top of page

TRANSKRYPCJA
#52 ROBERT KORAB

          Jesteś tu i teraz praktycznie nie, jesteś na szlaku tak jak takie zwierzę, które musi przetrwać i które musi tam dobiec i zrobić wszystko po drodze, żeby ten cel osiągnąć prawda. No i to jest takie właśnie, też dużo się uczysz. Poznajesz też siebie. Może to zabrzmi zbyt mocno, ale każdego dnia walczysz o życie, bo musisz dobiec do celu, żeby w ciepłych warunkach się przespać. Bo nie jesteś w stanie tego zrobić na szlaku, nie. Bardzo często po ciężkim etapie przybiegasz do schroniska, a tam się tobą nikt nie interesuje. Kuchnia zamknięta sorry Winnetou, my pracujemy i musisz sobie radzić. Nikomu nie powiesz bajki, że jesteś na 300 kilometrze GSB i prosiłbym o łagodne traktowanie. Każdy ma to gdzieś, nie? Nie ma w tym nic złego, bo każdy ma swoje życie, nie? Dla nich nie robisz nic specjalnego. To dla ciebie jest coś ważne. W pewien sposób też takie bieganie, wysiłek jak to życie tak naprawdę wygląda i co w tym życiu jest właśnie ważne. Jakie są priorytety.

Robert Korab Black Hat Ultra - fot Karol

fot. Karolina Krawczyk

BLACK HAT ULTRA:

To był Robert Korab. Ja się nazywam Kamil Dąbkowski i witam was w podcaście BLACK HAT ULTRA.

Kilka tygodni temu patrząc na listę odwoływanych zawodów pomyślałem o tym, że na pewno wielu z biegaczy i biegaczek będzie chciało ruszyć w dalekie samotne biegi po wyznaczonych przez siebie trasach. Zadanie niby proste. Zarezerwować kwatery spakować plecak i po prostu ruszyć przed siebie. Góry potrafią jednak zaskoczyć. Dlatego postanowiłem spotkać się z Robertem Korabem rekordzistą 500 kilometrowego Głównego Szlaku Beskidzkiego w wersji bez supportu. Robert biega już od 18 lat i nazbierał mnóstwo doświadczeń, którymi teraz chętnie się z nami dzieli. Rozmawiamy o ważnych dla Roberta biegach ale skupiamy się głównie na GSB i o tym jak przygotować się do tej trasy zarówno sprzętowo jak i mentalnie. Jak zaplanować takie wyzwanie. Czego się spodziewać i na co uważać. Rozmowa z tak doświadczonym ultrasem to zawsze dawka porządnej wiedzy i inspiracji. A jeśli tym ultrasem jest do tego Robert Korab to jest do tego miło i mądrze.

 

Na końcu odcinka jest szansa na zgarnięcia kuponu na 100 złotych pewnej zacnej firmy odzieżowej więc dotrwajcie do końca. Zapraszam.

Cześć Robert. Witam cię serdecznie.

ROBERT KORAB:
Cześć Kamil, hej.

 

BLACK HAT ULTRA: Miło cię odwiedzić w Rzeszowie. Masz bardzo piękne tereny, stadiony, dużo obiektów sportowych. Jak ty się tu biega? 

 

ROBERT KORAB:

Miejscówka jest fajna. Wychodzę z domu, przechodzę przez ulicę i mam bulwary, na których bardzo często biegam. Kilka dobrych metrów fajnych ścieżek. Przy okazji taki rezerwat Misia Góra też można tam fajnie pobiegać. Fajna przyroda, także warunki do uprawiania biegania mam dosyć fajne.

 

BLACK HAT ULTRA:
Od zawsze mieszkasz w Rzeszowie?

 

ROBERT KORAB:

Tak, tak jestem rodowitym rzeszowianinem. Także cała moja historia jest związana właśnie z tym miastem, także cały czas.

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie biegasz już od osiemnastu lat. To jest kawałek czasu, nie? 

ROBERT KORAB:

Zleciało. W 2002 roku dokładnie przebiegłem swój pierwszy maraton bo po półrocznym okresie przygotowań. Zaczęło się tak w dosyć dziwny sposób bo zacząłem mieć problemy z nadciśnieniem, sporą nadwagę miałem 100 kg ważyłem. Bolała mnie głowa przez dwa tygodnie. Postanowiłem, że pójdę do lekarza zapytać się co jest nie tak. Miałem wtedy 3 dwa lata. Lekarz stwierdził, że mam wysokie nadciśnienie i zalecił mi stosowanie tabletek na  obniżenie tego ciśnienia. Stwierdziłem, że trochę za wcześnie żeby w wieku trzydziestu dwóch lat już do końca życia brać tabletki. Stwierdziłem, że może spróbuję zacząć się ruszać trochę, zrzucę masę i będzie lepiej.

 

BLACK HAT ULTRA:
Lekarz ci zasugerował ruch czy ty sam? 

ROBERT KORAB:

Sam jakoś do tego doszedłem i po trzech miesiącach,  w kwietniu to był kwiecień pamiętam. I po dwóch tygodniach zacząłem się czuć lepiej. Przestała mnie boleć głowa. Stwierdziłem  żeby wytrwać w tym co robię muszę sobie postawić cel to kwiecień. I postanowiłem, że pobiegnę na jesień maraton. Czyli pół roku sobie dałem, że się przygotuję do maratonu w Poznaniu. Po trzech miesiącach zrzuciłem się 12 kilo i już całkowicie ustabilizowało mi się ciśnienie. Zacząłem się czuć o wiele lepiej. No i na jesieni udało się w debiucie. To w ogóle pierwszy bieg. W żadnym innym biegu nie startowałem, ani w 5, a nie w dyszce, ani w półmaratonie. Tylko od razu maraton. Gdzieś tam w internecie jeszcze nie było tych stron takich o bieganiu dużo. Ale gdzieś tam wyszperałem jakieś fajne informacje. Kupiłem sobie bodajże książkę Jurka Starzyńskiego tak kultową. Chyba jedna pozycja biegowa w tamtych czasach. W oparciu o tę książkę przygotowałem się do tego pierwszego swojego maratonu.

 

BLACK HAT ULTRA:
Dlaczego taki duży dystans na początek? 

 

ROBERT KORAB:

Jak już sobie stawiać cele to jakieś  konkretne, nie. Wtedy jest większa motywacja do tego, że się po prostu człowiek będzie trzymał w jakimś tam reżimie treningowym i zdałaem egzamin.

 

BLACK HAT ULTRA:
Fajnie. I powiedz długo biegałeś po asfalcie? 

 

ROBERT KORAB:

Do 2008 roku biegałem przede wszystkim asfalt. Miałem też przerwę dwuletnią, wtedy budowałem dom i inne sprawy miałem na głowie. Miałem taką lekką przerwę ale później wróciłem i ponownie biegałem asfalt. Pierwszym moim takim biegiem w terenie, takim dłuższym można powiedzieć, to był Bieg Rzeźnika. Biegamy w parze, to 2008 albo 2009 rok już nie pamiętam dokładnie. Bo wtedy pamiętam 70 par startowało w tym biegu. To był niszowy, 700 par jak duży bieg z tego wyrósł. To była kameralna impreza jeszcze z Bazą Zawodów w Woli Michowej, była baza zawodów. Wszyscy się znali praktycznie, kameralna, fajna impreza. 

 

BLACK HAT ULTRA:
A tutaj tego Biegu Rzeźnika trenowałeś na tych okolicznych, rzeszowskich górkach czy gdzieś wyjeżdżałeś dalej?

ROBERT KORAB:

Tak, wtedy trenowałem tutaj, Rzeszów z jednej strony jest płaski z drugiej strony zaczyna się już Pogórze Dynowskie, Pogórze Rzeszowskie i jest sporo takich górek aczkolwiek wtedy trenowałem bardziej po asfaltach czy biegałem długi biegania takie 30 czy 35 minutowe ale w takim terenie pagórkowatym ale asfaltowym. Bo tak naprawdę wtedy biegałem bardzo amatorsko bardziej się bawiłem tym bieganiem wówczas niż trenowałem że tak powiem. Tak naprawdę zacząłem trenować, tak bardziej świadomie biegać od 2012 roku. Tak zacząłem trenować. Wcześniej to było takie bardziej spontaniczne. Trzy cztery razy w tygodniu ale bez jakiegoś takiego regularnego treningu przemyślanego, takiej zabawy.

 

BLACK HAT ULTRA:

I po tym co, zacząłeś biegać częściej i z jakimś bardziej konkretnym planem bo mówiłeś, że wiesz ze Skarżyńskiego przebiegłeś maraton. To już byłeś świadomy treningu biegowego. 

 

ROBERT KORAB:

Tak, jakiegoś tam kręgosłupa się trzymałem prawda. Ale ale były to bynajmniej takie dystanse do maratonu. Prawda? Ten Bieg Rzeźnika był taki takim wyjątkiem. Takim przełomem było u mnie to, że razem z kolegą z Krakowa Adamem Geberem postanowiliśmy, że pojedziemy tego TDSa w 2011 roku.  Tego TDSa udało mi się dosyć w fajnym czasie ukończyć. Następny rok postanowiliśmy, że jedziemy na Nabareda. No i właśnie do tego Nabareda przygotowywałem się bardzo intensywnie ponieważ ten bieg na takim sporym wyzwaniem. Wiedziałem, że muszę się dobrze przygotować. I w toku przygotowań do tego biegu, które miało się odbyć pod koniec czerwca. Przepracowałem mocno zimę przebiegłem fajnie półmaraton jako taki sprawdzian. Właśnie ku swojemu zaskoczeniu, że taką bazę zbudowałem. Podczas tego okresu zrobiłem wtedy bodajże 1, 24 w .połówce. I postanowiłem wtedy właśnie że przyatakuję za dwa trzy tygodnie w sposób taki nieplanowany, maraton. No i udało mi się to właśnie, po raz pierwszy w życiu jedyne do tej pory złamać w trzy godziny. Więcej nie próbowałem. I później z rozpędu pojechałem na Nawaredo. Też całkiem fajnie mi tam poszło. Byłem zadowolony. No i zobaczyłem na podstawie tego, że taki właśnie reżim treningowy, plan, trening i cele, do których się przygotowuje przynoszą skutek, że nawet fajne wyniki jak na siebie osiągam. Jestem zadowolony i tak trwam od tego momentu dotąd w czymś takim.

 

BLACK HAT ULTRA:

I jaki trening robi ci dobrze? To są długie wybiegania a czy to są też jakieś tempa czy dorzucasz rower. Po tylu latach do jakiego treningu doszedłeś, który podwyższa twoją formę?

 

ROBERT KORAB:

Ja mam taki kręgosłup treningowy. Tego się trzymam. Czyli postu staram się zawsze biegać w tygodniu albo bardzo aktywnego crossa albo bieg ciągły. To jest to. Również trening podbiegów jeżeli zdrowie na to pozwala i ciało w pełni sił i w długich bieganiach. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Po ile kilometrów?                                                                          

 

ROBERT KORAB:

To chyba 30, 40 kilometrów w zależności do czego się przygotowuje, w jakiej fazie jestem tego swojego planu przygotowań. Generalnie mam takie ciało, że ambicje mam żeby biegać szybko. Wiem, że mógłbym biegać szybciej czyli stosując takie bodźce interwałowe rytmy. Ale moje ciało jest tak kruche, że jak tylko zaczynam dwa trzy, tygodnie mocniej trenować zaraz mi się sypie albo podbrzusze albo jakiś elementy, jakieś inne ogniwa. Także generalnie staram się odpuszczać takie bardzo intensywne, mocne interwałowe treningi. Innymi słowy wolę biegać ciut wolniej czy wolniej ale cieszyć się bieganiem aniżeli śrubować do maksimum, swoją wydolność podnosić. Bo wiem, że bardzo często jest to okraszone tym, że za chwilę złapie jakąś poważniejszą kontuzję, która na dłuższy czas eliminuje właśnie z biegania. Wolę sobie takie spokojniejsze bodźce treningowe w wolniejszym tempie treningi. A takim jedynym takim właśnie mocniejszym akcentem to jest ten bieg ciągły i podbiegi.

 

BLACK HAT ULTRA:

Fajnie, że znalazłeś swoją drogę w tym wszystkim bo to właśnie jest chyba super super istotne żeby wiedzieć gdzie są granice twoich możliwości i co tak naprawdę ci przynosi radość.

 

ROBERT KORAB:

Tak, dokładnie. Trzeba znać swoje ciało, obserwować je. Co z tego, że ambicjonalnie mogłem robić trening jak czujesz, że już coś pobolewa to bez sensu jest iść na treningi i robić tą samą jednostkę bo tylko można pogłębić kontuzję i później doprowadzić do takiego stanu, że będziemy leczyć pół roku. A tak u mnie jest. Jeżeli prowadzę bardzo, intensywne treningi przez kilka tygodni pod rząd więc stwierdziłem, że wolę stosować łagodniejsze jednostki treningowe a po prostu cieszyć się tym.

 

BLACK HAT ULTRA:
Chciałem zapytać jako takiego doświadczonego biegacza bo teraz np. jak ludzie wchodzą w tę dyscyplinę, mówię o biegach górskich, to wtedy rozkminiają sprzęt, buty, diety itd. Co byś powiedział takiej początkującej o sobie; Co jest tak naprawdę ważne? A co można po prostu od razu pewnego rodzaju problemy, zajawki czy spostrzeżenia po prostu odrzucić i w ogóle się tym nie zajmować? Co jest takiego ważnego twoim zdaniem?

 

ROBERT KORAB:

Moim zdaniem podstawową rzeczą jest to żeby czerpać z tego radość. Bo czasami jest tak, że stawiamy sobie jakieś ambitne cele i tylko myślimy o tym żeby w jakimś najlepszym czasie zrobić i ucieka nam to co wokół tego wszystkiego jest ważne i bardzo fajne. Dla mnie oczywiście też wynik, aspekt sportowy jest bardzo istotny ale wiem, że wokół tego jest kupa jeszcze innych ciekawych rzeczy. Jak znajomi i przyjaciele. Jak można sobie organizować fajnie czas wyjeżdżając na trening czy jakieś dłuższe wybieganie. Można to połączyć ze zwiedzaniem. Prawda czy też ten aspekt można połączyć poznawaniem świata, nowych miejsc no i przede wszystkim małymi krokami też. Nie od razu rzucać się na głęboki ocean tylko powolutku, sukcesywnie robić progres. Dać sobie na to czas. Często widzę, spotykam się, że ludzie przebiegną jeden dłuższy ultra maraton i od razu stawiają sobie bardzo, bardzo ciężkie i długie wyzwania tak jakby mieli już za dwa lata nie biegać. A te biegi będą. I nie ma co się śpieszyć tylko trzeba łagodnie do tego spokojnie podchodzić. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Chociażby po to żeby kontuzji nie złapać i przyzwyczaić organizm  do takich obciążeń.

ROBERT KORAB
Wiadomo, że nie da się tego zrobić w ciągu roku. Wiadomo, że czasami na to wszystko potrzeba czasu. Ja pamiętam, że na przykład pierwszą setkę w Kaliszu przebiegłem w 2007 drugą w 2008 roku. Już wtedy zamarzyłem o Spartathlonie, który przebiegłem osiem lat później. Podobnie z UTMB też biegałem 80, 100 przez długie lata. Dopiero później zacząłem biegać bieg stumilowe. To był taki dłuższy okres czasu. Miałem ogromną pokorę do tego. A być może też wolałem poczekać i zrobić to dobrze aniżeli się pospieszyć na przykład sparzyć. 

BLACK HAT ULTRA:

Wiedziałeś po prostu, że nie jesteś gotowy.

 

ROBERT KORAB:

Tak, tak ale ja sobie założyłem takie cele pośrednie. Też często stawiam takie, które mnie prowadzą do długich biegów. Na przykład w Spartathlonie to było to, że powiedziałem sobie, że nie będę się wybierał na Spartathlon dopóki nie przebiegnę 200 kilometrów w dobówce. Bo skoro nie przebiegnę 200 kilometrów w dobówce no to nie mam czego tam szukać. Co się będę wyrywał. Szkoda pieniędzy. I faktycznie przebiegłem w Łysych na Mistrzostwach Polski 210 kilometrów. Wtedy powiedziałem OK. Zrobiłem to, aplikuję i starałem się o bieg w Grecji. No i udało się. Udało się to w dosyć fajnym czasie ukończyć.

 

BLACK HAT ULTRA:

A UTMB też biegłeś, prawda? 

 

ROBERT KORAB:

UTMB biegłem dwa lata wcześniej. Pierwszym moim celem, takim marzeniem, miałem w ogóle dwa marzenia takie kiedyś, właśnie to UTMB i drugim było Spartathlon. W 2014 ukończyłem UTMB i po ukończeniu UTMB przystąpiłem realizacji kolejnego wyzwania, marzenia i ukończyłem właśnie Spartathlon.

 

BLACK HAT ULTRA:
Właśnie Robert. Ostatni rok miałeś bardzo udany. I zrobiłeś dwie bardzo fajne imprezy. Jedna była w Andorze a druga to był twój prywatny projekt pokonanie GSB czy to też były gdzieś tam na pewnym etapie twoje marzenia, które się pojawiły, do których doszedłeś tak powoli? 

 

ROBERT KORAB:

Tak. W 2011 roku jak byłem na TDSie, taki mój pierwszy zagraniczny ciężki, długi bieg było Expo w Chamonix, na które wszedłem i tam swoich mieli przedstawiciele biegu z Andory tego całego festiwalu. Pamiętam wziąłem sobie naklejkę jednak promującą ten bieg. Nakleiłem sobie na drzwiach wejściowych do mieszkania, zresztą nie wiem czy zwróciłeś uwagę ale do tej pory wisi. No i gdzieś tam pod moją czaszką cały czas się znajdował. Tylko, że wiedziałem to jest naprawdę mega wyzwanie. 170 km, 13 i pół tysiąca metrowa pionu, bardzo trudne technicznie ścieżki. No ja sobie tam gdzieś tam w głowie dojrzewa. No i realizowałem UTMB, zrealizowałem Spartathlon więc w tamtym roku przyszedł czas na Ronda. A tak sobie wymyśliłem, że może uda się pogodzić i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu czyli przebiec w pierwszej połowie roku Andorę, wypracować sobie fajną bazę w toku przygotowań do tego biegu. Wiadomo trzeba było ma dużo pionów robić, bo bardzo ciężki trening bo bardzo ciężki bieg. Później odpocząć miesiąc, dwa i pobiec właśnie na bazie tego co pracowałem pobiec główny szlak Beskidzki oczywiście pod warunkiem, że będzie zdrowie i nie będzie kontuzji i zagra pogoda itd. Ale taki był plan. Zrobił się właśnie rok przygotowań do Rondy, zrobić Rondę, odpocząć miesiąc, półtora, dwa i pobiec właśnie Główny Szlak Beskidzki w oparciu o bazę, którą miałem przygotowaną w drodze do Rondy.

 

BLACK HAT ULTRA:

I powiedz jak wyglądał twój rok przygotowań czy też sezon przygotowań do Rondy? W ogóle czy sobie sam napisałeś plan treningowy swój własny?

ROBERT KORAB:

Tak tak. Sam sobie układam po tylu latach. Znam swoje ciało, znam swoje możliwości. ułożyłem sobie sam plan na rondzie duże piony. 13,5 tys. m. apionu, więc wiadomo, że trzeba było przygotować ciało, nogi, cały organizm do tego żeby tych kilometrów, przewyższeń trochę pokonywać. Dlatego założyłem sobie tak głównie, że w kwietniu będę robił tygodniowo od trzech do trzech i pół tysiąca metrów pionu tygodniowo. Co miesiąc o tysiąc zwiększał czyli w maju to czterech i pół a w czerwcu zwiększyłem nawet do pięciu i pół tysiąca plonów tygodniowo. Tyle robiłem. To było takie moje nie tyle objętość kilometrowa, co mnie prze wszystkim liczyły się pokonane piony czyli podejścia i biegi. Mieszkam w Rzeszowie tych gór wysokich nie mam, więc trzeba było sobie jakoś radzić. Trzeba było plan działania jakiś wymyślić żeby te piony nabijać. Więc mamy też taką górkę tutaj obok Rzeszowa nieduża bo 80 metrów ale pokonywana kilka, -naście razy daje ten pion. Z załogą z Rzeszowa, z kolegami jeździliśmy co czwartki i robiliśmy 1000, 1500 metrów pionu.

BLACK HAT ULTRA:

Ile razy tę górkę musiałeś zrobić?

          Całe stopy miałem totalnie zaorane.

I perspektywa, że kolejne 100 km muszę pokonać na takich nogach, to mnie spowolniło. Przeżywałem taki ogromny kryzys mentalny, wahałem się czy nie zejść. Gdzieś tam sobie w głowie poukładałem, że mamy 40 godzin, bo mięśniowo, fizycznie czułem się fajnie.

ROBERT KORAB:
Raz w tygodniu. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale ile razy musiałeś wbiec na tę górkę żeby odpowiedni pion zrobić?

 

ROBERT KORAB:

Takim standardem to było, że nie idziemy na trening kiedy nie robimy tysiąca nie. Czyli przynajmniej 14, 15 razy trzeba było na tą górkę a, że taka fajna stroma, że można było naprawdę fajny trening zrobić. Nic nie zastąpi prawdziwych gór. Więc często w weekendy jeździliśmy, czasami sam jeździłem na dwa dni np. na Skrzyczne. Bo Skrzyczne jest taką dosyć konkretną, fajną górą też kamienistą, niezła technicznie. Tam jest 700 bodajże albo 700 metrów przewyższenia także już takim jednym ciągiem można robić pod górę albo zbieg. Jechałem przykładowo robiłem sobie jednego dnia, w sobotę trzy tysiące pionu czy dwa i pół, w zależności od miesiąca. Na drugi dzień na zmęczeniu robiłem przykładowo tam 1500 już trochę mniej. Już tego pionu jak zliczyłem sobota, niedziela + Babica [...] już można było zrobić konkretne podwyższenie na podstawie tych trzech dni. No czasami też wykonywałem pracę przedstawiciela handlowego a także miałem też swój region, w którym działałem właśnie Polskę południową. Także czasami w tygodni zatrzymywałem się np. w Szczyrku bardzo często. Właśnie bo tam też miałem klientów w Bielsku, miałem fajną miejscówkę na Przełęczy Stanopol Gościniec tam zatrzymywałem, wchodziłem tam miałem szlak. Także Skrzyczne, Klimczok, Barania Góra. Tamte tereny bardzo mocno wtedy udeptywałem. No i też mamy niedaleko od Rzeszowa stosunkowo, Bieszczady mam ponad dwie godziny ale jest taka góra Cergowa [...], z resztą Łemkowyna przez nią prowadzi i Główny Szlak Beskidzki też i tam jest na dwóch i pół kilometra bodajże 350 metrów przewyższenia także jest taka konkretna dzida. I tam bardzo często też jeździłem albo jeździliśmy i albo robiłem treningi góra dół, góra dół po kilka razy ten pion wyszedł albo robiliśmy jakieś  dłuższe bieganie, pętle gdzie te piony można było fajnie nabić. A stosunkowo niedaleko bo godzina, godzina 15 to jeszcze tak czasowo tak dużo nie zajmowało. I jeszcze jedno pasmo 40 minut od  Rzeszowa to jest taki Czarnorzecko-Strzyżowski Park Krajobrazowy. Może niewysokie góry ale tych z przewyższeń jest sporo, można uzbierać. Bo na 30 metrach około 1400, 1500 metrów pionu można zrobić. Tak więc też można fajny trening taki górski ale już bardziej biegowy zrobić. Pomimo, że trasa wydaje się troszeczkę łagodniejsza ale jak się biega pod górkę cały czas nie przechodzi do marszu, to naprawdę można fajną siłę biegową na tych terenach zrobić. Do tej pory tam bardzo często jeździmy i robimy  treningi ponieważ trasa jest bardzo malownicza i też nie jest daleko od naszego miasta, od Rzeszowa.

 

BLACK HAT ULTRA:

A czy oprócz tych biegów pod górę, robiłeś jakieś ćwiczenia jeszcze inne siłowe na przykład albo stabilizacyjne? 

ROBERT KORAB:

Generalnie staram się się trzy razy w tygodniu, cztery robić trening stabilizacji. Nie robię tego dużo trenuję około dwudziestu minut stabilizację. Rozmawiałem kiedyś z kolegą, który zna się na tym stwierdził, że zimą mogę troszeczkę więcej robić. Ale w lecie kiedy jestem w takim ciągu treningowym, mam duże obciążenia to wystarczy spokojnie robić 15, 20 minut ale żeby to robić systematycznie, przynajmniej co drugi dzień. I mam taki swój zestaw ćwiczeń trochę polanków, trochę pompek, trochę z piłką rehabilitacją, brzuchy, podciąganie piłki, przysiady na jednej nodze zajmuje mi to dosłownie 20 minut i do tego się zabieram i robię. A kiedyś jak robiłem, raz w tygodniu po 45 po godzinie, robiłem wszystko żeby tylko za ten trening nie zabrać.  Bo chyba nikt tego nie lubi robić. A 15, 20 minut naprawdę można spokojnie ten tyłek z kanapy ruszyć i to zrobić. Bo wiem, że to szybko się skończy, prawda? I też zdaje egzamin w mojej sytuacji ten właśnie trening stabilizacji. Dodatkowo przed kwarantanną jeździłem też na saunę. Bardzo lubię saunę, też traktowałem jako taki trening odnowy. Po wyjściu z sauny. Na ten czas chłodzenia szedłem do basenu. 15 minut sauna, basenik, rozluźnianie mięśni nóg. I tak trzy razy w tygodniu bardzo często jeździłem na saunę. Dodatkowo poniedziałki, które miałem wolne, bo tak trenowałem sześć razy w tygodniu a jak czułem się OK to w poniedziałek, nie robiłem odpoczynku tylko brałem szosę i robiłem sobie taki godzinny, półtora godzinny trening spokojniejszy na szosie. Myślę, że rower był taką formą też uzupełnienia. 

 

BLACK HAT ULTRA:
I takiej też trochę aktywnej regeneracji.

 

ROBERT KORAB:

Tak, jak mówisz jedne mięśnie odpoczywały inne angażowały się w pracę. Generalnie po rowerze naprawdę bardzo fajnie się czułem. Nie czułem zmęczenia a ruszyłem  trochę limfę po niedzielnych, sobotnio-niedzielnych ciężkich treningach, poruszałem trochę nogami i zobaczyłem, że to bardzo dobrze, tylko niezbyt intensywny trening i to fajnie to na mnie wpływało. 

 

BLACK HAT ULTRA:

To sporo godzin spędzałeś na aktywności fizycznej w tym okresie przed Andorą. Liczyłeś ile to kilometrów? 

 

ROBERT KORAB:

Praktycznie biegałem tygodniowo między 100 a 140 kilometrów. Bardziej po 140 w tym okresie takim kluczowym. Kilkanaście godzin na pewno zajmował mi trening w tych przygotowaniach a tym bardziej w terenie górskim te kilometry tak szybko nie uciekają. Dużo wolniej się je pokonuje. Tak bardzo często było tak właśnie, że jechałem z pracy, przyjeżdżałem godzina 16 - 17, szedłem na trening w Szczyrku i wracałem na drugi dzień powtórka przed śniadaniem. Wcześniej wstawałem. Jak się chce to czas naprawdę można znaleźć. Tylko kwestia zorganizowania sobie troszkę, jak jest taka możliwość, życia nie. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Jak Ci zależy na tym to wszystko jest możliwe.

 

ROBERT KORAB:

Jak już postawiłem cel, opłaciłem start bo to pasowało, miałem jechać to pasowało się do tego biegu solidnie przygotować. A tym bardziej wiedziałem, że miałem dużą pokorę do tego wyzwania. Widziałem jak ludzie tego biegu nie ukończyli i jakiś wskaźnik ludzi kończy. Bo kończy tylko połowa ludzi ten bieg. Więc pokora, był respekt. Więc chciałem zrobić wszystko żeby się solidnie przygotować. Można powiedzieć, cały wolny czas można powiedzieć podporządkowałem pod to wyzwanie.

 

BLACK HAT ULTRA:

I powiedz, jak ten bieg spełnił twoje oczekiwania?

 

ROBERT KORAB:

Tak. W ogóle jadąc do Andory stwierdziliśmy z kolegami, w piątkę pojechaliśmy, że jak tam się wybieramy tak daleko bo to są Pireneje. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Samochodem jechaliście?

 

ROBERT KORAB:

Nigdy w Pirenejach nie byłem. Podzieliliśmy się. Ja z kolegą pojechałem samochodem z przyczepą a reszta załogi trzy osoby przyleciały samolotem. Kolega pojechał z przyczepą ponieważ po festiwalu w Andorze miała jego rodzina i Hiszpanie mieli spędzić pozostały czas na wybrzeżu a on zostawał myśmy wracali. Ja wróciłem z kolegami później samolotem Przyjechaliśmy samochodem, reszta załogi przyleciała samolotem no i po dniu takiej aklimatyzacji na miejscu rozbiliśmy się na campingu w Ordino. Wcześniej wymyśliliśmy, że zrobimy sobie takie przejście wokół Andory. Byliśmy przed biegiem 11 dni. Więc stwierdziliśmy, że w sześć dni przejdziemy główny szlak wokół tego uroczego państwa. 120 kilometrów z przewyższeniem około 10 tysięcy metrów. Plecaki, tobołki ze sobą, jedzenie ze sobą i przez 6 dni przeszliśmy ze śpiąc po schronach, schroniskach darmowych. Cały szlak GRP. Odpoczęliśmy później 4, 5 dni i każdy z nas pobiegł w swoich zawodach. Ja pobiegłem w najdłuższym takim biegu indywidualnym czyli w Rondzie 170 kilometrów a pozostali w tych też trudnych ale tych krótszych biegach. No i jak zrobiłem GRB zdałem sobie sprawę co mnie czeka. Bo widziałem część tego szlaku GRP pokrywała się z trasą Rondy, więc jeszcze ta pokora się wzmogła do tego biegu. Zauważyłem jak z jakimi technicznymi przeszkodami  będę się musiał zmierzyć w postaci tych właśnie kamieni i przewyższeń. No i tak w istocie było. Ja np. nie mam nigdy problemu ze stopami. Do tej pory nie miałem, zawsze stopy miałem pancerne. Widziałem kilkakrotnie po biegach, że ludzie oglądali swoje stopy pokazywali, wyglądały niesamowicie zniszczone. Nierzadko zdarzały się jakieś minimalne pojedyncze pęcherze. Na 80 kilometrze Rondy po prostu miałem tak zniszczone stopy i tak obolałe, że skłaniałem się już w kilku momentach do tego żeby zakończyć bieg. Ponieważ każdy zbieg w dół nawet najmniejszy, powodował ogromny ból. Miałem odbite pięty, pęcherze pod palcami. Całe stopy miałem totalnie zaorane. I perspektywa, że kolejne sto kilometrów muszę pokonać na takich nogach to mnie spowolniło. Przeżywałem taki ogromny kryzys mentalny. Wahałem się czy nie zejść. Gdzieś tam sobie w głowie poukładałem, że mamy 40 godzin, bo mięśniowo, fizycznie czułem się fajnie. Wszystko było ok. Stopy były najsłabszym ogniwem.

 

BLACK HAT ULTRA:

Jak myślisz, czemu akurat na tym biegu, na tym terenie stopy odmówiły ci posłuszeństwa? Czym to się różniło od pozostałych biegów?

ROBERT KORAB:

Nie mam pojęcia ale wydaje mi się, że prawdopodobnie do tego przyczyniły się bardzo strome zbiegi i techniczne, a głównie ten zbieg do Marginedy dla tego punktu na 70 kilometrze, który był pierwszym przypadkiem. 1600 pion na siedmiu kilometrach traciliśmy, gdzie podłoże było bardzo takie sypkie, bardzo, strome i trzeba było bardzo dużo sił wkładać w hamowanie. I to naprawdę nie minutę dwie tylko ponad dwie godziny ten zabieg trwał. Prawie dwie godziny. zbieg 7 kilometrowy to sobie wyobraź. Żebyś dwie godziny zbieg dwu kilometrowy. I to wcale nie szedłem. Nie. Dużo sił właśnie tracisz na hamowanie, na utrzymywanie kontroli  żeby się utrzymać na powierzchni. Oczywiście, że  z kijkami. No i właśnie tam przez to hamowanie tak takie częste, wbijanie tych stóp w podłoże. Myślę, że tam dobiłem te stopy, które pewnie wcześniej już były naruszone i na poczęte tymi wcześniejszymi trudnymi odcinkami. Tym bardziej, że pierwsza część Rondy jest zdecydowanie trudniejsza od tej drugiej. No i nie wytrzymała mi ta skóra na stopach. Okazuje się, że była chyba za mało zahartowana. Nawet później jak rozmawialiśmy z kolegami, że gdybyśmy jeszcze kiedykolwiek raz się porwali na to żeby wystartować właśnie tam, to trzeba było więcej treningów np. w Tatrach na przykład. Gdzie jest takie podłoże bardziej trudne technicznie. Gdzie te zbiegi są strome, gdzie ta skóra miałaby czas na to żeby się zahartować, może wzmocnić w jakiś sposób, żeby bodźcować właśnie ten element ciała. Bo w moim przypadku był najsłabszy. Całe ciało fajnie wytrzymało mięśniowo. bardzo dobrze się czułem ale stopy  przez dwa tygodnie później jeszcze po tym biegu leczyłem.

 

BLACK HAT ULTRA:

Po takich takiej ilości kilometrów jaką w życiu zrobiłeś?

 

ROBERT KORAB:

I po tych przewyższeniach robiłem w ramach przygotowań. Było tego sporo. 

 

BLACK HAT ULTRA:

A słuchaj a to nie była kwestia pogody. Jaką miałaś pogodę, nie padał deszcz?

 

ROBERT KORAB:
Pogoda była jak na Andore, 30 stopni rampa była dosyć spora. Było sucho. Nie było ślisko, nie było mokro.

 

BLACK HAT ULTRA:

Przez jakieś strumienie nie musiałeś przechodzić?

 

ROBERT KORAB:
Nie, nie miałem butów przemoczonych. Do tej pory dla mnie to jest właśnie niespodzianka. Dlaczego tak się stało. Miałem buty z grubą podeszwą, nie miałem butów cienkich tylko z taką słoninką konkretną.

 

BLACK HAT ULTRA:

To jest taki piękny przykład na to, że w tego typu biegach wszystko jest możliwe.

ROBERT KORAB:

Wszystkiego bym się spodziewał. Nikt by się nie spodziewał, że mi siądą akurat stopy. Nigdy nie miałem problemów ze stopami. A biegłem tę też kupę trudnych, ciężkich technicznych biegów. A tu na 80 kilometrze. Fakt, że 17 godzin bo tak na Rondzie powoli kilometry uciekają ale w tej fazie biegów nie spodziewałem się, że będę miał aż tak zniszczone stopy. Dlatego właśnie miałem taki mentalny kryzys. Później uszło ze mnie powietrze. Bo gdzieś sobie w głowie poukładałem, że zrobię to poniżej 40 godzin, z  takim planem jechałem ambitnym. I stać mnie było na ten plan, uważam. Ale niestety musiałem sobie na nowo w głowie poukładać, że już tego wyniku nie zrobię. Bo nie jestem w stanie szybko zbiegać, wykorzystywać grawitacje i nadrabiać tego czasu. Moje tempo trochę spadło ale postanowiłem, że już przyjechałem jak złamie poniżej czterdziestu ośmiu godzin w tym stanie stóp to i tak będzie sukces. Jak sobie to wszystko poukładałem, to motywacja się nowa pojawiła, duch walki we mnie wstąpił. No i udało się ten bieg w 45 godzin w sumie ukończyć. Też w fajnym czasie. Byłem 50 na 400 osób, które wystartowały. A mogło być dużo lepiej ale no niestety nie wszystko jesteś w stanie przewidzieć. Niby wydawało mi się, że na każdy aspekt zwróciłem uwagę i tak dalej. A tutaj kurczę takie totalne zaskoczenie, że nie wytrzymały stopy. No ale jest też materiał do analizy. Tak jak powiedziałem wcześniej. Na przyszłość już widzę, że podobna techniczność biegu, podobna skala trudności trzeba więcej robić takich treningów. Na bardzo, bardzo wymagającym terenie bo te dwudziestki, trzydziestki chyba były za krótkie żeby te stopy popracowały.

BLACK HAT ULTRA:

A po tym biegu. Jak czułeś się dobrze? Długo dochodziłeś do siebie czy od razu wróciłeś do treningów?

ROBERT KORAB:

Fizycznie po Rondzie się czułem bardzo fajnie. Tak jak powiedziałem wcześniej czułem się przygotowany. Tym bardziej, że biegłem wolniej i to też nie skatowałem się. Stopy nie mogłem tak szybko napierać, także mięśniowo bardzo dobrze się czułem wydolnościowo. Tylko, że przez dwa tygodnie leczyłem stopy także po prostu, zanim się to wszystko pogoiło bo były naprawdę bardzo takie pootwierane rany. Nawet później jak pojechaliśmy na dwa, trzy dni po biegu na wybrzeże hiszpańskie gdzie Tomek właśnie czekał na rodzinę. Z nim 30 dni siedzieliśmy i wygrywaliśmy kości. No to cały czas musiałem chodzić w skarpetkach bo miałem pootwierane rany żeby zakażenie się nie pojawiło. Cały czas musiałem izolować dodatkowo te stopy bo nie wyglądały ciekawie. Także po Rondzie fizycznie czułem się dobrze, stopy wróciły do siebie i miesiąc później pobiegłem grani Tatr. Jako taki można powiedzieć start kontrolny. I tak też w fajnym czasie jak dla mnie, do 40 km biegłem zachowawczo, bo nie wiedziałem jak ciało jeszcze po tej ostatniej eskapadzie ale na Kasprowym stwierdziłem, że jest ok, fajnie się czuję. Troszeczkę końcówkę przyśpieszyłem, się pościgałem. Kilka dni po biegu czułem się bardzo fajnie. Kurde czy jest fajna wiadomość. Szybko się regeneruje. Stopy wróciły do siebie i dwa tygodnie później stwierdziłem, że już byłem zapisany na Bieg Janosika, legendę 110 kilometrów po Tatrach. Też bardzo trudny bieg. Już w głowie miałem, że jeżeli po tym biegu wszystko będzie ok, pobiegnę wolniej nie na maksa, że zrobię sobie dłuższe wybieganie takie intensywne, jeżeli będzie po tym biegu wszystko ok to za 3 - 4 tygodnie robię GSB. Nie napinałem się na jakiś sztywny termin  bo wcześniej miałem dwa projekty, robiłem GSB. Pierwszy jako rekonesans, drugi który mi nie wyszedł na skutek kontuzji. Wiedziałem jak ważna jest pogoda. Przy takiej formule jak ja robiłem, czyli bez wsparcia, samotnie z plecakiem, ze wszystkimi rzeczami ze sobą. Więc bardzo ważne dla mnie było takie okno pogodowe przynajmniej 6 - 7 dniowe żeby się wstrzelić. I założyłem sobie, że to będzie między 20 a 10 października. Na tyle miałem w możliwość pracy, że mogłem manewrować urlopem. Czyli prosto powiedziałem, że w tym terminie będę chciał wziąć urlop. Szefowie poszli mi na rękę, że okay, że będę mógł powiedzieć na dwa, trzy dni przed że znikam.


BLACK HAT ULTRA:
Pogoda była dla ciebie najważniejsza jeśli chodzi o start.

ROBERT KORAB:
Tak, pogoda była taką jedną wypadkową, która była  bardzo ważna. Bo mówię, masz w plecaku rzeczy, ograniczoną ilość rzeczy. Mokre ciuchy, mokre buty to większa podatność na jakieś obtarcia, na opuchnięcie, termiczny też wiadomo wychłodzony organizm jak jest zimno. Tym bardziej, jak podczas mojego drugiego projektu jak mnie podczas trzeciego dnia dopadło załamanie pogodowe. Kiedy jest 30 stopni zrobiło się 12 a na graniach po 7 i lało przez cały dzień, ścianę deszczu miałem. Taki front właśnie, taki przyszedł front, załamała się pogoda i wiedziałem czym to pachnie. I wtedy właśnie tego trzeciego dnia jak robiłem ten drugi GSB, który nie udał się ukończyć. Stwierdziłem, że jak przeżyłem już ten dzień z taką nawałnicą przez całą dobę i z takim zimnem. To już nie ma szansy żebym tego projektu nie ukończył. A tu się okazało, że bardzo bolesna kontuzja stawu skokowego na 40 kilometrów przed końcem mnie tego pozbawiła. Dlatego wiedziałem na podstawie tego dnia jak to jest ważne i znaczące żeby jednak ta pogoda była fajna.

BLACK HAT ULTRA:

A powiedz jeszcze, bo to mi się wydaje ważne bardzo dla osób, które myślą o GSB. Ile lat wcześniej robiłeś pierwszy rekonesans i drugi rekonesans?

Robert Korab Black Hat Ultra - fot Ultra

fot. Krzysztof Grabowski

ROBERT KORAB:

Więc w tamtym roku pobiegłem GSB, to które udało mi się ukończyć to rekordowe. To było w 2019. A w 2015 czyli cztery lata wcześniej postanowiłem, że pokonam GSB po raz pierwszy. Część szlaku znałem wówczas z Biegu Rzeźnika bo cały bieg Rzeźnika tego klasycznego, starego przez Połoniny prowadził czerwonym szlakiem. Wersja hardcore 100 kilometrów właśnie od Komańczy do Włosatego. A wersja klasyczna do Ustrzyk czyli 80 km. Ale wszystko po czerwonym Głównym Szlaku Beskidzkim. Trasę pozostałą znałem jeszcze jako Beskid Niski. Pamiętam z kolegą z Wojtkiem Sroką pojechaliśmy chyba rok wcześniej i przebiegliśmy  właśnie z Krynicy do Komańczy jeszcze przed Łemkowyną. Jeszcze Łemkowyny nie było myśmy już Łemkowyne na dwa dni sobie zrobili. Pierwszego dnia z Krynicy do Chynowa i tam żeśmy się przespali i na drugi dzień żeśmy sobie dwudniówkę zrobili, przebiegliśmy do Komańczy. Można powiedzieć, że mam 250 kilometrów z tego szlaku czyli połowę, już znaną. Ta druga połowa była dla mnie mniej znana aczkolwiek nie do końca. Bo tak jak mówiłem wcześniej na tym Skrzycznym często trenowałem, bo tam spałem w Szczyrku a tam też jest część trasy właśnie, która zawiera się w głównym szlaku Beskidzkim aczkolwiek już znacznie mniejsza. No i postanowiłem właśnie w tym 2015 roku, że zrobię to GSB, całe. Troszeczkę o tym wcześniej mi to po głowie chodziło. W internecie o tym poczytałem. Wiedziałem, że rekordzistów pokonania tego szlaku w tej formule bez wsparcia, bo taka formuła mnie tylko interesowała. Samotnie był Piotrek Osobicz, jako pierwszy zrobił to poniżej 7 dni. Ja się nie czułem na tyle mocny wówczas, w takich właśnie wielodniowych wyzwaniach, było to dla mnie takie novum. Do tej pory biegałem cały czas w zawodach tylko albo w takich treningowych. Dwa treningi, ta dwudniówka z Wojtkiem. Tak bezpiecznie jako rekonesans trasy biegnę sobie, i podzieliłem to całe GSB na 10 dni. I wychodziło to średnio, że każdego dnia pokonywało się około 50 km. Wiadomo nie było idealnie raz było 45 raz było 55 raz było 65 raz bo 40 ale generalnie w 10 dni. I wtedy biegając tylko za dnia, jedząc śniadanie, poświęcając dużo czasu na sen, na regenerację, na odpoczynek, na sprzątanie schroniska. Na spokojnie pokonywałem to w ciągu dziesięciu dni. Aczkolwiek nie był to spacerek bo to też był mega ciężki wysiłek. Ale w jednym kawałku kończyłem, żadnej kontuzji, żadnego urazu. W fajnej formie, na tyle fajnej, że miesiąc później pojechałem na Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich i wystartowałem Biegu Siedmiu Szczytów.

 

BLACK HAT ULTRA:

To fajny trening. 

ROBERT KORAB:

Zająłem drugie miejsce na tych Siedmiu Szczytach. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Jaki czas miałeś?

ROBERT KORAB:

Także ten rok okazało się świetnym treningiem po bieg Siedmiu Szczytów. Także jakby ktoś chciał to szlak przetarty jak się przygotować do Siedmiu Szczytów (śmiech). Także 36 godzin wtedy zrobiłem. Był okropny upał wtedy. Pojechałem na te zawody całkowicie z nastawieniem takim, że biegnę zobaczę co będzie. Pierwszy mój taki długi bieg na 240 kilometrów. Tym bardziej pod głową miałem, że za rok będą robił Spartathlon. Ten upał mi odpowiadał bo na Spartathlonie podobne warunki panują. Dystans podobny Spartathlon 246 tutaj 240. Więc był to świetny sprawdzian żeby sprawdzić swoje ciało, organizm właśnie, taki poligon w takich podobnych warunkach. Pobiegłem bardzo zachowawczo chyba na pierwszym punkcie byłem 40 trzydziesty. Biegłem powoli robiłem swoje. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Wtedy to jeszcze były lata kiedy startowało niewiele osób, prawda?

 

ROBERT KORAB:

Wtedy stu pięćdziesięciu startowało. Były bardzo ciężkie warunki i był duży upał. I mam wrażenie, że wielu ludzi ten upał wykończył. Bo też niektórzy przeszacowali swoje możliwości nie uwzględniając tego jaka jest pogoda. I nagle okazało się, że dobiegając do Pasterki, że nagle z 12 miejsca jestem 3. A później jeszcze udało się jednego zawodnika wyprzedzić na którymś kilometrze i w efekcie dotarłem ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu i zdziwieniu, na drugiej pozycji do końca. 

 

BLACK HAT ULTRA:

6 godzin to świetny czas w ciężkich warunkach.

 

ROBERT KORAB:

No w ogóle się nastawiałem, że jadę na takie zawody, że  mogę powalczyć o czołowe lokaty.  Samo ukończenie było dla mnie wtedy tego biegu takie istotne. Ale ten trening GSB chyba zrobił swoje i była fajna baza.  GSB ja też biegałem w wysokich temperaturach. Tak, że moje ciało mam wrażenie, że zaadoptowało się do wysiłku w takich właśnie okolicznościach przyrody i to zaprocentowało później na tym biegu Siedmiu Szczytów. No i ukończyłem. Miałem już szlaki przetarte wiedziałem jak wygląda szlak jak to smakuje. Więc w 2017 roku postanowiłem, że robię już tak sportowo. Sportowo czyli dalej formuła samotnie bez wsparcia. Ale już będę chciał poprawić dotychczasowy najlepszy wynik i wtedy już też miałem plan żeby zrobić to poniżej sześciu dni jako pierwsza osoba. Czyli tak jak Piotrek Osowicz jako pierwszy poniżej siedmiu. Ja chciałbym być pierwszą osobą, która pokona poniżej sześciu. Czyli taki ambitny cel. I tak sobie poukładałem cały start w tych zawodach. Tak podzieliłem etapy żeby to zrobić. I pierwszego dnia na 45 kilometrze, na samym początku zbiegałem z Baraniej Góry w Beskidzie Śląskim bardzo trudny techniczny zbieg. Z Baraniej Góry jest trudny technicznie. I już na 50 kilometrze uciekła mi noga, zwichnąłem nogę. Chyba kilometr dalej poprawiłem. Przestraszyłem się, noga zaczęła boleć zbiegłem do Węgierskiej Górki. Postanowiłem, że muszę znaleźć jakiś sklep żeby jakoś ustabilizować. Bo się bałem, że jak nie ustabilizuje to tylko jeszcze bardziej pogłębi uraz. No i w sumie gdzieś po półgodzinie udało mi się jakiś sklep turystyczny znaleźć. Kupiłem stabilizator stawu skokowego spakowałem tam nogę. No już poprawiło to komfort psychiczny na tyle, że fajnie mi się biegło już o nodze tak nie myślałem bo wiedziałem, że jest w jakimś tam gorsecie jakoś usztywniona. No i dalej realizowałem ten swój cały plan. I ten cały swój plan, pomimo tego właśnie załamania pogodowego co mówiłem wcześniej trzeciego dnia, udało mi się realizować do ostatniego dnia. Ostatniego dnia pamiętam spałem na Przełęczy Żebrak. Do końca miałem około siedemdziesięciu kilometrów ale rano jak wstałem koło trzeciej, czwartej to zobaczyłem, że moja noga jest już niesamowicie opuchnięta. A dzień wcześniej jak zbiegałem z Cergowej po raz pierwszy coś mi zaczęło w tej nodze boleć. To było w Cergowej. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Byłeś ciągle w limicie założonym czasowym? 

 

ROBERT KORAB:

Cały czas realizowałem plan czyli wszystko tak zgodnie z założeniami czyli wykonując te założenia miało mnie to doprowadzić do tego mojego celu poniżej 6 dni. I zbiegałem w Cergowej, zaczęła mnie ta noga boleć i pamięta wtedy zatrzymałem się w bazie Wisłoczek to było za Rymanowem. Tam jest taka studencka baza namiotowa. Podczas wakacji na szlaku GSB jest 5 takich baz, są namioty wojskowe, tam są łóżka polowe można sobie przenocować, odpocząć. I na pół godziny postanowiłem, że się położę bo ścinało mnie zmęczenie. Potrzebowałem tego. I wtedy jak po tej drzemce wstałem, ściągnąłem skarpetkę to się przeraziłem bo moja noga  mnie bolała, to jeszcze była coraz bardziej opuchnięta. Ale mimo wszystko jakoś jeszcze kolejne 40 kilometrów biegłem do Przełęczy Żebrak z coraz większym bólem. I tam spałem się bodajże koło 3 - 4 godziny. Właśnie w tej bazie na Przełęczy Żebrak i jak rano wstałem to jak zobaczyłem swoją nogę to już ledwo mieściła się w bucie a ból stawał się coraz bardziej nie do opanowania. Ta bolesność tej stopy. Ale jeszcze mimo wszystko postanowiłem, że biegam dalej. Zbiegłem do Cisnej tam postanowiłem, że pójdę do GOProwców może coś poradzą bo ten ból się nasilał. Ale oni tylko popatrzyli na to nogę i stwierdzili, że nic nie mogą zrobić. Nie to wykracza poza zakres ich możliwości.  Wtedy jeszcze wszedłem na Jasło w nadziei, że może jakoś dam radę. Bo już naprawdę było czuć zapach mety. Zostało 50 kilometrów do końca. 90% roboty było wykonanej. Na zbiegu właśnie z Fereczatej pojawił się taki ból, że nie byłem w stanie już na tą nogę dosłownie stawać, nie podpierać się nią. Wiedziałem co mnie czeka bo znam tę trasę dalszą doskonale. Jaka trudna techniczna jest Wetlińska, te podbiegi. Wiedziałem jak mnie boli też, nie. Do tej pory nigdy nie zszedłem z trasy praktycznie żadnego biegu na skutek jakiejś kontuzji ale to była taka bolesność, że była nie do wytrzymania. Podjąłem decyzję, że na 106 kilometrów przed końcem, że kończę zawody. Za tym sercem musiałem się poddać. 

BLACK HAT ULTRA:

Ciężka decyzja. 

 

ROBERT KORAB:

Pomimo, że nawet gdybym szedł w takim tempie turystycznym, to byłbym w stanie zmieścić się poniżej tych 6 dni, tylko żeby nawet iść a nie tyle biec. Ale nie było szans bo ból był taki, że nie dało się go pokonać, który uniemożliwił mi nawet takie powolne przemieszczanie się, nie. No i no cóż trzeba było wrócić do rzeczywistości jakoś z tym żyć. Gdzieś to sobie niby w głowie poukładałem, że to jest tylko sport. Że nie jest to najważniejsza rzecz w życiu ale mimo wszystko gdzieś, jakieś niespełnieni w środku cały czas było. Ale nie napinałem się, wiedziałem jak to boli i wiedziałem jaki to wysiłek niesamowity. Bieg bez wsparcia masz wszystko na głowie, musisz myśleć, analizować, pogodę, jedzenie, picie, spanie. Jest to też w pewien sposób niebezpieczne. Prawda bo jak coś źle obliczysz, przeliczysz to jesteś sam na szlaku, nich nikt ci nie pomoże. Czy realizowanie pogodowe. Jak będzie zimno wychłodzisz się, zrobisz już czas na dotarcie czy przemoczy ci wszystkie ciuchy. No to może się skończyć źle. Ale nawet stwierdziłem, że na pewno na mazurach tego nie będę robił. Poczekam na dogodny moment żeby zmierzyć się ponownie z tym szlakiem i wyrównać rachunki. No i taka właśnie sposobność nadarzyła się w 2011 roku kiedy stwierdziłem, że jadę na Andorę. I wymyśliłem, że robię Andorę, robię bazę pod nią a później skorzystam z niej i robię ponowne starcie z głównym Szlakiem Beskidzkim też poniżej 6 dni. A być może nawet jeszcze pobiegnę trochę mocniej.

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie bo tak powiedziałeś, że zostały ci trzy, cztery tygodnie do decyzji, że wystartujesz i sobie pomyślałem kurczę tak mało czasu na zaplanowanie całego GCB. Ale widzę, że miałeś właśnie dwa duże podejścia już bez PSB, więc wiedziałeś czym to się je. Już wiedziałeś tak naprawdę dokładnie czego potrzebujesz. Wiedziałeś co chcesz zabrać. Jak z jedzeniem, jak z ubraniem to chyba miałaś już wszystko rozkminione. A jak z noclegami?

 

ROBERT KORAB:

Każdy projekt czegoś cię uczy. Wyciągasz wnioski, wybierasz lepszy sprzęt, inny plecak wiesz na co zwrócić uwagę co wziąć czego nie wziąć. Ja to mówię musisz mieć tzw. dupochrony, które ważą. Mogą być niepotrzebne ale w przypadku gdy psuje się czołówka nie masz drugiej to koniec. Kiedy np. weźmiesz sobie za mało ciepłych rzeczy, przyjdzie załamanie pogodowe nie będziesz miał się w co ubrać suchego też koniec.  Drugi telefon tak samo mam można mieć było jeden. Przełączysz telefon z pamięci telefonu. Koniec bo twoje bezpieczeństwo. Musisz mieć drugi telefon awaryjny. Takich klamotów się zbiera powerbanki, ładowarki. Jak biegniesz w formule bez wsparcia, nie masz czasu musisz sam o to wszystko dbać. Czyli przykładowo przybiegasz do schroniska. Nie to, że idziesz jeść i spać na te trzy godziny, tylko musisz tak, musisz się umyć, przesmarować stopy, zadbać o to żeby nie było odparzeń. Później musisz mieć na głowie, że musisz naładować powerbank, naładować tracka w zegarku, zegarek, naładować czołówkę bo to priorytety. Później wracając z prysznica, z kolacji, którą zjadłeś od razu złożyć te wszystkie ładowarki na inny sprzęt, który masz dodatkowy na trackera czy tam i inne rzeczy. I dopiero wtedy możesz jak zrobisz te wszystkie powinności położyć się na dwa i pół, trzy godziny sen. Rano wstajesz podobna procedura czyli jedzenie, sprawdzenie czy wszystko naładowane, ewentualne doładowanie czego nie byłeś w stanie wcześniej zrobić itd. Takie rytuały były właśnie, wieczorne i nie poranne bo wstawałem o pierwszej w nocy [śmiech]. Takie rytuały zajmowały z jedzeniem, z prysznicem około 2 godzin tak liczyłem. Na takie zabiegi właśnie jak przybywałem na miejsce, w schronisku czy w agroturystyce, jak wychodziłem 3 godziny snu. To muszę powiedzieć, że 5 godzin ze snem to były sprawy, które mnie zajmowały.

 

BLACK HAT ULTRA:

A powiedz ile ważył plecak z całym sprzętem? 

 

ROBERT KORAB:

Plecak z całym sprzętem, takim z piciem, z jedzeniem, bo generalnie mam taką zasadę, że pół kilograma jedzenia mam ze sobą, jak mi się kończyło w każdym miejscu gdzie tylko mogłem uzupełnić dobijałem do tych pół kilograma i miałem 2 softflaski i akurat startowałem pod koniec września nie było takich upałów, więc miałem litr płynów ze sobą, pół kilograma jedzenia i reszta plecak plus ekwipunek. I to wszystko ważyło około 7 - 7,5 kilograma w zależności od tego ile było tej wody. 

BLACK HAT ULTRA:

Jeszcze karimatę miałeś, widziałem?

ROBERT KORAB:

Karimata była taka cieniutka, taka awaryjna, miałem śpiwór też puchowy. Taki sobie kupiłem właśnie na wyprawy wcześniejsze. 

BLACK HAT ULTRA:

Z jakiej firmy? 

ROBERT KORAB:

Cumulusa miałem. Na zamówienia robiony. Z takim puchem hydrofobowym troszeczkę odporniejszy na wilgoć. Żeby w razie gdyby była jakaś wilgotność jakbym spał na karimacie pod jakąś wiatą. Wiesz, planujesz sobie niby biegnąc samemu te noclegi, tu bazę znasz a tak naprawdę nigdy nie wiesz jak się zachowa twoje ciało. W pewnym momencie poczujesz się słabiej, potrzebujesz spać tak jak ja w tej bazie Wisłoczek, no to musisz sobie jakoś radzić. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Płachtę miałeś ze sobą? Tylko śpiwór i karimata.

 

ROBERT KORAB:

Tak, tak nawet miałem takie dwie sytuacje właśnie podczas tego ostatniego projektu, że dwa razy musiałem korzystać ze śpiwora i szukać takich miejsc gdzie mógłbym gdzieś na pół godziny przekomarzyć bo słaniałem się na nogach i nie byłem w stanie dalej biec. Nie żadne schronisko, żadna agroturystyka bo jest piąta rano. Tylko musisz sobie to analizować w przestrzeni i kombinować kurcze, gdzie tu położyć się żeby dać temu ciału na pół godziny odpocząć. 

BLACK HAT ULTRA:

Bo czasem ten sen cię złapie niezależnie od twojego planu. Prawda?

ROBERT KORAB:

Tak dokładnie, dokładnie możesz sobie planować, że biegniesz sam a oczy się zamykają i zaczynasz się chwiać na nogach i niestety. Temperatura masz 3 - 4 stopnie i nie położysz się na przystanku jak w lecie. Przykryjesz się śpiworem, tylko trzeba szukać jakiegoś  miejsca, które jest osłonięte od wiatru i bardziej bezpieczne, że możesz na chwilę na 40 minut bez obawy, że się wychłodzisz, zasnąć. Tym bardziej, że nie miałem śpiwora zimowego tylko miałem śpiwór, taki komfort od pięciu stopni. A jak jesteś zmęczony, przemoczony to  ta odczuwalność temperatury jest dużo niższa. Ja pomimo, że wchodziłem do śpiwora ubrany też mi było zimno. To zmęczenie prawda powoduje, że ta odczuwalność temperatury jest trochę inna. A grubszy plecak, też waga, objętość. Wiesz, wszystko musisz tak dobierać pod to żeby było bezpieczniej, było fajnie ale też nie możesz mieć tego plecaka, który będzie ważył 12 kilo czy 15. To będzie spowalniać, to będzie obciążać bardziej twoje stawy skokowe, kolanowe no i będzie też spowalniać. Trzeba wyśrodkować w tych wszystkich rzeczach.

BLACK HAT ULTRA:

A powiedz jeśli chodzi o picie. To miałeś wodę ze sobą  czy to był jakiś rodzaj izotoniku?

 

ROBERT KORAB:

Wiesz co, woda z potoków jak tylko była możliwość, ze źródełek. W każdym schronisku starałem się pić jakieś piwo bezalkoholowe, coca cola, jakiś cukier, czasem kwas chlebowy udało mi się kupić. Zmieniałem smaki, żadnych izotoników a miałem na początku litorsal. Że sobie tam tabletkę czasami wrzucałem żeby jakiś smak był i jakieś mikroelementy były dostarczane. A tak starałem się jakoś w miarę dobrze odżywiać. Było jakieś schronisko, jakaś jest zupa ciepła, ciepły posiłek, obiad dwudaniowy, często raz dziennie. Dbałem o to. Pilnowałem tych rzeczy bo wiedziałem jak odżywianie jest ważne, istotne jeśli tej energii temu organizmowi takiej konkretnej, muszę dostarczać, prawda.

 

BLACK HAT ULTRA:

Ile razy w ciągu dnia miałeś szansę żeby coś zjeść ciepłego?

ROBERT KORAB:

Wiesz co, z reguły to był tak, że jadłem zawsze gdzieś tam w ośrodku czyli obiad jeść w jakimś schronisku. Dwudaniowe obiady, często na przykład jadłem dwie zupy i to jeszcze drugie danie. I wszystko wchodziło. Nawet później jak ruszałem to nie specjalnie nie chlupało w żołądku. Bo to wszystko wciąga zasysa cały organizm. No i generalnie jak przybiegałem wieczorem około 21 czy 23 godz. to jak spałem agroturystyce to jeszcze udawało mi się coś ciepłego zjeść no ale czasami trzeba było tylko jakiś suchy prowiant prawda. No i jak ruszałem o pierwszej, drugiej w nocy to tylko ewentualnie jakieś kanapkę miałem przygotowaną. Dzień wcześniej coś tam jadłem i ewentualnie ten zapas jedzenia, który cały starałem się mieć ze sobą te pół kilo. Takie suche żarcie. I znowu ruszałem i czekałem aż koło południa były jakieś warunki sprzyjające, przebiegałem koło jakiegoś schroniska gdzie mogłem zjeść obiad, prawda.

 

BLACK HAT ULTRA:

Miałeś takie sytuacje, że musiałeś bardzo odbić się od trasy GSB żeby się zaopatrzyć albo przespać? 

ROBERT KORAB:

Wiesz co, nie. Wszystko na szlaku. O to chodzi właśnie. Jak się planuje logistykę żeby jak najmniej tego czasu, energii tracić, nie.

 

BLACK HAT ULTRA:

Tak właśnie pytałam, jak to z życiem?

 

ROBERT KORAB:

500 metrów miałem w Bystrej jak stanąłem, 500 metrów bo byłem w mniejszych miejscowościach wiadomo, że nie ma tak rozwiniętej agroturystyki. Np. też któregoś dnia miałem tak, że miałem spać w chatce na Niemcowej, to był trzeci dzień ale pobłądziłem z samego rana chyba godzinę i później brakło mi tego czasu. Żeby tam się wyrobić w takiej przyzwoitej porze żeby być w chatce i zjeść coś ciepłego. Miałem obsuwę i zadzwoniłem do tej chatki  na Niemcowej i miałem tam nocleg wstępnie zarezerwowany i mówię czy jak będę o dziewiątej to jest szansa na nocleg z jakim jedzeniem. Tak, że na nocleg jest szansa ale o jedzeniu  można zapomnieć bo oni już idą spać. No to ja wiedziałem, że mam ciężki dzień za sobą. Wiedziałem, że będę tam później, będę dziewiąta, dziesiąta. Będę zmęczony nie umyję się bo tam warunki dosyć spartańskie, nie zjem. I stwierdziłem, że w takiej sytuacji skrócę etap do Rytra, które jest u podnóża tego wzniesienia, które miałem wejść czyli stracę 7 kilometrów ale będę tam wcześniej, będę tam o siódmej. Spokojnie sobie  zrobię zakupy w sklepie, spokojnie sobie jakiś dobry obiad czy posiłek w agroturystyce. A postaram się ten odcinek np. nadrobić przez następne albo przez dwa dni. To co straciłem. Tak trzeba było na bieżąco reagować w zależności do sytuacji. No i generalnie po dwóch dniach ten odcinek 7 kilometrowy odrobiłem i już startując z ostatniego dnia szóstego już miałem wszystko zgodnie z planem poukładane tak jak było w założeniach. Ale tak jak mówię trzeba było reagować na sytuację, na bieżąco. Wcześniej bazę oczywiście w telefonie, tych ewentualnych innych alternatywnych miejsc, też wykonywałem ten szlak trzeci raz. Tak, że już mniej więcej wiedziałem, w jakich  miejscowościach, jak jest z noclegami, gdzie jest większa baza, gdzie jest mniejsza. Także tu to doświadczenie z tych wcześniejszych projektów się przydało.

 

BLACK HAT ULTRA:

Opowiedz te pół kilo, które miałeś przewidziane na jedzenie, to na co przeznaczałeś? Co było dla ciebie takim najbardziej energetycznym, najbardziej wartościowym? 

ROBERT KORAB:

Ser żółty, kabanosy, chałwa. Pierwszy dzień, drugi jeśli czekolada mi wchodziła, tak później już nie wchodziła mi ale wchodziły mi cały czas takie batoniki nadziewane czyli adwokaty, Grzesie. To mi cały czas wchodziło.

 

BLACK HAT ULTRA:

Żele rozumiem, sobie nie robiłeś? 

ROBERT KORAB:

Jadłem, jadłem wszystko to co było to co było w sklepach dostępne. To co było w schroniskach. Nawet tak jakby chciał żela to nie kupisz tego w schronisku czy sklepie. No i generalnie te rzeczy generalnie jadłem. Orzeszki jakieś słone czyli konkretny obiad zawsze 2 - 3 daniowy jadłem i chałwa, kabanosy, ser żółty. Razem się udało w Iwoniczu hot dogi. Biegłem do Iwonicza taki głodny pamiętam, wszystko pozamykane ósma rano. Bo to biegniesz na szlaku startujesz o drugiej w nocy to tracisz rachubę. Mi się wydaje, że jesteś już sześć godzin, to już się okaże, że jest pół dnia. To dopiero się miasto budzi wszystko pozamykane kurcze, ludzie się budzą ze snu. Pytam się w restauracji panie tu jest wszystko pozamykane. Ale nic tu ciepłego nie zjem? Jest jakaś kawiarnia nawet może? Nie ma ale jest żabka. No ale żabka to wiadomo hot dogi, kawa, herbata w tej chwili. Taka Żabka mi uratowała tyłek wtedy. Pamiętam dwa hot dogi, kawa usiadłem oparty o szybę. Pani nawet nie protestowała wtedy, dużo kupiłem jeszcze jakąś wodę kokosową. Pół godziny popas w tej Żabce w Iwoniczu. I później ruszyłem z siłami, coś ciepłego, wypiłem gorącą herbatę. Poranki były chłodne od trzech do pięciu stopni. Ciepło jakoś specjalnie nie było ale z drugiej strony w ciągu dnia była fajna pogoda bo miałem taką właśnie 15 - 18 stopni. Udało mu się. To była końcówka września, przyszła fajna, wyżowa pogoda i temperatura w ciągu dnia była tak między 15 a 19 stopni. Tak, że można powiedzieć idealna.

 

BLACK HAT ULTRA:

Słońce za chmurkami. 

 

ROBERT KORAB:

Za chmurkami, troszkę przebijało chyba trzeciego dnia, jak mgły ustąpiły. Jak pojawiłem się w Krynicy Górskiej. Ale generalnie nie przeszkadzało mi to. Było takie słońce kojące. Temperatura była fajna. Jakieś tam delikatny deszczyk miałem przedostatniego dnia. Jak wchodziłem na Pilsko, jak zbiegłem słabiej trochę wtedy przemoczyłem buty. Ale to był piąty dzień projektu, przedostatni więc już wiedziałem, że stopy wytrzymają. Ale to były takie opady kilkugodzinne i takie dosyć drobne. Aczkolwiek było troszkę błotniście jak zbiegałem z Hali Miziowej. To taki teren jest dosyć ciężki. Jak się zbiega do Ścianki z Hali Miziowej do Żabnicy. Ale pogoda generalnie super.

 

BLACK HAT ULTRA:

Opowiedz jak ciuchowo to rozwiązałeś? Miałeś dużo ciuchów na zmianę czy leciałeś cały czas w jednym stroju?

 

ROBERT KORAB:

Wiesz co, mam miałem w plecaku dużo odzieży technicznej m.in. firmy Lurbel, która mnie wspiera właśnie w moich poczynaniach biegowych, w tych projektach była moim bardzo mocnym wsparciem. Biegam już od dobrych kilku lat i naprawdę ma świetne parametry jeśli chodzi o techniczność. Ja mówię, że biegam w takich odzieżowych mercedesach i naprawdę nie ma w tym przesady ponieważ jest to naprawdę fajna jakość i niska waga i ten sprzęt się sprawdzał we wcześniejszych moich biegach, treningach itd. No i miałem dużo tej odzieży. Przede wszystkim na niej bazowałem. Oprócz tego oczywiście bardzo dobra kurtka z Gore-texa, bo to jest podstawa. Z kapturem w razie załamania pogody, jakiegoś zimna to jest podstawa. To taki Gore miałem ze sobą, miałem też cieńszą kurteczkę taką 100 gramową, od wiatru. Tak ubrany byłem w spodenkach trzech czwartych ponieważ widziałem temperatury, że 15 - 18 w ciągu dnia. Noce chłodniejsze, ranki chłodniejsze, więc stwierdziłem, że trzy czwarte spodnie będą optymalne. Kurtka, koszulka rękawki, które sobie w ciągu dnia zwijałem jak zrobiło się chłodniej pod wieczór to sobie naciągałem. I w takim sprzęcie biegłem. Oczywiście przychodziłem, przebierałem się w ciuchy. Miałem suche na zmianę.

 

BLACK HAT ULTRA:

Miałeś na zmianę drugi komplet.

 

ROBERT KORAB:

Tak, tak mogę powiedzieć jak odliczysz kilogram picia, pół kilograma jedzenia to miałem  ponad pięć kilogramów klamotów ze sobą. Ale właśnie miałem  dwa telefony, powerbanka, tackera to chyba też ciężkie rzeczy. Dwie czołówki, no i ciuchów miałem bodajże dwie albo trzy zapasowe bluzy, spodnie wodoodporne, śpiwór, takie długie w razie załamania pogodowego. To mi uratowało życie tego trzeciego dnia. Trzy pary rękawiczek, bardzo marznę w ręce i miałem trzy pary rękawic bardzo cienkie na taką stabilną pogodę, chłodne ranki, drugie troszeczkę grubsze i nauczony tę sytuacją z ulewą, motocyklowe sobie kupiłem, cienkie ale takie po których spływa deszcz. Czy w razie jakiejś burzy, ulewy ubieram spodnie wodoodporne, ubierałem kurtkę z Gore-Texu, ubierałem te rękawiczki i wiem, że nie przemoknę. Czyli można być też tak za dużo bo mogłem tego nie brać. Ale wiedziałem, że to jest moja pięta Achillesowa to marźnięcie w ręce więc chciałem się przed tym uchronić w razie czego. Także takich klamotów  było sporo. Części się nie wykorzystało ale dzięki temu miałem taki komfort psychiczny, że w razie czego, w razie W je mam. 

Robert Korab Black Hat Ultra - fot Shoot

fot. Shootit

          […] takich poligonów było sporo. I to nie ma ograniczeń, i to tylko twoja kreatywność co sobie wymyślisz. Niekoniecznie musi to mieć wymiar sportowy czy mierzenie się z rekordem, ale może być takie osobiste wyzwanie, że chcesz coś zrobić takiego. Co sobie wymyślisz to uważasz, że to jest fajne. Żeby to było jakieś takie stymulujące dla ciebie, żeby cię angażowało, żebyś miał jakiś cel, który cię angażuje.

BLACK HAT ULTRA:

Jakieś czapki też miałeś? 

ROBERT KORAB:

Tak, miałem buffy, czapeczkę jakąś cieniutką też miałem. Także byłem zabezpieczony na każdą ewentualność. To nie tylko tyle, że chodziło o komfort ale chodziło też o zdrowie. Jeśli jest się samemu w górach. Można powiedzieć, góry są fajne i piękne jak jest pogoda i bezpieczne nie. Cała zabawa zaczyna się jak psuje się pogoda. Pojawia się mgła, albo robi się zimno i wtedy nie potrzeba dużo. Na przykład jesteś w ruchu, jesteś w stanie w każdych warunkach przetrwać, jak się rusza, idziesz do przodu a wystarczy skręcasz nogę, spada ci tempo. Przemakasz i co? Wiadomo tych klamotów jest cała masa i czasami je trzeba mieć na zapas żeby w razie W gdyby coś takiego się stało żeby można było uratować swój tyłek, że tak powiem. To trzeba dźwigać. Można pójść po bandzie i zaryzykować i mieć tego mniej. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale również można biec z supportem. [śmiech] I powiedz mi a miałeś jakąś warstwę ocieplającą, jakąś taką małą puchóweczkę albo polar.

ROBERT KORAB:

Miałem polarek setka, to była chyba finiszerka nawet z biegu Siedmiu Szczytów, dawali seteczkę był taki cienki. A też go miałem ale miałem z długim rękawem tak. Ale miałem np. odzież Lurbela na wszystkie strefy temperaturowe i na ciepło, na średnią temperaturę, jest też taka kolekcja na takie ekstremalne warunki. Także miałem bardzo dużo pokupowanej odzieży takiej technicznej, bardzo specjalistycznej. Wiedziałem, że to jest sprawdzone i dobre i wiedziałem, że mogę na tym polegać. I przede wszystkim nie jest ciężkie. W moim przypadku mała objętość a wysoka jakość żeby tego była. I to się sprawdziło.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czy ze sprzętu elektronicznego też robiłeś jakieś specjalne zakupy pod kątem wagi tego sprzętu? Wybierałeś jakiś ultra lite rzeczy, elektroniczne czyli powerbanki albo czołówki, czy starałeś się żeby były super lekkie?

 

ROBERT KORAB:

Tak jak mówiłem wcześniej człowiek wyciąga wnioski. Postanowiłem sobie, że kupię sobie lepszą czołówkę, zainwestowałem w taką fajną Ledlensera, bardzo leciutką, niezawodną, sprawną. Wiesz, nie planujesz w co będziesz ładował ten akumulatorek. A z drugiej strony planuje, a przyjdziesz do schroniska nie ma prądu albo nie ma gniazdka. Po kilku czasami tak jest, nie? Musiałem mieć drugi akumulatorek naładowany zapasowy a oprócz tego jeszcze drugą czołówkę co miałem to nie akumulatorek tylko na baterie, w rezerwie. Gdyby nie naładował, rozładował to miałem w pogotowiu z tymi bateriami, których nie wykorzystałem w ogóle tylko mi dociężała plecak, ale była. Miałem ten komfort psychiczny, że w razie W gdyby nie doładował, zapomniał, zrobiło zwarcie, zepsuła się czołówka zawsze mogą liczyć na tą drugą, która będzie świecić, nie.

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale parę butów miałeś jedną? [śmiech] 

 

ROBERT KORAB:

Parę butów miałem jedną. Jedną parę butów, ale miałem taśmę reperacyjną, taką srebrną specjalnie po to, że gdyby coś się z butami działo żeby można było w jakiś prowizoryczny sposób je załatać. Jedne buty to wiadomo, psujesz buty koniec. Chyba, że na bosaka doczłapiesz do miasteczka i kupisz jakieś półbuciki. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Fajnie. Fajnie, że o tym opowiadasz bo to jest taka wiedza, która wypływa z doświadczenia i myślę, że wielu osobom może pomóc.

 

ROBERT KORAB:

Trzeci projekt. Też troszeczkę czytałem. Wielokrotnie też robimy w różnych okolicznościach i człowiek się uczy na podstawie tego, nie.

BLACK HAT ULTRA:

Czy miałeś jakiś system do trackowania, który live pokazywał twoją pozycję w sieci?

 

ROBERT KORAB:

Tak, wiesz miałem trackera ze sobą, który był też formą takiego, raz że fajnie  można było śledzić moje poczynania na szlaku ale też pełnił formę takiego, formalnego bufora bezpieczeństwa. Gdyby coś się działo no to wiadomo było gdzie jestem, można było mnie łatwo ewentualnie zlokalizować. Nawet była taka sytuacja chyba, jak biegłem drugiego dnia do bacówki w Barwnym w Beskidzie Niskim. Taka kompletna dzicz, nie ma zasięgu i w pewnym momencie gdzieś tam stanąłem w miejscu na jakieś górze i tam nie ruszałem si przez kilka godzin. No i nawet znajomi byli poddenerwowani być może coś mi się stało? A tam było coś z zasięgiem. I pomimo tego, że dobiegłem do schroniska i tam byłem. To moja pozycja była gdzieś tam parę kilometrów wcześniej, tak jakbym gdzieś stał na grani [śmiech]. Ale w Beskidzie Niskim z tym zasięgiem jest jeszcze gorzej. Taker fajny, dzięki temu można było śledzić moje poczynania na tym na Facebooku. Taką sobie stronę założyłem stronę Korab Lurbel GSB. I tam właśnie koleżanka Bożena Jackowska z reguły raz wieczorem do mnie dzwoniła. Jak nie miałem sił rozmawiać zdawała mi dwa razy dziennie relację jak przebiegają moje zmagania ze szlakiem. Ona to w fajnej formie publikowała na stronie. I dzięki temu ten przekaz był taki w miarę fajny tego całego mojego dokonania.

BLACK HAT ULTRA:

To ci zajęło 6 dni tak?

ROBERT KORAB:

Wiesz co 5 dni dokładnie 14 godzin.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czyli dziennie robiłeś niecałe 100 kilometrów?

 

ROBERT KORAB:
Tak muszę powiedzieć niecałe 100 kilometrów dziennie. Przez pierwsze dwa dni, pierwszego dnia zrobiłem setkę, drugiego dnia zrobiłem setkę a później już nawet jak planowałem to widziałem, że już trzeciego dnia sesji nie zrobię. Więc też troszkę zmniejszałem dystans ale tak sobie poukładałem, że ostatniego dnia mieli już najkrótszy etap. Tego trzeciego dnia już spałem w Żabnicy i do pokonania miałem cały Beskid Śląski czyli ok 50 kilometrów. Także wiedziałem, że będę tego dnia tak wypruty, że chcę mieć tą satysfakcję, że będę mógł mniej tego dnia spędzić na szlaku, na tym zmęczeniu. No i wszystko się sprawdziło, wszystko udało się zrealizować tak jak sobie można powiedzieć poukładać finalnie. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Powiedz jeszcze jeśli chodzi o strumienie na trasie, wiedziałeś gdzie  będą takie strumienie, z których bezpiecznie możesz wziąć wodę? 

 

ROBERT KORAB:

Mniej więcej wiedziałem, bo tak jak powiedziałem, już trzeci raz robiłem, wiedziałem gdzie jest szlak. Wiedziałem, że w paśmie Babiej będą, w paśmie Pilska będą potoki ale też nie miałem takiego musu żeby się tak często właśnie w tych strumykach, wspomagać tymi strumykami ponieważ robiłem to jesienią kiedy ta [...] nie była taka drakońska, nie była taka wysoka. Jak robiłem za pierwszym razem, za drugim razem w czerwcu, w drugiej połowie sierpnia. No to jak, z pominięciem tego załamania pogodowego były przez pierwsze dwa dni upały, naprawdę trzeba było z tych źródeł często korzystać. Ale tak jak pytasz czy miałem to rozkminione to uważam, że jak ktoś promuje taki projekt to właśnie logistyka, planowanie, poznanie trasy, znajomość trasy to jest jeden z takich warunków, które pomagają na pewno ukończyć w fajniejszej formie i bezpieczniej właśnie ten cały szlak. Znajomość materii. No cóż każdy aspekt jest ważny. Tym bardziej, że sam o wszystkim musisz myśleć, żeby zjeść, żeby się przespać, że jak wrócisz za późno to możesz  nie zjeść ciepłego posiłku. Też tak miałem po tym jak biegłem do Barwnego. Miałem zaklepany drugi nocleg w bacówce i dzwonie do pana, że będę gdzieś około dwudziestej, dobrze poczekam na pana, zjadłbym coś ciepłego. Sorry ale kuchnia czynna do 19. Dobrze to niech pan te pierogi ugotuję, zjem zimne. Pan był trochę zaskoczony [śmiech]. Jak zimne pierogi, chciałam cokolwiek zjeść. Bo w Beskidzie Niskim biegasz z Kątów i przez 5 - 6 godzin biegniesz i nie ma nic, żadnego sklepu, żadnego zabudowania. A to co już kupiłem w Kątach już dawno w moim żołądku wylądowało. Więc tak przybiec w takim samym dniu. Nie zjeść nic i jeszcze rano ruszyć na czczo. I też przez kilkadziesiąt kilometrów biegniesz po nocy, bo o drugiej w nocy czyli o 5; 6 godzin biec żeby jakiś sklep zahaczyć. Czyli 12 godzin bez jedzenia no to byłoby ciężko. Ale udało się pana uprosić żeby mi te pierogi zimne gdzieś tam zostawił ale jak przybiegłem do bacówki. Okazało się byłem po dziewiątej, że czekał na jakąś większą grupę polskich turystów i kuchnia była otwarta. Całe szczęście, ciepły posiłek. Zjadłem podwójną porcję tych pierogów także udało się. Ale w najgorszym scenariuszu miałem przygotowane właśnie żeby zjeść te zimne. To trzeba myśleć, cały czas musisz skanować rzeczywistość i zastanawiać się co by było, a co będzie  nie tylko o tym żeby się przespać, żeby się umyć ale też właśnie żeby zjeść, mieć na rano jedzenie. Bo to bez zapasów długo nie pociągniesz.

 

BLACK HAT ULTRA:

To jest też taki temat. On jest chyba związany z prędkością, że nie możesz sobie narzucić nie wiadomo jakiego tempa bo wtedy za bardzo twoje ciało jest poddane temu tempowi i przestajesz  trochę kontrolować rzeczywistość a z tego co opowiadasz, ty musisz być cały czas w pełni świadomy tego co się dzieje dookoła. Na biegach często tak jest, że ludzie mają świadomość punktów odżywczych, to po prostu idą w dzidę i czy tam umrą czy nie umrą to wiedzą, że za 10 - 15 kilometrów będzie punkt odżywczy. 

 

ROBERT KORAB:
W najgorszej sytuacji dzwonisz za godzinę i przyjeżdżają. Ja wiedziałem, że muszę zrealizować plan i nie ulegać takiemu hurra optymizmowi. Na przykład zrobiłem pierwszego dnia, w założeniu setkę do Komańczy, zrobiłem to setkę w 17 godzin i śmieje się, że zmieściłem się w limicie hardcore dawnego, trwałaby to 17 godzin. No i byłem też o 19 w tej Komańczy i też taka pokusa może jeszcze pociągnąć tam z dyszkę, 15 bo wczesna pora 19 godz. A nie kuźwa, tyle sobie założyłeś i zostań przy tym. Nie chytrz się na kolejne kilometry bo zapłacisz za to, odpocznij sobie, wykąp się, zjedz. I tak też zrobiłem. O pierwszej w nocy, wtedy byłem w domu o dziewiętnastej wykąpałem się, zjadłem, przespałem się trzy godziny i o pierwszej w nocy wyruszyłem żeby kolejnego dnia zdobyć kolejne 100 kilometrów. Być może pokusił o tę dychę to byłbym w tym drugim miejscu, w Przybyszowie. Byłbym może 21"30' i być może nie zjadł tam już nic i mogłoby się wszystko pochrzanić a tu miałem wszystko pod kontrolą i realizowałem plan. To było najważniejsze bo też takie wzmocnienie psychiczne kiedy wiesz, że wszystko jest zgodnie z planem. A nie ma co chytrzyć tylko trzeba twardo być przy tym, co się wcześniej postanowiło. Tym bardziej nie było to takie spontaniczne to co zaproponowałem tylko to były przemyślenia kilkumiesięczne, analiza wcześniejszych biegów poparta doświadczeniem. Więc wiedziałem, że to jest taki maks, który na moje możliwości optymalny.

BLACK HAT ULTRA:

Super. Powiedz działo się coś niepokojącego fizycznie z twoim ciałem podczas tych sześciu dni, coś cię zaskoczyło mimo wszystko?

 

ROBERT KORAB:

To zaskoczyła przede wszystkich trochę senność. Bo ja generalnie starałem się tak robić żeby pod wieczór biec maksymalnie do ósmej, dziewiątej. Bo wiedziałem, że po nocach na zmęczeniu jest bardzo ciężkie. Z wcześniejszych projektów momentalnie łapię senność. Także wolałem biec po ciemku ale w miarę jak rozpocząłem etap. Czyli ruszałem o pierwszej, drugiej w nocy. I wtedy po ciemku nadrabiać. I tak tak sobie założyłem i tak jak pierwszego dnia wyruszyłem o drugiej w nocy bo tak zacząłem etap, nie miałem z tym problemu. Już drugiego dnia wychodziłem z Komańczy o pierwszej w nocy, wtedy byłem o 19 w schronisku. Z reguły miałem o drugiej wyjść, ale wyszedłem wcześniej o pierwszej. Bo mam sto kilometrów kolejne wolałem mieć jedną godzinę tak wiesz w zapasie. Że jak by mnie spowolniło, będę miał wolniejsze tempo żeby do tej placówki dotrzeć. Bo w Beskidzie Niskim nie było innej alternatywy, nie? Jest takie bezludzie, że tam musisz dotrzeć do tej bacówki. A nie chciałem późno po nocy, wolałem wcześniej po nocy niż na zmęczeniu po nocy. Więc wyszedłem wcześniej. No i około piątej, szóstej rano gdy dobiegłam do Puław pierwszej miejscowości zaczęło mnie niesamowicie łamać. To był dopiero drugi dzień. I tam jest taki długi odcinek między Puławami a Wisłoczkiem asfaltowy. 5 albo 6 kilometrów podbiegałem, szedłem od lewa do prawa. Oczy mi  się zamykały, a było 3 - 4 stopnie, nie padało ale zimno. Był jakiś tam przystanek w Puławach, no to wypadało, było mi zimo jak szedłem się położyć jeszcze pod taką wiatą, nie było mowy żeby się przespać, gdzieś tam oczy zamknąć. Wiedziałem, że Wisłoczku jest baza namiotowa. A że robiłem to we wrześniu więc wiedziałem, że baza jest nieczynna, tylko sezonowa. Czyli tylko w okresie wakacyjnym czerwiec, końcówka czerwca, sierpień. Mimo wszystko w głowie miałem może tam będzie jakaś wiata, może coś tam? To był taki mój taki mini cel. Ale szedłem taki zombi trochę. Wiedziałem, że muszę na te pół godziny przyciąć drzemkę bo tego potrzebuje. Po prostu za chwilę gdzieś tam się wyłożę, zrobię czy coś w tym stylu. No i kurcze doszedłem do tej bazy pierwszy rzut w lewo wiata no to odkryta, nie. Była tam klamka, łapie za klamkę zamknięte. Taka prowizoryczna mała. Już taka załamka, nie wiem co robić czy się kłaść na tych dechach, karimacie i przynajmniej w tym zimnie troszeczkę złapać pół godziny snu. Ale patrzę po lewej stronie jest taki malutki budynek prowizoryczny. I były drzwiczki, otwieram a tam taka sezonowa sauna sucha. Ale odsłonięta w środku ławeczka więc szybka decyzja. Ściągnąłem karimatę, wyjąłem śpiwór. Na 30 - 40 minut położyłem się, tam już byłem osłonięty od wiatru. Było cieplej, sucho. I 40 minut tam sobie odpocząłem. Ciężko powiedzieć, że to był sen. Ale zamknąłem oczy, mózg troszeczkę się zresetował, odpoczął. I po 40 minutach jak wstałem była już koło siódmej. Słoneczko zaczęło być widoczne, zaczęło operować i jak już wyszedłem na zewnątrz, było już całkowicie ciepło już do końca dnia nie miałem żadnego kryzysu. To był taki sen jak ci mówiłem, że nie jest w stanie tego opanować. Wydaje ci się, że a co tam jak na biegu jednodniowym to jeszcze ten kryzys przemożesz  a tutaj po prostu czułem, że muszę to zrobić ponieważ za chwilę padnę. No i te pół godziny 40 min wystarczyło żeby później przez cały dzień już czuć się fajnie. I drugi taki mamy etap piątego dnia. Podobnie wyszedłem o drugiej w nocy z Bystrej i podobna historia też. Szósta rano kurczę, jestem tam na podejściu pod Podhale Krupową i też lewo, prawo mnie rzuca i też wiedziałem, że muszę dojść do schroniska na Hali Krupowej. Bo bo noce chłodne. Normalnie w lecie jak jest 15 - 18 to idziesz pod wiatę się, kładziesz się i temat załatwiony. Ale jak masz 5 - 6 stopni, zmęczenie, jesteś mokry no to może się rozchorować, nie odbyć dokładnie albo jeszcze bardziej wychodzić, roztelepie cię itd. Więc wiedziałem, że muszę zejść ze schroniska wchodzę szósta rano otwieram. Całe szczęście wiatrołap był otwarty, schronisko było zamknięte. Ale wiatrołap jest postawiony właśnie po to żeby tacy jegomoście jak ja, mieli możliwość schronienia.

 

BLACK HAT ULTRA:

Takich jak ty nie jest wielu ale tak to w tym celu. [śmiech]

ROBERT KORAB:

I ławeczka też dwa metry, wiatrołap dwa na dwa. Ale wystarczyło żeby właśnie wyciągnąć piórka i matkę i żebym też 40 minut przyciął komarka i później jak tamta historia. Już mnie puścił, słoneczko, ciepło jakaś werwa się pojawiła. Już do końca dnia nie miałem problemu. Najgorsze było to takie przy świcie, nad ranem takie właśnie miałem zmuły. Niby 4 godziny napierania tylko ale tylko 3 godziny snu. To mało i każdego dnia się nasilało.

BLACK HAT ULTRA:

I pewnie ten sen też nie był jakiś super równy, prawda. To nie jest tak, że zasypiałeś i całe trzy godziny sobie pięknie spałeś jest tylko pewnie przywracanie było jakieś. 

 

ROBERT KORAB:

Najgorzej było przed 5 etapem jak spałem w Bystrej i wiem, że następnego dnia mam długi odcinek. A przy okazji mam do pokonania np. Babią Góry i Pilsko. Zmęczenie też było 300 kilometrów przed metą w nogach. I już tak jak mówisz niby takie zmęczenie niby wiesz, że musi się kłaść szybko spać, zjeść tylko te wszystkie procedury, które mówiłem pozałatwiać, ładowanie, mycie, jedzenie i kładziesz się w łóżku i kurczę bolały troszeczkę. Przewracanie nie jest takie przyjemne i nie mogę zasnąć. Ty wiesz, że takie myślenie to czas ci ucieka, że masz tylko na te trzy godziny i pół godziny uciekło już masz dwie i pół. Ale w końcu gdzieś tam po niecałej godzinie udało mi się te dwie godziny snu złapać. No i właśnie poprzez to, że tak mniej spałem. Być może przed Halą Krupową zaczęło mnie łamać i musiałem się posiłkować takim spaniem w tej kańciapce przy schronisku.

 

BLACK HAT ULTRA:

A opowiedz jeszcze o tym jak wyglądało śledzenie samego szlaku czy korzystałeś z traka w zegarku czy miałeś mapę czy po prostu patrzyłeś się na oznaczenia szlaku fizycznie na drzewach, domach. Czy miałeś właśnie analogową mapę w ogóle cały czasze sobą? 

 

ROBERT KORAB:

Nie, na tyle szlak znałem ale przede wszystkim oznaczenia Szlaku Głównego, Szlaku Beskidzkiego najważniejszy szlak w Polsce. Są w miarę dobre. Są oczywiście odcinki lepiej oznaczone i gorzej oznaczone. Są też takie odcinki są źle oznaczone. I dodatkowo miałem znajomość to pierwszy taki atrybut, następnie miałem dwa zegarki, w których miałem traki  całego szlaku. Aczkolwiek nigdy się nie włączałem zegarków. Tylko w sytuacjach awaryjnych, nad ranem czasami włączyłem po ciemku raczej nie było to dobrze widać a nie cały czas. Tylko na noc, w nocnych fragmentach pokonania szlaku włączyłem te traki, które mi pomagały. Ale to głównie właśnie traki i ta znajomość szlaków. Ale też były miejsca gdzie np. kilka razy pobłądziłem. Drugiego dnia wyszedłem z Bartnego. A tam jest szlak między Bartnym a Wołowcem. Też ten szlak jest taki nie do końca znaczony. Dodatkowo jeszcze była mgła. Może dodatkowo też jeszcze wstałem niedawno, byłem taki zaspany. No i też kurcze wyszedłem z innego miejsca w pewnym momencie zgubiłem szlak, zakręciłem się w kółko, w pewnym momencie go znalazłem idę, po pół godzinie okazuje się, że wróciłem do miejsca gdzie było wcześniej. Czyli cofnąłem się z powrotem po szlaku. Nie szedłem do przodu tylko do tego samego  miejsca. Godzina wtopy. Już nerwówka. Bo wiesz, że tej godziny ci później braknie albo będziesz musiał zasuwać po nocach i wtedy właśnie w Rytrze spałem.  I wtedy właśnie zabrakło. Podobnie miałem też w Beskidzie Niskim taki przypadek jak się między Chyrową a Kątami też idzie taką granią i też tam szlak jest rzadko uczęszczany, nie ma udeptanych  ścieżek i też pewnym momencie oznaczenia są słabe i zastanawiasz się, czy masz traka. W praktyce też nie jest na tyle dokładny, że trak ci pokaże co do metra jak idzie. Też pół godziny chyba tak wiesz prawa, lewa, prawa, lewa wracałem się. Wchodziłem nie, żeby w końcu znaleźć właściwą ścieżkę. A takich sytuacji nie było zbyt wiele ale mi się tak ze 3 - 4 godziny na całym szlaku straciłem na takie właśnie błądzenie. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Relatywnie spoko ale dobrze.

ROBERT KORAB:

Weź pod uwagę, że znałem szlaki i je straciłem. Także ta znajomość szlaku jak ktoś trenuje coś takiego, niektóre odcinki, jest dobrze zrobić jakiś rekonesans. No chyba, że ktoś się nastawia na wynik sportowy tak jak ja. To myślę, że większy komfort. 

 

BLACK HAT ULTRA:

I jaka sytuacja by nie była jaki wynik to zgubienia trasy zawsze działa psychicznie.

 

ROBERT KORAB:

Na zawodach tym bardziej. Jak człowiek się musi wrócić i jeszcze myśli ile osób mnie nie wyprzedziło w międzyczasie. 

 

BLACK HAT ULTRA:

To już nie wspominam. Powiedz zbierając te wszystkie twoje doświadczenia i sposób w jaki się spakowałeś się na tę ostatnią twoją wersję GSB. Czy coś byś jeszcze zmienił w swoim ekwipunku? 

 

ROBERT KORAB:

Wszystko się raczej mi się sprawdziło. Wydaje mi się, że takie było optimum. Jak mówiłem może jednej sznurówki nie wziąć, tu odchudzić może i telefonu. Ale to tak jak mówię, to są takie dupochrony i bardzo newralgiczne ważne rzeczy. Nie przydały się, nikłe szanse na to żeby zepsuć się telefon na tyle żeby nie mógł działać, czy czołówka żeby ci się zepsuła. Ale jak się zepsuje to jest finito. Można by było tak odchudzać wziąć jedną bluzę mniej może, wiesz. No ale wiesz, niech by się załamała pogoda, przyszedł front, jakaś burza no i wtedy ta rzecz by była potrzebna. Także wydaje mi się, że miałem w asekuracji trochę rzeczy. Ale wydaje mi się, że gdybym robił drugi raz to też trzeba dbać o swoje bezpieczeństwo. Nie chciałem iść po bandzie totalnie żeby zaryzykować i wziąć tam dwa kilo może by się udało. Ale mi się udało. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Bardziej nie myślę o takich rzeczach żeby rezygnować z backupu tylko, że może coś ewidentnie byś odrzucił albo coś ewidentnie byś dodał do tego ekwipunku jeszcze?

ROBERT KORAB:

Bo myślę, że to było takie optimum. Analiza długa, wielomiesięczna w oparciu o te wcześniejsze jakieś tam projekty i chyba tak mam z tyłu plecaka 7 kilo ze wszystkim no to można bo tam jeszcze pół kilo urwać. Ale jeśli chodzi o sprzęt to naprawdę miałem to czego chciałem i wszystko się sprawdziło w trzeciej edycji mojej.

Robert Korab Black Hat Ultra.jpg

fot. Robert Korab

BLACK HAT ULTRA:

I co będziesz jeszcze próbował ten czas podkręcać? 

 

ROBERT KORAB:

Nie, na pewno nie. Moim założeniem było to, taki mamy ambitny cel, że te 6 dni chciałem zrobić jako pierwszy. To mu się udało zrealizować w sumie w ciągu dwóch projektów. Mega przygoda. Wiem jaki to jest ciężki wysiłek. Wiem jak to daje w kość, wiem jak długo po tym człowiek do siebie dochodzi. Jest to piękna przygoda. Pomimo tego wszystkiego. Mega doświadczenie, te wszystkie przygotowania, cele pośrednie do tego prowadzą. To wszystko jest na tej drodze. Jak tak popatrzysz tak dalej to właśnie te wszystkie inne rzeczy są bardzo istotne. Wiadomo GSB też, ale to wszystko co się wokół tego dzieje to myślenie, analizowanie, przygotowanie szpeju, sprzętu. Zastanawianie się co może wyjść, co może nie wyjść. To wszystko jest piękne ale jest to bardzo, bardzo ciężkie, dla ciała, dla głowy. Tak jak mówię, że jest to skatowanie organizmu. Na razie już nie tęsknię za tą formułą. Zrobiłem to co chciałem. Zrealizowałem swój plan z przygodami ale go zrobiłem. Być może wrócę na GSB, ale może nie latem a może zimą będę chciał zrobić tak wiesz w miarę szybko. Ale raczej na pewno nie w wersji takiej letniej.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czyli droga jednak zawsze jest ciekawsza niż sam cel.

 

ROBERT KORAB:

Tak jak tak popatrzeć z szerszej perspektywy. Na pewno tak. Bardzo często jest tak, że coś robisz. Coś ci się wydaje takie nieosiągalne na pewnym etapie. I w momencie jak w jakimś czasie osiągać to nagle miała być taka euforia. I wtedy tak cofasz się myślami. Ale po drodze ile było fajnych rzeczy, ile fajnych miejsc odwiedziłem. Także wydaje mi się, że to jest właśnie to jest chyba wydaje mi się nawet równie ważne jak sam cel. Jak ta droga, która do niego prowadzi.

 

BLACK HAT ULTRA:

Powiedz jak twoje plany na przyszłość. Co ci chodzi po głowie teraz? 

 

ROBERT KORAB:

Wiesz co, teraz mam problem z Achillesem. Mam nadzieję, że jestem już w drodze wiesz, że widać światełko w tunelu, że coraz lepiej bo jest trochę lepiej. Ale powiedziałem sobie, że dopóki nie będę w pełni sił i w pełni zdrowy żebym mógł na sto procent zrealizować swoje jakieś plany treningowe to nic nie będę planował. Także na obecną chwilę nie mam jakichś sprecyzowanych planów. Aczkolwiek coś tam po głowie chodzi ale muszę być dopiero w pełni sprawny sportowo żeby o tym myśleć. Ale na razie nie jestem nigdzie zapisany, nigdzie zadeklarowany ale podejrzewam, że być może będą takie właśnie indywidualne projekty bo uważam, że to jest bardzo fajna rzecz, na której człowiek się bardzo dużo uczy. Pewne rzeczy przeciera też, prawda. No i też w tej formie czasem też bardzo ciekawe właśnie takie wyzwania biegowe organizować.

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie to jest super ciekawe. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Jak widać potrafią być takie sytuacje, że zawodów nagle nie ma. To taka formuła, doświadczenie w takiej formule zaczyna być bardzo ważne?

 

ROBERT KORAB:

Dokładnie. Ja nie tylko GSB robiłem już trzy razy. Ale też np. rok temu w listopadzie poszliśmy z kolegą z Wojtkiem i pojechaliśmy do Kudowy i zrobiliśmy sobie bez supportu we dwóch z plecaczkami. To było takie przetarcie przed wyjazdem można powiedzieć. 250 kilometrów do końca szlaku sudeckiego w listopadzie. Cóż takie warunki lekko zimowe. I też po 50 kilometrów dziennie też taki projekcik. Nie? Później kiedyś jeszcze z Wojtkiem robiliśmy sobie, to był styczeń minus 20 stopni, myśmy stwierdzili, że sobie zrobimy taką pętlę 105 kilometrów wokół Bieszczadów. Przyjechaliśmy do schroniska pod Chonem. Podzieliliśmy sobie po 35 kilometrów, plecaki po 12 - 15 kilo. Minus 20, więc buty takie bardziej trekkingowe. No i w takiej temperaturze minus 20; 25 przez trzy dni zrobiliśmy taką pętlę przez Rawki, Ustrzyki, Caryńską, Jaworzec i wróciliśmy do Cisnej 105 metrów 3 dni.

 

BLACK HAT ULTRA:

A gdzie sypialiście? 

ROBERT KORAB:

Po schroniskach. Pod Chonem. Pierwszego dnia poszliśmy granicznym przez Rabią, spaliśmy pod Rawkami. Później wyszliśmy z Rawek na Caryńską, spaliśmy w Jaworcu schronisko przy czarnym szlaku i później następnego dnia wróciliśmy do Cisnej. Po 35 kilometrów dziennie w ekstremalnych warunkach. To też uczy, też uczy, testuje sprzęt, ciuchy też siebie. Wiesz na co zwrócić uwagę. Także takich poligonów było sporo i to nie ma ograniczeń i to tylko twoja kreatywność, co sobie wymyślisz. Niekoniecznie musi to mieć wymiar sportowy czy mierzenie się z rekordem ale może być takie osobiste wyzwanie, że chcesz coś zrobić takiego. Co sobie wymyślisz to uważasz, że to jest fajne, nie. Żeby to było jakieś takie stymulujące dla ciebie, żeby cię angażowało, żebyś miał jakiś cel, który cię angażuje.

 

BLACK HAT ULTRA:

A tego typu wyzwania są mega stymulujące, bo tak jak mówiłeś, ty jesteś sam przeciwko, jesteś sam w naturze i musisz sobie sam ze wszystkim poradzić właśnie. Nie masz organizatora, nie masz współbiegaczy. Nie ma nikogo wokół. Jesteś takim zwierzakiem po prostu. 

ROBERT KORAB:

Jesteś właśnie blisko natury. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Jesteś bardzo blisko.

 

ROBERT KORAB:

Jesteś, jesteś tu i teraz praktycznie. Odcinasz się całkowicie od tego świata, który zostawiłeś za sobą. Jesteś na szlaku tak jak takie zwierzę, które musi przetrwać i które tam dobiec i zrobić wszystko po drodze żeby ten cel osiągnąć. Prawda. I to jest takie właśnie też, dużo się uczysz. Poznajesz też siebie. Wiesz to też wymaga właśnie takiego działania w niektórych sytuacjach, że nie możesz się obrazić na sytuację albo, że czegoś nie zrobisz. Może to zabrzmi górnolotnie ale walczysz każdego dnia walczysz o życie. Bo musisz dobiec do celu żeby w ciepłych warunkach się przespać. Bo nie jesteś w stanie tego zrobić na szlaku, przy tej pogodzie. Więc musisz ten cel osiągnąć. Nie tak właśnie jak na biegu odpowiedziałaś, że jest na fort, że ciśniesz. W najgorszej sytuacji zadzwonisz po organizatora, nie? Albo zejdziesz do punktu i wszyscy na ciebie czekają o fajnie jesteś masz ciepły koc. Bardzo często po ciężkim etapie przybiegasz do schroniska a tam się tobą nikt nie interesuje. Kuchnia zamknięta. My pracujemy i musisz sobie radzić, nie. Nikomu nie powiesz bajki, że jesteś na ostatnim kilometrze GSB i prosiłbym o łagodne traktowanie. Każdy ma to gdzieś i nie ma w tym nic złego bo każdy ma swoje życie. Dla nich nie robisz nic specjalnego to dla ciebie jest coś ważne.  A tak naprawdę ich to w ogóle nie interesuje. Musisz wcześniej albo użyć jakiejś dróg perswazji poprosić. A może pani by otworzyła tą kuchnię a może żurek? Bo tak miałem w Komańczy np., że przyjechałem 15 po 7 do schroniska, kuchnia zamknięta. Panie powiedziały, że już umyły gary i nawet nie mam na co liczyć. A może przynajmniej żurek, dobra. Żurek uratował mi życie a może gdybym po prostu ładnie nie poprosił, no to bym musiał po prostu pójść o pustym żołądku spać. Rano bym nie miał jakiś tam kanapek na wyjście. Także to też uczy takiego działania przede wszystkim bo wiesz, że musisz musisz sam o siebie zadbać i nikt tego za ciebie nie zrobi i to w każdym aspekcie. Możesz tylko ewentualnie zadzwonić jak masz siły do kolegi lub przyjaciela z nim pogadać. Licząc na jakieś fajne słowo. Ale uwierz mi, że nawet jak jesteś na takim turbo zmęczeniu wieczorem to już nawet rozmowa z kimś cię boli.  Nawet nie masz na tyle siły żeby logicznie zbudować zdania. Jest wysiłkiem dla ciebie. Najchętniej to byś  zrobił to co masz i musisz zrobić i w kimonko na te 3 godzinki. Żeby dać szansę temu organizmowi trochę się zregenerować. I też takie zastanawiające jest właśnie to co mówiłeś, co mnie zaskoczyło. Miałem takie momenty, że jak wieczorem jak dobiegałem do celu. Nogi miałem takie słabe, ciało. Jeszcze następnego dnia mam zrobić stówę, to jest niemożliwe. Czuję się taki wypompowany no i co ja tu? Mam trzy godziny się prześpię i mam kolejny dzień tak nadawać. To jest niemożliwe. Śpisz te 2 - 3 godziny wstajesz. Masz te kryzysy ale cały czas idziesz. Czyli też nie ma co za daleko myśleć, wybiegać. Tylko robić swoje a później zastanawiać się jak będzie problem nad tym problemem. A nie brać sobie do głowy i martwić się na zapas. Rób swoje, zrób to dojdź do punktu, zjedz, połóż się a rano się będziesz martwił co będzie dalej.

BLACK HAT ULTRA:

I realizuj przede wszystkim plan.

 

ROBERT KORAB:

Tak i te małe małe cele, cele pośrednie nie myśl o Tybecie tylko skup się na działaniu, na tych krótkich etapach i rób to, nie. A jak będzie problem wtedy reaguj, nie martw się na zapas, bo to czasami może odebrać motywację.

 

BLACK HAT ULTRA:

Teraz się z tego składa tak, że nie wyobrażasz sobie jak ty przebiegniesz te 170 kilometrów tylko zastanów się jak zrobić kolejny krok.

 

ROBERT KORAB:

Dokładnie. Mam małe etapy. Bo ta odległość tej mety, tego celu może  przytłoczyć albo psychicznie. Czyli idealnie właśnie być tu i teraz. Bieżąca chwila się tylko liczy bo wykonaniu mamy wpływ. Przyszłość znikoma na przeszłość tym bardziej a skupienie się na tej obecnej chwili daje takiej energii, zmusza do działania. Dlatego żeby być na sto procent w tym co się w danym momencie robi. Bo czasami to mówię, mamy takie skłonności jako ludzie do pesymizmu. Często sobie właśnie sami kreujmy jakieś  czarne scenariusze, które tak naprawdę nigdy się nie sprawdzają w dziesięciu procentach, one są tylko w naszej głowie. Czyli trzeba działać, robić swoje i  jakoś to będzie. Nie martwić na zapas, tym bardziej na rzeczy, na które nie mamy wpływu. Jaki to ma sens martwić się na coś na co nie mamy wpływu nie ma żadnego sensu nie ma. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale to jest właśnie to co opowiadasz, to jest takie myślenie, to mnisi opowiadają osoby, które dużo medytują. To są te same wnioski, do których dotarła filozofia Wschodu. Do tych samych wniosków docierasz ty biegając trudne wyzwania. I to jest kurcze wspaniałe.

ROBERT KORAB:

No, bo to prawda. To jest prawda to jest życie. Nie jest łatwo bo też mamy pewne nawyki, kiedy jeszcze nie mieliśmy świadomości, tej jakiejś takiej wiedzy. Ale to po prostu czysta prawda. Tylko, że sami z tego nie zdajemy sprawy jak to nas niekiedy blokuje. Takie właśnie myślenie nasze, takie nawyki, różne zachowania itd nie. Także w pewien sposób też takie bieganie, wysiłek uczy  właśnie jak to życie tak naprawdę wygląda i co w tym życiu jest właśnie ważne. Jakie są priorytety. To jest najważniejsze, nie. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Robert dziękuję Ci bardzo za to spotkanie.  

 

ROBERT KORAB:

Ja również dziękuję.  

 

BLACK HAT ULTRA:

Bardzo, bardzo fajną historią opowiedziałeś. W dzisiejszych czasach gdzie właśnie nam tych zawodów i ludzie będą chcieli ruszyć na samotne szlaki, ta twoja wiedza bardzo się przyda. Dziękuję ci serdecznie za poświęcony czas.

ROBERT KORAB:

Ja również dziękuję. Dzięki.

BLACK HAT ULTRA:

Dziękuję wam serdecznie za wysłuchanie tego podcastu.

Na koniec obiecany konkurs. Odpowiedzcie na pytanie:

ile razy Robert przebył trasę GSB od początku do końca?

Wśród poprawnych odpowiedzi wylosuję nagrodę, którą będzie kupon na 100 złotych w sklepie marki Lurbel. Odpowiedzi wysyłajcie na maila: ultra@blackhatultra.pl lub zostawcie je gdzieś w mediach społecznościowych - na Facebooku lub Instagramie bądź YouTubie.

Jeszcze raz dziękuję wam serdecznie za wysłuchanie tego podcastu. Zapraszam do wysłuchania innych odcinków podcastu BLACK HAT ULTRA i BLACK HAT TEAM.

 

A jeśli podoba wam się to co robię, serdecznie namawiam do wsparcia podcastu finansowo na patronite.pl/blackhatultra. Jedynym finansowym źródłem wsparcia tego podcastu jesteście wy, słuchacze. Dlatego bardzo doceniam każdy wkład, a najniższy próg wsparcia to tylko 5 złotych, więc nie ma na to czekać. Dokładny link znajdziecie w opisie odcinka.

W tej chwili podcast na Patronite.pl wspiera już 67 osób ale chciałbym wymienić tutaj nazwiska tych, których wkład jest największy. Są to: Przemysław Barnowski, Krzysztof Bednarz, Agnieszka Dudek, Michał Janiak, Marcin Jaźwiecki, Andrzej Gąsiorowski, Bieta Chryń-Morawska, Jakub Korczyk, Paweł Kaczmarek, Łukasz Kluba, Przemysław Kozłowski, Marek Maj, Wojciech Pietrzok, Mariusz Podgórny, Łukasz Różanowski, Kamil Sowiński, Marcin Stefaniak, Edyta Winnicka, Hubert Wierzbicki i Michał Wójcik.

Ponadto możecie wspierać podcast w mediach społecznościowych i umieszczać informacje o nim w relacjach, postach i na tablicach. Odwiedzajcie również stronę www.blackhatultra.pl, gdzie możecie słuchać podcastów, oglądać zdjęcia i być może skorzystać z WEGAŃSKICH PRZEPISÓW, które tam umieszczam.

 

Niezmiennie zapraszam również wszystkich do wystąpienia w moim drugim podcaście o nazwie BLACK HAT TEAM. Jego formuła wygląda w ten sposób, że sami nagrywacie swoje historie a nagrany materiał wysyłacie do mnie. Ja go publikuje w formie podcastu.

Zapraszam do kontaktu mailowego na adres: ultra@blackhatultra.pl.
 

Ten odcinek podcastu BLACK HAT ULTRA przygotowali:

Kamil Dąbkowski prowadzenie i montaż oraz

Piotr Krzysztof Pietrzak transkrypcja i media społecznościowe,

a autorem muzyki jest AudioDealer.

A jeżeli jeszcze ktoś tu jest?

 

Jeśli jeszcze ktoś mnie słucha? 

 

Jesteś tu? 

 

Tak ty. 

 

Zatrzymaj się na minutę, a może dłużej. Zostawiam Ci 5 minut spokoju. Wyobraź sobie, że jesteś dronem i lecisz nad górami. Zamknij oczy. I poczuj swój oddech. Tak po prostu. 

 

Buźka.

PRZEJDZ DO OCINKA: 
https://www.blackhatultra.pl/podcast/episode/798c2c0b/52-robert-korab-biegacz-gorski-przepis-na-gsb-black-hat-ultra-podcast

bottom of page