TRANSKRYPCJA
#76 ANDRZEJ WITEK

          To co się zmieniło bardzo w moim treningu to jest to, że nie ma spokojnych treningów, na które wychodzę. Każdy trening kończy się jakimiś albo w trakcie treningu, albo na końcu treningu są jakieś elementy lekkoatletyczne czy to podskoki, skipy, przyśpieszenia, podbiegi tyłem. Naprawdę przeróżne kombinacje, których ja wcześniej nie wykonywałem, bo to jest zasób takich środków treningowych raczej, których się w sporcie amatorskim nie dotyka. One są naprawdę taką już powiedzmy wisienką na torcie w treningu. Natomiast tutaj u trenera Andrzeja tego jest bardzo dużo. Więc myślę, że to jest taka główna zmiana i drugą zmianę jaką zaobserwowałem to też ja jako biegacz taki półprofesjonalny troszkę uciekłem w te treningi, które wykonywałem dobrze. Więc robię długie wybiegania, bo je lubię. Okazało się, że teraz przed tym biegiem na długim dystansie w górach nie wykonałem żadnego treningu, który trwał powyżej trzech godzin. Natomiast wcześniej robiłem to dosyć regularnie.

fot.Joanna Antoniak-Witek

BLACK HAT ULTRA:

Witajcie. Kilka dni temu miała miejsce tragedia, która pochłonęła życie 21 ultra maratończyków. Podczas 100 kilometrowego biegu Yellow River Stone Forest w Chinach doszło do załamania pogody. Poświęćmy chwilę na refleksję nad tymi, którzy odeszli realizując swoją pasję.

Hej, witajcie w podcaście BLACK HAT ULTRA.

To był Andrzej Witek. Ja się nazywam Kamil Dąbkowski i witam was w podcaście BLACK HAT ULTRA. Na początku tego sezonu Andrzej wdarł się hucznie na salony polskich biegów górskich zdobywając dwa medale Mistrzostw Polski. Pierwszy był brązowy wygrany na zawodach w Bielsku-Białej w stylu anglosaskim na dystansie 12 kilometrów. Drugi srebrny zdobyty w Andrychowie na dystansie długim - 43 kilometrów. Ale przecież to nie jest tak, że o Andrzeju nikt wcześniej nie słyszał. Andrzej już wielokrotnie wygrywał w górach. Jednak jego największą pasją jest bieganie maratonów płaskich. A celem sportowym złamanie 2 godz. 20 min. na tym dystansie. Ponadto Andrzej jest też wziętym trenerem i autorem poczytnego bloga biegowego www.140minut.pl. Jednym z większych marzeń Andrzeja było zdobycie tytułu Mistrza Polski. Zrobił to walcząc z najlepszymi. Z rozmowy dowiecie się co spowodowało, że Andrzej osiągnął to czego chciał. Usłyszycie o tym jak skupienie na celu, ciężka praca i szacunek dla procesu przynoszą rezultaty. Jest to też opowieść o tym jak czasem małe niedociągnięcia niweczą szanse na złoto.

Posłuchajcie.

Cześć Andrzej. Witam cię.

ANDRZEJ WITEK:

Cześć miło mi.

BLACK HAT ULTRA:

Chciałem ci bardzo pogratulować ostatnich sukcesów w górach jakie zaliczyłeś: dwa Mistrzostwa Polski, dwa medale. Gratulacje.

ANDRZEJ WITEK:

Bardzo mi miło, dziękuję za gratulacje. No cóż jakoś udało się zdobyć te dwa medale.

BLACK HAT ULTRA:

No udało się, no ale nie chciałbyś chyba myśleć o sobie, że się udało. To twoja ciężka praca.

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się. Medale są tutaj jakby pokłosiem tego, że jestem mocno zaangażowany w sport i są wypadkową ciężkiej pracy. Też trochę szczęścia w jednym przypadku, w drugim może akurat troszkę tego szczęścia zabrakło żeby ten medal był lepszy. Ale jak najbardziej. Nie mówię, nie biorę tych medali w kategoriach tego, że się udało tylko, że faktycznie zdobyłem. Więc jak najbardziej masz rację.

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie. W kategorii 1 do 10 jak bardzo jest szczęśliwy z tych wyników?

ANDRZEJ WITEK:

Wiesz co, po pierwszym biegu w Bielsku gdzie zdobyłem brązowy medal to w skali od 1 do 10 byłem szczęśliwy na 15. Natomiast już po starcie w Andrychowie powiedzmy, że gdzieś się zbilansowało i jestem szczęśliwy 10 na 10.

BLACK HAT ULTRA:

A czemu? Przez to pogubienie trasy właśnie?

ANDRZEJ WITEK:

No tak, zgadza się. Ja nie ukrywałem, że tym głównym startem na wiosnę będą Mistrzostwa Polski w biegu górskim na długim dystansie. Czyli właśnie te zawody, które odbywały się w Andrychowie. Chciałem powalczyć tam o jak najlepsze miejsce. Realnie patrząc na moje przygotowanie i to jak z trenerem przygotowaliśmy się do tych zawodów. Myślę, że tutaj złoto było tym właśnie pierwszym miejscem, w które powinniśmy celować. Skończyło się srebrem. Co też jest oczywiście bardzo dobrym wynikiem, ale biorąc pod uwagę okoliczności jak srebro a nie złoto ostatecznie wpadło na moje konto gdzieś tam lekki niesmak pozostał.

BLACK HAT ULTRA:

Trochę tak też przegrać z Marcinem Świercem to prawie jak wygrać. 

 

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się, Marcin jest wybitnym biegaczem. W zasadzie ja Marcina bardzo szanuję za to, że on przez wiele lat podnosił bardzo mocno poziom Biegów Górskich, ciągną je za uszy w Polsce i wokół niego rozpoczął się taki proces troszkę profesjonalizacji wobec tej dziedziny sportu w naszym kraju. Więc ja Marcina darzę bardzo dużym szacunkiem i respektem. W ogóle rywalizacja z nim na takich równych warunkach sportowych jest dla mnie już wyróżnieniem. Choć jako sportowiec oczywiście mam gdzieś tam ambicje żeby udowodnić, że od Marcina jestem ciut lepszy i mam nadzieję, że uda mi się kiedyś to zrobić.

 

BLACK HAT ULTRA:

Życzę ci tego. A jak wyglądał twój tydzień pomiędzy pierwszym startem 8 maja a drugim startem 15 maja? Czy bardzo się regenerowałeś czy jeszcze coś tam dociskałeś? Jak wyglądało?

ANDRZEJ WITEK:

Pierwszy start 8 maja był bardzo obciążający jak się okazało już po biegu. Myślę, że nikt się tego nie spodziewał z zawodników. Ponieważ trasa w Bielsku była bardzo łatwa technicznie i to spowodowało, że tempo biegu jakie mieliśmy zbiegu, na tym samym zbiegu był bardzo duży i te przeciążenia bardzo wielkie. Tak naprawdę konsekwencje tego biegu 8 maja czułem jeszcze w czwartek kiedy wychodziłem na trening. W sobotę były kolejne zawody mistrzostwa Polski więc można powiedzieć, że tak naprawdę na ostatnią chwilę dopiero udało się doprowadzić organizm do takiego stanu żeby był gotowy na kolejną rywalizację.

BLACK HAT ULTRA:

Ja pamiętam jakieś opinie na Facebooku po twoim starcie ósmego maja i sporo ludzi mówiło: A no tak, bo to Andrzej pod ciebie trasa ułożona, szybka. A potem jak tego 15 tak docisnąłeś i prawie wygrałeś z Marcinem  to pomyślałem kurcze chłopak naprawdę jest w dobrej formie i to nie są przelewki, to nie jest dyspozycja dnia albo dobrze trasa wyłożona do formy, tylko po prostu jesteś w gazie. Jakbyś mógł powiedzieć dwa słowa jak wyglądał przebieg tego biegu 15 maja?

ANDRZEJ WITEK:

Tutaj rywalizacja była o tyle trudna, że naprawdę do Andrychowa zjechało się dużo mocnych zawodników. Pierwsze kilometry to naprawdę było tasowanie i przegląd takich sił. W zasadzie śmiało mogę powiedzieć, że pierwsza dziesiątka biegaczy, która później zameldowała się na mecie to są osoby, które bez problemu wygrywają większość biegów gdzieś w swoim regionie gdzie na co dzień trenują. Także naprawdę mocni zawodnicy. Pierwsze kilometry biegliśmy wspólnie. Więc było dosyć zachowawczo. Poza w zasadzie Damianem Sierdeckim, który troszkę pobiegł mocniej. To tak w nawiązaniu do tego jak biegają asfaltusy w górach właśnie bo ja zachowałem się dokładnie tak samo. Jakiś czas temu też podchodziłem bez respektu do wszystkich gór. Niestety gdzieś to później trzeba spłacić jednak. Później tak naprawdę nie działo się aż tyle spektakularnych rzeczy. Ja gdzieś starałem się realizować swoją taktykę czyli takiego biegu w mocnym tempie. Robiłem to wydaje mi się dosyć dobrze i konsekwentnie co pokazują czasy na kolejnych punktach kontrolnych. Aż można powiedzieć realizowałem wszystko perfekcyjnie aż do okolic 40 kilometra gdzie jak wiesz troszkę z własnej winy po prostu popełniłem błąd.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czy ten błąd ultrasów. Z czego to wynika? 

ANDRZEJ WITEK:

Myślę, że to jest połączenie bardzo, bardzo wielu czynników tak naprawdę. Z jednej strony można pomyśleć, że Witek jest nieogarnięty tak? Jak na 40 kilometrze gubi trasę. Ale ja też biegałem w życiu i takie zawody gdzie było 10 znaczników trasy na pięćdziesięciu kilometrach się nie zgubiłem na nich więc staram się tutaj przedstawić tak jak w dobrym świetle. Ale fakty są takie, że po prostu po trzech godzinach mocnej rywalizacji jesteś zmęczony. Ta percepcja jest mocno osłabiona. Ja biegłem w szybkim tempie. Akurat ta krzyżówka uważam jest bardzo niewdzięczna. Bo tnie się w dół bardzo szybkim, mocnym tempem. Już wiesz, że gdzieś niedaleko jest meta a skręt gdzie należało po prostu odbić nie leży nawet pod dziesięcioma stopniami tylko to jest taki dosyć ostry zakręt gdzie w zasadzie robi się lekką agrafkę można powiedzieć. Także tutaj kiedy przejechałem przez ten punkt no to biegłem jako pierwszy. Więc absolutnie chcę zaznaczyć, że tutaj mnie nie obciąża jakby winą organizatorów.

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale mógł być lepiej oznakowany ten zakręt.

ANDRZEJ WITEK:

Myślę, że tak. Myślę, że zabrakło tam osoby, która pokazywała w którą stronę biec akurat w tym momencie. Wiem, że później taka osoba tam była. Nie wiem czy to był wolontariusz czy to była jakaś grupa kibiców, która by przekierowywała biegaczy. Ale też żeby nie było, że to akurat się wydarzyło na Beskidzkim Toporze to już startując w górach i biegnąc na pozycji lidera miewałem takie sytuacje. Po prostu jeżeli organizator wysyła wolontariusza w jakieś miejsce, że ma pokazywać gdzie należy biec no to taki chłopak czy dziewczyna po prostu siada sobie na kamieniu no i czeka i czeka godzinę, dwie godziny i co on może robić? Odpala telefon i zaczyna skrolować. Absolutnie nie mówię, że tak było w tym przypadku ale po prostu chcę zobrazować jak to z punktu wygląda z punktu widzenia lidera biegu. No i dopiero jak pierwszy zawodnik przebiegnie nagle obok w tempie 3.30 to jest podniesiona do góry głowa i coś się dzieje. Czyli zaczynamy dopiero robotę swoją. Ja już nie raz przechodziłem takie sytuacje i to jest zupełnie normalne i absolutnie nie winie za to tych osób. Pewnie zachowywał bym się dokładnie tak samo na ich miejscu. To są też osoby niezwiązane po prostu z biegami tylko dobre serca, które chcą pomóc. Więc tak naprawdę najwięcej winy w tym błędzie, który popełniłem leży po mojej stronie. Raz, że powinienem być bardziej skoncentrowany, bardziej czujny na tym etapie wyścigu. A już nie ukrywam, że wiedząc że mam dużą przewagę gdzieś być może w głowie pojawiły się już takie myśli o tym jak będę otwierał szampana zamiast o tym jak mam skręcać na zakręcie. Druga sprawa jest taka, że po prostu gdzieś te inne czynniki czyli właśnie być może gdzieś tam ciut lepsze oznakowanie albo sprzęt, który dosyć późno zareagował w momencie kiedy się zgubiłem. Gdybym wcześniej się zorientował to być może te 40 sekund, które straciłem do Marcina jeszcze byłem w stanie nadrobić na końcówce. Natomiast ułożyło się jak się ułożyło. Popełniłem ten błąd i ja mówię, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Na pewno nie mam mentalności wielkiego mistrza. Nie jestem osobą, która jak wygrywa to wraca do domu nakręcona po kolejne po prostu wyzwania i już nie może usiedzieć. Raczej jestem osobą, która jak już osiąga jakiś dobry wynik to zaczyna być troszkę rozleniwiona osiągnięciem tego dobrego wyniku. Więc mówię, że tutaj jakby znając samego siebie nic lepszego nie mogło się przytrafić ponieważ z jednej strony jest sukces ja tak uważam, że drugie miejsce jest sukcesem. Ale z drugiej strony wiem i czuję, że to też jest trochę takie podrażnienie mojej sportowej ambicji i po prostu jest we mnie taka sportowa złość, którą przekuję teraz na trening i miejmy nadzieję z dobrym efektem.

 

BLACK HAT ULTRA:

Fajną rzecz powiedzieć o tym, że wolontariusze często nie zwracają uwagi na lidera. Ja znam nawet historie, że człowiek na pierwszym miejscu wpada na metę a organizator jeszcze nie zdążył mety rozstawić. Więc to jest dosyć zabawne. Ale powiedz czy uważasz, że wystarczająco dobrze się przygotowałeś od strony analizy trasy przed biegiem?

ANDRZEJ WITEK:

Stawiasz mnie jakby pod ścianą z odpowiedzią.

BLACK HAT ULTRA:

Czy miałaś na to czas mówiąc krótko?

 

AWANDRZEJ WITEK:

No nie. Bądźmy szczerzy. To ewidentnie mój błąd. Bo biorąc pod uwagę, że przygotowuję się do jakiejś imprezy X miesięcy to jest główny start. To ja powinienem po prostu obudzony o trzeciej w nocy mówić jak wyglądają kamienie na którym kilometrze. Po prostu to jest brak mojego przygotowania w tym obszarze. Miałem wygrany Track do zegarka i to też daje takie poczucie. Jest wygrany Track to co może się wydarzyć? A jednak może się coś wydarzyć. Powinienem jak najbardziej zrobić rekonesans trasy. To jest jeden z głównych punktów już wynotowałem po tym starcie. Na które też trener zwrócił uwagę, że po prostu szczególnie te końcowe kilometry kiedy już to zmęczenie jest duże z tą trasą trzeba się zapoznać. Żeby uczciwie podchodząc też nie zawsze jest to możliwe żeby daną trasę w całości sprawdzić tak. Więc przynajmniej tę końcówkę przydałoby się, przydałoby się sprawdzić.

BLACK HAT ULTRA:

Jesteś autorem rewelacyjnego bloga 140 minut.pl. Powiedz na wstępie skąd ta nazwa?

ANDRZEJ WITEK:

Nazwa nie jest przypadkowa. Jest to równowartość czasu 2,20 w maratonie. Wszystko zaczęło się już w tej chwili ponad 10 lat temu. Zaczęło się od dosyć przypadkowej rozmowy z moim kolegą Darkiem, którego pozdrawiam. To był początek studiów. Ja trafiłem do Wrocławia z małej miejscowości ze Szklarskiej Poręby i tutaj w pierwszy rok studiów wprowadziłem mocno studencki tryb życia czyli raczej mało sportowy a bardziej imprezowy. Podczas jednych ze spotkań wiosennych właśnie z Darkiem zaczęliśmy rozmawiać o temacie maratonu. Darek wtedy wspomniał, że jego ojciec przygotowuje się do maratonu i że namawia jego na ten bieg maratoński z kolei. Darek pomyślał, że potrzebowałby jakiegoś kompana do przygotowań. No i wtedy wskazał jakby zaproponował mi żebyśmy się przygotowali wspólnie. Jako, że ja zawsze czułem się dosyć dobrze w sporcie i byłem wysportowany. Uznałem, że po prostu samo pokonanie maratonu to nie jest żadne wyzwanie. To szybko na ławce podjęliśmy kalkulacje, że jeżeli najszybsi biegacze pokonują maraton w około dwie godziny. Tak? Nie było dla nas istotne, że tam 2,5; 2,01 był w zasadzie ten sam czas. Ja stwierdziłem dokładnie bo Darek trochę wybija mi ten pomysł głowy, że 2,20 no to jest taki poziom, który powinien reprezentować ambitny amator powiedzmy. Natomiast na drugi dzień jak już troszkę ze mnie zeszło to imprezowe powietrze to okazało się na pierwszym treningu, że chyba rzuciłem troszkę słowa na wiatr. Było pierwsze sześć kilometrów w tempie 5 minut na kilometr mocno ściągnęło mnie na ziemię. I okazało się, że to nie będzie takie proste. No ale skoro słowo się rzekł no to poczułem się zdeklarowany. I tak zacząłem się przygotowywać właśnie do pierwszego startu. Bo to jest o tyle ciekawa historia tak mi się wydaje, że ja już ze swojego pierwszego treningu biegowego w głowie od zawsze mam to, że moim celem jest pokonanie maratonu w 2"20' i tak stopniowo od dziesięciu lat krok po kroku, co roku staram się przesuwać tą granicę i mam nadzieję, że już niedługo uda się ją pokonać.

 

BLACK HAT ULTRA:

W tej chwili jaka jest życiówka?

 

ANDRZEJ WITEK:

Aktualnie jest 2"23'.

          Bo często było tak, że wracałem zajęć z fizjologii, biochemii, anatomii wykonywałem trening i zastanawiałem się nad tym czego się dowiedziałem, jak to wpływa na mój organizm. Testowałem różne teorie, o których się dowiedziałem więc miałem to szczęście, że to wszystko odbywało się bardzo kompleksowo. Chyba stąd wynika po prostu ten harmonijnie rozwój i to, że cały czas udaje mi się gdzieś tam przesuwać życiówkę do przodu.

Andrzej Witek Podcast BLACK HAT ULTRA fo

fot. Joanna Antoniak-Witek

BLACK HAT ULTRA:

Jak czujesz ile czasu jeszcze ci zajmie dojście do 2"20'?

ANDRZEJ WITEK:

To jest trudne pytanie. To jest moje pytanie ponieważ na początku ten progres jest łatwiejszy. Ja swój debiut 10 lat temu już poprzedzony solidnymi przygotowaniami, chociaż mój pierwszy bieg to był Uliczny Maraton Wrocławski nic  nie przebiegiem. Ukończyłem go w czasie 2,57 więc powiedzmy, że to jest dobry wynik. Natomiast rok rocznie 13, 14, 15 są takie postępy po 5, 6 minut więc może nie spektakularnie ale stopniowo systematycznie gdzieś tam przesuwałem się do przodu. Natomiast czym bliżej jestem tego wyniku właśnie 2,20 tym coraz trudniej jest uzyskanie tego progresu. W tej chwili już mam uruchomione w swoim treningu naprawdę duże rezerwy. Bo trenuję, nie boję się tego powiedzieć, trenuję w zasadzie jak profesjonalni sportowcy. Przeznaczam na swój trening po 20 godzin tygodniowo. To jest masa wyrzeczeń, bardzo dużo różnych bodźców treningowych, mocnych bodźców treningowych. Więc niedużo zostało mi takich dział, które mogę wytoczyć w walce o te 2,20. Ale myślę, że w przeciągu dwóch lat, może trzech chciałbym już zamknąć ten projekt.

 

BLACK HAT ULTRA:

A powiedz skąd czerpiesz swoją wiedzę odnośnie treningu? Bo jak długo prowadzisz bloga? Przepraszam.

ANDRZEJ WITEK:

Blog powstał zdaje mi się, że około 2O15 roku. Jeszcze sięgając do genezy pisania o tych 140 minutach moich przygotowaniach to w pierwszej kolejności był to taki blog strefa na portalu Bieganie.pl i w zasadzie stamtąd też gdzieś początki mojej wiedzy zaczęły się pojawiać ponieważ jak poszedłem na studia, była Akademia Wychowania Fizycznego 2011, początkowo nie posiadałem po prostu tej wiedzy.  Zacząłem szukać intuicyjnie w internecie źródeł informacji. One stanowiły dość dużą wtedy bazę wiedzy dla mnie i mocno się na nich opierałem. Ale tak naprawdę miałem dużo szczęścia w tym wszystkim jak moje życie się potoczyło ponieważ jednocześnie czytając zdobywając wiedzę gdzieś ze źródeł internetowych. Studiowałem na AWF-ie i bardzo dużo wiedzy też zdobywałem po prostu z zakresu kultury fizycznej już na samej uczelni. A to rewelacyjnie się wpisywało z kolei w trening. Bo często było tak, że wracałem zajęć z fizjologii, biochemii, anatomii wykonywałem trening i zastanawiałem się nad tym czego się dowiedziałem, jak to wpływa na mój organizm. Testowałem różne teorie, o których się dowiedziałem więc miałem to szczęście, że to wszystko odbywało się bardzo kompleksowo. Chyba stąd wynika po prostu ten harmonijnie rozwój i to, że cały czas udaje mi się gdzieś tam przesuwać życiówkę do przodu.

 

BLACK HAT ULTRA:

Metod treningowych jest bardzo dużo. Podejść do treningu wiesz ogromna ilość. Twój blog zresztą pokazuje to w pewien sposób bo jak się cofniemy wstecz to widzimy, że opowiadasz tam o naprawdę bardzo różnego rodzaju treningach i zastanawiam się jak ty się rozwijałeś się jako biegacz i jako trener bo trenujesz i masz podopiecznych. Jakie idee jakby przerobiłeś dla siebie. Co zostało a co odrzuciłeś na przestrzeni lat?

 

ANDRZEJ WITEK:

No to myślę, że można powiedzieć o moim treningu tak najogólniej, że to jest jeden wielki eksperyment. Nigdy nie było tak, że coś od odrzuciłem jednoznacznie, że jest niedobre w treningu i też nie jestem ortodoksyjny w stawianiu tezy, że coś jest na pewno w stu procentach skuteczne. Myślę, że każdy organizm jest troszkę inny i reaguje na inne bodźce. Ja bardzo oprócz tego, że lubię trenować to lubię też eksperymenty. Natomiast takim fundamentem mojej wiedzy biegowej tego jak się ukształtowała w pierwszych latach był trening metodą Jacka Danielsa. Nie mylić tutaj z producentem trunków. I to była książka lektura, która mocno podłożyła taki podkład pod moją wiedzę i często do niej wracałem, odnosiłem się do tego. Więc początkowy rozwój to właśnie były treningi tą metodą. Natomiast wraz z dalszym progresem cały czas poszukiwałem nowych rozwiązań. I wynikały one często z propozycji usłyszanych od innych dobrych zawodników, z rozmów z trenerami. Jakiś informacji zaczerpniętych z innych środków literatury, gdzieś się takiej własnej dedukcji na czym powinienem się opierać w dalszym rozwoju. I bywało różnie. Pamiętam takie przygotowania, że np. w ogóle nie korzystałem z takiego środka treningowego jakim są interwały po prostu zrezygnowałem z nich zupełnie. Natomiast, z kolei w innych przygotowaniach, które zakończyły się zbliżonym wynikiem w okolicach 2.30 korzystałem z interwałów bardzo dużo. Nawet dwukrotnie w tygodniu gdzieś tam wykonywałem taką mocną sesję. Ostatnią nowinką, którą wprowadziłem w 2019 kiedy uzyskałem w grudniu wynik 2,23 to był bardzo bardzo intensywny trening siłowy. I wtedy w zasadzie dwa razy w tygodniu robiłem naprawdę tak mocną siłkę, że już na koniec treningu pani z recepcji musiała brać mnie i łapać za kostki i wyciągać po prostu z siłowni bo ja nie byłem w stanie sam z niej wyjść. I to też przyniosło jakiś efekt. Kolejne minuty urwane w maratonie. Powiedziałbym, że to nie jest tak, że odrzucam albo przyjmuję inną koncepcję. Raczej wygląda to w ten sposób, że po każdym cyklu przygotowań staram się zrobić podsumowanie. Spisuje wtedy na kartce wszystkie te rzeczy, które uważam, że były kluczowe do uzyskania określonego wyniku. I te które uważam, że były trochę śmieciowe czyli wykonywałem je a niekoniecznie dawały jakiś jakiś progres. Później na bazie tej wiedzy staram się wdrożyć jakieś ulepszenia na kolejne przygotowania.

 

BLACK HAT ULTRA:

A jak próbujesz czegoś nowego ile sobie dajesz czasu na sprawdzenie jakiejś nowej metody?

ANDRZEJ WITEK:

No to różnie bywa. Natomiast powiedzmy, że taki cykl przygotowawczy jeśli to jest maraton to najczęściej cały cykl przygotowawczy to jest 4, 5 miesięcy powiedzmy bezpośrednich takich przygotowań i oczywiście to wyostrzeżanie końcowe czyli 6, 8 tygodni przed samym maratonem. Więc żeby sprawdzić czy jakiś element daje efekt trzeba byłoby przepracować powiedzmy pół roku. Natomiast też trzeba pamiętać, że może zdarzyć się taka sytuacja, że korzystając z jakiegoś eksperymentu w przygotowaniach przez pół roku pierwszy efekt będzie niekorzystny. Zrezygnujemy z niego a on dopiero gdzieś tam odda w kolejnej fazie. Tak często jest np. z treningiem siłowym. Jak ktoś wcześniej go nie stosował. Pierwsza taka styczność z treningiem siłowym powoduje, że wcale nie czujemy się mocni tylko raczej chodzimy przemęczeni, mamy duże bóle mięśniowe po treningach, mikrourazy. Dopiero po jakimś czasie po kilku miesiącach pracy z tym elementem gdy już twierdzimy, że nie jest nam to potrzebne bo tylko powoduje problemy. Okazuje się, że w kolejnym cyklu treningowym jesteśmy po prostu zdecydowanie mocniejsi fizycznie bo gdzieś tam te miesiące przepracowane na siłowni się spłacają.

 

BLACK HAT ULTRA:

Drugi raz wspominasz o siłowni i widzę, że to chyba ważne i fajnie. Bo też mi się wydaje, że to jest super ważne. A jakbyś mógł powiedzieć jakie ćwiczenia robisz na siłowni? 

ANDRZEJ WITEK:

Wspominam o siłowni, może dlatego że one największą traumę powoduje w moim treningu. (śmiech) Na siłowni zależy też jakby od momentów w całym cyklu treningowym jak i jaki ten trening wykonujemy. I też od tego jakie zaordynuje w tej chwili treningi. Mój trener Andrzej Orłowski, który nadzoruje przygotowania. Jeżeli mówimy o treningu takim najbardziej standardowym to jest trening na siłę maksymalną. Więc tutaj po takiej intensywnej rozgrzewce ta część zasadnicza treningu siłowego to są podstawowe ćwiczenia przysiady, martwy ciąg, chiprasty. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Obciążeniem własnego ciała? 

ANDRZEJ WITEK:

Nie i tutaj już to jest obciążenie dosyć duże. Ja robię, tylko to też nie są pełne przesady tylko powiedzmy pół przesady z obciążeniem 100, 110 kilo, martwy ciąg 80 kilogramów. Marsz wykrokami około 40, 50 kilogramów to są duże obciążenia. Raczej już w tej ostatniej serii bo takich wykonujemy po trzy, cztery maksymalnie pięć serii ćwiczeń to te końcowe serie właśnie z tymi ciężarami wykonuje do dwóch, trzech powtórzeń i po trzecim powtórzeniu już gdzieś tam nogi miękną i po prostu muszę je zakończyć.

 

BLACK HAT ULTRA:

Idzie pani wtedy łapie za kostki i wyciąga z siłowni. Wspomniałeś o Andrzeju Orłowskim. Czy wcześniej sam siebie trenowałeś czy miałeś innych trenerów?

 

ANDRZEJ WITEK:

Trenowałem sam siebie. Bardzo to lubię nie ukrywam. Z racji tego, że lubię eksperymenty treningowe. Natomiast no to troszkę w nawiązaniu do tego dlaczego cały czas gdzieś tam udaje się przesuwać ten poziom sportowy i rozwijać cały czas szukam jakichś rezerw. I dotarłem w swoim treningu już do takiego miejsca gdzie po prostu ocena samego siebie jest bardzo obciążająca. Raz, że nie zawsze jestem obiektywny po prostu patrząc na swój trening. Są momenty kiedy chciałbym zrobić więcej a powinienem odpocząć. Natomiast są też takie momenty kiedy jestem już mocno zaorany treningiem mówiąc kolokwialnie i przydałby się ktoś kto odpala mi takiego kopa w tyłek żebym jednak jeszcze zrobił coś dodatkowego. I tutaj uznałem, że to już jest ten moment, najwyższy czas. Bo też nie jestem najmłodszym biegaczem. Jeżeli mówimy o takim sporcie półprofesjonalnym bo mam 29 lat. Potrzebna mi jest pomoc kogoś kto profesjonalnym okiem potrafiłby odnaleźć jeszcze jakieś dodatkowe rezerwy. I uważam, że trener Andrzej Orłowski jest najlepszą osobą do tego u nas w kraju. Z tego względu, że wydaje mi się że jako jeden z nielicznych trenerów rozumie zarówno bieganie asfaltowe jak i bieganie w górach. Dla mnie cały czas numerem jeden jest pokonanie maratonu 2,20 i wierzę w to, że tutaj kompetencje trenera pomogą mi w osiągnięciu tego celu. Ale jednocześnie doskonale rozumie bieganie w górach co pokazują jego zawodnicy. Bartek Przedwojewski jest takim flagowym przykładem ale też inni chłopacy jak Maciej Rzeszutko czy Kamil Leśniak też osiągają bardzo dobre wyniki. No i jakby to jest główny powód dlaczego właśnie współpraca z trenerem Andrzejem Orłowskim liczę, że uda się te wszystkie projekty moje pozamykać sukcesem.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czy jak zobaczyłeś trening Andrzeja to stwierdziłeś, że rzeczywiście można było tak robić?

ANDRZEJ WITEK:

To jest ciekawy wątek bo w początkowej fazie współpracowaliśmy na tej zasadzie, że ja wysyłałem koncepcję treningu, którą ja bym prowadził i trener Andrzej odpisywał; Bardzo dobrze po czym wysyłał wszystko zmienione. (śmiech) Więc tak nie jestem pewny czy faktycznie było wszystko bardzo dobrze. Na pewno widzę tą różnicę, że ja jestem osobą która wywodzi się ze sportu amatorskiego i opieram swoją wiedzę na postawie Akademii Wychowania Fizycznego z wiedzy ogólnej. Myślę, że dobrze rozumiem przygotowanie do biegów długodystansowych u osób trenujących amatorsko. Czyli łączących codzienne obowiązki razem z pracą. Natomiast po warsztacie trenera Andrzeja widzę, że on ma taką typową żyłkę lekkoatletyczną. To coś się zmieniło bardzo w moim treningu to jest to, że w zasadzie nie ma takich treningów, nie ma spokojnych treningów, na które wychodzę. Każdy trening kończy się jakimiś albo w trakcie treningu albo na końcu treningu są jakieś elementy lekkoatletyczne czy to podskoki, skipy, przyśpieszenia, podbiegi tyłem. Naprawdę przeróżne kombinacje, których ja wcześniej nie wykonywałem bo to jest zasób takich środków treningowych raczej, których się w sporcie amatorskim nie dotyka. One są naprawdę taką już powiedzmy wisienką na torcie w treningu. Natomiast tutaj u trenera Andrzeja tego jest bardzo dużo. Więc myślę, że to jest taka główna zmiana i drugą zmianę jaką zaobserwowałem to też ja jako biegacz taki półprofesjonalny troszkę uciekłem w te treningi, które wykonywałem dobrze. To jest taki przypadek samo spełniającej się przepowiedni. Tak, że uważam dobrze na moją formę działają długie wybiegania więc robię długie wybiegania bo lubię. Okazało się, że teraz przed tym biegiem na długim dystansie w górach nie wykonałem żadnego treningu, który trwał powyżej 3 godzin. Natomiast wcześniej robiłem to dosyć regularnie. Uważałem to jako podstawę rozwoju mojej wytrzymałości. Natomiast trener Andrzej tutaj uznał, że na tyle pracy wykonałem wcześniej właśnie w takiej typowo terenowej, że ona jest zupełnie nam w tej chwili a w takim wymiarze niepotrzebna i dużo tych treningów było krótszych, może nie krótkich, ale krótszych. Natomiast zdecydowanie wyższej intensywności.

 

BLACK HAT ULTRA:

A jeśli mówisz o dużej intensywności to co masz na myśli dokładnie? Czyli jak wygląda twój trening w tej chwili?

ANDRZEJ WITEK:

Dla mnie duża intensywność to jest taka intensywność, która zaczyna się gdzieś tam od poziomu zmęczenia odczuwalnego. Podobnie jak na maratonie, na półmaratonie. Czyli tempa, które dla mnie w tym przypadku to jest około 3,30 na kilometr. I wszystkie treningi już w okolicach tego tempa i szybsze są mocno obciążające. Po prostu już wymagają dużej koncentracji przy treningu. Do tych treningów nie podchodzi się tak ad hoc tylko raczej trzeba się już skoncentrować i porządnie rozgrzać. Ja wcześniej takie treningi realizowałem dwa czasami trzykrotnie w tygodniu. Natomiast w tej chwili takich elementów gdzie gdzie biegamy na tej intensywności jest zdecydowanie więcej. Niektóre jednostki tego typu mocno się wydłużyły. Wcześniej realizowałem takie biegi w tempie półmaratońskim przez 40, 45 minut łącznie w skali jednego treningu. Natomiast w tej chwili zdarzyło mi się nawet biegać w tempie na godzinę 20 kilometrów w tempie półmaratonu na godzinę 12. Więc gdyby tam trener dopisał jeszcze kilometry 100 to bym zakończył właśnie trening z półmaratonu w godzinę 12.(śmiech)

 

BLACK HAT ULTRA:

Nie czujesz się zmęczony po takim treningu? W ogóle przy takim obciążeniu na przestrzeni tygodni?

ANDRZEJ WITEK:

Czuję się bardzo zmęczony.

BLACK HAT ULTRA:

Ok. [śmiech] Ale uważasz, że to jest dobra droga dla ciebie?

 

ANDRZEJ WITEK:

Myślę, że najlepszą odpowiedzią jest to, że wstępnie rozmawialiśmy o dwóch medalach mistrzostw Polski, więc uważam że gdzieś ten klucz został znaleziony. Też jestem daleki od tego żeby chóralne okrzyki radości wydawać bo oczywiście wiele jeszcze przed nami pracy do wykonania. Natomiast wierzę w to i pierwsze miesiące, które wspólnie z trenerem przepracowaliśmy pokazują, że to jest dobry kierunek.

 

BLACK HAT ULTRA:

Napisałeś na blogu bardzo fajny artykuł o twoim obozie na Teneryfie. Chciałem spytać jak na ciebie wpłynęło treningi też z bardzo dobrymi zawodnikami? Czy i czy uważasz, że one wzbogaciły twój trening w ogóle i twoją formę?

 

ANDRZEJ WITEK:

Jeżeli mówimy o obozie na Teneryfie to uważam, że w zasadzie ten obóz zakończył się samymi plusami. I to na każdej płaszczyźnie mojej jako sportowca. Pierwsza sprawa jest taka, że ja nigdy wcześniej nie korzystałem z takiego ośrodka treningowego czyli z obozu przygotowawczego przed sezonem. Na Teneryfie spędziłem trzy i pół tygodnia więc to był potężny bodziec treningowy. Tam tygodniowo pokonywaliśmy w granicach 200 kilometrów. Łącznie przez trzy i pół tygodnia zrobiłem prawie 45 tysięcy metrów przewyższenia. Byłem bardzo zmęczony całym obozem już się tam trzymałem ledwo na końcówce. Natomiast to jest coś co pokazuje też jakby tą bardziej profesjonalną stronę biegania. Nie wystarczy jakby realizować zwykłej układanki treningowej ale są takie momenty po prostu w roku kiedy trzeba dołożyć do tego treningu znacznie więcej. I tutaj pierwszy raz udało mi się na taki obóz wylecieć. Więc to był na pewno duży bodziec. Dodatkowo też byłem w znakomitym towarzystwie, śmiałem się dosyć, bo zrobiliśmy sobie na początku wspólne zdjęcie na którym był właśnie Bartek Przedwojewski, Kamil Leśniak, ja a później Mateusz Kaczmarek dojechał do nas mistrz Polski w przeszkodach. Jeszcze był Andrzej Piotrkowski więc w zasadzie byliśmy staliśmy na tym zdjęciu. Pięć osób to byłem jedyną osobą, która nie miała medalu Mistrzostw Polski na swoim koncie. No i tutaj mówiłem, że po prostu ja muszę zmywać po obiedzie za karę.(śmiech) Tak więc było się od kogo uczyć. Ja podglądałem oczywiście treningi mocniejszych zawodników czyli wszystkich. I starałem się z nich wyciągnąć jak najwięcej też siebie jako zawodnika ale też dla siebie jako trenera żeby też móc później gdzieś tam jakąś dozę tych doświadczeń, które tam zebrałem przelać na podopiecznych.

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale teraz biegłeś się razem z Kamilem Leszczyńskim i na przykład udało ci się pobiec szybciej od niego.

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się bo to jest sport właśnie. To wiele elementów się na to składa. Kamil jest świetnym sportowcem, jest w przyzwoitej dyspozycji sportowej. Troszkę tematy rodzinne pochłaniają w tej chwili bo od niedawna realizuje się w roli ojca i kibicuje mu masa żeby mu szło tak samo dobrze jak w sporcie to na pewno wtedy będzie i on szczęśliwy i cała rodzinka.

BLACK HAT ULTRA:

Słuchaj mówisz o sobie jako o biegaczu asfaltowym ale jednak ciągnie cię w górę. To nie jest tak, że już tylko asfalt, biegasz po górach też nie tylko krótkie dystanse. Masz za sobą 70 masz za sobą 100 bardzo dobre miejsca zajmujesz zawsze na tych biegach. Co cię ciągnie w te góry?

 

ANDRZEJ WITEK:

Moja przygoda z górami zaczęła się trochę jako odskocznią od biegania asfaltowego. Mogę się mylić co do roku ale zdaje się, że to był 2018. Wówczas przygotowałem się po raz kolejny do maratonu na wiosnę. Natomiast zdarzyła mi się kontuzja i ona wyeliminowała mnie na dwa i pół tygodnia, trzy tygodnie z treningu. Akurat w takim momencie, że już maraton wiosenny został przekreślony. Nie ukrywam, że to jest duże obciążenie psychiczne bo trening maratoński to jest zapewnianie pewnych treningów przez kilka miesięcy. Dla mnie trening sprawia frajdę ale też w pewnym stopniu jest obciążeniem psychicznym. Pamiętam, że wtedy na wiosnę 2018 byłem dosyć mocno dotknięty tym, że znowu i odnowa ten cykl musiałbym zaczynać. Wpadłem na pomysł, że może troszkę trzeba odpocząć psychicznie od tego projektu 2,20 i przenieść się na chwilę w góry. Zapisałem się na Bieg Siedmiu Dolin na 100 kilometrów ponieważ sprawdziłem średnie tempo biegu. Nie wydawało mi się ono zbyt ambitne dla kogoś kto biega na co dzień w tempie 4, 4 minut na kilometr na rozbieganiach. No i tak się rozpoczął pierwszy rok przygotowań właśnie do startu górskiego. No i muszę powiedzieć, że tak naprawdę dopiero po trzech latach od tego kiedy pierwszy raz wpadłem na pomysł żeby wystartować w górach to uważam, że w tej chwili dopiero udało mi się dotrzeć do takiego poziomu sportowego w górach jak i reprezentuję na asfalcie. Dziś jestem dopiero takim zawodnikiem równoważnie rozwiniętym i w bieganiu asfaltowym i w bieganiu górskim. Moje początki w górach były bardzo barwne bo śmiałem się troszkę z takim przekonaniem, że to jest tylko troszkę dłuższe ściganie się niż na asfalcie. Na później szybko zostałem ściągnięty na ziemię. Mam już na swoim koncie dużo przygód takich, które zdarzają się wielu asfaltowcą. Ale ja robię to na wyższych tempach to przeważnie te kryzysy dotykają mnie jeszcze mocniej. Pierwszym takim biegiem na ultra dystansie było 70 kilometrów z hakiem. Biegane w Karkonoszach. No to pamiętam, że na punkcie pomiarowym gdzieś w połowie trasy miałem około 30 minut przewagi nad drugim zawodnikiem i już się zastanawiałem wtedy jak dotrzeć na metę. Kończyło się tak, że na półtora kilometra przed metą zamiast pędzić w dół po kamieniach z chodnika siedziałem na kamieniu i prosiłem turystów o to żeby dali mi łyka wody. Bo bałem się, że po prostu GOPR będzie musiał przyjechać. Ostatecznie gdzieś tam dotarłem do mety ale takie doświadczenie i inne przygody z góry spowodowały, że z jednej strony też zacząłem doceniać wysiłek ultra i bieganie w górach. Z drugiej strony pozwoliły wyciągnąć wnioski i rozwijać się dalej w tym obszarze. Także w tej chwili mam nadzieję, że takich błędów popełniać nie będę.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czyli co, za szybko zacząłeś już po prostu.

ANDRZEJ WITEK:

No tak wtedy już wtedy popełniłem dużo błędów.

Andrzej Witek Podcast BLACK HAT ULTRA fo

fot. Joanna Antoniak-Witek

BLACK HAT ULTRA:

Chciałbym żebyś opowiedział trochę o tym wiesz np. dla osób, które mają ochotę przejść z asfaltu w górę. Jakbyś miał jakieś porady powiedzieć takie konkretne? 

ANDRZEJ WITEK:

No to myślę, że pierwsza podstawowa sprawa jest taka, że na taki bieg np. 50 kilometrów w górach nie należy patrzeć jako na dystans tylko przeliczyć sobie jaki jest to czas wysiłku. I to myślę, że jest kluczowa sprawa bo co innego biegać dwie i pół godziny po asfalcie a co innego 50 kilometrów w górach może trwać nawet 5, 6 godzin. I to jest olbrzymia różnica. Ja swoich pierwszych startach w górach przede wszystkim pierwszy błąd jest taki, że zaczynam za szybko. Biegałem bardzo mocno na początku i po prostu nie starczyło, nie starczyło sił. Byłem bardzo po prostu już energetycznie odcięty. Druga sprawa jest taka często popełniam błędy żywieniowe. Jadłem za mało. Inaczej przelecieć półmaraton na jednym żelu czy maraton na czterech żelach a co innego przez 5, 6 godzin tułać się po górach i po prostu nic nie jeść. Tam żywienie już zaczyna się od dwudziestej minuty i cały czas trzeba o tym pamiętać. No i tutaj ultra nie wybacza błędów. Jeśli zapomnimy o jedzeniu to zaczynamy spalać, wpadać w taką spiralę, że nie jemy to nagle robi się nam niedobrze. I jak już chcemy zjeść to z kolei nie możemy przyjąć tego pokarmu. Trzeba pamiętać o uzupełnieniu płynów. Wszystkie błędy sprzętowe też mają bardzo duże znaczenie. Czyli gdzieś tam but lekko obciera to 10 kilometrów na asfalcie okej gdzieś tam może nam lekko skórka zejdzie ze stopy i tyle. Natomiast jeżeli przebywamy na trasie 6 godzin to nagle nie mówimy o lekkim obtarciu tylko o tym, że po prostu cały płat skóry schodzi ze stopy. No i tak można byłoby mnożyć bardzo, bardzo długo. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Powiedziałeś o tym żeby biegacze byli świadomi czasu zawodów ale też chyba zmiana intensywności biegu jest ważna prawda, że nie biegniemy stałym tempem po płaskim.

 

ANDRZEJ WITEK:

Tak oczywiście. To jak najbardziej myślę, że tutaj duży i częsty błąd to jest fakt, że odruchowo kiedy już docieramy do jakiegoś stromego podbiegu w górach to też instynktownie chcemy go pokonać jak najszybciej i zaczyna się maszerowanie długimi, mocnymi susami. Paradoksalnie właśnie kilkanaście minut takiego podchodzenia długim, mocnym krokiem po prostu wykańcza nas mięśniowo. Układ mięśniowy jest w górach tym, który wysiądzie najszybciej. Zdecydowanie bardziej korzystny jest po prostu zrobienie kroku nawet zwolnienie bardzo spokojne pokonywanie podbiegu żeby to obciążenie przeszło na układ krwionośno-oddechowy a maksymalne oszczędzanie układu mięśniowego. No ale to są takie rzeczy, które ja mogę powiedzieć, ktoś jeszcze przeczyta gdzieś jeszcze parę osób powie żeby na to uważać dopóki się samemu nie doświadczy to ciężko jest to zrozumieć.

 

BLACK HAT ULTRA:

Ciekawe, że zarówno na twoim blogu jak i w ogóle w internecie wiedzy odnośnie treningu jest strasznie dużo. Nie zmienia to faktu, że ludzie nadal nie wiedzą jak biegać, prawda. Muszą to sami przeżyć i często też są oszołomieni ilością tej wiedzy i tak potrzebują trenera kogoś kto im to przełoży, tłumaczy. Jak z twojego doświadczenia trenerskiego to wygląda? Właśnie ten aspekt tego, że tej wiedzy jest dużo ale tak naprawdę ciężko jest ją zaaplikować dla siebie.

 

ANDRZEJ WITEK:

Myślę, że to jest generalnie problem naszych czasów, że z jednej strony mamy taki paradoks, że dostęp do wiedzy w tej chwili jest znacznie łatwiejszy. Natomiast mamy problem z selektywnym podejściem do tego jakie informacje do nas docierają. I tak można byłoby mnożyć bo chociażby o samej diecie. Tak. Jak ktoś zaczyna czytać o diecie no to można zwariować. I domyślam się, że podobnie jest też jeśli chodzi o teorię treningu jeżeli ktoś się z nim zapoznaje. Zazwyczaj w treningu amatorskim moją rolą jako trenera biegaczy amatorów jest racjonalizowanie tego wszystkiego co tam się dzieje. Bo jeżeli faktycznie już ktoś zdobył jakąś wiedzę i siądzie z kartką papieru przed zaplanowaniem swojego treningu i spisze wszystkie rodzaje treningów, które faktycznie warto robić z punktu widzenia teorii to okazuje się, że tych treningów, tych rodzajów treningów jest 10, 15 czasami nawet 20. Natomiast przeciętny amator ma możliwość trenowania powiedzmy 4, 5 razy w tygodniu i robi to po pracy. Więc zazwyczaj też już jest troszkę zmęczony takim bieżącym funkcjonowaniem. Więc umieszczenie tych tych 15 środków treningowych w takim planie jest szaleństwem i zaczynamy dochodzić do takiego momentu, że w poniedziałek interwały, we wtorek bieg dębowy, w sobotę podbiegi a w niedzielę wycieczka biegowa z jakimiś tam przyśpieszeniami. Więc pierwszy etap takich jakby dla każdego biegacza amatora który ja bym polecił to jest po prostu oczyszczenie treningów. Wykasowanie tych wszystkich akcentów, które się pojawiają. Powrót do takiej podstawy czyli do spokojnych biegów. I tutaj duża uwaga jest taka, że to jest drugi największy problem czyli wszyscy biegają w zasadzie za szybko na początku. Myślę, że to jest troszkę związane z rozwojem technologicznym. Kiedyś dawniej jak ktoś zaczynał interesować się bieganiem to czytał w książce, że powinien wyjść na 50 minut spokojnego biegu. I nie do końca było wiadomo ile kilometrów przebiegnie w tym czasie. On miał po prostu przez 50 minut biec spokojnie. W tej chwili ktoś zaczyna biegać kupuje zegarek za półtora tysiąca i pierwsze co to sprawdza jakim tempem się przemieszcza. Najlepiej jakby jutro pobił ten rekord i pojutrze znowu pobił ten rekord. I za chwilę dostanie jakąś odznakę gdzieś, jakiś rekord. I tak dalej i tak dalej. I dochodzimy do tego, że w zasadzie każdy kolejny trening zamiast być spokojnym budowaniem podstaw takiego fundamentu sprawności treningowej, sportowej to okazuje się, że jest po prostu bardzo mocnym wysiłkiem i to napędza taką zbędną spiralę. Bo z jednej strony nie ma rozwoju sportowego przez to, z drugiej strony taki biegacz taka początkująca osoba w tym sporcie zaczyna się zniechęcać. Bo jest zmęczona tak, każdy kolejny wysiłek zaczyna jej się kojarzyć po prostu z nieprzyjemnym doznaniem. Zamiast czuć radość z tego, że lekko się zmęczy i ma poczucie takiego pobudzenia po treningu. To on ledwo przechodzi przez próg domu i po prostu pada na twarz i niezdolny jest do funkcjonowania.

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie a powiedziałeś jest spokojny bieg. Co to oznacza jak biegacz amator może określić co to dla niego znaczy spokojny bieg?

ANDRZEJ WITEK:

Ja jestem akurat zwolennikiem matematycznego podejścia i takiego modelu statystycznego więc ja ze swojej strony rekomenduje zawsze wykonanie testu wysiłkowego w początkowej fazie treningu. Polega on na wysiłku trwającym minimum 12 minut bo wtedy już dominują takie przemiany tlenowe charakterystyczne dla wszystkich dłuższych wysiłków. Więc może to być skupienie się na 12 minut. Albo bardzo popularna bo też szeroko dostępna w Polsce piątka najlepiej na parkranie albo jakimś innym lokalnym biegu. I z takiego biegu, z takiego wysiłku maksymalnego jesteśmy w stanie określić aktualny poziom wydolności danego zawodnika. I to jest tak zwana diagnoza poziomu sportowego.

 

BLACK HAT ULTRA:

Określasz swój maks i potem od tego maksa wyznaczasz  sobie strefę.

ANDRZEJ WITEK:

Dokładnie tak. Jak mamy już swój max, wiemy gdzie jest aktualnie nasz sufit. No to wtedy możemy uczciwie dopiero spojrzeć na trening. Tutaj najlepiej byłoby odesłać do literatury gdzie można po prostu sprawdzić jakie są zakresy wartości treningowych dla danego wyniku na określonym dystansie ale też dużo kalkulatorów w tej chwili jest dostępna po prostu w internecie gdzie takie przedziały można sprawdzić intensywności. 

BLACK HAT ULTRA:

Też mamy to zegarkach. 

 

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się. Więc możemy się posiłkować. Natomiast jeżeli ktoś nie lubi akurat takiego powiedzmy podejścia krok po kroku naukowego no to tutaj powiedziałbym, że takim dobrym wyznacznikiem spokojnej intensywności jest po prostu poczucie naprawdę dużego komfortu w trakcie biegu i takiej swobody podczas rozmowy z drugą osobą kiedy biegniemy.

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie. Wiesz, myślałam o tym ostatnio bo sam staram się biegać teraz biegi w pierwszym zakresie i widzę jak strasznie ciężko jest wyczuć granicę między pierwszym a drugim i konwersacji. A ja tak samo mówię najpierw w pierwszym jak i w drugim zakresie więc to jest strasznie trudne a różnica chyba jest spora. Bo ten pierwszy zakres jest taki stricte regeneracyjny i też buduje ci dużą bazę na długi okres czasu. A drugi zakres z kolei buduje ci wytrzymałość. Więc wiesz wyczucie tego, jak jak to wyczuć?

 

ANDRZEJ WITEK:

Wiesz co. Sprawa jest dosyć złożona i to jest właśnie z tym, że można w tej wiedzy się pogubić. Bo czym dalej w las się wchodzi tym więcej drzew. I naprawdę jest skomplikowanie. Ale myślę, że to jeszcze jest w miarę do ogarnięcia. Ponieważ trzeba pamiętać o jednej zasadzie. Czym jesteśmy na wyższym poziomie sportowym i biegamy szybciej tym amplituda naszych temp treningowych jest większa. W praktyce wygląda to tak jeżeli ktoś biega 2,20 maraton to różnica w jego tempie startowym w maratonie czy nawet na 5 kilometrów a tempem spokojnego rozbiegania jest bardzo duże. On operuje zakresem dwóch minut jeśli chodzi o przedział tempa treningowych. I u niego zróżnicowanie spokojnego rozbiegania średniego tempa i mocnego tempa jest łatwiejsze ponieważ on wyczuwa różnicę między tym wszystkim. Natomiast czym biegacz jest wolniejszy ta bariera gdzieś tam pojawia się w okolicy 4, 4 i pół godziny w maratonie czyli całkiem popularny wynik. Dochodzimy do takiej sytuacji, że różnica między tempem startowym a tempem rozbiegania nie jest wcale duża. Tak naprawdę jeśli zastanowić się nad maratończykiem, który kończy swój bieg w 5 godzin maratonie, to czym jest jego tempo startowe? Jego tempo startowe to jest nic innego jak tempo spokojnego rozbiegania. On na tym dystansie mierzy się zupełnie z innymi problemami czyli zazwyczaj jest to problem energetyczny, że musi dostarczyć do swojego organizmu energii na pięć godzin wysiłku. A drugi problem to problem mięśniowy musi mieć na tyle sprawny aparat ruchu żeby wytrzymać przez 5 godzin. cały czas jednostajną pracę mięśni najczęściej na asfalcie gdzie to są te same kroki ten sam ruch. Więc jeżeli mówisz o tym, że jest problem z wyczuciem pierwszego i drugiego zakresu to nie dziwi mnie to wcale bo to jest bardzo bardzo popularny problem. I faktycznie dochodzi do takich sytuacji czasem, że pierwszy i drugi zakres potrafi się zlewać w całość i trudno jest to odróżnić. Pytanie czy jest to aż tak istotne jeżeli chodzi o taki trening bardzo podstawowy. Myślę, że też moja praktyka pokazuje, że jak ktoś jest naprawdę w takiej fazie bardzo początkowej treningu, oczywiście nie mówię Kamil, że to dotyczy ciebie. Wiem, że jest doświadczonym zawodnikiem okej. Ale odnosząc to do biegania amatorskiego wtedy dobrym pomysłem jest po prostu nie myślenie tam o tych strefach tylko podzielenie wysiłku na trening spokojny trening o średniej intensywności i trening mocny. Tak to można ująć każdy swoją nazwę może do tego przybrać i operowanie np. trzema określeniami i żonglowanie nimi.

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie. Dlaczego w ogóle o tym wspominam. Bo też te nasze cholerne zegarki mają te opcje, które pokazują w jakiej strefie pracujesz i w związku z tym określają poziom twojego wytrenowania, określają poziom twojego zmęczenia, określają czy twój trening cię rozwija czy jest za mocny czy za słaby i te strefy dla naszego zegarka zaczynają być super ważne. Nie każdy chce mieć trenera i nie każdego stać na trenera. A ponieważ powiedziałeś w Ostrawie, powiedziałeś o gonieniu za za punktami, za medalami i różnymi rzeczami to również czasem można się też  zafiksować na trening taki żeby twój zegarek był zadowolony. I mam do ciebie pytanie na ile to w ogóle ma sens?

 

ANDRZEJ WITEK:

Wszystko się zgadza i myślę, że ma niewielki sens tak naprawdę. Myślę, że takim fajnym powiedzeniem trenerskim jest to, że twój trening ma realizować cele treningowe a nie to żeby zgadzała się rubryka w dzienniku treningowym. I tak jest po prostu. Jeżeli zegarek podpowiada, że powinieneś dzisiaj zrobić mocny trening bo to wynika z algorytmu. No to warto się zastanowić czy faktycznie to jest moment na mocny trening czy nie lepiej na przykład odpuścić. Trudno nie wyświetli się 100 procent realizacji dziennej, zaplanowanej na ten akurat na ten moment ale spokojnie rozwinie się jako sportowiec. Algorytmy są coraz bardziej rozwinięte i one faktycznie uwzględniają coraz więcej rzeczy ale jednak wciąż jest to pewien model statystyczny wynikający z porównania iluś tam użytkowników i zegarek nie jest w stanie jeszcze w tej chwili dowiedzieć się o nas wszystkiego. Ok on może zarejestrować ile zrobiliśmy kroków. Ale on nie wiem czy np. mieliśmy bardzo stresujący dzień w pracy czy żona kazała kopać ogródek czy trzeba było przewieźć coś, pomóc sąsiadowi w remoncie więc jest naprawdę dużo elementów, których w tej chwili jeszcze zegarki nie uwzględniają. Ja jestem może nie sceptyczny bo uważam, że powinniśmy korzystać z rozwoju technologii ale gdzieś musimy mieć też swój rozum i troszkę w tym wszystkim mieć opamiętania. Zdaję sobie sprawę, że bardzo jest miłe kiedy się wyświetla na zegarku, że osiągnęliśmy jakiś tam cel ale ważniejsze jest żeby rozwijać się całościowo. Właśnie taki sens ma kultura fizyczna żebyśmy byli świadomi tego, że my mamy się rozwijać i żyć w sprawności a nie to żeby realizować po prostu założenia urządzenia.

 

BLACK HAT ULTRA:

No i też chyba przede wszystkim żeby się gdzieś tam uczyć własnego ciała.

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się.

BLACK HAT ULTRA:

Bo to jest chyba klucz żeby samemu czuć czy można sobie dorzucić kolejny mocny trening czy jednak lepiej odpocząć albo zrobić jakąś aktywną regenerację.

 

ANDRZEJ WITEK:

To prawda. Wiesz ja jestem z wykształcenia nauczycielem wychowania fizycznego i jako osoba z powiedzmy z tej branży mam troszkę wobec siebie i wobec całej tej branży wyrzuty takie, że to co powiedziałeś nie każdy musi mieć trenera. Nie każdy chce mieć trenera albo może i tak naprawdę to nie byłoby w gruncie rzeczy potrzebne dla większości osób bo z edukacją fizyczną jest tak samo jak z edukacją w każdym innym obszarze. My kończąc 12 15 lat edukacji powinniśmy być przez nauczycieli wychowania fizycznego wyposażeni w taki zestaw wiedzy, że po prostu później w samodzielnym życiu nie powinniśmy mieć problemów z tym żeby potrafić sobie zorganizować podstawowy wysiłek fizyczny tak żeby nam po prostu sprawiał satysfakcję i rozwijał nas sportowo. Nie mówię tutaj o profesjonalnym treningu natomiast o takiej podstawowej wiedzy. Natomiast ja mając kontakt naprawdę z dużymi grupami biegaczy amatorów często mam sytuację, że dorośli ludzie 40 lat, wykształceni często na bardzo wysokich stanowiskach zawodowych pojawiamy się na stadionie i oni biegają w drugą stronę. Bo nikt nigdy w życiu nie powiedział w którą stronę biega się na stadionie. No to jeżeli oni po tylu latach wychowania fizycznego nie nabyli takiej wiedzy to znaczy, że ten system po prostu nie działa. Po prostu nie działa.

 

BLACK HAT ULTRA:

Kurczę na stadionie na którym ja czasem trenuje mnóstwo osób biega w drugą stronę i nic. I te osoby, które są pod opieką trenerską. I tak się zastanawiam czy one nie wiedzą. Zawsze się zastanawiałem dlaczego biegają w drugą stronę. Nigdy nie zakładam, że nie wiedzą w którą stronę się biega tylko po prostu może na drugą nóżkę chcą skręcać.

ANDRZEJ WITEK:

Czasami to może wynika z założeń treningu. Jasne żeby odciążyć ale moje doświadczenie podpowiada, że raczej wynika z niewiedzy.

BLACK HAT ULTRA:

Mówisz o sobie, że nie jesteś super uzdolniony ale że jesteś takim silnikiem biegowym. Z czego to wynika? Dlaczego? Czy ty sobie nie odejmujesz czegoś przypadkiem?

 

ANDRZEJ WITEK:

Nie. Myślę, że sobie nie odejmuje. Znaczy żeby uczciwie postawić sprawę. Ja faktycznie czuję smykałkę do sportu. Myślę, że coś w tym jest. To było od dziecka ja po prostu w Szklarskiej Porębie w końcówce lat 90 tych i na początku lat 2000 jedyną atrakcją jaką mieliśmy to było boisko piłkarskie. Więc spędzaliśmy na nim czas od bladego świtu do zmierzchu. Pamiętam takie np. sytuacje, że mieliśmy bramki zbite z młodych brzózek i rano szliśmy do lasu wycinaliśmy trzy młode brzózki żeby sobie zbić bramkę. Graliśmy cały dzień na boisku i wiedzieliśmy, że gościu który mieszka obok boiska przyjdzie wieczorem i zabierze te brzózki nimi napalić w piecu. No i na drugi dzień przychodziliśmy i akcja zaczynała się od nowa. Dopóki las się nie skończy. My byliśmy tak zdeterminowani żeby cokolwiek razem robić, że nie przeszkadzała nam nawet trawa, która rosła do pasa. Jak nam dwa razy w roku ktoś wyciął trawę żebyśmy wyglądali jak cywilizowane dzieci no to byliśmy wniebowzięci. Więc na mnie sport zawsze był po prostu ważny i był w moim życiu i myślę, że dlatego też jestem dosyć sprawny ogólnie. Później często było tak, że w szkole w gimnazjum miałem taki układ z nauczycielem wychowania fizycznego, że jakiekolwiek zawody by się nie odbywały to on wiedział, że ja zawsze chętnie pojadę. Więc jeździłem na wszystkie możliwe zawody bo to wiązało się z tym, że byłem zwolniony z lekcji. Żal było nie skorzystać. Były zawody badmintona to może raz w życiu wcześniej trzymałem rakietę ale i tak pojechałem i coś tam starałem się zrobić. Po prostu zawsze wszystko mnie w sporcie kręciło. I myślę, że z tego wynika ogólnie coś takiego, że mam taki dryg do sportu, faktycznie się w nim odnajduje. Ale też nigdy nie trenowałem w wieku juniorskim z ukierunkowaniem na bieganie. I pokłosiem tego jest to, że mi jako sportowcowi nie grozi jako biegaczowi nie grozi to, że będę biegał w tempie np. maraton 2,10. I jakkolwiek ciężko bym nie trenował i jaki trener by się nie pojawił. I co bym nie zrobił.

 

BLACK HAT ULTRA:

A dlaczego tak uważasz?

ANDRZEJ WITEK:

Ponieważ już w moim wieku czyli w wieku 29 lat bez przeszłości sportowej bez takiej obróbki typowo szybkościowej ja nie mam szans na poprawę zdolności motorycznych jakim jest szybkość. Ja mogę rozwijać się wytrzymałościowe ponieważ ta zdolność motoryczna z całej gamy zdolności motorycznych jest do poprawy dosyć długo. Ją można poprawiać latami. Natomiast jeżeli nie ukształtuje się w wieku juniorskim takiej zdolności jaką jest szybkość no to później już próżno szukać jej w rozwoju gdzieś tam w starszych latach.

 

BLACK HAT ULTRA:

A czy uważasz, że tu ma tu jakieś znaczenie i mam do ci pytanie bo na pewno ma ale od razu mam pytanie. Na przestrzeni życia o ile my możemy poprawić to max nasze?

 

ANDRZEJ WITEK:

Maks ma znaczenie oczywiście. Natomiast jest to parametr, który mówi o naszych predyspozycjach wytrzymałościowych czyli o tym jak jesteśmy, jak nasz organizm jest w stanie przyswoić tlen z powietrza po prostu w trakcie wysiłku. I to ma olbrzymie znaczenie w sportach wytrzymałościowych. Ale to nie zmienia faktu, że jeżeli w wieku juniorskim nie nauczymy naszego aparatu ruchu do generowania odpowiedniej mocy, nasze mięśnie zostaną tak wykształcone, no to nam nic nie pomoże. Tak naprawdę w bardzo dużym stopniu Max jest uwarunkowane też genetycznie. Mamy na niego wpływ ale jest to wpływ stosunkowo niewielki. To jest raczej parametry z którym się rodzimy. Natomiast będąc obiektywnym nie jest to parametr kluczowy dla maratonu. To jest parametr kluczowy, który ma znaczenie w biegu na 3000 metrów z przeszkodami, na 5000 metrów, na 10 kilometrów. Natomiast jak mówimy już o półmaratonie czy maratonie czy nawet już biegach górskich dłuższych to tak naprawdę to jest coś co nie powinno nas bardzo interesować. Jest cała gama zawodników, którzy prezentowali DJ Max na poziomie 60, 65 metrów to jest dużo. Natomiast to nie jest jakiś wybitny wynik. I oni pokonywali zawodników, którzy mieli parametr na poziomie ponad 80. Więc przy bardzo długim wysiłku my nie dochodzimy do momentu kiedy nasz aparat, nasz organizm jakby potrzebuje wykorzystać 100 proc. tego narzędzia. To jest potrzebne tylko w tych biegach krótszych. 

 

BLACK HAT ULTRA:

To w górach co jest bardziej potrzebne? Jakie parametry?

 

ANDRZEJ WITEK:

Wszechstronność. Myślę, że tutaj połączenie wytrzymałości i takiej adaptacji do zmian tempa i siły mięśniowej. Sprawności ogólnej ciała, że gdzieś trzeba przeskoczyć te kroki są różne czasami trzeba zrobić dłuższy krok czasami krótszy. Czasami trzeba się zmusić do wysiłku, który trwa kilka minut a później można odpocząć stosunkowo na jakimś zbiegu. Więc biegania w górach jest takim sportem bardzo kompleksowym i rozwijającym na wielu płaszczyznach.

 

BLACK HAT ULTRA:

Bardzo często na twoim blogu piszesz rozliczenia finansowe twoich wypadów na zawody. To jest bardzo ciekawe. Wydaje mi się, że to też jest taka sytuacja, której ludzie z zewnątrz nie rozumieją do końca jeżeli np. ktoś znany zawodnik nie stawia się na jakieś zawody. A to wynika z tego, że po prostu bardzo często nagrody są bardzo małe. I was najnormalniej w świecie po prostu nie stać żeby jechać gdzieś na drugi koniec Polski i dokładać do interesu. Powiedz, dlaczego zacząłeś robić te rozliczenia? Dlaczego to stało się dla ciebie ważne?

 

ANDRZEJ WITEK:

Tak naprawdę myślę, że to jest też duża siła bloga którego prowadzę. Ja od zawsze jestem transparentny i nie boję się o tym napisać kiedy trenuję ciężko i nie boję się napisać o tym ile inwestuje w bieganie i jak to wygląda od strony finansowej i zawsze pisałam tak naprawdę o finansach. Zdarzyły mi się takie biegi gdzie niespodziewanie wygrałem na jakimś maratonie ulicznym 5 tysięcy złotych i wtedy byłem zaskoczony i szczęśliwy bo ja nigdy nie biegałem dla kasy, po prostu. Natomiast wiem, że to może być interesujące dla osób które czytają bloga. Nie mam problemu z tym żeby pisać ile inwestuje w bieganie. Nagrody w biegach górskich są po prostu nieduże. Nie ma co ukrywać.

 

BLACK HAT ULTRA:

Często rzeczowe. 

ANDRZEJ WITEK:

Często rzeczowe. Więc oprócz tego, że dostaje się nagrody rzeczowe i wiesz ile możesz mieć toreb sportowych, tak? Jak startuję w dziesięciu biegach w roku i na każdym są nagrody rzeczowe to mam 10 toreb sportowych. Ja wiem, że to jest fajna nagroda. Asia jak chodzi na siłownię na trening to codziennie może brać inną torbę raz w tygodniu i jest super. Ale to nie pozwala doinwestować do twojego biegania. Ja w moim życiu miałem różne momenty jeśli chodzi o stan finansowy. Oczywiście na początku było to dosyć trudne bo byłem po prostu studentem. Studiowałem dziennie do tego pracowałem na dwóch etatach na półtora. I do tego realizowałem jeszcze trening maratoński. Także ja cały swój rozwój i sportowy i zawodowy zawsze gdzieś tam starałem się trzymać w harmonii. W tej chwili dotarłem do takiego miejsca, że zajmuję się zawodowo rzeczami tylko związanymi z bieganiem. I tak naprawdę myślę, że to jest jedna z rzeczy w moim bieganiu, z których jest najbardziej dumny. Czyli po prostu ja jako sportowiec, jako trener i osoba pomagającą amatorom jestem w stanie żyć w godny sposób i jednocześnie na tyle generuje dochodu, że mogę inwestować dalej w swój rozwój jako biegacza. I to jest bardzo fajny układ myślę, że zdrowy i cieszę się naprawdę, że w takim modelu moje życie się układa. Za co jestem bardzo wdzięczny. Natomiast nagrody finansowe to temat troszkę taki nieprzyjemny w środowisku biegowym ponieważ oczywiście każdy z chłopaków, nie każdy ma takie szczęście jak ja, że może samodzielnie finansować swoje bieganie i do niego dokładać. I jest dużo frustracji wśród osób biegających gdzieś tam mocniej bo oczywiście one chciałyby wygrywać większe pieniądze żeby móc tak naprawdę inwestować dalej w swój rozwój. Z drugiej strony jest to trudne bo jest dużo sprzecznych rzeczy w tym środowisku. Z jednej strony wszyscy organizatorzy jak się ich zapyta; Czy chcą żeby rozwijał się poziom sportowy imprezy? To wszyscy mówią, że oczywiście jak najbardziej oni chcą. Natomiast drugiej strony nie ma argumentów ku temu żeby faktycznie ci zawodnicy mogli jakoś rozwijać się dalej sportowo bo nie mają wsparcia. Natomiast jest to bardzo szeroki temat bo też organizator takiego zawodnika, któremu może dać nagrodę finansową oczekiwałbym czegoś więcej niż tylko mocnego startu.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czego na przykład?

ANDRZEJ WITEK:

Np. promocji imprezy. A to się nie dzieje ponieważ też wiele osób z tego środowiska pół profesjonalnego czy profesjonalnego nie ma takiej wizytówki, którą mogłoby, nie ma takiej grupy odbiorców, którym mogłoby dostarczyć coś wartościowego coś co mogłoby promować danego organizatora.

 

BLACK HAT ULTRA:

To ciekawe. Przecież samo mocny start już jest promocją na imprezie. Jeżeli zawodnik powie, że wygrał takie i takie zawody.

ANDRZEJ WITEK:

No tak, ale jak porozmawiasz na mecie z biegaczami w biegu ultra to o czym oni dyskutują? Z takimi ze środka stawki na mecie. O czym oni dyskutują? 

BLACK HAT ULTRA:

O piwie.

Andrzej Witek Podcast BLACK HAT ULTRA fo

fot. Joanna Antoniak-Witek

          A zawodnik często nie ma co ekstra zaproponować ponieważ sam nie dba o inne strefy tylko o swój trening. I to robi się po prostu takie błędne koło z którego trudno się wyrwać.

ANDRZEJ WITEK:

No oczywiście. To jest rozmowa o tym, że na punkcie były arbuzy, czemu była coca cola nie pepsi bo w regulaminie było inaczej. Słyszałeś kiedyś dyskusję, że ludzie ze środka stawki dyskusje: Czemu Witek pobiegł półtora minuty wolniej niż to co przewidywał ranking rentę przed startem?

 

BLACK HAT ULTRA:

Są ludzie, którzy się interesują. [śmiech]

ANDRZEJ WITEK:

Ale to jest, że to są pasjonaci. To jest wąska grupa odbiorców. Przeciętnego Kowalskiego nie interesuje co tam się działo. Ok on faktycznie kojarzy nazwiska, wie kto wygrał ale czy ktoś tam jest zorientowany czy czas 3, 25 w Beskidzkiej to jest dobry wynik czy niedobry. Nie ma pojęcia. Co innego go interesuje. I teraz organizator często to czuje, że organizator chciał, że jeżeli da jakieś nagrody no to on by chciał, żeby w zamian zawodnik zrobił coś dla organizatora ekstra. A zawodnik często nie ma co ekstra zaproponować ponieważ sam nie dba o inne strefy tylko o swój trening. I to robi się po prostu takie błędne koło z którego trudno się wyrwać. 

BLACK HAT ULTRA:

Nagle są oczekiwania, że ktoś musi być super medialny.

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się. 

BLACK HAT ULTRA:

Masz jakiś pomysł na rozwiązanie tej sytuacji czy to po prostu rynek musi dorosnąć?

ANDRZEJ WITEK:

Troszkę chyba rynek musi dorosnąć. Natomiast to jest tak, że bieganie w górach jest cały czas na etapie profesjonalizacji. To jest młoda konkurencja. Dopiero wszystko się rozwija. W tej chwili mamy dopiero do czynienia z dwójką, trójką takich biegaczy w kraju, którzy to robią powiedzmy na poziomie zawodowym. Czyli mogliby po prostu tylko koncentrować się na bieganiu nie robić nic innego. I to by się samo finansowało. Potrzebny jest czas, potrzebny jest na pewno poszerzenie rynku żeby było więcej odbiorców tego sportu. Bardziej atrakcyjna realizacja tego jak śledzić wyniki albo budowania wydarzeń wokół samych biegów. Jeżeli rynek się powiększy no to też firmy, które są wokół tego rynku będą chciały doinwestować zawodników. No i wtedy dopiero gdzieś na końcu tego łańcucha pojawią się sami zawodnicy, którzy otrzymują jakieś pieniądze konkretne od tych firm, które chcą też kawałek tego tortu jakim jest rynek biegów górskich. No ale na to wszystko jest potrzebny czas.

 

BLACK HAT ULTRA:

Czas. Tak i jakaś jakaś wiara, że ten sport jest w stanie przyciągnąć rzesze odbiorców. Bo to jest widowiskowy sport tylko też trzeba potrafić to pokazać i sprzedać.

ANDRZEJ WITEK:

Oczywiście wiesz ja myślę, że tutaj nie ma co ukrywać, że np. Salomon w tej chwili ewidentnie widać, że on obrał taki kierunek rozwoju. Jest to firma duża światowa, która inwestuje dużo pieniędzy. Jestem przekonany, że jakby zobaczyć ich bilans zysków i strat z inwestycji w biegi górskie to oni na razie sporo dokładają do tego interesu. Dają duże nagrody finansowe na biegach. Natomiast zwrot jeszcze nie jest taki duży ale oni nie robią tego przypadkowo. Bo wierzę, że są troszkę mecenasami sportu. Ale z drugiej strony oni też wierzą w to, że po prostu dzięki temu poszerzą rynek i wielu kibiców czy też osób, które wchodzą w ten rynek pójdą do sklepu i sięgną po ich produkt. I to nie jest coś o co powinniśmy się obrażać jak ktoś będzie tego słuchać. Tylko po prostu to jest normalne prawo rynku i tak to funkcjonuje. 

 

BLACK HAT ULTRA:

Dokładnie. To też jest kolejna rzecz, która mnie fascynuje bo słuchając np. podcastów amerykańskich tam nie ma problemu żeby gdzieś pojawiła się jakaś reklama żeby biegacz mówił otwarcie o marce, którą reprezentuje żeby np. w trakcie podcastu pokazywały się reklamy. U nas powiem ci ja mam takie takie sygnały dochodzą, że jakby w BLACK HAT ULTRA pojawiały się reklamy w środku no to byłaby lekka wiocha. To jest dziwne, prawda. Ciebie sponsoruje teraz daj na fit i to też widziałem na blogu miałaś taki wpis, że też walczysz z tym trochę. Czy pokazywać czy mówić o tych produktach czy mówić tak dookoła czy mówić konkretnie czy za każdym razem chwalić czy też mówić czasem rzeczy, które ci się nie podobają w tych produktach. U nas mam wrażenie jest jakieś takie owiane jakąś taką niefajną atmosferą. A przecież my to robimy, to jest nasze życie. A twoi fani czy moi słuchacze nie zapłacą za nas rachunków za prąd i my musimy sobie jakoś z tym radzić.

ANDRZEJ WITEK:

Zgadza się ale myślę, że to jest po prostu duży problem taki gdzieś tam zakorzeniony w mentalności. Lubimy skrajności. Z jednej strony, ja po sobie widzę, że ktoś mówi powinieneś mieć jakiegoś sponsora, jakąś partnerską tak. Jak mam firmę partnerską pojawiają się głosy; a no to straciłeś autentyczność Bo w tej chwili już ktoś daje tobie pieniądze, sprzęt to ty już w tej chwili nie jesteś wiarygodny. Natomiast to co mówisz powinno też mówię tak by miał oczekiwania wobec środowiska jeśli chodzi o kibiców i osoby będące przy tym sporcie, że powinno być takie zrozumienie, że dla mnie czy dla ciebie to jest też praca po prostu. My robimy to co kochamy, co nas pasjonuje. Natomiast samą pasją się nie najesz i gdzieś musisz wygenerować jakiś dochód żeby móc po prostu żyć.

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie. Ja mam to szczęście i mi też internet umożliwił ogólnie dostęp do czegoś co się out Standing nazywa. Ja mam wspaniałych patronów, którzy wspierają ten Podcast. Myślę, że nie wiem ty masz uruchomiony jakiś front na swoje potrzeby czy nie?

ANDRZEJ WITEK:

Nie. Natomiast też prawda jest taka, że nie finansuje też, samofinansowanie mam w tym sporcie więc też trochę czuję się związany z tym, że faktycznie moje funkcjonowanie jest uzależnione od rynku biegowego. Od tak dobrych osób, które faktycznie ze mną współpracują wybierają mnie jako osobę pomagają przy treningu .

 

BLACK HAT ULTRA:

No właśnie tak. Masz inną sytuację. W każdym razie ja mam jakiś taki wewnętrzny opór żeby ludziom wciskać jakieś konkretne produkty. Czasem zrobię jakieś drobiazgi ale to w ogóle jest nieważne. Natomiast sam fakt że wspierają słuchacze to jest ogromna petarda. Super. 

ANDRZEJ WITEK:

To jest bardzo napędzające. Ja wiesz, np. samo prowadzenie bloga. Domyślam się, że przy podcaście jest jeszcze więcej roboty. Więc wiesz ile to jest pracy. Jak siadam do bloga to czasami się śmieję, że bieg trwał dwie godziny. Ja później piszę relację 3 godziny. Asia przez godzinę obrabia zdjęcia z trasy. Później jeszcze korzystam z jej niezawodnego oka edytorskiego więc ona jako pierwsza czyta tekst. Mówi swoje uwagi więc jeszcze do tego muszą wpaść poprawki. Więc później się okazuje, że bieg trwa dwie godziny a cała praca przy publikacji wpisu to jest 6 godzin. I później sobie siedzę i zastanawiam się kurde mogłem sobie pójść na spacer zamiast pisać na tym blogu. Ale jak już później gdzieś tam wracam i widzę komentarze ktoś pisze, że mu się podobało, że się dobrze czytało, że czuł te emocje czytając relację, że dziękuje za to, że prowadzę tego bloga. No to wiesz to mnie wpływa tyle energii, że ja nie mam wątpliwości, że znowu siadam po prostu. Jestem po biegu wykończony ale siadam do tego wpisu bo wiem, że ktoś na to czeka i ktoś to docenia i to jest mega uczucie i dużo energii.

 

BLACK HAT ULTRA:

Tak, tak to jest wspaniałe i rzeczywiście na twoim blogu jest mnóstwo wspaniałych informacji odnośnie biegania. Także gratuluję ci jeszcze raz. Gratuluję ci jeszcze raz występów na Mistrzostwach Polski. Bardzo fajnie, że tak ostro walczysz. Jakie masz plany na ten sezon?

 

ANDRZEJ WITEK:

W tej chwili chciałbym się skoncentrować na biegach w środkowej Europie z Cyklu Golden Series Salomona. Jest to jeden bieg na Słowacji, jeden w Czechach i u nas w Polsce. W ramach festiwalu bieg. Jeżeli wszystko pójdzie po takiej myśli jakbym chciał to celował bym gdzieś tam w finał tej ligi regionalnej. Oprócz tego to już jest troszkę uwarunkowane od tego jak się potoczą te biegi ale też ta trasa i maraton jest biegiem, który mnie interesuje. Natomiast na jesień w tej chwili gdzieś tam plan się tworzy. Być może będzie to asfaltowy półmaraton żeby troszkę odświeżyć życiówkę. A już taka późniejsza jesień no to zobaczymy bo też nie ukrywam, że dużo będzie zależeć od decyzji związku jak będzie wyglądać po prostu kadra na mistrzostwa świata w Tajlandii czy te mistrzostwa się odbędą.

 

BLACK HAT ULTRA:

Ale powinieneś być powołany?

ANDRZEJ WITEK:

Wypełniłem minimum. Czy powinienem być powołany na to pytanie już do decydujących.

BLACK HAT ULTRA:

Czyli ewentualnie podróży do Tajlandii czeka. Słuchaj a co z tym 2,20 w maratonie?(śmiech) Strasznie Cię w górę ciągnie. Bardzo fajnie.

 

ANDRZEJ WITEK:

Rozpoczynam współpracę właśnie z trenerem Andrzejem Orłowskim. Powiedziałem mu, no bo on jest kojarzony w tej chwili powiedziałbym bardziej z biegami górskim, i powiedział mu, że to jest numer jeden. I cały czas mamy to jakby nasz główny cel i myślę, że taka najbliższa próba będzie na wiosnę 2022.

 

BLACK HAT ULTRA:

Super. Dziękuję bardzo za rozmowę.

ANDRZEJ WITEK:

Dziękuję również. Do zobaczenia na trasie.

BLACK HAT ULTRA:

Do zobaczenia.

 

Andrzej jest dla mnie niesamowitym przykładem człowieka, który przy odpowiedniej dozie determinacji i ciężkiej pracy podejmując dobre wybory i zachowując uśmiech oraz niezbędny dystans do tego co robi osiąga w sporcie i w życiu to co chce. Gorąco życzę mu samych sukcesów i z niecierpliwością czekam na 16 lipca i Golden Trail Series, kiedy to na starcie staną same kozaki z Polski, Czech i Słowacji walcząc o miejsce w finale tej prestiżowej imprezy. Będzie się działo.

Dziękuję serdecznie za wysłuchanie tego podcastu. Podcast można wspierać w mediach społecznościowych udostępniając informacje o nim w postach, relacjach i na tablicach. Podcast ten funkcjonuje dzięki mentalnemu i finansowemu wsparciu słuchaczy. Jeśli chcesz dołączyć do tego grona zapraszam na patronite.pl/blackhatultra.

W tej chwili podcast na Patronite wspiera 125 osób. Ale chciałbym wymienić tutaj alfabetycznie nazwiska tych, których miesięczny wkład jest największy. Są to: Agnieszka Barczyk, Krzysztof Bednarz, Adam Bogdał, Magdalena Czernicka, Agnieszka Dudek, Andrzej Gąsiorowski, Krzysztof Grzęda, Beta Chryń-Morawska, Michał Janiak, Tomasz Kacymirow, Paweł Kaczmarek, Szymon Kubicki, Agnieszka Łęcka, Marek Maj, Wojtek Mąka, Agnieszka Minikni, Wojciech Pietrzok, Marcin Stefaniak, Marzena Stanek, Przemysław Strąk i Edyta Winnicka.

Ten odcinek podcastu BLACK HAT ULTRA przygotowali:

Kamil Dąbkowski prowadzenie i montaż oraz

Piotr Krzysztof Pietrzak transkrypcje i media społecznościowe.

A autorem muzyki jest Audiodealer.

 

A jeżeli jeszcze tu jesteś?

Ta sytuacja, która miała miejsce w Chinach jest chyba wydarzeniem bez precedensu. Każe się zastanowić czy zawsze z odpowiednim szacunkiem podchodzimy do terenu, po którym biegamy. Czy nie lekceważymy przypadkiem czasem gór. Czy organizatorzy na pewno odpowiednio dbają o nasze bezpieczeństwo i zatrudniają fachowców. Zginęli ludzie, którzy podzielają naszą pasję. Mogło się to przydarzyć każdemu. Takie sytuacje uświadamiają nam jak kruche jest życie i tym bardziej jak warto jest je doceniać. Jak warto doceniać każdy dzień. Dlatego zróbmy kilka oddechów. Poświęcimy je tym, którzy odeszli. I zakończymy pozytywną myślą, że jesteśmy bezpieczni, że stało się to co miało się stać. Nie mieliśmy nad tym żadnej kontroli i miejmy nadzieję, że takie sytuacje nie wydarzą się w przyszłości.

 

Weźmy teraz pięć spokojnych długich oddechów. Wykonujmy te oddechy świadomie obserwując jakie zmiany w naszym ciele zachodzą. Wprowadzamy powietrze do środka, potem gdy je wdychamy.

 

Dziękuję wam serdecznie, że tu jesteście. Pozdrawiam serdecznie. I do usłyszenia. 

Bużka!

 

LINK DO ODCINKAhttps://www.blackhatultra.pl/podcast/episode/78a8716f/76-andrzej-witek-biegacz-szybki-140-minut-black-hat-ultra-podcast