z Buda 130,

właśnie gdzieś tam,
w paśmie Czar równicy...nie równicy,

właśnie Czantorii...Boże Stożka i jak
oni właśnie się,

ja ich tam też wołam powodzenia coś
tam, a oni o 305 wow i tak nawzajem,

żeśmy sobie kibicowali.

- To super.

- To też fajne.

- Powiedz mi, czy wiesz
może jaka cecha Twojego charakteru,

która się narodziła,
albo którą wypracowałaś przez...

w swoim życiu
pozwala ci na pokonywanie tych wyzwań?

Do czego tak
się odwołujesz często jak biegniesz?

Coś takiego.

Myślę, że korzystam na pewno
z tego, że jestem taką perfekcjonistką.

To jest taka cecha,
która często ma więcej wad niż zalet,

ale myślę, że
w takim Ultra czy na takich rajdach,

gdzie szczegóły potrafią wyeliminować,

to moja troska o te
szczegóły taka naprawdę do zarzygania,

to mi tutaj pomaga, to na pewno.

I wytrwałość, przy
czym wytrwałość nie taka niecierpliwość,

bo ja nie uważam siebie
za osobę cierpliwą, ale wytrwałość taką

nieustępliwość, bardziej coś takiego.

- Realizowanie celu
do końca tak? Coś takiego?

- Tak i myślę, że to jest bardzo
bliskie w ogóle temu perfekcjonizmowi,

ja po prostu nie potrafię
robić różnych rzeczy na pół gwizdka,

po prostu robię na maksa.

- Tak jak potrafisz najlepiej.

Tak, po prostu to jest
ze sobą połączone i to jest

coś co myślę
decyduje o takich predyspozycjach.

A jak myślisz kiedy
to się narodziło w Tobie?

Głupio to zabrzmi
ale myślę, że taka jestem, po prostu.

- Od zawsze tak było?

- Tak, myślę, że tak.

- Czyli poniekąd gdzieś
z domu to wyniosłaś tak?

- W genach, tak.

W genach. Rodzice podobnie?

Myślę, że tak, też bratem czasami w
rajdach startujemy,

to tutaj się to
zdecydowanie ujawnia, to podobieństwo.

Ale wiesz co, myślę sobie tak,

że to jest taka cecha, którą
wydaje mi się można w sobie wypracować.

Tak jak wcześniej rozmawialiśmy ja
tak, prowadząc na przykład szkolenia,

czy jakieś służbowe
zajęcia, często się do tego odwołuję.

Wiesz co, można to
porównać do zarządzania projektami.

Myślę, że można się tego nauczyć.

- Absolutnie. Jest dla
Ciebie jakąś wartością przebywanie

dłużej w takim stanie
dyskomfortu jaki jest na takim biegu?

Generalnie, dyskomfort
jest dla Ciebie czymś wartościowym?

Bo żyjemy w świecie. który
właściwie wszystko nam podaje na talerzu.

Dla mnie
osobiście bieganie jest właśnie ważne,

bo to są antypody
naszego współczesnego życia

jeśli chodzi właśnie o komfort, właśnie
między innymi.

Jak ty to postrzegasz?

- Sam w sobie tak wprost,
to w pierwszym moim odruchu mam ochotę

zaprzeczyć, ale coś co mi to na pewno daje,

właśnie to dłuższe przebywanie takie
w dyskomforcie, w takich warunkach,

blisko gdzieś też natury.

Co zauważyłam, co się bardzo fajnie
przekłada na takie życie codzienne,

to bardzo mnie to, jak to powiedzieć,
nie tyle uspokaja co dystansuje,

tonuje, właśnie tak wartościuje,

pomaga przywracać takie zdrowe
myślenie o tym, co jest faktycznie ważne,

czego człowiek potrzebuje.

Właśnie, że wtedy sobie myślisz,

kurczę nie potrzebujesz
tego miliona pierdół,

które ci po prostu wciskają
wszędzie dookoła.

Potrzebujesz po prostu napić się ciepłej
herbaty i to ma prawdziwą wartość.

I nagle się okazuje, że nie jest
wartością zrobienie po nocach kolejnego

raportu, tylko wartością będzie napicie
się tej herbaty w miłym towarzystwie.

I przebywanie właśnie w tym
takim dyskomforcie przywraca myśl, takie

właściwe wagi, tym rzeczą
które są ważne i tym bardziej ujawnia

takie te codzienne
absurdy, które nas na co dzień dotykają.

Na przykład
przezabawną dla mnie sytuacją kiedy

później idzie się do sklepu,
takiego supermarketu, na zakupy i obserwuje

ludzi, którzy, widzisz znowu obserwacja,
którzy się wiesz kłócą przy zakupach.

I to jest jakaś abstrakcja,
a myślę, że człowiek ma jakąś tam łatwość

dużą wpadania w to,

poddawania się
temu co właśnie wiesz, bo tu reklamy,

coś tam, praca, lelele, korki,
stresy, a to pomaga właśnie tak tonować,

dystansować, układać,
bardzo fajnie w głowie.

Też mam takie
wrażenie, że wiele rzeczy po takim biegu,

chociaż nawet wydaje
mi się, że o nich nie myślę,

związanych z tym
co chcę robić w życiu, jak tam w pracy,

pewne rzeczy poukładać,
właśnie podczas biegu się gdzieś tam fajnie

układają. Coś, co mi się szalenie podoba,

to właśnie po takim biegu napicie się,

właśnie tej
gorącej herbaty, pójście pod prysznic,

gdzie jest ciepła
woda, takie wiesz coś tak prostego,

tak banalnego, po prostu
postać sobie pod tym ciepłym prysznicem,

to jest takie super.

I na zasadzie tego
kontrastu docenienie później tych prostych

takich rzeczy
właśnie, że wiesz, że masz suchą bluzkę

to jest wow.

Wiesz, jak może cię
ucieszyć to, że masz suchą bluzkę.

A to jest takie cudowne.

- Jeszcze do tego łapiesz
właśnie ten dystans do całego świata,

który cię otacza
i potem zupełnie inaczej podchodzisz do

codziennych stresów,
które są coraz mniejsze.

- Tak, zdecydowanie.
Natomiast też mam dużą tendencję myślę,

że, a propos tego
perfekcjonizmu, dbałości o szczegóły,

żeby jednak sobie
na trasie na ile to możliwe,

tego dyskomfortu
w danych warunkach zaoszczędzać,

ale to też jedno drugiemu nie zaprzecza.

Czyli nie mam
takiej tendencji, bo znam takie osoby,

które się wiesz, a nie
ważne w co się ubiorę i tak będzie źle,

pchają się w
ten dyskomfort i uważam, że ile można?

Wiesz, patrzę na pogodę,
planuję jak się ubierać,

jak najlepiej jakieś tam rzeczy, że wtedy
kiedy się da,

żeby sobie tego dyskomfortu jednak
zaoszczędzić.

To myślę, że tutaj mówisz bardziej o
porządnym przygotowaniu do zadania,

czyli ubrać się,
sprawdzić trasę, sprawdzić pogodę.

To jest naturalne, jakby
profesjonalne podejście do tego co robisz.

Natomiast
ten stan dyskomfortu i tak Cię czeka.

- Tak, ale można go sobie
tym przygotowaniem, albo nie przygotowaniem

podkręcać, albo minimalizować.

- Można, ale to
już jest troszkę szaleństwo takie nie?

- Wiesz przypomniało
mi się właśnie, znam parę osób dla których,

to nie ma większego
znaczenia i czasami tez miałam wrażenie,

że po prostu niektórym
zależy na tym, żeby się zniszczyć tylko.

- Okej.

Chyba niektórzy
właśnie to lubią samo w sobie, ten ból.

- Góry są dla każdego, można
się niszczyć w taki sposób w jaki ktoś...

- Dobrze, że siebie.

Dobrze, że siebie.
Co byś poradziła biegaczom, biegaczkom?

Nie wiem, czy Ty rozdzielasz płciowo.

Czy czujesz się
bardziej zjednoczona z dziewczynami,

czy z chłopakami,
ale co byś poradziła młodym biegaczom,

którzy myślą o tym żeby wejść, zacząć
swoją przygodę z bieganiem w górach?

Nie czekajcie z tym co was powstrzymuje.

Żeby osiągać sukcesy w takim bieganiu,

jakkolwiek sobie ten sukces nie
zdefiniujemy, bo to nie musi być wygrana

oczywiście, żeby osiągać
sukcesy w takim bieganiu po górach,

to potrzebne jest dużo doświadczenia,

zebrać to doświadczenie
właśnie o tych wszystkich szczegółach,

o których rozmawialiśmy, jak zacząć,
jak biec, co zabrać,

co jeść, jak ustalać
to tempo, kiedy zacząć finish i tak dalej.

Jak obliczać w ogóle
przeliczać czas dotarcia też na metę,

czy się zmieszczę w limicie, czy nie.

Więc trzeba po prostu
zbierać to doświadczenie, próbować.

Też uważam, że nie
jest słuszna taka ogólna tendencja,

że właśnie się wydaje
okej, pobiegłem półmaraton, biegnę maraton,

pobiegłem maraton to 50, jak 50 to 70,

a potem to już 100,
a potem jest 130 i nie dla wszystkich

to jest dobre, więc
przede wszystkim trzeba szukać tego,

co nam najbardziej w tym odpowiada.

Niektórzy się będą
czuli bardziej na płaskich,

niektórzy właśnie trudne
takie góry, gdzie jest więcej chodzenia.

Dłuższe dystanse, krótsze dystanse.

No tak, ale nie
poradziłabyś raczej początkującej osobie,

żeby zaczęła od 100 prawda w górach?

Nie, żeby zaczęła od 100 nie.

Natomiast, jeżeli już
właśnie ktoś na przykład,

nie wiem,
biegł już taki bieg, nie wiem, 70-80 km,

a myśli o tej 240, to
tak jak Ci opowiadałam,

to co ja zrobiłam, żeby na
spokojnie, zupełnie gdzieś tam wycieczkowo,

czy nawet jak tego Buta tutaj, ludzie
się zapisali i część z nich wiedziała,

że tego nie ukończy, ale
cieszyli się, że nie ma limitów pośrednich,

dzięki czemu mogli się
tak naprawdę sprawdzić, ile swoim tempem

są w stanie, jak,
ile godzin, jak daleko dotrzeć i myślę,

że fajnie jest
po prostu próbować, eksperymentować,

bawić się tym, testować.

I też się okaże
wtedy kiedy, gdzie są nasze granice,

bo może dla kogoś dwa
takie większe starty w górach w miesiącu,

to już jest
przesada i to wcale nie jest czymś złym,

po prostu
jedni się tak regenerują, inni inaczej.

Fajnie jest o tym wiedzieć. Fajnie jest
właśnie znać siebie,

poznawać siebie, poznawać siebie i
szukać tych granic i tego,

co nas najbardziej
kręci. Mi się też na przykład spodobało

właśnie bieganie w
nocy, od kiedy odkryłam, że

można mieć fajną bardzo czołówkę i
że coś widać.

Jaką masz czołówkę? Bo ja z tym walczę
trochę teraz.

Wiesz co, polecam, od
razu mówię nie jestem żadnym sponsorowanym.

- Sponsorowana, spoko, możesz walić.

- Natomiast, bardzo
sobie cenię czołówki Fenix, latarki Fenix,

mam od nich w sumie już cztery latarki.

I teraz miałam słuchaj, czekaj to było hp30

na dwa akumulatory
zewnętrzne i wyobraź sobie,

że te dwa akumulatory,
ja je zmieniałam dopiero po dwóch nocach.

- Mistrz.

- A świeciła, jeszcze
mi się nie zużyły do końca, dwie nocki,

to jeszcze masz
12 godzinne nocki, takie dłuższe już,

świeciły, nie oszczędzałam
tego świecenia, naprawdę mocno świecą,

tam jest po kilkaset
lumenów i to takich naprawdę super,

to jest ekstra, nie są tanie,
ale mają...i są bardzo odporne w mrozie,

nie w mrozie, jakieś tak na mokro. Super.

Nie są też jakoś super lekkie.

Bo te akumulatorki prawda, muszą ważyć.

A masz je
z tyłu głowy przyczepione? Czy gdzieś?

Nie, wiesz co, one
są na takim dłuższym kablu i mam tutaj

akurat przy plecaku taką kieszonkę

i się idealnie
ten zasobnik właśnie chowa, to jest super.

Także z tego Fenixa są naprawdę ekstra.

No i właśnie te akumulatorki,
bo jak jednak ktoś regularnie biega,

to ja sobie nie wyobrażam
na bateryjki, przecież na te bateryjki,

to można by raz, że majątek,

a dwa że nie wiem
ile trzeba by tych bateryjek wziąć ze sobą.

- No właśnie. A
powiedz mi, co na przyszłość planujesz?

Te rajdy przygodowe właśnie, czy?

Wszyscy się mnie o to pytają.

- No tak kochana, jesteś gwiazdą teraz.

Trochę się dziwnie z tym czuję,

że aż na tylu ludziach
robi to jakby wrażenie.

- Ludzie szukają inspiracji,
więc jesteś w bardzo dobrym tutaj...

w dobrym miejscu.

- No i cieszę się z tego,
bo ja też lubię opowiadać, nakręcać,

namawiać do startu, bo nie ma na co czekać.

Nie ma co odkładać tych rzeczy, a bo
jak będę gotowy,

kurcze nie jesteś zawodowym sportowcem,
żeby zrobić nie wiadomo jakie cuda,

po prostu baw się tym, kiedy się da.

Co dalej? No teraz przede
wszystkim mam bardzo silne postanowienie,

że w październiku odpoczywam.

Wszystkim o tym mówię, bo
jakbyście zauważyli mnie gdzieś na starcie,

to macie mi przypomnieć, że miałam
nie startować.

Teraz wprawdzie w
sobotę jadę od razu na rajd,

ale to był taki tylko
na rowerze i taki mały, to się nie liczy.

To się w ogóle nie liczy.

- A na Łemkowynie
wytrzymasz jako pomoc? Czy wystartujesz?

- Tak było zaplanowane, że będę w tym
roku wolontariuszem na Łemkowynie,

będę sprawdzać wyposażenie
obowiązkowe między innymi, więc uważajcie.

Oj, perfekcjonistka to uważajcie.

- Dokładnie. Także właśnie rozmawiałam
z Krzyśkiem Gajdzińskim i on mówi,

a to ja jestem spokojny po
prostu, że będzie bardziej restrykcyjnie,

niż ja bym osobiście to robił.

Także będzie sprawdzanie
obowiązkowe, pojawię się również gdzieś w

dalszej części trasy, albo na mecie,
żeby właśnie tam,

właśnie wolałam też być
na punkcie gdzieś w dalszej części trasy,

niż na początku, bo
na początku to nie ma co ludzi motywować.

A później, jak są już tacy nieprzytomni,

właśnie zobaczyć
to z drugiej strony też, to jest super.

Ja miałam
mnóstwo szczęścia w swoich biegach,

że miałam pomoc czy mojej ekipy Supportu,

czy osób przypadkowo
spotkanych, czy wolontariuszy na punkcie,

bardzo dużo dobrego
dostałam będąc uczestnikiem biegu,

więc mam takie poczucie,
jakby powinność spłacenia, oddania tego,

żeby też pomóc właśnie
innym, którzy zwłaszcza mają te kryzysy.

Na Łemkowynie nawet mi się już ze
dwa razy udało tam komuś po drodze

pomóc znajomym, więc myślę, że
teraz też w roli wolontariusza się bardzo

fajnie sprawdzę.

Nie to żebym życzyła ludziom kryzysów, ale
jakby co, ja tam będę żeby właśnie pomagać.

- Podtrzymać na duchu.

- Tak. Parę razy też zamykałam bieg i wtedy
idąc na przykład za ostatnimi ludźmi to,

powiem Ci jest co robić.

- Tak? Dlaczego? Opowiedz.

Wiesz co, jak się właśnie za takimi idzie,

za tymi co są na samym końcu i nie
daj Boże są to ludzie,

którzy właśnie
słabną, którzy na przykład nie kojarzą,

że są słabi
dlatego, że nie zjedli, którzy wiedzą,

że już na przykład nie dotrą na limit,

a trzeba jakoś motywować, żeby jakoś
dotarli tam jednak na własnych nogach.

To zdarzało mi się,
że ludzie są tacy już nieprzyjemni nawet.

Ostatnio to później jedna dziewczyna,

która tam taka była troszeczkę niemiła,

to wyobraź sobie, że później
znalazła mnie i przyniosła mi po zawodach

czekoladki z przeprosinami i ona: tak
dziękuję Aniu, ja to przepraszam, że

byłam taka niemiła, coś tam.

Takie też to było urocze.

Myślę, że uczestniczenie w biegu z tej
drugiej strony

jest też ekstra i też
mam taką właśnie potrzebę, z resztą uważam,

że każdy kto jest uczestnikiem takiego
Ultra,

przynajmniej raz na jakiś
czas, też powinien być wolontariuszem,

bo skoro dostajemy tyle dobrego, to
stańmy też właśnie z drugiej strony.

Także Łemkowyna jako wolontariat,
trochę odpoczynku i będę powoli

myśleć o następnym sezonie.

Tak jak poprzednie sezony, wyznaczam
sobie taki jeden bądź dwa główne cele.

Na pewno
bardzo, mocniej mnie pociągają te rajdy

na orientację, to są
też o tyle fajne zawody,

że tam nie ma zapisywania się na 10
miesięcy do przodu.

Także myślę, że tutaj powalczę.

- Czy bardziej spontanicznie można?

- Tak. Tam się można na parę dni...

- Z dnia na dzień?

- Tak.To jest zupełnie inaczej, zupełnie
inne ilości ludzi startują,

więc na pewno to, na pewno ta orientacja.

Z resztą też namawiam do spróbowania,
bo zabawa z mapą jest naprawdę fajna.

- O ja raz biegłem bieg
na orientację. Nie. Nie.

To było, potem się okazało,
że to w ogóle było moje pierwsze Ultra,

bo to było 60 km Mazurskie Tropy pierwsza

edycja i z 10 punktów zgarnąłem 6.
Nie. Nie, dziękuję.

- Wiesz co. różnie też jest, różny jest
poziom trudności,

różna jest skala mapy,
więc też nie wkładałabym do jednego worka.

Jest też, można też sobie się pobawić,

nie startując w zawodach, jest
coś takiego jak Zielony Punkt Kontrolny.

To jest współogranizowane z lasami,

w różnych lasach w Polsce, praktycznie na
terenie całej Polski są takie stałe punkty,

drukujesz sobie
mapę i szukasz tych punktów w lesie.

One są tam jakby na stałe oznaczone.

Więc tutaj można tak też potrenować.

Ja jestem
zafascynowana, także namawiam bardzo.

Więc to na pewno tak, te starty
na orientację, myślę w przyszłym roku.

Cały czas gdzieś od bardzo, bardzo
dawna gdzieś po głowie to GSB chodzi.

- To musi być fajne.

- Nie wiem czy...

- Z Supportem, czy bez?

Wiesz co, myślę, że
jednak z Supportem, bardziej w tej formule,

przynajmniej na ten moment tak myślę.

Bo to też właśnie chodzi o to, co się je.

Ja z moimi różnymi tam nietolerancjami
pokarmowymi,

to jednak przetrwanie
na schroniskach, to jest dosyć duże ryzyko.

Więc bardziej
taka formuła jak Rafał Bielawa, jak robił.

Nie wiem, gdzieś to tam siedzi w głowie,
nawet jak też jeszcze nie biegałam,

jeździłam kiedyś na rowerze
więcej, to też myślałam o tym na rowerze.

- To jest fajny challenge wydaje mi się.
Dobrze. Super.

- Zobaczymy.

- Fajnie. Aniu dziękuję Ci strasznie za
tą opowieść.

- To ja dziękuję.

- I życzę Ci sukcesów
w przyszłym roku i ciekawych planów.

Bardzo miło było się z Tobą spotkać
i Cię poznać.

- Mam nadzieję,
że jeszcze będę miała dużo do opowiadania.

- O, na pewno. Dzięki serdeczne,
trzymaj się, do zobaczenia na szlaku.

- Na szlaku.

Taka jest właśnie Ania,
wrażliwa, ale twarda.

Potrafi zamknąć się w sobie na
70 godzin napierając po górach,

po czym pięknie o tym opowiadać.

Siedząc w autobusie
do Warszawy otrzymałem od Ani wiadomość,

napisała mi o czymś,
o czym nie miała odwagi mówić do mikrofonu,

chyba się szykuje druga część.

Czasami szkoda, że wszystko
jest w głowie i tam zostaje.

Buźka.


bottom of page